Miesięcznik Dzikie Życie

5/107 2003 Maj 2003

Znikające drzewa w Dolinie Wapienicy

Dariusz Matusiak

Śląsk

W Dolinie Wapienicy, przez starych mieszkańców Bielska-Białej nazywanej Doliną Luizy (od imienia księżnej Sułkowskiej, dawnej właścicielki tego miejsca), znów źle się dzieje. W tej jednej z najcenniejszych dolin w całym Beskidzie Śląskim, porośniętej starym lasem górskim, znikają dostojne buki, jodły i jawory wycinane pod bałamutnymi hasłami przebudowy drzewostanów i cięć pielęgnacyjnych. Dzieje się tak nawet w projektowanych rezerwatach przyrody. Wojewoda wciąż nie może (nie chce?) powołać nowych rezerwatów przyrody, a leśnicy tną cenne drzewostany pełną parą, nie oglądając się na nic!


Dolina ta położona w granicach administracyjnych Bielska-Białej jest z pewnością w skaliImage europejskiej jedynym tak naturalnym obszarem należącym do 200-tysięcznego miasta. Na jej niezaprzeczalną wartość zwracano uwagę już w latach 30. ubiegłego wieku, kiedy to na życzenie księcia Sułkowskiego utworzono tu obszar ochronny o powierzchni ok. 700 ha. Pozostałością po nim jest niewielki, 55-hektarowy rezerwat leśny "Stok Szyndzielni" utworzony w najtrudniej dostępnej części doliny na północnych stokach Trzech Kopców. Największą powierzchnię zajmuje tu kwaśna buczyna górska oraz żyzna buczyna karpacka, a następnie dolnoreglowy bór mieszany. Dopuszczone są tu cięcia pielęgnacyjne w drzewostanie. Bój o ochronę całej doliny zaczął się w roku 1989, kiedy to socjalizm rozsadzony od środka zaczął przekształcać się w nowy ustrój społeczny. Przemiany demokratyczne objęły różne dziedziny życia społecznego, w tym również gospodarowanie na terenach cennych przyrodniczo.

Gospodarka leśna i jej włodarze, przez lata nieliczący się z głosem przyrodników i organizacji społecznych, nagle doświadczyli zimnego prysznica. Powstająca w tym czasie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot wyzwoliła od lat drzemiący w ludziach gniew i sprzeciw wobec barbarzyńskiego niszczenia ostatnich skrawków dzikiej przyrody. Jednym z miejsc, o którego ochronę upomniała się wtedy Pracownia była właśnie Dolina Wapienicy. Postawione stanowcze "Nie" wobec rabunkowej gospodarki leśnej i polowań na zwierzęta na tym terenie znalazło poparcie wśród mieszkańców Bielska-Białej. Wywołało też wśród leśników postawę spod znaku syndromu oblężonej twierdzy.

Jedną z pierwszych akcji w obronie Doliny była pełna determinacji blokadaImage wywózki drewna oraz urządzona następnego dnia pikieta Urzędu Wojewódzkiego, która spowodowała nagłośnienie problemu w mediach i skierowanie uwagi urzędników na ten problem. Wojewoda Bielski w wyniku masowej akcji społecznej wspieranej przez Radę Osiedla Wapienica wydaje decyzję o wstrzymaniu jakichkolwiek cięć w Dolinie. Był to jednak dopiero początek boju o zachowanie starych buków, jaworów i jodeł oraz ich mieszkańców - jeleni, saren i dzików. Następnie przyszedł czas na podjęcie kolejnych kroków zmierzających do objęcia tego terenu ochroną prawną, która uwzględniałaby funkcje ochronne, dydaktyczne, rekreacyjne i turystyczne tego miejsca. W 1992 r. Pracownia występuje do Rady Miasta z wnioskiem o objęcie Doliny prawną formą ochrony jako zespół przyrodniczo-krajobrazowy.

