Miesięcznik Dzikie Życie

3/129 2005 Marzec 2005

Drzewa z drogi!

Grzegorz Bożek

Od wielu miesięcy w całym kraju obserwujemy niepokojący proceder wycinania przydrożnych drzew. Pod piłę idą piękne, niekiedy ponadstuletnie drzewa, wycinane są całe aleje. Tak dzieje się na Warmii i Mazurach, w rejonie Borów Tucholskich, w okolicach Szczecina, na Podkarpaciu, w centralnej Polsce. Sytuacja jest tym bardziej niepokojąca, że obowiązujące przepisy prawne nie sprzyjają ratowaniu zagrożonych drzew. Protesty organizacji społecznych, różnych grup i środowisk, mieszkańców, a także zaniepokojonych tym procederem pracowników służb konserwatorskich – jak na razie na niewiele się zdają.

Na Mazurach i Warmii drzewa wycina się już od dłuższego czasu. Tak jest na przestrzeni kilku kilometrów przy drodze Nakomiady – Ryn, w przydrożnych alejach na trasach Lidzbark Warmiński – Bartoszyce oraz Mikołajki – Woźnice – Orzysz, w okolicy wsi Snopki k. Pisza, o wielu innych miejscach zapewne nie wiemy. W rejonie Tucholi (woj. kujawsko-pomorskie) od kilkunastu miesięcy trwa batalia o aleję przydrożną między Kęsowem a Żalnem, zagrożone są również inne aleje w tym powiecie, w tym chroniona prawem, położona między Drożdzienicą i Kamieniem. To tylko przykłady miejsc, o których wiemy, że drzewa są wycinane masowo, bo tam na szczęście o ich los upomnieli się ludzie wrażliwi na przyrodę. Zagrożonych jest niestety o wiele więcej.

Warmia i Mazury kojarzą się z pięknym krajobrazem, również za sprawą alei przydrożnych i drzew sadzonych wzdłuż dróg. Dominują tu lipy, klony, czasem pojawiają się dęby lub kasztany. Pojawiały się tutaj nieprzypadkowo – sadzono je celowo, by chronić podróżnych przed słońcem, deszczem, wiatrem i śniegiem. Na rozstajach dróg pełniły rolę punktów orientacyjnych dla podróżujących. Dzisiaj aleje przydrożne są wizytówką Warmii i Mazur, gdzie przyjeżdża wielu turystów ze zurbanizowanej zachodniej Europy. W ich ojczyźnie aleje takie stanowią już rzadkość, więc przybysze są zachwyceni, że mogą podróżować ocienionymi drogami, podziwiać krajobraz jadąc krętymi, malowniczymi alejami. Znamienne jest to, że przestrzegają nas przed popełnieniem tych samych błędów, które oni popełnili kiedyś wobec swoich przydrożnych drzew.

Walory pięknych dróg warmińsko-mazurskich podkreślano szczególnie na konferencji zorganizowanej w Olsztynie przez Stowarzyszenie Wspólnota Kulturowa „Borussia”, będące jednym z sygnatariuszy listu otwartego ws. ratowania drzew przydrożnych. Apel ten podpisało 13 organizacji z terenu Warmii i Mazur, działaniami dla ratowania drzew kieruje Stowarzyszenie na rzecz ochrony krajobrazu kulturowego Mazur „Sadyba”. W swoim piśmie podkreślili, że niszczenie naszego dziedzictwa, krajobrazu kulturowego jest bulwersujące. W piśmie do Marszałka Województwa Warmińsko-Mazurskiego proszą o natychmiastowe wstrzymanie wszystkich wycinek.

Temat masowego wycinania przydrożnych drzew znajduje spory oddźwięk w różnych środowiskach, pojawiają się liczne artykuły prasowe, programy telewizyjne. W ostatnich dniach 2004 r. specjalny apel do Marszałka Województwa Warmińsko-Mazurskiego wystosowali ludzie kultury. W liście otwartym, który podpisali m.in. Grzegorz Turnau, Wojciech Malajkat, Zbigniew Zamachowski, Andrzej Sikorowski, Kuba Strzyczkowski i Magdalena Wołłejko, czytamy: „Protestujemy przeciwko dewastacji krajobrazu Warmii i Mazur! Aleje są niewątpliwym pięknem i stanowią o wyjątkowości tego regionu Polski, bez nich trudno sobie wyobrazić Warmię i Mazury. Apelujemy do Sejmu RP o pilną nowelizację ustawy dającej prawo do bezkarnego niszczenia wspaniałych zadrzewień przydrożnych!”. Przeciwko wycinkom opowiedziała się Delegatura Ełcka Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, podobnie wypowiedziała się Maria Mellin, Wojewódzki Konserwator Przyrody, która podkreśliła, że nasilająca się wycinka jest zjawiskiem groźnym i może budzić zrozumiały niepokój organów związanych profesjonalnie z ochroną przyrody.

