Miesięcznik Dzikie Życie

12-1/150-151 2006/2007 Gru 2006 / Stycz 2007

Kto jest Dobrodziejem przyrody?

Ryszard Kulik

...psychologa mniemania
na głębokie pytania...

No tak, mamy kilku takich, co to przyrodzie dobrze robią. Chylimy czoła przed tymi, którzy zdołali ochronić jakiś skrawek dzikiej przyrody lub w inny sposób przyczynili się do poprawy sytuacji ekologicznej. Przyznajemy im nagrody, kierujemy wobec nich słowa szacunku, podziwiamy. Po drugiej stronie są ci, których możemy określić mianem Barbarzyńcy. Barbarzyńca to ktoś, kto niszczy, degraduje, kto przyczynia się do bezpowrotnej utraty miejsc cennych przyrodniczo. Tutaj również mamy swoich kandydatów, swoich „dyżurnych ulubieńców”.

Zwróćmy uwagę, że w tym sposobie myślenia o Dobroczyńcy lub Barbarzyńcy możemy różnych ludzi przyporządkować do jednej bądź drugiej kategorii. Innymi słowy, ludzie są jacyś w stosunku do przyrody: jedni bardziej dobroczynni, inni bardziej barbarzyńscy, a w końcu są też i tacy, którzy zajmują skrajne pozycje w tej dychotomii. Uważamy, że wynika to z jakichś wewnętrznych dyspozycji, które decydują o tym, jak oni się zachowują. Nagradzając lub karząc takich ludzi, kierujemy się wprost do tej ich wewnętrznej rzeczywistości sądząc, że to właśnie ona jest odpowiedzialna za to, co zrobili. Ten sposób myślenia wydaje się być oczywisty, naturalny i odzwierciedlający prawdę o człowieku. Każdy człowiek jest jakiś!

Fot. Ryszard Kulik

I tutaj właśnie pojawia się problem. Otóż współczesna psychologia coraz wyraźniej pokazuje, że ten sposób myślenia o człowieku jest w dużym stopniu złudzeniem. Próbując pozbyć się tej iluzji, na pytanie: dlaczego ktoś zachował się tak bądź inaczej, nie odpowiemy „bo on taki już jest”, ale „bo sytuacja go do tego skłoniła”. Okazuje się bowiem, że nasze zachowanie w dużym stopniu zależy od tego, w jakich warunkach się znajdujemy. Niezależnie od tego, jacy jesteśmy, w podobnych sytuacjach podobnie reagujemy. Oczywiście nawet jeśli sytuacja jest podobna, to zachowanie różnych ludzi może być nieco odmienne, co wskazuje także na wpływ ich wewnętrznych dyspozycji, jednak najczęściej ten wewnętrzny wpływ przeceniamy, a tego zewnętrznego nie doceniamy. Poza tym zapominamy o tym, że jako ludzie zmieniamy się z czasem – nawet jeżeli mamy jakieś dyspozycje wewnętrzne, to nie są one tak stałe i niezmienne, jak moglibyśmy tego oczekiwać. Nasza psychika jest raczej podobna do płynącej rzeki, niż do nieruchomego zdjęcia krajobrazu, które z czasem zmienia się jedynie tak, że żółknie. Określenia „Dobrodziej” i „Barbarzyńca” są właśnie takimi zdjęciami, które nie mają wiele wspólnego z prawdziwym, czyli zmiennym, dynamicznym i nietrwałym procesem życia.

Gdy kilka lat temu rozmawiałem z Adamem Wajrakiem o blokadzie ekologów na Górze św. Anny, ten znany proekologiczny dziennikarz wyrażał się o tym zdarzeniu i biorących w nim udział osobach dość niepochlebnie. Dzisiaj, gdy zagrożona jest dolina Rospudy, ten sam Wajrak skłonny jest zrobić to samo, co wcześniej krytykowani przez niego ekolodzy na Górze św. Anny. Czy można to skomentować w ten sposób, że wcześniej Wajrak w swoich ocenach był bardziej Barbarzyńcą, a dziś jest bardziej Dobrodziejem? Te określenia są jakąś daremną próbą zatrzymania i zamrożenia płynącej rzeki i mogą być zwyczajnie niesprawiedliwe wobec konkretnej osoby. Jeśli kogoś już zamykamy w takich ciasnych ramach etykiet, to tak, jakbyśmy nie dawali mu prawa do zmiany. Poza tym taka stygmatyzacja może sprawić, że ktoś rzeczywiście zacznie zachowywać się zgodnie z przypisaną mu etykietą. O ile przy Dobrodzieju to nawet dobrze, o tyle wymachiwanie Barbarzyńcą na lewo i prawo może mieć zatrważające skutki.

Od dłuższego już czasu psychologowie próbują przekonywać ludzi, że dobrą strategią w relacjach z innymi jest oddzielanie osoby od jej zachowania. Dobrą praktyką jest więc tutaj unikanie oceniania osoby, za to zwracanie uwagi na to, jak się zachowała. Nie mówimy więc, że ktoś jest Barbarzyńcą, a raczej, że zachował się ze szkodą dla przyrody. Podobnie przy okazji różnych pozytywnych działań dla przyrody. To nie tyle człowiek jest Dobroczyńcą, ile zrobił coś dobrego dla przyrody. Zrobił to w tym konkretnym czasie i w konkretnej sytuacji. Oczywiście chwała mu za to, ale akcent powinien wyraźnie dotyczyć tego działania, a w mniejszym stopniu jego autora.

Fot. Ryszard Kulik

Wychodząc z tych przesłanek trzeba też wyraźnie powiedzieć, że każdy z nas robi dla przyrody to, co może najlepszego, biorąc pod uwagę wszystkie tego uwarunkowania: wiedzę, doświadczenie, umiejętności, zależności międzyludzkie oraz wiele innych konkurencyjnych motywów i sytuacyjnych czynników. Jeśli czyjeś działania są więc katastrofalne dla przyrody, to trzeba je zobaczyć w szerokiej perspektywie, jako efekt gry wielu różnych czynników i uwarunkowań, które zmaterializowały się w tym konkretnym czasie u tej osoby właśnie w ten określony sposób. I trzeba od razu dodać, że inaczej być nie mogło, bo gdyby mogło, to by zaistniało. To prawdziwie ekologiczne (systemowe) spojrzenie, w którym widzi się różnych ludzi w układzie różnych przenikających się wzajemnie zależności. Przyglądając się wnikliwie innym, widzimy historię ich życia, przeplatające się losy setek tysięcy osób, a końcu nawet samych siebie. To jest takie, bowiem tamto jest takie. Sprowadzanie tego wszystkiego do prostych określeń, że ktoś jest Dobry lub Zły stanowi żenujący i często krzywdzący redukcjonizm.

Kto jest Dobrodziejem, kto jest Barbarzyńcą? Nikt!

Dobrze jest natomiast pochylić się z szacunkiem lub dezaprobatą nad konkretnymi działaniami, które przyrodzie służą bądź nie.

Ryszard Kulik

Instytut Psychologii Uniwersytetu Śląskiego