Miesięcznik Dzikie Życie

4/106 2003 Kwiecień 2003

Wojna

Juraj Lukáč

Przyroda nie potrzebuje monitoringu, badań naukowych, ani stale utrzymywanych przez rząd programów zrównoważonego rozwoju czy NATURY 2000. Potrzebuje więcej obrońców dzikiej przyrody.


Być może widzieliście "Goryle w mgle" - film o życiu Diany Fossey, biolożki, która poświęciła się badaniom goryli w Rwandzie. Dopóki zajmowała się tylko tzw. "naukowym" badaniem tych małp, wszystko było w porządku. Gdy jednak zaczęła zwracać uwagę na to, że populacja 500 goryli w Rwandzie jest bardzo zagrożona przede wszystkim wywozem do ogrodów zoologicznych w Europie Zachodniej i sprzedażą martwych zwierząt (z łap robiono popielniczki, z preparowanych gorylich głów wytwarzano pamiątki) i to wszystko za cichym przyzwoleniem rwandyjskiej władzy, zaczęło być źle.

Diana Fossey przestała być nieszkodliwą badaczką małp. Zaczęła ich dzielnie i aktywnie bronić. Gdy doszło do tego, że pojawili się dziwni panowie z angielskiej Fundacji Ochrony Fauny z pieniędzmi zebranymi na ochronę goryli, zaczęło być bardzo źle. 26 grudnia 1980 r. Fossey została zamordowana.

W 1982 roku inna biolożka, Joy Adams, badała lwy w Kenii za zezwoleniem kenijskiej władzy. Gdy zaczęła udowadniać, że kenijska władza wydała pozwolenie na odstrzał 1500 leopardów i wywóz 50 tys. futer tych zwierząt do Europy, znowu było źle.

W 1982 r. został zamordowany radziecki leśnik Walerij Rinczinow, który wykazał, że w rezerwacie, który ma pod swoją opieką, całkiem zwyczajnie polują wysocy funkcjonariusze partyjni razem z przedstawicielami związku łowieckiego.

W 1995 r. francuskie tajne służby zabiły Fernanda Pereiru, członka załogi statku Greenpeace'u "Rainbow Warrior", która miała zgromadzić dowody negatywnych skutków francuskich prób jądrowych w Tichomori.

Wszyscy ci ludzie mieli coś wspólnego. Doszli do rzeczywistych przyczyn problemów, którymi się zajmowali i zdecydowali się coś z tym zrobić.

I u nas polują wysocy funkcjonariusze państwowi w parkach narodowych. I u nas podczas polowań łamie się prawo ochrony zwierząt. I u nas mają pierwszeństwo korzyści ekonomiczne hodowców lasów nad interesem samych lasów i interesami pięciu milionów mieszkańców Słowacji czy czterdziestu milionów Polaków. Prywatne kieszenie wysokich urzędników administracji państwowej pękają w szwach od łapówek, wojewoda razem ze swoimi kierownikami działów publicznie wyśmiewa dążenia uczciwych i nieskorumpowanych obywateli do ochrony ostatnich hektarów lasów jodłowo-bukowych. I u nas być może niektórzy chcieliby "rozwiązać" problem obrońców dzikiej przyrody przy pomocy skrajnych metod.

Wojna dobra ze złem trwa. Nie jesteśmy w niej sami. Jest nas bardzo wielu. Tysiące obrońców dzikiej przyrody, chętnych dociekania rzeczywistych przyczyn problemów i zdecydowanych je rozwiązywać. A będzie nas jeszcze więcej. Tym się różnimy od Rwandy, Kenii czy Rosji. U nas ta wojna skończy się inaczej, panie wojewodo w Preszowie, inż. Józefie Polaczko.

Juraj Lukáč

tłum. Karolina Bielenin