Miesięcznik Dzikie Życie

2/140 2006 Luty 2006

Czarci Ostrów, czyli diabelskie pomysły

Krzysztof A. Worobiec

Jezioro Śniardwy jest największym jeziorem w Polsce. Nad jego brzegami chętnie odpoczywają urlopowicze i okoliczni mieszkańcy, ale przede wszystkim przybywają tu liczni żeglarze. Jest także wymarzonym miejscem dla inwestorów, którzy widząc rzesze turystów, dostrzegają możliwości zarobków. A że sezon turystyczny trwa krótko, prześcigają się w pomysłach, w jaki sposób przyciągnąć do siebie gości.

Dzikie życie

Trwa walka o atrakcyjne miejsca, wykupywane są brzegi jeziora. Ponieważ takich terenów jest coraz mniej, ceny ziemi osiągnęły już niebotyczny poziom. Ale zamiast kupować, można grunty także dzierżawić i to najlepiej od Skarbu Państwa (i w efekcie mieć później prawo pierwokupu). Takim łakomym kąskiem są dwie wyspy: Pajęcza i Czarcia – jeszcze niezagospodarowane i pełne dzikiego życia!

Polodowcowy krajobraz

W młodoglacjalnym krajobrazie Pojezierza Mazurskiego obie wyspy są unikalne – są to obecnie jedyne wyspy na Śniardwach. Zarówno one, jak i kamienne rafy (głazowiska) wokół wysp są fragmentem moreny czołowej. Czarcia Wyspa (zwana też Czarcim Ostrowem) posiada zróżnicowaną morfologię – szczególnie interesujący jest jej zachodni brzeg z 10-metrowym klifem. Sąsiednia, Wyspa Pajęcza wznosi się niewiele ponad poziom jeziora.

Obie są pokryte gęstą szatą roślinną ze zróżnicowanym drzewostanem w wieku do około 80 lat. Rosną tu sosna zwyczajna, lipa drobnolistna, grab, klon, dąb szypułkowy i olsza czarna. Jest też pojedynczy wiąz górski, czeremcha zwyczajna i dzika porzeczka czarna. Mamy więc zróżnicowane ekosystemy leśne: bór mieszany, grąd, łęg olszowo-jesionowy i ols porzeczkowy.

Trzy formy ochrony

Wyspy i otaczające je płycizny są miejscem przebywania i żerowania rzadkich i zagrożonych ptaków (wymienionych w dyrektywie ptasiej): bielika (Haliaeetus albicilla), kani czarnej (Milvus migrans), rybołowa (Pandion haliaetus), bąka (Botaurus stellaris) i zimorodka (Alcedo atthis). W strefie przybrzeżnej obserwowane są czaple siwe, rybitwy, kormorany, gągoły, perkozy dwuczube, kaczki – krzyżówki i głowienki oraz łyski. Można tu spotkać dzięcioły: czarnego, zielonego i dużego pstrego. Walory krajobrazowe i przyrodnicze sprawiają, że wyspy chronione są aż trzema formami ochrony przyrody. Jest to część Mazurskiego Parku Krajobrazowego, utworzonego w roku 1977, użytek ekologiczny (od 1993 r.) oraz obszar specjalnej ochrony ptaków Natura 2000 „Puszcza Piska” (od 2004 r.). Jedyne wyspy największego jeziora w Polsce zasługują jednak na więcej – najlepszą formą ich ochrony byłby rezerwat ścisły. Tym bardziej, że strefa przybrzeżna wyspy wymaga pilnej inwentaryzacji hydrobiologicznej – botanicznej (makrofity i fitoplankton) i zoologicznej (mięczaki, zooplankton).

Fort Lyck

Obie wyspy są cenne przyrodniczo, ale Czarcia ma także wartość kulturową. Niektóre źródła podają, że jest to ważne stanowisko archeologiczne. Są też pamiątki z bliższych nam czasów: dzika roślinność wyrosła na terenie silnie przekształconym przez człowieka. W 1784 r. król pruski Fryderyk Wielki nakazał wybudować na wyspie magazyny wojskowe. Wielkim nakładem pracy i kosztów wyspa została ukształtowana jako fort ziemny z niewielkim portem oraz wybudowano dwa magazyny (na prowiant i mąkę), koszary piechoty i dla oficerów, piekarnię oraz 3 mniejsze budynki. Całość została nazwana Fort Lyck.