W odpowiedzi na to Rada Miasta podejmuje w 1993 r. uchwałę w sprawie utworzenia Zespołu Przyrodniczo-Krajobrazowego "Dolina Wapienicy". W 1992 r. powstaje także, wykonany całkowicie społecznie przez pracowników Uniwersytetu Śląskiego, projekt rezerwatu leśnego obejmującego swym zasięgiem całą dolinę. Jednak mimo pozytywnej opinii Wojewódzkiego Konserwatora Przyrody i różnych instytucji, Minister Ochrony Środowiska postuluje utworzenie kilku mniejszych rezerwatów w miejsce jednego dużego. Dzieje się tak na skutek sprzeciwu leśników, za wszelką cenę starających się nie dopuścić do odebrania im źródła intratnych profitów z gospodarki leśnej. Planuje się stworzenie kilku rezerwatów, m.in. "Klimczok" (cenne obszary leśne w szczytowych partiach Klimczoka), "Barbara" (środkowy odcinek potoku Barbara z przylegającymi do niego lasami), "Piekielny" (północno-zachodni stok Szyndzielni oraz północny stok Mieczysk - liczne stanowisko śnieżyczki przebiśniegu oraz dobrze wykształconej buczyny i jaworzyny górskiej), a także "Jaworzyna" (północno-wschodnie zbocze Wysokiego, porośnięte głównie przez jaworzynę górską z miesiącznicą trwałą).

Mijają jednak lata, a rezerwaty nie powstają - w dodatku leśnicy nie zgadzają się w ogóleImage na powołanie rezerwatu "Barbara". Zamiast nich powstają kolejne drogi stokowe do wywózki drewna oraz nartostrady. Pojawiają się także motocrossowcy, którzy z głośnym rykiem swych maszyn docierają do najdalszych zakątków Doliny. Zmieniają się też w Polsce przepisy prawne, na mocy których obszary chronione nie są już tak dobrze zabezpieczane jak dawniej. Tracą moc prawną uchwały o powoływaniu zespołów przyrodniczo-krajobrazowych. Znowelizowana w 2000 r. ustawa o ochronie przyrody daje wspaniały prezent wszystkim zainteresowanym eksploatacją przyrody na takich obszarach. W Dolinie znów mają miejsce polowania zbiorowe, powstrzymywane do tej pory ograniczeniami stawianymi przez samorząd lokalny. Władze miasta na fali protestów społecznych proponują jednak myśliwym zawarcie porozumienia, które ograniczałoby zarówno liczbę polowań, jak i liczbę ich uczestników. Okazuje się jednak, że myśliwi nie zamierzają respektować żadnych zapisów ograniczających ich władzę i uchylają się od podpisania porozumienia.

Pojawiają się również zakusy na rozbudowę kolejki linowej z Szyndzielni na Klimczok oraz pomysły na budowę dwóch sztucznych zbiorników wodnych. W związku z tymi negatywnymi zjawiskami pod koniec 2001 r. Zarząd Miasta wysyła pismo do Wojewody Śląskiego o przyspieszenie prac nad utworzeniem dwóch rezerwatów - "Klimczok" i "Jaworzyna", których projekty czekają na rozpatrzenie od wielu lat. W odpowiedzi Wojewoda informuje, że aktualnie prowadzone są prace finalne nad utworzeniem rezerwatu "Jaworzyna", które zakończone zostaną w III kwartale 2002 r. Mimo tych zapewnień, termin nie zostaje jednak dotrzymany (rezerwat nie powstał do dziś), a wizje lokalne terenu przeprowadzone w marcu 2003 r. przez członków naszego stowarzyszenia ujawniają, że leśnicy nie marnują swego czasu i dokonują ostrych cięć na terenie projektowanych rezerwatów przyrody. W projektowanym rezerwacie "Jaworzyna" wycięto ok. 2,5 tysiąca drzew! Jak się dowiedzieliśmy, stanowi to 80% z ogólnej liczby planowanej do wycięcia na tym terenie - widać więc, że leśnicy uwijają się jak w ukropie, by wyciąć jak najwięcej w jak najszybszym tempie.

