Miesięcznik Dzikie Życie

9/87 2001 Wrzesień 2001

Donosy

YES! Lato 2001.
Przewodnim tematem letniego wydania magazynu YES! jest dziedzictwo. Dziedzi­czymy wszyscy - my, nasze dzieci i wnuki. Jest to prostą konsekwencją narodzenia się na Ziemi. Nie tyl­ko dziedziczymy po naszej rodzinie, ale także dzie­dziczymy język, w którym się wychowujemy, dziedziczymy baśnie, powietrze i wodę, które zasta­jemy. Dziedziczymy lasy, góry, rzeki i oceany, a także spuściznę nauki, kultury, techniki. Są to więc dzie­dzictwa przyrody i dziedzictwa będące wynikiem pra­cy ludzi. Rzadko jednak zdajemy sobie sprawę, że bez tego dziedzictwa bylibyśmy niczym. Tymczasem po­stępujemy tak, jakby liczyła się tylko produkcja i kon­sumpcja. Wydawca magazynu Yesi Sarah Ruth van Gelder poświęciła ten numer czasopisma ludziom, któ­rzy starają się utrzymywać nasze więzi z zastanym dziedzictwem. Najbardziej zagrożone wydaje się dzi­siaj nasze najbardziej życiowe dziedzictwo: przyroda i miejsca uświęcone wiekową tradycją. Jonathan Rowe pisze o naszych wspólnotach, dzisiaj odrzucanych i ne­gowanych. Miejsca wspólnotowe to place w miastach i lokalna przyroda, to wspólnoty społeczne i przestrze­nie, gdzie spotykają się ludzie w różnym wieku. Nie zastąpią ich lokale, ani globalne struktury. Niektóre są darem przyrody, inne zostały stworzone przez czło­wieka w długim procesie kulturowym, najnowszą wspólnotą staje się Internet. Przestrzenie publiczne spełniające potrzeby wzajemnych doświadczeń star­ców i dzieci są czymś innym niż wielkie miejsca za­kupów - to raczej parki i ogrody, w których ludzie stają się piękniejsi. Corrine Asturias pisze, że takim wspólnym dobrem jest też cisza. Dawniej człowiek mógł łatwo udać się w ciche, naturalne miejsca. Dzi­siaj cisza znika podobnie jak zagrożone gatunki. Maude Barlow opisuje, jak w Boliwii Bank Światowy omal nie doprowadził do katastrofy projektem prywatyza­cji zasobów wodnych a Michael M'Gonigle pisze o tym, jak międzynarodowe porozumienia w sprawie handlu prowadzą do utraty kontroli nad swoimi zaso­bami wód i lasów przez lokalne społeczności. Nawet kosmos przestaje być wspólnym dobrem, odkąd przy­wódcy polityczni świata chcą go zamienić w przestrzeń zmilitaryzowaną. David Bollier opisuje rolę skrawków zieleni w miastach dla podtrzymywania poczucia wspólnotowości wśród jego mieszkańców. W tym ma­gazynie znajdziemy też ostatni, napisany przed śmier­cią artykuł Donelli Meadows.
Artykuł rozpoczyna się od słów: "Pierwszym przykazaniem ekonomii jest wzrost. Zawsze wzrost. Przedsiębiorstwa muszą wzra­stać, dochód narodowy musi co roku wzrastać o zało­żony procent, ludzie muszą chcieć coraz więcej, więcej wytwarzać, więcej zarabiać, więcej wydawać. Pierw­szym przykazaniem Ziemi jest, że wszystkiego jest do­syć. Tyle ile trzeba, i nie trzeba niczego mnożyć. Wystarczy dla wszystkich ziemi, wody, słońca. Wszyst­ko, co rodzi się na ziemi ma odpowiednią wielkość, kształt, zdolności. Planeta nie stara się być większa, żeby stać się lepszą. [...] Ekonomia mówi, że masz konkurować, dopiero wtedy się spełniasz.. A miernikiem konkurencji ma być wzrost. [...] Ziemia uczy nas czegoś innego. Tak konkurujmy, ale w ramach istnie­jących ograniczeń. Bierzmy tylko tyle, ile potrzebuje­my do życia. Zamiast zwyciężać innych musimy się dzielić z innymi. Ziemia to nie pole bitwy - to pole współpracy. Czasami potrzebna jest konkurencja, in­nym razem współpraca. Ekonomiści mówią, że musi­my się spieszyć i szybko używać. Czym szybciej coś zużyjemy, tym szybciej kupimy nowe. Jak coś się nam znudzi, mamy to wyrzucić [...] Ziemia mówi - to non­sens. [...] Ekonomia, która zawładnęła światem w ciągu ostatnich 200 lat odebrała wartość wszystkiemu, co wartościowe zastępując to wartością zużywania. [...] Przetrwają jednak wartości Ziemi, a nie warto­ści ekonomii. Osobiście możemy wybrać czy wolimy wartości ekonomii, czy wartości Ziemi, albo połączy­my nasze wartości z wartościami Ziemi, albo sami zobaczymy co się stanie". Przesłaniem rozmowy z Da­videm C. Kortenem „Co robić kiedy korporacje rzą­dzą światem” jest pogląd, że chociaż przeciwnicy globalizacji mogą być postrzegani jako izolowane jed­nostki, to oni właśnie tworzą dziś najbardziej między­narodowy ruch społeczny w całej historii.

