Miesięcznik Dzikie Życie

12-1/42-43 1997/1998 Gru 1997 / Stycz 1998

Góry dla Natury albo zgniłymi jajami w łeb!

Marek Styczyński, Anna Nacher

Akcja na Jaworzynie Krynickiej – 12 października 1997 r.

Mgły otulające sąsiednie szczyty, lawina kolorów, jak rzadko ostrych i wyraźnych. Niespodziewane harmonie barw, lekkie dysonanse zanikającej zieleni, zapach mokrych buczynowych liści, smak potu, oddech wypełniający płuca zanadto, do pęknięcia, do granic. Krople deszczu, zwały odsłoniętej, odartej ze skóry ziemi, krzycząca wyrwa w linii drzew, słupy kolejki gondolowej, narciarski tor. Zachwyt, żal, bezsilny gniew, rozpacz z wysiłkiem trzymana na odległość, myśli usilnie kontrolowane, za to precyzyjne i zimne, jak nigdy. Ludzie zadowoleni, ludzie obojętni, wagoniki w górę, wagoniki w dół, pełne, puste, zapełnione w połowie. Brak słów, rozpaczliwe gorzko-cyniczne żarty, poczucie więzi i bliskości, strata czegoś, co zaledwie mogliśmy zacząć poznawać. Zagubione oddechy, kolejne metry, gigantyczna budowla górnej stacji, kolejni ludzie. Zagubieni, ogłuszeni reklamą, nieporadni, nadmiernie hałaśliwi, bawić się za wszelką cenę, nie dopuścić innych myśli. Ręce marznące na wietrze, transparent uruchomiony przez wiatr, ostatnie białe żagle, morze gór, ochroniarze kolejki gondolowej. Na dole sznur samochodów, podpici młodzieńcy szukający zaczepki, wycieczki „zaliczających” kolejne „atrakcje” „turystów” prowadzonych przez przewodnika PTTK, smród, hałas. Wciąż kolory nie tracące nic ze swej intensywności, dostrzeżony kątem oka jarząbek przelatujący nad drogą, ludzkie siedziby, zgiełk, kolejne autobusy, sklepy, towary. Złudzenia. Mity. Żal.

Chciałabym to wszystko ująć w jakiś jeden wzór, zapisać go na kartce, uwierzyć, że utrzyma wszystkie elementy razem, coś wyjaśni, chciałabym jakiejś gotowej formuły, wygodnie opisującej i nadającej sens. Im bardziej tego pragnę, tym mniej rozumiem.

Anna Nacher

***

O Jaworzynie wiele już napisaliśmy… Od blisko dwóch lat próbowaliśmy zwrócić uwagę opinii publicznej na bezkompromisowe forsowanie budowy kolei gondolowej na szczyt tej góry. Mimo pism, wywiadów radiowych i ulotek oraz publikacji w pismach o zasięgu ogólnopolskim, do prasy lokalnej nie przedostało się nic… Nie znaczy to wcale, że nikt naszych argumentów nie studiował. Mogłem się o tym przekonać podczas kuriozalnego ataku, jaki przypuścił na mnie osobiście jeden z rzeczników budowy kolei z Krynicy w lokalnym radiu „Echo”.

Mam wrażenie długiej gry do jednej bramki. Tak aroganckiego, pozbawionego profesjonalizmu i zwykłego poczucia przyzwoitości traktowania stowarzyszenia społecznego, z jakim spotkaliśmy się ze strony władz Krynicy, WIOŚ, Ministerstwa, UW w Nowym Sączu i innych jeszcze „ciał” – za których pracę płacimy i my, i wy drodzy czytelnicy – nie pamiętam z najczarniejszych dni tzw. „komuny”. Liczą się tylko pieniądze. Równolegle ze sprawą Jaworzyny testowaliśmy te same sytuacje w kwestii wilka. Dziennikarze ustawiają się po stronie (jak im się wydaje) silniejszego, bardziej wpływowego i bogatszego. Choćby za „kiełbaskę” czy myśliwski bigos… Zdarzały się przeinaczania wypowiedzi, a nawet cytowanie wypowiedzi wymyślonych(!).

