Miesięcznik Dzikie Życie

4/94 2002 Kwiecień 2002

Plan dorżnięcia Puszczy Białowieskiej

Radosław Ślusarczyk

Życie szybko potwierdziło, że Pracownia miała rację wątpiąc w zapewnienia ministra Żelichowskiego odnośnie do możliwości dostosowania przez Regionalną Dyrekcję Lasów Państwowych opracowywanych planów urządzania lasu "do potrzeb Puszczy Białowieskiej jako przyszłego parku narodowego" (co sugerował minister w piśmie do Pracowni z 14.01.2002 roku).


Ostatnie wydarzenia potwierdzają także słuszność naszego apelu o konieczność opracowania przez Ministerstwo Image Środowiska dla Puszczy Białowieskiej na okres przejściowy nowych zasad ochrony i zagospodarowania zbliżonych do zasad obowiązujących w parkach narodowych (pismo Pracowni do ministra z 12.02.2002 r.).

Bo oto w tym samym czasie (12.03.2002 r.), gdy wiceminister środowiska, Główny Konserwator Przyrody prof. Ewa Symonides w siedzibie Białowieskiego Parku Narodowego zapewniała dziennikarzy o bezwzględnej ochronie starych, ponad stuletnich drzewostanów, kilka kilometrów dalej, w ośrodku edukacji leśnej "Jagiellońskie", Rada Naukowo-Społeczna Leśnego Kompleksu Promocyjnego pod przewodnictwem prof. A.W. Sokołowskiego zaakceptowała Program Gospodarczo-Ochronny dla LKP "Lasy Puszczy Białowieskiej", zakładający cięcia rębne w większości takich ponad stuletnich drzewostanów. Z dopuszczeniem zrębów zupełnych włącznie!!!

Żeby było całkiem groteskowo, "Program" ten ma posłużyć - jak podają jego autorzy - do opracowania założeń dla potrzeb planu urządzania lasu i programu ochrony przyrody. A zarówno plan urządzania lasu, jak i program ochrony przyrody znajdują się już w końcowej fazie opracowania na podstawie szkodliwych dla ochrony Puszczy Białowieskiej tzw. ustaleń z I Komisji Techniczno-Gospodarczej (KTG). Nie dziwi więc fakt, iż stworzony na takich podstawach "Program" w najistotniejszych założeniach nie różni się praktycznie niczym od ustaleń z I KTG. Jego autorzy ponownie domagają się zniesienia reżimów ochronnych wynikających z decyzji Nr 48 DGLP (moratorium na wycinanie ponad stuletnich drzew i drzewostanów), proponując w zamian zestaw niewiele znaczących wyłączeń z użytkowania rębnego. I tak na przykład, jak to ujęto, "w celu zwiększenia różnorodności biologicznej" (sic!), łaskawie postuluje się pozostawienie 5-10% powierzchni drzewostanów dojrzałych (tych ponad stuletnich) okalających Białowieski Park Narodowy. Obszar drzewostanów naturalnych i naturalnego pochodzenia zredukowano z ok. 12 tys. obecnie chronionych przez Moratorium do zaledwie 3,6 tys. ha zgodnie z nie uwzględniającymi wszystkich puszczańskich siedlisk oraz bardzo restrykcyjnymi założeniami prof. Sokołowskiego. Nie pozostawiono też w spokoju rezerwatów, w których postuluje się odstąpienie od decyzji zabraniającej wykonywania zabiegów w drzewostanach II i starszych klas wieku.

Na ironię zakrawa fakt, iż autorzy "Programu" założyli "wiek dojrzałości" (zastępując wcześniejszy wiek rębności) dla sosny 140 lat i dla dębu szypułkowego w zależności od siedliska na 160, 200 lub 240 lat, podczas gdy na tym samym spotkaniu dr Korczyk (Instytut Badawczy Leśnictwa) nie bez dumy mówił o wieku najstarszych puszczańskich sosen (380 lat) i dębów (500 lat). Czyżby rozdwojenie jaźni?

Podsumowując należy stwierdzić, iż proponowany program jest szkodliwy dla najcenniejszych walorów Puszczy, a rzeczywiste zamiary jego autorów skrywają się za parawanem leśnej nowomowy. I tak np. "inicjowanie naturalnych odnowień" będzie polegało na wycięciu starych bezcennych drzewostanów, aby na powstałych zrębach wyrósł nowy podrost - jakże "atrakcyjny przyrodniczo i krajobrazowo" Dla uspokojenia opinii publicznej, pod pozorami ochrony, na tymże posiedzeniu zapowiedziano utworzenie w najbliższym czasie z całej Puszczy Białowieskiej Światowego Rezerwatu Biosfery, który przy prezentowanych założeniach ochrony będzie jedynie nic nie znaczącym parawanem dla dorzynania Puszczy.

Na tle tych przykrych dla Puszczy Białowieskiej wydarzeń wyróżnia się negatywnie sylwetka przewodniczącego Rady Naukowo-Społecznej LKP - prof. A.W. Sokołowskiego, od 40 lat związanego z Białowieżą. Niezorientowanym warto wyjaśnić, że prof. Sokołowski badał w Puszczy Białowieskiej najpierw lasy pierwotne w oparciu o zakład naukowy lasów pierwotnych, później - gdy zabrakło lasów pierwotnych - badał lasy naturalne, zmieniając odpowiednio nazwę placówki na Zakład Lasów Naturalnych, by pod koniec swojej kariery naukowej dojść do wniosku, że w Puszczy Białowieskiej nie tylko lasów pierwotnych, ale i naturalnych prawie nie ma. Uradował tym swoim "odkryciem" zwolenników "ochrony" Puszczy przy pomocy siekiery, stając się dla nich niemalże osobą opatrznościową. Jego postawa wypada szczególnie niekorzystnie w zestawieniu z zaangażowaniem wielu innych pracowników naukowych w sprawę ochrony Puszczy. Prof. Simona Kossak chcąc odwdzięczyć się za 30 lat życia w Puszczy Białowieskiej, napisała na jej temat piękną książkę. Prof. Sokołowski zaś po 40 latach nieprzerwanej w niej pracy "odwdzięcza się" uwiarygodniając swoim profesorskim autorytetem plany likwidacji najcenniejszych drzewostanów.

W tej sytuacji Ministerstwo Środowiska, nie chcąc tracić swojej wiarygodności, nie może dalej spychać sprawy ochrony Puszczy Białowieskiej w ręce zainteresowanej jedynie zyskami z wycinki drzew białostockiej i białowieskiej administracji leśnej, wspieranej przez posłusznego jej naukowca. Zasady funkcjonowania Puszczy Białowieskiej musi pilnie ustalić Ministerstwo Środowiska. Innej drogi nie ma!

Radosław Ślusarczyk