Resurgence, lipiec/sierpień 2001.
Ten numer pięknie wydawanego miesięcznika poświęcony jest sztu­ce i jej roli w życiu człowieka. Vandana Shiva pisze o przemocy globalizacji, Peter Marshall o korzeniach alchemii i ekologii, Satish Kumar o tym, jak własne pieczenie chleba łączy nas z korzeniami ekologiczny­mi, a John Todd o rewolucji w projektowaniu, sugeru­jąc, że każdy powinien być projektantem, traktując świat naturalny jako świątynię. Oliver Lowenstein, w obszernym eseju na temat sztuki pokazuje, że jej najwyższą wartością jest prostota. Prostota powinna być celem. Człowiek pomyli romantyzm z kolekcjo­nowaniem rzeczy. Tymczasem romantyczny jest ka­mień, w swojej naturalności. Artykuł nosi tytuł: „Zmysłowa prostota”. Greg Ticker pisząc o malarzu Nicku Naydlerze zwraca uwagę, że prawdziwa twór­czość nie polega na zostawianiu śladów, ale na osobi­stej drodze do wolności.

Earth First! Journal, sierpień/wrzesień 2001.
Słynny w ruchu ekologicznym magazyn Earth First! od kilku miesięcy ma nową szatę (wychodzi obecnie w formacie A4) i nową redakcję. Niestety, pismo prze­chodzi na pozycje anarchistyczne, mniejszą wagę przy­pisując dzikiej przyrodzie. Znany w Ameryce autor David Orton pisze w artykule „Głęboka ekologia, Earth First! i anarchizm” o konieczności odwoływania się do wartości przyrody, kiedy chcemy sprzeciwiać się opre­syjnemu dla człowieka i przyrody systemowi. Nadal jed­nak EF!J jest to jeden z najważniejszych magazynów środowisk działających w obronie przyrody, z którego możemy się dowiedzieć o żywym na świecie ruchu dzia­łań bezpośrednich ratujących ostatnie obszary nienaru­szone przez człowieka. Amerykanie sporo dyskutują o terrorystach Tedzie Kaczyńskim (którego manifest w obronie godności człowieka i przyrody stał się tema­tem zajęć na wielu uniwersytetach - jego autor odsiaduje wyrok dożywocia) i Timothy McVeighu-mordercy 168 osób w Oklahoma City, straconemu niedawno mimo pro­testu Papieża. Obaj byli przywiązani do ideologii, w któ­rą ślepo wierzyli. W tym numerze EF!J Znajdujemy interesujący artykuł absolwentki stosunków międzyna­rodowych, która korespondowała z Timothym McVe­igh'em do ostatnich chwil jego życia. Autorka, uznając, że terrorysta sam stał się narzędziem systemu, przeciw któremu występował, porusza wiele kwestii moralnych zachodniej polityki. Pisała do wielu znanych ludzi, m.in. do Kissingera i Madelaine Albright, ale oni nie odpowia­dali. McVeigh został wyszkolony jako amerykański żoł­nierz i dostał medale za bohaterski udział w wojnie w Zatoce Perskiej. Swoją egzekucję nazwał samobój­stwem systemu, którego stał się narzędziem. Kiedy wró­cił z wojny popadł w stres spowodowany załamaniem się wiary w sprawiedliwość. Jak napisał McVeigh, Ame­rykanie zabili w ostatnich latach co najmniej 150000 cywilów w imię „wyższych wartości” rynku i wprowa­dzaniu swojego modelu życia. Sędzia na jego procesie powiedział, że „Nasz rząd jest potężnym nauczycielem, który poucza wszystkich ludzi dając im przykład”. Au­torka zastanawia się, czy tym przykładem jest napalm w Wietnamie, tysiące cywilów zabitych w Trypolisie, Bagdadzie, nie wspominając o Hiroszimie i Nagasaki, nie wspominając o zniszczeniach przyrody? Wszędzie tam ginęli ludzie, którzy z celami wojen nie mieli nic wspólnego. Nikt nie stanął przed sądem za zabicie 5 mi­lionów ludzi w Południowo-wschodniej Azji, milionów Indian amerykańskich czy Afrykanów, ponad milion ofiar w Iraku. McVeigh był zwykłym mordercą, który w sza­leństwie i desperacji wysadził w powietrze budynek, który dla niego uosabiał zło, zabijając ponad stu zwykłych cy­wilów. W ten sposób, po wykonanej egzekucji, ilość ofiar jego czynu wzrosła razem z nim do 169. Autorka zadaje kłopotliwe pytanie: kto stworzył McVeigha, który poczuł się osaczony w świecie zniszczonych wartości między­ludzkich i przyrody. Niczego mu nie wybacza, ale pyta, jak wykorzystać ofiary jego zbrodni i jego własną ofia­rę? Jeśli McVeigh był potworem, to był on potworem, którego potrzebował system. W ostatnim zdaniu McVe­igh napisał: „Większość cudzoziemców nienawidzi Ame­rykanów z tych samych powodów, z których większość Amerykanów nienawidzi mnie. Zastanów się nad tym” . Nienawiść jest najgorszym doradcą, ale warto się nad tym zastanowić.
Omn.