Ministerstwo Ochrony(?) traktowało nas jak śmieci – odpowiedzi pisane na kolanie, nie stosowanie się do kodeksu postępowania administracyjnego (czas oczekiwania na odpowiedź 2–4 miesiące bez podania przyczyny zwłoki), pisma o sprzecznych ze sobą informacjach, no i to, że absolutnie nic się w sprawie odszkodowania za wylesienie 50 ha nie dzieje od roku. Dziś już wiemy, że Pan Minister wyspecjalizował się w wylesianiu i już nas nie dziwią Jego poczynania w stosunku do Jaworzyny. Minister powinien się liczyć z tym, że w tej sytuacji nie będziemy już więcej pisali, pracowali nad argumentami, oczekiwali łaskawej odpowiedzi i żebrali o zainteresowanie mediów. Będziemy walili zgniłymi jajami w łeb (jest już taka nowa tradycja w polskiej polityce) – znajdą się natychmiast dziennikarze, a i zrozumienie problemu pod nazwą „ruch ekologiczny” natychmiast wzrośnie.

Tak więc przyszedł czas podsumowania pierwszego etapu naszych działań i musiało się to odbyć na szczycie Jaworzyny Krynickiej. Przybyło kilkunastu aktywistów z Bielska-Białej, Katowic, Krakowa, Skarżyska-Kamiennej, Sosnowca, Rudy Śląskiej, Tychów, Pszczyny, Tarnowa, Jasła i Nowego Sącza, a nawet Lublina. Przyjechali za własne pieniądze i z własnej woli. Wyszliśmy od stóp góry i wolno wchodziliśmy najszerszą raną toru zjazdowego aż na sam szczyt. Rozpięliśmy tam transparent z napisem: „Góry dla Natury gondole do Wenecji” oraz „Stop dewastacji Jaworzyny” (przemianowane w notatkach prasowych na : „Gondole tylko dla Wenecji”(!) – „Gazeta Krakowska” N.Sącz oraz „Stop dla Jaworzyny” – Dziennik Polski). Rozdawaliśmy ulotki. Unikaliśmy dyskusji z napastliwymi rzecznikami kolei. Było zimno. Grabiały ręce. Oczy aż bolały od widoku śmietnika i lunaparku trafiającego w najgorsze gusta i nakręcającego najgorsze wzory kulturowe. Wiał wiatr, a mgły przewalały się w swoistym teatrze gór. Było bardzo smutno.

Później schronisko i herbata w styropianowym kubku – wyraz najwyższego poziomu cywilizacji technicznej, zgrabnie uzupełnia zamysł burmistrza Krynicy Jana Golby i wraz z pierogami za 5 zł od porcji nauczy dzieci szacunku dla gór i „zdrowego” stylu życia bez wysiłku. To pewnie tę naukę miał na myśli biskup, który poświęcił kolej gondolową zanim jeszcze została dopuszczona do eksploatacji. Poświęcenie kolei gondolowej jako wyraz przeciwstawienia się Kościoła Katolickiego w Polsce konsumpcyjnemu stylowi życia – to ci dopiero perełka! Następne będą kasyna i burdele… Byle nie było już więcej wielkich gór, na których można byłoby w samotności czuwać i rozmawiać z Bogiem!

Nalepialiśmy antybilety (przysyłane przez tysiące ludzi z całej Polski deklaracje wyrzeczenia się korzystania kiedykolwiek z kolejki na Jaworzynę – red.) na papierową taśmę i okazało się, że jest nas tak dużo! Antybilety zajęły całą dostępną nam taśmę czyli 50 m, a zostało ich jeszcze na kilka podobnych.

Zeszliśmy z góry i kilka minut w kręgu pozwoliło nam dowiedzieć się, że będzie dalszy ciąg i że być może znowu góra nas czegoś nauczyła.

Marek Styczyński

P.S. Bardzo, bardzo serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy przybyli na naszą akcję. Jesteśmy waszymi dłużnikami! Dziękujemy także bardzo ciepło wszystkim tym, którzy zrezygnowali z wyjazdów na Jaworzynę w formie „antybiletów” – liczymy ciągle na innych i jeszcze bardzo wiele antybiletów, wciąż będę potrzebne (budzą duże zainteresowanie ze strony dziennikarzy). Czuliśmy także wsparcie tych z Was, którzy z różnych przyczyn nie mogli być z nami w niedzielę, 12 października. Stanowimy jedną rodzinę.

Mamy nadzieję, że w 1998 roku znajdziecie czas, by odwiedzić Beskid Sądecki i sprawdzić co tu się dzieje… Zapraszamy do poparcia naszej kampanii „Projekt Radziejowa” na rzecz ochrony Beskidu Sądeckiego. Szykujcie też zgniłe jaja…