Jak podała „Rzeczpospolita” (9 listopada 2004 r.), w ciągu ostatnich trzech lat ilość drzew wyciętych na Warmii i Mazurach wzrosła czterokrotnie. Te liczby pokazują skalę problemu. Pomimo tego drogowcy chcą wycinać jeszcze więcej. Władysław Adamiuk, wicedyrektor Zarządu Dróg Wojewódzkich w Olsztynie otwarcie mówi: „Chcemy wyciąć wszystkie drzewa z poboczy dróg Warmii i Mazur”. Za wycinką opowiadają się władze samorządowe wielu gmin (np. Mikołajki). Znany rajdowiec Krzysztof Hołowczyc dla TV Olsztyn powiedział, że „są takie drzewa, które mają po kilka ofiar”. Poseł SLD Sebastian Florek („gwiazda” pierwszej edycji programu „Big Brother”), członek Sejmowej Komisji ds. Ochrony Przyrody, w wywiadzie dla olsztyńskiej „Gazety Wyborczej” (8 lutego 2005 r.) stwierdził: „Należy wyciąć drzewa rosnące przy drogach, bo niosą one śmierć”.

Dramatyzm sytuacji potęguje to, że ustawa z dnia 14.11.2003 r. zdjęła z administratorów dróg obowiązek uzgadniania z wojewódzkimi konserwatorami przyrody planów wyrębu przydrożnych drzew, a tym samym spowodowała ich masową wycinkę. Ponadto zgodnie z prawem budowlanym droga to budowla i drzewa mogą rosnąć w odległości 2,5 metra od krawędzi jezdni. To daje podstawy dla Zarządów Dróg do podejmowania wycinki przydrożnych alei, które w wielu przypadkach rosną bliżej niż 2,5 metra od drogi. Cytowana wcześniej Wojewódzka Konserwator Przyrody Maria Mellin mówi: „Pomimo pełnego poparcia dla inicjatywy obrony drzew, brak jest podstaw prawnych, aby podjąć skuteczne działania dla zachowania zadrzewień przydrożnych. Obecnie pozostaje jedynie kierowanie apeli do administratorów dróg o zachowanie umiaru i zdrowego rozsądku”. Ale o ten umiar niestety będzie chyba bardzo trudno.

Z tego powodu Stowarzyszenie „Sadyba” stoi na stanowisku, że konieczne są zmiany w „Ustawie o ochronie przyrody”, dotyczące nadzoru konserwatora przyrody nad wycinką drzew przydrożnych. Stowarzyszenie zwraca się o zorganizowanie dyskusji w gronie organizacji, które podpisały się pod apelem z dnia 22 listopada 2004 r., przedstawicieli organizacji ekologicznych, konserwatorów przyrody i zabytków, drogowców i samorządowców. Zainteresowanych prosimy o wsparcie działań Stowarzyszenia „Sadyba” (adres: Kadzidłowo 1; 12-210 Ukta, e-mail: sadyba@free.ngo.pl). Warto wysyłać do Marszałka Województwa Warmińsko-Mazurskiego (adres: al. Marszałka J. Piłsudskiego 7/9; 10-575 Olsztyn) pisma z apelem o wstrzymanie wycinki przydrożnych drzew.

Zniszczenia alei przydrożnych mają miejsce również w innych częściach Polski. W powiecie tucholskim (woj. kujawsko-pomorskie), pomimo protestów mieszkańców i samorządu gminy Kęsowo, praktycznie znika kilkudziesięcioletnia aleja między Kęsowem a Żalnem. W zeszłym roku w tamtej okolicy przestała istnieć aleja w gminie Śliwice. Batalia o drzewa na trasie Kęsowo-Żalno wciąż trwa, drzew jednak ubywa.