Koniec wydobycia ropy naftowej w Sundarbarnach
Zwycięstwo! Rząd Bangladeszu, po długiej i wyczer­pującej kampanii prowadzonej przez aktywistów spo­łecznych, naukowców, organizacje pozarządowe, udziałowców i polityków z Bangladeszu i całego świa­ta, odmówił Shellowi zgody na dalsze wydobywanie ropy naftowej w Sundarbarnach.

Rainforest Actionnetwork Atakowany
Prawicowi lobbyści starają się nakłonić rząd Stanów Zjednoczonych do przywrócenia oddziałowi TRN, Rainforest Action Network (RAN), statusu organiza­cji nonprofit. Ta procedura ograniczy efektywność prężnej grupy aktywistów, których jednym z więk­szych sukcesów było ostatnio nakłonienie niektórych z najbardziej znaczących światowych konsumentów produktów drzewnych do rezygnacji z nabywania drewna pochodzącego z wycinki starodrzewów.

Zagraniczne inwestycje w rosyjski przemysł drzewny
Rosyjski przemysł papierniczy przeżywa okres sil­nego rozwoju. Produkcja jest finansowana głównie przez Austriaków i Amerykanów, a rynki zbytu to przede wszystkim kraje Zachodu. Organizacje poza­rządowe tego kraju obawiają się, że związana z tym przemysłem ekspansywna wycinka przesądzi o losie starych lasów w europejskiej części Rosji.

Tama Meridian
Dolina rzeki Saskatchewan w południowo-wschod­niej Albercie (Kanada) jest zagrożona. Nowy mini­ster środowiska Alberty wyraził zgodę na budowę stukilometrowej tamy, której realizacja doprowadzi do zniszczenia jednej z najistotniejszych dla południowej Alberty ostoi dzikiej zwierzyny. Dolina rzeki Saskat­chewan jest ważnym na skalę całego kraju skupiskiem dzikiego życia, domem dla wielu zagrożonych gatun­ków ryb, płazów, gadów, ssaków i roślin, zimowym matecznikiem jeleni, miejscem gniazdowania wielu drapieżnych ptaków i schronieniem dla zimujących węży. Znajduje się tu również jeden za najgłębszych kanionów kanadyjskich prerii.

oprac. Agata Korbel