Miesięcznik Dzikie Życie

6/144 2006 Czerwiec 2006

Jad

Juraj Lukáč

Kiedyś, będąc małym chłopcem, przeczytałem w poradniku o warunkach panujących podczas pobytu w przyrodzie. Byłem przerażony i długo nie mogłem zasnąć. W przyrodzie, według tej książki, mogły mi zagrozić drapieżne zwierzęta ze swoimi pazurami i kłami, jak np. krwiożercze wilki, podstępne rysie, okropne niedźwiedzie i wściekłe lisy. Podczas chodzenia po lesie albo na łące, kleszcze mogły stać się przyczyną mojego zapalenia mózgu lub boreliozy, mogłem też zostać ukąszony przez jadowitą żmiję, albo zarażonym bakteriami Streptococcus pyogenes, Staphylococcus aureus czy Clostridium tetani...

Fot. Piotr Morawski

Fot. Piotr Morawski

Podczas kąpieli groziło mi zatrucie mikrocystami lub sinicami z gatunku Microcystis aeruginosa i Nodularia spumigena. Zabić mnie mogło rozwolnienie spowodowane toksynami dinophysistoxin, neurotoxin brevetoxin, paraliżującymi toksynami tetrodotoxin i innymi produktami normalnych wodorostów.

Ukąsić i zatruć mnie mogły, według tej książki, niebezpieczne pająki z rodu Latrodectus. Niebezpieczne były też ryby, które są zakażone ichthyosarkotoxismus, przy spotkaniu z ropuchami groziło natomiast oddziaływanie bufotoksyn, a salamandra plamista może sprowadzić na nas chorobę, gdyż wydziela toksyczny alkaloid o nazwie samandarin.

Potem byłem już bezradny i książkę wyrzuciłem. Później dowiedziałem się, że ten dziwny sposób zapatrywania się na okoliczny świat nazywa się biofobia.

Kochająca matka – przyroda wytworzyła w procesie ewolucji niebezpieczne trucizny (jady) w większej ilości i powiązaniach niż człowiek jest w stanie sklasyfikować przy pomocy nauki zwanej chemią. Trucizny były u nas zanim jeszcze w ogóle na płaskowyżu pod Tatrami pojawił się człowiek. Pomimo to, śmiertelne zatrucia w przyrodzie występują dosyć rzadko. Ludzie, posługując się rozumem, poznali działanie trucizn i unikają ich skupisk. W przyrodzie trucizny „nie rozwijają” się po to, by zabijać ludzi, lecz jako bierna obrona organizmów przed specyficznymi i różnorodnymi wrogami danego gatunku.

Wszystko w życiu jest pytaniem o normy i sposoby wykorzystania, dlatego każda substancja ze względu na pewne właściwości może zostać trucizną. Zabić was może też zwykła sól kuchenna – chlorek sodu, gdzie śmiertelną dawką jest ilość powyżej 200 g. Może to uczynić także woda destylowana po wypiciu 10 litrów. Alkaloid o nazwie atropina jest w określonej dawce lekiem, a w większej ilości trucizną.

Później życie nauczyło mnie, że biofobia to herezja, że niebezpieczeństwo nie czyha w naturze, lecz zupełnie gdzie indziej. Że niebezpieczeństwo nie jest zaklęte w pająkach, roślinach, zębach wilków lub jadowitych gadach. Życie nauczyło mnie, że najgorszą trucizną jest ludzka agresja i nienawiść. Agresja i nieprzyjacielskie wychowanie, wymierzone przeciw członkom własnego gatunku, i jako taka postawa mają swoje ważne miejsce w procesie socjalizacji. W przeciwnym razie takie postawy nie rozwinęłyby się przecież w toku ewolucji i nie trwały do dzisiaj.

Wszystko jest pytaniem o normy i sposoby użycia.

Człowiek jest na czubku socjalnego rozwoju ssaków i właśnie dlatego agresywność zajmuje znaczące miejsce w procesie jego wychowania. Dzięki swoim zdolnościom może przenosić swoją agresywność na inne gatunki biologiczne, a także na przedmioty. Rzecz w świecie przyrody niespotykana. Agresja w wykonaniu ludzi staje się jadem, trucizną.

Człowiek wymyśla najróżniejsze argumenty, aby mógł te wszystkie obiekty uznać za nieprzyjacielskie. Wygląda to tak, że agresja i nienawiść są trucizną, która nas przerasta. Ludzie walczą już niemal o wszystko. Przeciw suszy, za spokój, przeciw żarłokom, za zwycięstwo na olimpiadzie, za krótkie spódnice, przeciw długim włosom, za swoją religię, przeciw innym religiom, przeciw mężczyznom, za kobiety.

Przeciw wszystkiemu. A przede wszystkim przeciw samym sobie.

Nadchodzi wiosna i dlatego muszę powiedzieć jeden banał.

Kochajcie się ludzie, kurna! To jest najlepszy anty-jad.

Juraj Lukáč

Tłum. Anna Patejuk

Tekst pochodzi z internetowego bloga, który autor prowadzi pod adresem www.jurajlukac.blog.sme.sk na zaproszenie słowackiego dziennika „SME” (www.sme.sk). Przedruk za zgodą redakcji „SME”.