Znów robi się głośno o Dolinie. Z inicjatywy Pracowni w bielskim klubie muzycznymImage "Magic Point" odbywa się koncert, którego przesłaniem jest postulat natychmiastowej ochrony Wapienicy. Impreza odbywa się pod patronatem "Kroniki Beskidzkiej" - największego regionalnego pisma, znanego z wielokrotnego rzetelnego opisywania problemów dewastacji Doliny Wapienicy przez leśników i myśliwych. Pracownia organizuje również konferencję prasową z udziałem radnego i byłego senatora Janusza Okrzesika oraz przyrodnika z Uniwersytetu Śląskiego dr. Zbigniewa Wilczka, na której przedstawiono zagrożenia przyrodnicze. Wystosowano również list do wojewody z żądaniami przyspieszenia prac nad powołaniem rezerwatów oraz postulatem wyciągnięcia konsekwencji wobec winnych dewastacji cennych miejsc. Komisja Ochrony Środowiska Rady Miejskiej, która w kwietniu zwołuje swoje posiedzenie na ten temat, również wspiera Pracownię w tych żądaniach. Wniosek o ponaglenie wojewody oraz zobligowanie leśników do wstrzymania cięć na terenie planowanych rezerwatów skierowany zostaje do Rady Miejskiej. Komisja wnioskuje również o przystąpienie do opracowania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla doliny, tak aby w przyszłości nie pojawiły się tam inwestycje, które naruszą walory tego miejsca. Lasy Państwowe są jednak państwem w państwie i lekceważą tak opinię lokalnych władz, jak i protesty mieszkańców i stanowisko organizacji ekologicznych.

Na ironię zakrawa fakt, że Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Katowicach, której podlega także Nadleśnictwo Bielsko-Biała i obszar Doliny Wapienicy, uczestniczy w międzynarodowym systemie certyfikacji gospodarki leśnej FSC, co oznacza, że oferowane przez nią produkty drzewne powinny być pozyskiwane w sposób nienaruszający zasad ochrony przyrody. Odbiorcy tego drewna kupują je z myślą, że nabywają produkt ekologiczny - w tym przypadku ta "ekologia" oznacza drzewa... wycięte w projektowanym rezerwacie przyrody. W najbliższym czasie Pracownia poinformuje o tym fakcie instytucje zajmujące się nadzorowaniem procesu certyfikacji - postaramy się, by RDLP Katowice odpowiedziała przed nimi za dokonaną wycinkę, a odbiorcy jej wyrobów przestali być dłużej wprowadzani w błąd.

Dariusz Matusiak

Joanna Dominik - Rada Osiedla Wapienica:
W dolinie Wapienicy ma miejsce dramat. Nie znajduję innego określenia na to, co się w tym miejscu dzieje. Ja się w tym lesie wychowałam i widzę, że większość z tych starych pięknych drzew, które pamiętam z dzieciństwa już została wycięta. Szczególnie stoki góry Stołów zostały przez gospodarkę leśną ogromnie zniszczone. Powstała tam wręcz autostrada do wywózki drewna, z której korzystają również amatorzy sportów ekstremalnych: motocrossowcy i kierowcy jeppów. Jeśli więc nie zastopujemy tego w tym momencie, to leśnicy wytną nam wszystko, co w tym lesie najcenniejsze i powiedzą: "Co wy chcecie tu chronić? Przecież tu niczego nie ma".

Artur Sternicki - Przewodniczący Komisji Ochrony Środowiska Rady Miasta Bielsko-Biała:
"Nie podoba mi się to, że w Wapienicy wycina się drzewa z terenów projektowanych rezerwatów. Bardzo często do doliny przyjeżdżam na spacery i wycieczki. Fotografuję tutaj stare pomnikowe drzewa. Uważam, że powinniśmy zachować rośliny i zwierzęta, które tam występują w stanie jak najlepszym. Cieszę się więc z inicjatywy, z którą Pracownia wystąpiła i będę ją popierał, bo Dolina Wapienicy jest na terenie naszego miasta miejscem unikatowym.

Kolumna "Śląsk" sponsorowana jest przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.