Miesięcznik Dzikie Życie

6/168 2008 Czerwiec 2008

Wilk

Juraj Lukáč

Biegał koło mnie dziki wilk. Kiedyś powiedziałbym, że biegał koło mnie wilk pospolity, ale czy widział ktoś pospolitego wilka? Przecież wszystkie wilki są dzikie, pożerają, pożerają, POŻERAJĄ... Więc biegał koło mnie pospolity DZIKI wilk. Właśnie taki. Nad górami unosiło się ciężkie pomarańczowe słońce, a na trawie topił się szron zimnej majowej nocy.

Nawet się nie zorientowałem, a już był przy mnie. Odezwałem się cicho.

Ale nie widział mnie. Patrzył bezradnie w las i szukał mnie.

Krzyknąłem więc: „Jestem Juro i chyba mnie już znasz”. Wilk był już starszy i najwyraźniej mnie znał. Obejrzał się, najpierw przystanął, potem podbiegł i położył się w trawie.

Fot. Juraj Lukáč

Fot. Juraj Lukáč

Przestałem fotografować. Wydało mi się to najmniej odpowiednie. I zacząłem mówić.

O zrębach zupełnych w słowackich lasach, o ciągle zwiększającej się eksploatacji drewna, o toksycznych chemikaliach, które rozlewane są w naszych parkach narodowych. O powodziach w wioskach położonych poniżej wyciętych lasów, o miejskich drzewach padających pod piłami firm deweloperskich.

— Dlaczego mi to mówisz? Wy, ludzie, macie ubezpieczenie zdrowotne, policję, sądy, adwokatów, stowarzyszenia obywatelskie, rządy, wojsko. My nie mamy nic. Was jest ponad pięć milionów, a tak wiele mówicie o nas, choć nie ma nas nawet dwustu. Gdy złowimy owieczkę, której nikt nie strzeże, zaraz nakręcacie głupi reportaż telewizyjny, pełen kłamstw.

— Wy możecie bronić się sami przed sobą, ale który adwokat, jaka policja i sędziowie, jakie wojsko, która telewizja obroni nas?

— Wyobraź sobie, gdyby na Słowacji było 5 mln wilków i 160 ludzi. I przynajmniej sto tysięcy wilków każdego dnia ścigałoby ostatnie sztuki gatunku ludzkiego i starało się je wytępić. I raz na jakiś czas nakręcilibyśmy w swojej wilczej telewizji idiotyczny reportaż o nadmiernie rozmnożonych 160 ludziach.

Przez chwilę na siebie popatrzyliśmy, po czym odwrócił się i pomału szedł pod górę. Gdy był już na horyzoncie, krzyknąłem za nim. Zatrzymał się, czarna sylwetka w porównaniu z ołowianym niebem była jak wykrzyknik tego, co chciałem powiedzieć.

— Ludzie, nie jesteście na tym świecie sami. I my też nie jesteśmy sami.

— Właśnie dlatego musimy sobie nawzajem pomagać.

I pospolity dziki wilk rozpłynął się w burzowych chmurach.

Juraj Lukáč

Tłumaczenie: Anna Patejuk

Tekst pochodzi z internetowego bloga, który autor prowadzi pod adresem jurajlukac.blog.sme.sk na zaproszenie słowackiego dziennika „SME” (sme.sk). Przedruk za zgodą redakcji „SME”.