Miesięcznik Dzikie Życie

6/48 1998 Czerwiec 1998

Nowatorskie sposoby tarasowania drogi

Lila Dawidziuk

Już w nocy pięć półtonowych beczek stanęło w poprzek drogi dojazdowej na budowę autostrady A4. Do nich przykuło się kilka osób, jak później pisała prasa „śmiałków”.

Wokół duża grupa ludzi z transparentami, gotowych do zablokowania drogi na wypadek, gdyby samochody próbowały objechać barykadę. Na budowanej estakadzie wspinacze rozwiesili ogromny żółty transparent „NIE dla autostrady przez Górę Świętej Anny”. Kilka osób pozostało na filarach i na linach. Do dźwigu przykuło się łańcuchami dwóch chłopaków. Wszystko było gotowe na długo przed przyjazdem robotników. Gdy pojawił się bus wykonawcy robót napięcie wzrosło, nikt nie wiedział czego możemy się spodziewać, choć dzień wcześniej rozważaliśmy wszystkie możliwe warianty. Zaskoczeni pracownicy budowy wycofali się. Za jakiś czas pojawił się operator dźwigu, chcąc tylko zabezpieczyć sprzęt. „Ja rozumiem ten Grinpis, gdyby was nie było, to nie byłoby rzek ani lasów, ale ja mam żonę i dzieci, ja odpowiadam za ten sprzęt, nie bójcie się, nic nie uruchomię, tylko wszystko sprawdzę.” Policyjny radiowóz z oddali czuwał nad przebiegiem akcji, obyło się bez interwencji. W międzyczasie zaczęli pojawiać się przedstawiciele mediów. Poszła fama, że dzieje się coś atrakcyjnego. Przyjechały ekipy ze wszystkich możliwych stacji telewizyjnych, radiowcy i dziennikarze z prasy. Wielu z nich nie kryło, że nam sprzyja. Z takiej akcji można zrobić niezły materiał.

Zainteresowanie wywoływały szczegóły techniczne jak są przykuci blokujący drogę, skąd mamy umiejętności wspinaczkowe? Następnego dnia relacje ukazały się w większości gazet, „Dniówka na filarze”, „Ekologiczne show” , „Podniebna pikieta” pisali dziennikarze. Cel akcji udało się osiągnąć – sprawa Góry Świętej Anny zaistniała w mediach. Przy okazji inwestorzy ponieśli zasłużone koszty – sama bezczynność żurawia kosztuje ponoć trzy albo cztery „stare” miliony na godzinę.

W czasie akcji kilku tajemniczych panów z aparatami systematycznie nas fotografowało – twarz za twarzą. Prawdopodobnie wkrótce zapozujemy do nowych ujęć.

Lila Dawidziuk