Miesięcznik Dzikie Życie

5/36 1997 Maj 1997

Brzmienia najbliższego otoczenia

Sławomir Gołaszewski

Równoczas Słońca z Księżycem

Niektórzy uważają, że tym, czego brakuje współczesnemu człowiekowi coraz wyraźniej i coraz częściej jest rozpaczliwy brak SENSU. Lecz gdy zadamy sobie pytanie o sens, to właściwie nie wiadomo o co pytamy. W dzisiejszych czasach nie do przyjęcia wydaje się koncepcja wyrażona słowami. „Dla każdego tak samo”. Choć jeszcze niedawno brzmiało to jak oczywistość wyrażana słowami: wolność, równość, sprawiedliwość, prawo do szczęścia. „Dajcie nam równe prawa” – śpiewali Robert i Viviana. I chociaż upłynęło już od tamtego momentu lat ponad dwanaście, widzimy coraz wyraźniej, że życzenie sobie „Prawa” znanego skąd-inąd nie dotyczy naszej części świata. Myślę czasem, że z uwagi na klimat. Klimat stanowi doskonały symbol i znak sensu. Nawet niektóre wiersze bywają klimatyczne.

Na początku świat był tak niezwykle skonstruowany, że człowiek nie podołał wysiłkowi zrozumienia i stał się zarozumiały – tak powstały kościoły, profesje i stowarzyszenia, choć do dziś nikt nie pokumał o co chodziło Wodzowi czy Nauczycielowi: O Wilhelmie Reichu (twórcy m.in. psychoterapii somatycznej, nauczyciela popularnego w Polsce Alexandra Lowena – red.) psychologowie i terapeuci, a szczególnie analitycy, mówią do dziś, że mu ewidentnie „odbiło”. A chociaż uczniów tej szkoły jest coraz więcej – to coraz odleglejsi są od klarownych znaczeń. Oczywistość konstatacji jest piorunująca: po pierwsze jest tych znaczeń za dużo, a po drugie cały ten proces poznawczy jest bez sensu, bo nikt nikomu nie powie jaką ma obrać drogę, żeby być jako Naukowiec, należeć do Towarzystwa albo Profesji, zachodzić na Salony, aby pokazywać Dyplomy pełne pieczęci. Zwykły habilitacyjny Proces Czarownic. I nic więcej. I tak to trwa przez parę lat, a potem zamieniają się Profesje i mamy do czynienia z Inkwizycją. Każdy by to chciał przeżyć na własnej skórze – to ekscytujące smaganie płomieni podczas dorzucania drew na ognisty stos. Najlepiej owe stare drzewa zamieszkujące jeszcze stary las. Taka jest właśnie koncepcja nauki oświecenia (przyjmijmy, że za jej początek uznamy spalenie na stosie Giordano Bruno w lutym 1600 roku).

W fakcie tym możemy upatrywać symbolu palenia książek, a nawet – z drugiej strony – symbolu stosu atomowego. Wyłoni się wówczas proste pytanie: Dla kogo jest ta cała przyjemność „dokładania” czy „podrzucania” do stosu? Komu już niepotrzebne te stare Księgi? Wszak one zawsze były częścią lasu, różnego – w zależności od klimatu. Oto prawdziwe Dzieło Stworzenia okazało się ludziom niepotrzebne.

Dziś „książka” to „impuls” energetyczny! przy takim tłumaczeniu nie oddalamy się za bardzo od tego, jak pojmowali to Starożytni. Czyżby wiedzieli coś o internecie?

Z tym powszechnym świętowaniem to chyba wyszło jakieś globalne zamieszanie. Powszechna telewizja pokazuje czas karnawału, a widzowie życzą sobie, żeby to pokazywali na Wielkanoc. A może by od tego zaczynać każde przyjście do szkoły? Czyż teraz nie nazywają tego zjawiska FALA? I mam pytanie do prawdziwych fanów: jak się nazywa ten gatunek muzyki i kto pierwszy tutaj tak zaśpiewał? Niecierpliwym mogę od razu odpowiedzieć, że Tomasz Budzyński i Siekiera. Fala trwa i wydaje się, że nic już nie może jej powstrzymać. Tylko nie ma komu złożyć podziękowań za tak dobrze wypełnioną misję. Muzyka tłumaczy się sama w sobie, a nie po to chodzimy na koncert, żeby zbierać myśli. Trudno w takim momencie, dla poparcia swych argumentów przywoływać „ekologię”, choć na logikę wychodzi to i na zdrowy rozum.

Przyjrzyjmy się swojemu najbliższemu otoczeniu i poczekajmy na odpowiedź. Czego słuchają „eko-fani” i „eko-lodzy”? Ci, którzy „słowo” niosą, „nawiedzeni” i „prorocy”? Przecież wszystkich już dawno spaliliśmy na stosie. „Ashes to ashes – dust to dust – and soul to soul… From genesis – to revelation – through the rock’n’roll… Now in your – head. I pytanie do fanów: z czyjego repertuaru pochodzi powyższy cytat?

Pośród brzmień, z którymi rezonuje serce są i takie, które trudno odnaleźć w przestrzeni nazywanej światem. Podczas zjednoczenia Ziemi ze Słońcem poprzez medium Księżyca, rozlega się wszechprzenikający dźwięk, choć dzisiaj niesłyszalny. Jego echo tworzy rezonans w umyśle jurodiwego. Wówczas się budzi jako prorok i czasu i miejsca. Nasłuchując brzmienia najbliższego otoczenia prowadzi ze światem rozmowę. Tworzy muzykę dostępną dla każdego gotowego wejść na scenę. Jest poetą, artystą w Przygodzie, o której powiadał Stachura, że „się przewodzi”. Nie ma nic do rzeczy jak stare będą Księgi, jak stare lub młode będą inne istoty. Więc jak właściwie nazywa się skrzyżowanie grzyba z algą? Imieniem eksperymentatora! Podążając dalej tym tropem/tripem natkniemy się na Ząbkowice. Lecz na razie. nie będę kontynuował tego wątku. Nie przychodzi mi bowiem do głowy, że można być „fanem” tajemnicy. Tak jak nie można być „fanem” źródła. Ale muzyki?… Dlaczego nie?

Sławomir Gołaszewski