Miesięcznik Dzikie Życie

11/77 2000 Listopad 2000

Feminizm - kilka pytań

Remigiusz Okraska

Im bardziej lubię i szanuję jakieś pismo, tym bardziej rażą mnie wszelkie opinie - delikatnie mówiąc - mocno dyskusyjne w nim zamieszczane. Przeczytałem uważnie felieton Anny Nacher "Czy jest nam jeszcze potrzebny feminizm?" w DZ nr 10/2000 i po lekturze mam kilka pytań do Autorki:


- Czy fakt, że jedynie w krajach nordyckich stopień udziału kobiet w gremiach decydujących o sprawach istotnych dla społeczeństwa (jakie to gremia?) osiąga 39% wynika na pewno z dyskryminacji kobiet, czy też może jest raczej efektem świadomych decyzji tychże kobiet (z tego co mi wiadomo gremia takie w tychże - w wielu innych - krajach wybierane są w wyborach, w których brać udział mogą wszystkie pełnoletnie kobiety, zatem widocznie im samym nie przeszkadza to, że wybierają mężczyzn - może po prostu różnią się w opiniach od feministek)?

- Czy z faktu, że Stany Zjednoczone nie ratyfikowały konwencji o przeciwdziałaniu wszelkim formom dyskryminacji kobiet wynika automatycznie, że w kraju tym kobiety są dyskryminowane bardziej niż w każdym z krajów, które konwencję tę podpisały? Czy podpisanie takiej konwencji automatycznie przekłada się na poprawę sytuacji w kwestii zwalczania dyskryminacji kobiet? Czy brak ratyfikacji tej konwencji przez USA oznacza, że kraj ten z zasady dyskryminuje tylko kobiety (skoro USA nie ratyfikowało także np. wielu postanowień Międzynarodowej Organizacji Pracy)?

- Czy z faktu, że 80% zwolnionych pracowników w czasie kryzysu gospodarczego w Azji to kobiety, wynika na pewno, że miała tam miejsce dyskryminacja kobiet (a nie np. to że kobiety znacznie częściej niż mężczyźni wykonywały prace zbędne z punktu widzenia gospodarki znajdującej się w kryzysie - przecież fakt, że po upadku PRL-u najwięcej osób straciło pracę w przemyśle ciężkim nie oznacza przede wszystkim programowej dyskryminacji przemysłu ciężkiego, lecz głównie jego nadmierną i pozbawioną sensu uprzednią rozbudowę)?

- Czy z faktu, że w byłych krajach socjalistycznych coraz prężniej rozwija się przemysł pornograficzny wynika, że są w nich dyskryminowane kobiety (a zatem: czy pracujące w tym przemyśle kobiety są do tej pracy zmuszane, czy może wolą np. rozbierać się przed obiektywem zamiast pracować w fabryce?)? Czy w krajach Zachodu nie istnieją przypadkiem materiały pornograficzne skierowane do kobiet i przedstawiające rozebranych mężczyzn? Czy istnienie materiałów pornograficznych skierowanych do mężczyzn i skierowanych do kobiet jest dowodem bardziej przedmiotowego traktowania kobiet niż mężczyzn? Jeśli tak, to dlaczego?

- Czy fakt, że przyjmowane do pracy kobiety pytane są o zamiar zajścia w ciążę jest przejawem dyskryminacji kobiet jako takich, czy może elementem szerszego zjawiska dyskryminacji pracowników w ogóle (na życzenie podam przykłady równie uwłaczających godności człowieka poczynań pracodawców wobec mężczyzn)?

- Czy fakt wykorzystywania wizerunków kobiet (ich ciał) do reklamowania produktów konsumpcyjnych jest odosobnionym przypadkiem, czy też może jest zjawiskiem analogicznym do wykorzystywania wizerunków mężczyzn (ich ciał) do reklamowania innych produktów (zaiste, Anna Nacher musi żyć w innym kraju niż ja, skoro nie widziała nigdy reklamy, w której jakiś niemal roznegliżowany przystojniak reklamuje produkty konsumowane z zasady przez kobiety)? Czy przypadkiem nie mamy tu do czynienia po prostu z przedmiotowym traktowaniem człowieka w ogóle, odwoływaniem się do najniższych instynktów, sprowadzaniem cielesności (i seksu) do poziomu skomercjalizowanej namiastki prawdziwych przeżyć i godnych zachowań (i czy jest to wina patriarchalnej kultury, czy może raczej podporządkowania sektora produkcyjno-dystrybucyjnego logice zysku za wszelką cenę, bez oglądania się na godność człowieka, zasady etyczne itp.?)?

- Czy aby na pewno Kościół katolicki wyklucza ze swoich władz kobiety na mocy zasady "nie, bo nie", czy też może robi to w imię wielowiekowej tradycji i przywiązania do zasad, które z natury swej nie mogą być poddawane presji jakichkolwiek grup i jednostek (Kościół katolicki nie funkcjonuje - choć to w dzisiejszych czasach faktycznie rzadko spotykane zjawisko - na zasadzie koncertu życzeń)? I czy jest to zjawisko tak niezwykłe w dziejach, skoro każda społeczność tradycjonalistyczna (dzisiaj faktycznie jest ich niewiele, ale kiedyś było ich mnóstwo - każde plemię było taką społecznością) funkcjonowała w oparciu o niezmienne zasady określające pełnienie konkretnych funkcji przez przedstawicieli danej płci, grupy wiekowej, warstwy społecznej itp., wykluczając pozostałe (wielokrotnie owymi wykluczonymi byli mężczyźni)? I czy przynależność do Kościoła katolickiego jest w obecnych czasach obowiązkowa (zatem: czy kobiety, którym nie podoba się sposób obsadzania stanowisk kościelnych, są zmuszane do znoszenia tego stanu rzeczy - mogą wszak wystąpić z Kościoła, tak jak ja nie rozmawiam z ludźmi, których nie lubię za to czy tamto?)?

- Jak się mają do rozprawiania o dyskryminowaniu kobiet w Polsce takie fakty społeczne, jak to, że wiek emerytalny kobiety osiągają pięć lat wcześniej niż mężczyźni, a zatem o pięć lat krócej pracują i o pięć lat dłużej pobierają świadczenia emerytalne (te pięć lat to liczba umowna, bo zważywszy na przeciętne trwanie życia - w przypadku kobiet o kilka lat dłuższe - kobiety na ogół świadczenia emerytalne pobierają znacznie dłużej niż mężczyźni), oraz fakt, iż mężczyźni zmuszeni są do odbywania przymusowej służby wojskowej (obecnie rok czasu, służba zastępcza dla pacyfistów - 21 miesięcy), czego nie muszą robić kobiety?

Dopiero po usłyszeniu konkretnych (mało kobiecych emocji i lania wody - dużo niekwestionowanych i jednoznacznych w swej wymowie faktów) odpowiedzi na takie pytania, będę mógł zastanowić się czy feminizm jest, czy też może nie jest potrzebny. Choć mając na uwadze sposób opisywania rzeczywistości przez Annę Nacher nie mam żadnych wątpliwości, że niektórym osobom jest on na pewno potrzebny - jako kolejny z "-izmów", który pomaga funkcjonować ludziom nie potrafiącym myśleć samodzielnie, bez używania propagandowych klisz i stereotypów.

Remigiusz Okraska