Miesięcznik Dzikie Życie

3/69 2000 Marzec 2000

Patos pragmatycznego realizmu

Krzysztof St. Kędziora

Jest prawdą, że „bogactwo jednych jest uzależnione od ubóstwa innych” [Świat rozpędzony, świat uśpiony, Ryszard Kapuściński w rozmowie z Jackiem Żakowskim, Gazeta Wyborcza, 24-26 grudnia 1999; jeśli cytat nie będzie określony inaczej, pochodzić będzie z tego tekstu], ale już nie, że „rozrzutność i oszczędność, luksus i niedostatek, bogactwo i nędza równają się sobie” [Karol Marx, Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r., tłum. Konstanty Jażdżewski, Tadeusz Zabłudowski, Warszawa 1958, s. 112]. Dziś powiedzieć jedno, to na myśli mieć zupełnie co innego.


Zacznijmy od początku. „Świat coraz wyraźniej pęka. Właściwie coraz trudniej jest nam już powiedzieć, że Amerykanie i Somalijczycy żyją w tym samym świecie”.
Jak wszystko i to musi mieć swoja przyczynę. Ktoś musi być temu winien. Wiemy, że „kolonializm się skończył, a zło pozostało. Nauka się rozwijała, a ludzie wciąż umierali z głodu. Produkcja rosła gwałtownie, a wciąż przybywało nędzarzy” również „przekonaliśmy się, że nieszczęścia Trzeciego Świata nie były rezultatem rywalizacji Moskwy i Waszyngtonu”. Ktoś musi jednak być temu winien. Nic nie dzieje się bez przyczyny.
Być może są złe jednoznaczne odpowiedzi, ale raczej na pewno złe jest jednoznaczne udzielanie odpowiedzi. Nie jest tak-tak lub nie-nie, bo jest i tak, i nie. I raczej chwała tym, „którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem, którzy zamieniają ciemność w światłość, a światłość w ciemność, zamieniają gorycz w słodycz, a słodycz w gorycz” [Księga Izajasza 5, 20].

Istnieją dwie cywilizacje: „rozwoju” i „przetrwania” (a jedna nie jest lepsza od drugiej), co znaczy, że „pewne skale wartości i pewne rodzaje więzi sprzyjają dziś rozwojowi, a inne tylko pozwalają przetrwać”. Przetrwać? Eufemizm? Semantyczny zamęt? Nieścisłości nie przesłaniają istoty myśli: „bieda ma swoje źródła również w mentalności biednych”. Innymi słowy biedni są biedni, bo są biedni. Tautologia? Nie. Rzecz w „wartościach wyznawanych przez ludzi i więziach, które je łączą”.To rzeczywiście „prawdziwa rewolucja w świadomości lat 90”.

„Nie chodzi o odpowiedzialność, ale o bezpieczeństwo”. Nie tylko za to wszystko nie jesteśmy odpowiedzialni, lecz i też nie musimy się czuć odpowiedzialni. Świat wartości runął, a wraz z nim przypisane wszystkiemu znaczenie. Lub też inaczej, dziś powiedzieć, że coś ma wartość, jest czymś, to odnieść to do mnie, do nas. Cierpienie jest cierpieniem, gdy mnie dotyka. Zło jest złem, gdy to mi zagraża. Ma miejsce głód, gdy mi brakuje chleba. Pojawia się problem, gdy nas dotyczy. „Nie chodzi o odpowiedzialność, ale o bezpieczeństwo”. A w języku praxis: „filtry do pitnej wody i ołówki dla dzieci w Afryce lepiej służą naszemu bezpieczeństwu niż finansowanie afrykańskich armii". Różnica pomiędzy ołówkiem a armią jest różnicą w ostatecznym rachunku czysto kwantytatywną.

Prawdziwa rewolucja w świadomości. Elitarne objawienie dyrektorów Banku Światowego, szefów ONZ, wielkich biznesmenów.
„Ja jestem optymistą. I znów mam nadzieję”. Samoświadomość. Świadomość bogatych, że „dystans dzielący ich świat od otchłani nędzy zagraża ich własnej przyszłości”, to samoświadomość świata. Nędza zatem została zniesiona w świadomości bogatych, potrzebny jest czyn, zniesienie nędzy w rzeczywistości (biednych).

„Musimy stopniowo wciągać cywilizację trwania w orbitę rozwoju”. Globalne, a nawet kosmiczne, zamierzenie. Nie możemy pozwolić, by wszyscy stali się hołyszami, bo nędza innych, to nędza dla nas, a zatem nas wszystkich. Być może Rosjan, ani Bantu, ani nawet Hindusów nie uczynimy Szwajcarami czy Holendrami, „pewna nierównowaga jest oczywiście naturalna, potrzebna i twórcza” - cokolwiek miałoby to znaczyć, lecz „globalna solidarność” jest tym, co może nas uratować. Globalna solidarność - patos pragmatycznego realizmu.

Dziś, gdy powiedzieć, że „bogactwo jednych jest uzależnione od ubóstwa innych” i nadać temu nowe znaczenie, na miarę „prawdziwej rewolucji w świadomości” to stwierdzić, iż aby pozbyć się biednych należy uczynić ich bogatymi (bogatszymi), a nie jak mogłoby się wydawać wyjść poza „luksus i niedostatek”.

Krzysztof St. Kędziora
26 grudnia 1999