Miesięcznik Dzikie Życie

10/76 2000 Październik 2000

List: Wilki w ZOO

Kochani!
Dziś dostałam nowe "DZ". Przeczytałam notatkę o zgodzie na odstrzał "agresywnych" wilków. A po niej Wasz komentarz: Wilk powinien zostać odłowiony i zamknięty w zoo . I ogarnął mnie smutek, jak wiele człowiek może zrobić zwierzętom zła tylko z bezmyślności, niewrażliwości i projekcji własnych odczuć na inne istoty. Wasze delikatne, humanitarne sumienie upieści i uspokoi wielkoduszne "darowanie" agresywnemu wilkowi życia. Ten komfort psychiczny jest dla Was tak ważny, że odczucia "przestępcy" już się nie liczą. Z oczami przesłoniętymi nieprzejrzystą zaporą własnej osoby wyobrażacie sobie, że taki wilk zna i akceptuje wysoką cenę, jaką warto zapłacić za trwanie żywota - oczywiście woli gehennę w zoo, niż błysk w mózgu i koniec. A tak odczuwają tylko ludzie (i to nie wszyscy), którzy mają jakieś rozeznanie sytuacji, w której się znaleźli, jakiś przyszłościowy wybór, wiarę w coś lub nadzieję. Ale nie dzikie, wolne istoty, dla których śmierć jest elementem trwania życia na Ziemi, a klatka nie!
Posłużcie się, proszę, tak przeze mnie lansowaną empatią: Sieci, naganiacze, bicie drągami przez prymitywnych łowców, zwerbowanych z poszkodowanych wsi. Ból, szok, rany, wreszcie obezwładnienie, zamknięcie w skrzyni, transport, smród, kurz, hałas - męka nie do opisania. Na koniec (jeśli to wszystko przeżyje) dzika istota o niebywale wrażliwym systemie nerwowym i zmysłach zostaje wyciągana ze skrzyni do (najczęściej) betonowego kazamatu lub w najlepszym razie na skrawek ogrodzonej ziemi, gdzie ani się skryć, ani uciec. I już do końca (oby szybkiego) kawałek ścierwa i przerażający oprawcy: obsługa i okrutni gapie, gapie, gapie. Wiecznie maniackie bieganie wzdłuż krat, drapanie betonu i wycie z rozpaczy.
Taką karę za zjadanie bydła, będącą kwintesencją czystego okrucieństwa, obmyślacie dla swoich "ukochanych" wilków. Nie pierwszy to zresztą raz miłośnicy dzikich zwierząt (a naprawdę - własnego ego) chcą postawić na swoim.
Zapytajcie proszę Gucwińskich jak to było z tatrzańską niedźwiedzicą. Na szczęście zawał serca nie jest zastrzeżony tylko dla ludzi. Ja wiem, co ona przeżyła, zanim litościwa śmierć wyrwała ją z łap tych wszystkich bezmyślnych katów, których sumienie - gdy ona dogorywała - upajało się własną wielkodusznością i szlachetnością.
Nie chcę, by Pracownia na rzecz istot również innych niż człowiek należała do grona ślepców pozbawionych zdolności WSPÓŁODCZUWANIA ze zwierzętami!

prof. dr hab. Simona Kossak, Białowieża

Od redakcji: Dziękujemy za uwagi Simony Kossak. Niewątpliwie, podejmując jakąkolwiek decyzję w sprawie losu zwierząt, człowiek powinien kierować się empatią. Przykład z zoo w komentarzu redakcyjnym faktycznie nie był szczęśliwy, a raczej był skrótem myślowym. Nie jesteśmy fanami ogrodów zoologicznych w ogóle. To, na co chcieliśmy zwrócić uwagę, to ogromna odpowiedzialność człowieka za los zwierząt, który myśmy im zgotowali. W istocie chodzi nie tyle o stan umysłu wilka, co o stan umysłu człowieka, który podejmuje i wykonuje decyzje. Czy, jeśli zmieniliśmy środowisko naturalne tak bardzo, że jakiś gatunek zaczyna się w nim męczyć, to powinniśmy z empatią zabić ten gatunek? Czy raczej szukać rozwiązań zachowujących jego życie? Odpowiedzi na te pytania nie są łatwe. Jeśli mamy problemy z dziką przyrodą, to zwykle najprościej jest zabić (choć w skrajnych przypadkach może to być najlepsze rozwiązanie). Trzeba jednak pamiętać, że najpierw musimy wykorzystać wszystkie inne możliwości. Ludzi potrafiących zabić z miłości i współczucia jest niewielu, większość wykorzysta to jako pretekst do polowania, zdobycia trofeum, zabicia konkurenta i wroga. Zamiast "zoo", powinniśmy napisać "park wilczy" - mieliśmy na myśli takie miejsca, jak np. prowadzone przez Roberta Lyle'a w Portugalii dla wilków, które nie mogą żyć na wolności, lub przez prof. Bereszyńskiego w Stobnicy, których opiekunowie kierują się współodczuwaniem i empatią właśnie. Inny problem to odłów dzikiego zwierzęcia. W tym miejscu również zgadzamy się z Simoną Kossak, bądźmy jednak świadomi jak wiele zawsze zależy od ludzi, którzy się tym zajmują. W sprawie "agresywnych" wilków istotne są wszystkie zaniechania człowieka, o których niechętnie lub w ogóle się nie mówi (brak planu ochrony zwierząt domowych, utrzymania liczebności naturalnych ofiar wilka na właściwym poziomie itp.), sprowadzając problem tylko do ilości przeznaczonych do odstrzału osobników.

Red.