Miesięcznik Dzikie Życie

10/112 2003 Październik 2003

Rezerwat przyrody czy plantacja jodły?

Dariusz Matusiak

Bardzo niepokojące wieści dochodzą do nas z Pogórza Przemyskiego, z terenu projektowanego Turnickiego Parku Narodowego. W tamtejszych rezerwatach przyrody, m.in. "Krępak", "Turnica", "Na Opalonym", "Chwaniów", leśnicy przeprowadzili cięcia gospodarcze, nazwane niewinnie zabiegami hodowlanymi. Nasuwa się tu jednak pytanie, czy rezerwaty przyrody mają służyć do hodowli roślin i zwierząt?


Argumentacja służb leśnych jest następująca: należy odsłaniać uprawy leśne, wImage dużej części jodłowe (w sumie ok. 80 ha), które zostały założone przez leśników jeszcze przed powołaniem tam rezerwatów. Ma to zapewnić trwałość drzewostanom jodłowym, których stan w całej Polsce w ostatnim czasie znacznie się pogorszył. Jednak w czasie wizji lokalnej przeprowadzonej przez Pracownię w sierpniu br. na terenie rezerwatu Turnica, okazało się, że wycinane są również zdrowe jodły (sic!), a zabiegi hodowlane do złudzenia przypominają rutynową gospodarkę leśną, która chowa się za parawanem szczytnych idei pomocy przyrodzie.

Z informacji zebranych przez nas w tej sprawie wynika, że odpowiedzialność za taki stan rzeczy ponosi w dużej mierze Janusz Kurnik - Wojewódzki Konserwator Przyrody woj. podkarpackiego, który wydał, na wniosek leśników, zgodę na cięcia. Wcześniej takiej zgody nie udzielił poprzedni WKP Marian Stój, gdyż byłaby ona sprzeczna z planami ochrony rezerwatów opracowanymi przez specjalistów.

Mimo wysłanych w lipcu br. pism do WKP z prośbą o udostępnienie nam informacji na temat podstaw prawnych, skali i terminów dokonywanych zabiegów, nie uzyskaliśmy do dnia dzisiejszego żadnych odpowiedzi na piśmie. We wrześniu wysłaliśmy więc do dyrektora Wydziału Środowiska i Rolnictwa UW w Rzeszowie skargę na bezczynność jego pracowników. Być może ta "cisza na łączach" świadczy o braku podstaw prawnych decyzji WKP, gdyż nie jego zgoda, lecz jedynie rozporządzenie wojewody mogłoby zezwolić na cięcia w matecznikach Pogórza Przemyskiego. Jak dowiedzieliśmy się z pewnych źródeł, konserwator, nawet upoważniony do działania "w imieniu wojewody", nie ma prawa zezwalać na wykonywanie zabiegów w rezerwatach, chyba że wynikają one z "konieczności likwidacji nagłych zagrożeń". Jedyną legalną drogą wykonania cięć w rezerwacie jest ustanowienie odpowiednich rocznych zadań ochronnych w trybie rozporządzenia wojewody, które musi być - jak każdy inny akt prawny - opublikowane w dzienniku urzędowym województwa.

W każdym razie sprawę postaramy się wyjaśnić i jeśli okaże się to konieczne, zainteresujemy "zabiegami hodowlanym" miejscową prokuraturę.

Dariusz Matusiak