Była to chyba inwestycja nieprzemyślana. Panujący od 1786 r. król Fryderyk Wilhelm II nakazał zlikwidować budynki, a odzyskany materiał budowlany odsprzedać. Według XIX-wiecznego historyka Maxa Toeppena wydarzyło się to przed rokiem 1796, a więc w 12 lat (!) po wydaniu polecenia budowy fortu. Część budynków stała jeszcze w 1831 roku. Stopniowo ulegały one zniszczeniu i do dnia dzisiejszego pozostały tylko fundamenty budynków oraz umocnienia ziemne.

Niewątpliwie „wyspa – fort” jest unikalna, i dlatego w 2004 r. Wojewódzki Konserwator Zabytków w Olsztynie wpisał pozostałości fortu do rejestru zabytków. Była to decyzja słuszna, ale okazuje się, że fakt ten może być pretekstem do zniszczenia śladów przeszłości i dzikiej przyrody!

Wybudować zabytek i szalet

Jak pisałem, wyspa jest obecnie pokryta gęstą szatą roślinną. Drzewa i krzewy, zasłaniając resztki fundamentów i umocnień, dają miejsce schronienia dla dzikich ptaków, ale także dla żeglarzy, którzy chętnie korzystają z gęstych chaszczy. Tak więc na parę miesięcy w roku, wyspy (głównie Czarcia) są miejscem cumowania jachtów i stają się szaletem (niestety żeglarze nie zawsze dbają o środowisko naturalne).

Te dwa fakty: istnienie ruin fortu i zanieczyszczenie wyspy są podstawą projektu pod nazwą: „Stworzenie produktu turystycznego Fort Lyck”. Jak pisze jego autor, Krzysztof Kosiński (armator i kapitan „Chopina” – największego statku na Mazurach) do burmistrza Pisza (w 2004 r.): „projekt stwarza możliwości sanitaryzacji wyspy, stworzenia nowych miejsc pracy i /.../ rozwoju turystyki”. Ponieważ „na Mazurach jest żałośnie mało atrakcji turystycznych”, zamierza on odtworzyć Fort Lyck. Na początek miałyby powstać dwa pomosty dla „Chopina” i 20 jachtów. Następnie na zachowanych fundamentach budynku łaźni powstać ma toaleta. Częściowo odkryte i odrestaurowane mają zostać także szańce obronne. W końcu na fundamentach piekarni planuje się odtworzenie budynku o niesprecyzowanym przeznaczeniu (z czasem okazało się, że ma to być budynek gastronomiczno-hotelowy z 9 pokojami). Autor pomysłu zakłada, że „funkcją nadrzędną będzie funkcja zabytkowa” i że „projekt nie przewiduje lansowania wyspy jako przystani czy mariny”(?).

Projekt odbudowy fortu od początku budził kontrowersje: jak można odbudować zabytek, którego nikt nie widział? Poza planami fortu nie zachowały się żadne rysunki. Można więc w sposób mniej czy bardziej udany stworzyć historyczną fikcję, przy okazji niszcząc oryginalne fundamenty – czyli to, co zostało wpisane do rejestru zabytków. Nie da się przecież budować nowego budynku na starych, zmurszałych fundamentach – trzeba je najpierw rozebrać! Mimo to projekt od początku wspierała ełcka delegatura Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków (Fort Lyck został wpisany do rejestru zabytków po powstaniu planów jego odbudowy).

Krzysztof Kosiński działa, jeździ, spotyka się z osobami wpływowymi, niektóre zaprasza na rejs swoim statkiem. Pisze listy do właściciela wyspy (Nadleśnictwo Pisz), do władz w Piszu i Olsztyna, do konserwatora zabytków i konserwatora przyrody. A także do dyrektora Mazurskiego Parku Krajobrazowego, który nieopatrznie w swojej opinii (z lutego 2004 r.) napisał: „MPK uważa za zasadne udostępnienie wyspy Czarciej w celach turystycznych” (co przyszły inwestor potraktował jako pozytywną opinię). Obecnie dyrekcja MPK ma jednak zdecydowane stanowisko: „należy nie dopuścić do jakiejkolwiek zabudowy wysp /.../ ale nawet zaostrzyć ich rygory ochronne” (pismo z października 2005 r.).

