Miesięcznik Dzikie Życie

12-1/114-115 2003/2004 Gru 2003 / Stycz 2004

Dlaczego ludzie kupują tyle rzeczy?

Ryszard Kulik

...psychologa mniemania
na głębokie pytania...

Czy znasz to uczucie ekscytacji i zadowolenia, kiedy stajesz się właścicielem jakiegoś produktu? Każdy z nas je zna. Nowe buty, nowy komputer, telewizor, sprzęt grający, samochód. Nowe jest piękne, nowe jest dobre. Tym bardziej, że istnieje ogromna rzesza ludzi, którzy mówią, iż czeka nas coś naprawdę przyjemnego, gdy kupimy to, co oferują.


Czy jest w tym coś złego? Przecież trzeba jakoś żyć, ułatwiać sobie codzienną egzystencję, poza tym wiele z tych nowych rzeczy bardziej oszczędza środowisko. Tak, mamy mnóstwo powodów, które uzasadniają naszą konsumpcję i rozgrzeszają nas z jakiegoś czającego się poczucia winy. Bo przecież za nasz dobrobyt płacimy cenę: jest nią zdegradowane środowisko i wiele patologii społecznych powstających na fundamencie różnic majątkowych. Trzeba też sobie jasno powiedzieć, że gdyby wszyscy ludzie na Ziemi chcieli żyć tak, jak np. my w Polsce, jak Ty i ja, to nasza biedna planeta by tego nie wytrzymała. Mimo to ciągle podstawową wartością jest wzrost gospodarczy i przekonanie, że należy pomagać biednym krajom, aby ludzie tam żyjący osiągnęli dobrobyt. Tak oto zawrotną karierę robi ideologia samozagłady!

Ale dlaczego? Co nas pcha do tego konsumpcyjnego szaleństwa? Odpowiedzi tutaj może być z pewnością wiele, pozwólcie więc, że podzielę się tylko jedną z nich.

Nasza nadkonsumpcja jest wyrazem tęsknoty za Pełnią. Zwróćmy uwagę, że ludzie identyfikują się często z tym, co posiadają. Telewizor, pralka, samochód - stają się częścią naszej tożsamości. Dowodem na to jest rozpacz czy smutek, który pojawia się w momencie utraty lub zniszczenia danego przedmiotu. Trochę to wygląda tak, jak byśmy tracili część siebie. Z pewnością znasz to uczucie żalu po stracie czegoś materialnego.

Dlaczego rzeczy stają się częścią nas? Dlatego, że nie są częścią nas! Jesteśmy przecież oddzieleni; jesteśmy my i jest świat; jestem ja i jest to wszystko, co na zewnątrz. Wydaje się, że ta granica między "ja" i "nie-ja" jest podstawową iluzją. Naprawdę bowiem nie ma żadnego oddzielenia. Tak jak komórka nie jest oddzielna od organizmu, tak też i my jesteśmy jednym z całym światem. Jeżeli zaś ulegamy iluzji oddzielenia, to pojawia się samotność, poczucie nieadekwatności, lęk, rozpacz i smutek. I jeszcze ogromna tęsknota, żeby przekroczyć to samoograniczenie i na powrót połączyć się ze wszystkim. Ta tęsknota i idący za nią głód są chyba głównym motywem wchłaniania w siebie coraz to nowych rzeczy. Mamy ciągle nadzieję, że posiadając ich więcej i więcej staniemy się pełniejsi. Że wy-Pełni się ta przerażająca czarna otchłań. Czy tak się jednak dzieje? Nie! Ponieważ żeby powrócić do Pełni nie trzeba nic robić. Wcale nie trzeba do niej powracać. Przecież już tam jesteśmy.

Zatem nasz konsupcjonizm jest daremną próbą rozwiązania dylematu egzystencjalnego, który faktycznie nie istnieje. Nasze oddzielenie, samotność, głód i próby przekraczania go są bowiem grą iluzji. Dlatego właśnie świat ulega degradacji. Przyroda nie znosi kłamstwa i rozstaje się w końcu z tymi, którzy nie respektują jej praw, którzy nie widzą tego, co jest.

Zdaję sobie sprawę z tego, że to, co piszę nie jest zbyt optymistyczne. Cóż, zawsze możemy pójść do sklepu i poprawić sobie nastrój...

Ryszard Kulik