Miesięcznik Dzikie Życie

4/190 2010 Kwiecień 2010

Wieści ze świata

Opracowanie Krzysztof Wojciechowski, Radosław Szymczuk

Na Ukrainie biją ekologów

W dniu 1 lutego 2010 r. został dotkliwie pobity znany ukraiński aktywista ekologiczny i bezkompromisowy obrońca przyrody, Władimir Borejko. Napastnicy dopadli ekologa niedaleko stacji metra Niwki w Kijowie. Zadali wiele ciosów kastetem oraz dotkliwie kopali. Skatowanego człowieka zostawili i uciekli.

Borejko z trudem dotarł do najbliższej drogi, by zatrzymać jakiś samochód, który mógłby zawieźć go do szpitala, jednak żaden z kierowców nie chciał pomóc okrwawionemu człowiekowi. Poinformowani przez niego telefonicznie znajomi przyjechali i zabrali go do lekarza.

Uroczysko Kornalowice k. Sambora

Uroczysko Kornalowice k. Sambora. Fot. Krzysztof Wojciechowski

Po zgłoszeniu incydentu na milicję, nie wykazała ona specjalnego zainteresowania wydarzeniem, podobnie jak media, zaaferowane walką polityczną przed drugą turą wyborów prezydenckich. Sam poszkodowany podejrzewa, że jego pobicie mogło być „zlecone” przez tych, z którymi kierowane przez niego Kijowskie Ekologiczno-Kulturalne Centrum walczy w obronie np. zielonych stref Kijowa, w których wycinane są drzewa, a same tereny masowo przeznacza się pod zabudowę. Choć i innych, którym zależałoby na postraszeniu niezłomnego ekologa, nie brak.

Warte zapamiętania są wnioski, jakie sformułował sam poszkodowany już po incydencie. Borejko mówi, że ludzie zajmujący się realną ochroną przyrody powinni zawsze liczyć się z tym, że staną się przedmiotem takiego właśnie „zleconego” ataku, a w żadnym wypadku, przynajmniej na Ukrainie, nie powinni liczyć na pomoc milicji, bo szanse na nią są znikome. Powinni znaleźć sobie silniejszych protektorów, a najlepiej liczyć na siebie, czyli utrzymywać ciało w dobrej kondycji fizycznej i nie zapominać o pistolecie gazowym w torbie.

To kolejny przypadek drastycznych metod wpływania na niepokornych ekologów w ostatnich miesiącach na Ukrainie. Kilka miesięcy temu został zadźgany nożem Aleksy Lwowicz Gonczarow, który przeciwstawiał się nielegalnej eksploatacji piasku w zakazniku Żuków Ostrów. W tym przypadku śledztwo póki co nie przyniosło zadowalających wyników. Oba te przypadki świadczą, że na Ukrainie wciąż jeszcze stosuje się drastyczne metody walki z obrońcami przyrody, porównywalne do tych, które znamy np. z Ameryki Południowej czy Afryki, gdzie obrońcy puszczy amazońskiej lub goryli górskich przypłacili życiem swe działania. Jednak Ukraina leży w Europie i ma aspirację wstąpić w zachodnioeuropejskie struktury.

Nowe gatunki stworzeń morskich

Ponad pięć tysięcy nowych gatunków morskich, w tym nietypowe, barwne zwierzęta, to plon międzynarodowego projektu badawczego Census of Marine Life.

Realizowany od dziecięciu lat, z udziałem ponad dwóch tysięcy naukowców z 80 krajów, projekt Census of Marine Life jest największym przedsięwzięciem poświęconym badaniu różnorodności i sposobu rozmieszczenia organizmów morskich. W trakcie badań powstał spis, który obejmuje ponad pięć tys. gatunków. Ostateczny raport poznamy w październiku.

Naukowcy zaprezentowali jednak niedawno zdjęcia co ciekawszych gatunków, odkrytych w trakcie badań. Do zoologicznych ciekawostek należy np. krab złowiony w wodach wokół Wysp Wielkanocnych. Sprawia on wrażenie, jakby porośnięty był futrem. Nie dało się go przyporządkować do znanych gatunków czy rodzajów skorupiaków.

Przedstawiono też gatunek gąbki odkryty w wodach archipelagu Florida Keys. Produkuje on związek chemiczny o właściwościach antyrakowych. Obecnie trwają badania nad jego potencjalnym zastosowaniem medycznym.

Census of Marine Life dostarcza naukowych podstaw do opracowania polityki ochrony szczególnie wrażliwych obszarów morskich. Chodzi np. o stworzenie globalnej sieci obszarów chronionych przed agresywnymi połowami. Takie połowy zagrażają zwłaszcza rafom koralowym. Najgorzej jest, gdy statki rybackie ciągną sieci po morskim dnie – tłumaczył na spotkaniu biolog morski z brytyjskiego University of Plymouth, dr Jason Hall-Spencer. – Wszystkie rafy, które widziałem – z wyjątkiem jednej – były potwornie zniszczone przez denne trałowanie. Połowy tą techniką powodują destrukcję raf, które istniały od tysięcy lat – powiedział.