Protest mieszkańców

Zainteresowanie wyspami zaniepokoiło mieszkańców Niedźwiedziego Rogu, wioski leżącej na brzegu jeziora, naprzeciw obu wysp. 27 czerwca 2004 r. piszą oni list do wojewody warmińsko-mazurskiego, w którym czytamy: „składamy ostry protest przeciwko planom zawłaszczenia przez osoby prywatne wyspy, /.../ wnosimy także o wzmocnienie ochrony tych perełek w krajobrazie”. List podpisały 122 osoby. W odpowiedzi otrzymują zapewnienie, że Lasy Państwowe nie przewidują prywatyzacji wyspy. Mimo tego, że potencjalny inwestor nie ma prawa do wyspy, Urząd Miejski w Piszu „opiniuje pozytywnie realizację inwestycji” (pismo z 27.01.2005).

Coraz bardziej zaniepokojeni mieszkańcy zwracają się o pomoc do Stowarzyszenia na rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba” (sierpień 2005 r.), które z kolei apeluje do wojewody i do premiera o ochronę wyspy i niedopuszczenia do jej zabudowy. Do dyskusji włącza się także profesor Andrzej Strumiłło, były mieszkaniec Niedźwiedziego Rogu, który pisze, że „oczywistym nonsensem jest restaurowanie Fortu Lyck, bo spowoduje to nieodwracalne szkody przyrodnicze. /.../ Jakiekolwiek inwestycje, bez względu na pokrętną argumentację uważam za złe, a nawet przestępcze”. Tego samego zdania jest Jan Krenz, który z okien swojego domu może podziwiać obie wyspy. Jest on pomysłodawcą listu otwartego do premiera, pod którym wspólnie ze Stowarzyszeniem Sadyba zbiera podpisy.

W ten sposób powstał list wyjątkowy – podpisali go najwybitniejsi polscy twórcy kultury oraz ludzie, którym bliska jest przyroda mazurska. Wybitni kompozytorzy (Krzysztof Penderecki i Jan Krenz), znani reżyserzy (Andrzej Wajda, Olga Lipińska, Jerzy Markuszewski i Marek Nowicki), aktor (Wojciech Malajkat), scenograf (Zofia Góralczyk-Markuszewska), pisarze (Kazimierz Orłoś, Erwin Kruk, Henryk Bardijewski, Janusz Krasiński, Włodzimierz Odojewski) wraz z pozostałymi autorami listu (Anną Branicką-Wolską, prof. Andrzejem Gronczewskim, Marią Jarecką, Aleksandrą i Romanem Komorowskimi, Jerzym Sito oraz piszącym ten artykuł), apelują: „próba zagospodarowania unikalnych przyrodniczo wysp bulwersuje już po raz drugi społeczność lokalną, tym bardziej, że są to plany aprobowane przez osoby wpływowe i wysoko postawione polityczne – plany te popiera wojewoda warmińsko-mazurski”.

Zamach (wojewody) na park i wyspę

Faktycznie, Krzysztof Kosiński przyznaje, „wojewodę Szatkowskiego znam prywatnie” („Rzeczpospolita”, 06.12.2005). Przypadkowo (?) temat ten jest ważny dla wojewody Stanisława Szatkowskiego. 14 października 2005 r. odbyło się posiedzenie plenarne Wojewódzkiej Rady Ochrony Przyrody w Olsztynie (powoływanej przez wojewodę), podczas którego dyskutowano o koncepcji pana Kosińskiego na zagospodarowanie Wyspy Czarciej. Na szczęście Rada, z uwagi na walory przyrodnicze i kulturowe, zaopiniowała projekt negatywnie. Parę dni później, w ostatnich dniach urzędowania, odchodzący wojewoda wydaje Rozporządzenie nr 41, uchylające plan ochrony Mazurskiego Parku Krajobrazowego. Powód? Plany powstały podobno bez konsultacji z gminami. Tymczasem, według opinii prawniczej prof. Wojciecha Radeckiego z Zespołu Prawa Ochrony Środowiska Instytutu Nauk Prawnych PAN, podstawa prawna, na którą powoływał się wojewoda budzi poważne zastrzeżenia. Wcześniej, latem ub. r., wojewoda pytał „dlaczego Park blokuje inicjatywy gospodarcze?” („Gazeta Wyborcza”, 15.12.2005).