Historia tego traktu sięga 120 lat – drzewa posadzono, aby utrzymywały nasyp, drogę bowiem zbudowano na bagnach. Aleja drzew wytrzymała nawet atak artyleryjski w czasie II wojny światowej, teraz prawdopodobnie nie wytrzyma jednak ataku Zarządu Dróg Powiatowych. W obronie drzew stanęli okoliczni mieszkańcy i władze Gminy Kęsowo. Koordynująca działania obrony drzew przed wycinką, radna Gminy Kęsowo i członek Zarządu Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Kęsowa, Alicja Kaszyńska podkreśla, że polskie aleje przydrożne stanowią unikatowe w skali europejskiej zjawisko i niewątpliwą atrakcję krajobrazową. Jest zdecydowanie przeciwna wycinaniu drzew. Aby informować o działaniach na rzecz ratowania alei założyła stronę internetową, gdzie na bieżąco informuje o tej sprawie (drzewa.tuchola.pl). Za ochroną alei opowiedzieli się Wójt Gminy Kęsowo Stanisław Pawlak, Przewodniczący Rady Gminy Witold Ott, jego zastępcy i większość radnych, Wojewódzki Konserwator Przyrody Roman Wegner, dyrektor Krajeńskiego Parku Krajobrazowego Jan Król, miejscowa organizacja pszczelarzy. Akcję ratowania drzew popiera również wiele organizacji społecznych i ekologicznych z kraju.

Pomimo takiego sprzeciwu, znaczny fragment alei już nie istnieje. Działania zmierzające do wycinki zaczęły się w 2003 r., wtedy na trasie Kęsowo-Żalno (8 km) oznaczono do wycięcia 850 drzew, czyli wszystkie rosnące. Dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych Zenon Poturalski decyzję tłumaczył przepisami, które zmuszają go do wycięcia wszystkich drzew w odległości 2,5 metra od drogi. Argumentem było także bezpieczeństwo podróżujących samochodami. Władze powiatu tucholskiego (za wycinką jest cały Zarząd Powiatu ze Starostą Andrzejem Wegnerem) podkreślają, że życie ludzkie jest warte więcej niż wszystkie drzewa razem wzięte, dlatego trzeba je wyciąć. Protestujący odpowiadają, że władze zapominają, iż ludzie giną nie dlatego, że przy drodze stoją drzewa, lecz dlatego, że kierowcy jadą zbyt szybko lub pod wpływem alkoholu. Zdarzają się nawet i takie przypadki, że Zarząd Dróg zapomni zimą posypać jezdnię piaskiem. Trafnie podsumował to dziennik „Życie” (21 stycznia 2005 r.): „W myśl demagogicznego hasła, że to drzewa są >zabójcami kierowców< wycięto tysiące zdrowych drzew, naznaczając piękny krajobraz nudną monotonią”.

20 stycznia 2005 r. Rada Gminy większością głosów uchwaliła ochronę drogi na trasie Kęsowo-Żalno (do zabudowań przed Żalnem) pod nazwą „Aleja Jesionowo-Lipowa”. Jest szansa na uratowanie kilkuset drzew. Czy ta inicjatywa ochroni przynajmniej część zagrożonej alei? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że władze powiatu za swój cel postawiły wycięcie wszystkich drzew przy drogach powiatowych w całym powiecie tucholskim. Piły wciąż pracują! Protestujący zwracają się z prośbą o wysyłanie listów do Starosty Tucholskiego z żądaniem wstrzymania wycinki oraz wprowadzenia ochrony drzew (Andrzej Wegner, Starostwo Powiatowe w Tucholi, pl. Zamkowy 1, 89-500 Tuchola) i nawiązania kontaktu z obrońcami alei (Alicja Kaszyńska, Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Kęsowa, ul. Główna 7, 89-506 Kęsowo, e-mail: alicja_k@onet.pl). Warto im pomóc w uratowaniu przynajmniej części pięknych alei.

Grzegorz Bożek

Oprócz drzew przydrożnych, coraz mniejszym szacunkiem darzy się także także te, które rosną gdzie indziej, nawet jeśli są wiekowe i powinny być chronione prawem. W Haczowie (pow. brzozowski, woj. podkarpackie) wycięty został niemal 200-letni dąb szypułkowy o pokaźnych rozmiarach, który śmiało mógłby zostać pomnikiem przyrody. Wśród okolicznych mieszkańców cieszył się uznaniem. Niestety nie u wszystkich, rósł bowiem na terenie prywatnej posesji, a właściciel nie był zadowolony z nadmiaru liści, jakie każdej jesieni dostarczał dąb. Postanowił więc go wyciąć. Wójt wydał zgodę. Interwencja mieszkańców Haczowa oraz Pracowni, by wójt wstrzymał wycinkę, niestety nie przyniosła skutków. Oficjalnie dla „Dziennika Polskiego” wójt Stanisław Jakiel mówił oczywiście o bezpieczeństwie jako przyczynie wydania zgody na usunięcie drzewa. Pozostało tylko miejsce...

G.B.