Hall-Spencer ogłosił, że są i dobre wieści – naukowcy mają bowiem dane, które pozwolą zmienić tę politykę połowów i wyznaczyć obszary morskie wymagające ochrony.

(PAP)

Białoruscy ekolodzy w sprawie Dyplomu Rady Europy dla Puszczy Białowieskiej

Przedstawiciele 17 białoruskich organizacji ekologicznych zwrócili się do Rady Europy z prośbą, aby odłożyła na rok decyzję o ponownym przyznaniu Dyplomu RE dla Parku Narodowego „Bieławieżskaja Puszcza”.

Jak powiedziała białoruskiej agencji informacyjnej BiełaPAN jedna z sygnatariuszek apelu, Olga Saczuk z organizacji „Zielona Sieć”, inicjatorem apelu jest były wicedyrektor ds. naukowych PN „Bieławieżskaja Puszcza”, Georgij Kazulka. Dyplom RE – prestiżowe wyróżnienie, które nagradza sukcesy parków narodowych i zapowiedników w ochronie przyrody – został przyznany PN „Bieławieżskaja Puszcza” w 1997 r.

W październiku 2007 r. strona białoruska powinna była przedstawić ekspertom RE plan zarządzania parkiem narodowym na kolejne 10 lat, który to plan jest warunkiem przedłużenia „ważności” Dyplomu RE. Jednak do tego czasu wspomnianego planu nie udało się przygotować. Białoruskie MSZ skierowało pismo do komitetu RE ds. ochrony różnorodności biologicznej i krajobrazowej, w którym wyjaśnia przyczyny opóźnień w przygotowaniu planu oraz zapewnia, że ochrona przyrody i działalność gospodarcza w Puszczy Białowieskiej odpowiadają potrzebom i rekomendacjom RE. Komitet wziął pod uwagę te wyjaśnienia i przesunął termin rozpatrzenia sprawy na listopad 2007 r., potem na wiosnę 2008 r., następnie na marzec 2009 r. i w końcu na marzec 2010 r.

Ekolodzy w swoim stanowisku wskazują na naruszenie procedur demokratycznych podczas sporządzania planu oraz na niemożność jego jawnej, społecznej kontroli. Przeprowadzony społeczny monitoring prac nad planem wskazuje na liczne problemy ochrony Puszczy Białowieskiej, które z rosnącą szybkością prowadzą do unicestwienia tego unikalnego fragmentu dzikiej przyrody – czytamy w apelu. Na przykład w tym roku w styczniu nagłośniony został fakt polowania z nagonką na żubry w ściśle chronionej strefie parku – podkreślają sygnatariusze apelu. Wskazują także na to, iż w planie nie ogranicza się wielkoskalowych wyrębów. Prócz tego niepokój ekologów wywołuje budowana obecnie droga wokół Puszczy, której zadaniem będzie sprzyjanie rozwojowi intensywnej turystyki i polowań na terenie parku narodowego.

Wszystko to sprawia, że ekolodzy nie widzą woli ze strony administracji parku, aby ów plan istotnie miał służyć ochronie przyrody, jak również by go z kimkolwiek realnie konsultowano. Mają za to nadzieję, że szansą na polepszenie sytuacji byłoby bądź kolejne odłożenia terminu ponownego przyznania Dyplomu RE parkowi, bądź też w przypadku wyjątkowego kompromisu, przyznanie owego dyplomu warunkowo i czasowo, na 2–3 lata, do momentu podjęcia działań dla realnej ochrony Puszczy.

W obronie wielorybów w Australii

Australia zapowiada, że w tym roku zaostrzy działania, by położyć kres japońskim polowaniom na wieloryby.

Premier Australii, Kevin Rudd, ostrzegł, że jeśli Japończycy nie przestaną zabijać „w imię nauki” setek płetwali karłowatych zamieszkujących Ocean Antarktyczny, to sprawa trafi do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. Jak powiedział Rudd, działania dyplomatyczne kończą się w tym roku.

Australia domaga się całkowitego zaprzestania polowań w ciągu najbliższych pięciu lat, co zdaniem premiera Rudda jest terminem rozsądnym. W odpowiedzi Japonia uznała warunki stawiane przez Australię za „godne pożałowania” i nie zamierza ulegać naciskom.

Choć obie strony wyraziły nadzieję, że znajdzie się dyplomatyczne rozwiązanie, które pozwoli im wyjść z impasu, to napięcie wzrosło w ostatnich tygodniach po zderzeniu na pełnym morzu łodzi aktywistów ekologicznych z japońską flotą. Oliwy do ognia dolał premier Rudd, który przed wizytą ministra spraw zagranicznych Japonii zapowiedział, że Australia złoży pozew do MTS, jeżeli polowania nie zakończą się do listopada.

Szef japońskiej dyplomacji, Katsuya Okada, oświadczył z kolei, że w razie potrzeby Japonia udowodni, iż jej działania nie są niezgodne z prawem.

Od 1987 r. Japonia wykorzystuje lukę w przyjętym przez Międzynarodową Komisję Wielorybnictwa (IWC) moratorium na komercyjne polowania na wieloryby, a mięso płetwali zabijanych pod pozorem badań naukowych – trafia na rynek.

(PAP)

Opracowanie: Krzysztof Wojciechowski i RS