Bezsprzecznym jest jednak fakt, że rozporządzenie wojewody otworzyło szeroko furtkę do Parku prywatnym inwestorom. Przypadek? Sposób i czas odwołania planu ochrony parku musi budzić poważne zastrzeżenia. O „zamachu na park”, problemie Czarciej Wyspy donosiły media. O cofnięcie rozporządzenia wojewody (a więc o ochronę natury) apelowali przyrodnicy i organizacje społeczne, a w cytowanym wyżej liście otwartym do premiera czytamy: „ponawiane są próby ograniczania zasięgu Mazurskiego Parku Krajobrazowego – w miejscach nienaruszonej dotąd fauny i flory budowane są różnego rodzaju obiekty, mające przynieść ich inwestorom szybki zysk”.

Budujemy pseudo-zabytki czy chronimy dziką naturę?

Ponieważ zwolennicy dzikiej natury nie rezygnowali z walki o wyspy, pozostał jeszcze jeden sposób. Ukazanie wartości kulturowych, czyli wykazanie celowości odbudowy Fortu Lyck. 19 grudnia 2005 r. wojewoda powołuje Radę Ochrony Zabytków w Olsztynie. Podczas inauguracyjnego posiedzenia wojewoda Szatkowski podkreślił, że zadaniem Rady będzie wsparcie Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków przy podejmowaniu najbardziej odpowiedzialnych decyzji, tak, aby były one najkorzystniejsze dla dziedzictwa kulturowego Warmii i Mazur. Jakie są te najtrudniejsze zadania? Tematem pierwszego spotkania Rady było zaopiniowanie koncepcji zagospodarowania Wyspy Czarciej i problem zabytkowej leśniczówki Zdróżno, położonej w sąsiednim nadleśnictwie. Po spotkaniu Rady (z którego przedstawicieli Stowarzyszenia Sadyba wyproszono, pomimo, że jest ono stroną w postępowaniu administracyjnym odnośnie do obu poruszanych kwestii), w komunikacie opublikowanym (22.12.2005) na stronach internetowych Urzędu Wojewódzkiego w Olsztynie można było przeczytać: „tematem rozważań członków Rady było, czy chronić wyspę jako ostoję ptactwa (za czym optują ekolodzy ze stowarzyszenia „Sadyba”), nie ingerując w stan obecny wyspy, czy też chronić i eksponować zabytkowy fort. Zdaniem Rady unikalność tego obiektu, jako wyspy będącej fortem sprawia, że należy odsłonić i uczytelnić istniejące fragmenty obwarowań, które mogą być dużą atrakcją turystyczną”.

Pytanie, kto to zrobi i za czyje pieniądze? Czy „na odchodne” wojewoda przeznaczył na ten cel pieniądze? Czy może zadanie to powierzone zostanie panu Kosińskiemu? No i co zrobić z ochroną prawną, z użytkiem ekologicznym? Czy zapomniano, że wyspa jest chroniona programem Natura 2000? Jest jeszcze wiele innych pytań...

Co dalej?

W przedostatnim dniu roku 2005 minister środowiska Jan Szyszko w liście do Stowarzyszenia Sadyba odpowiedział na kilka z powyższych pytań. Przypomniał o obowiązującej prawnej ochronie przyrody wysp oraz napisał: „wszelkie formy przejęcia, wydzierżawienia lub zagospodarowania tych Wysp w celu budowy kompleksu obiektów hotelarsko-gastronomicznych dla szerszego promowania turystyki w rejonie Warmii i Mazur byłyby krokiem nierozważnym i szkodliwym dla ochrony przyrody w dłuższej perspektywie czasowej. Dlatego też uważam, że nie powinno się dopuścić do jakiekolwiek zabudowy Wysp”.

Jest to deklaracja cenna, bo złożona także w imieniu premiera rządu (jest to odpowiedź na list otwarty, skierowany do premiera). Ale premierzy i rządy się zmieniają – czy wyspy są naprawdę bezpieczne? Czy na pewno dzika przyroda wygra z zakusami inwestorów?

Krzysztof A. Worobiec

PS. Jak wspomniałem, Rada Ochrony Zabytków omawiała dwa tematy. Oba dotyczą obiektów w tym samym powiecie, w obu w imieniu Skarbu Państwa majątkiem zarządzają Lasy Państwowe. W przypadku Fort Lyck argumentem za zlikwidowaniem kilku form ochrony przyrody (w tym obszaru Natura 2000) jest budowa pseudo-zabytku, a w drugim przypadku wpisaną do rejestru zabytków leśniczówkę Zdróżno, leśnicy chcą rozebrać (sic!) po to, by stworzyć tam... obszar Natura 2000 i ostoję ptaków!