Miesięcznik Dzikie Życie

2/236 2014 Luty 2014

Nartobiznes – świetliste plany kontra twarda rzeczywistość

Radosław Ślusarczyk

Początek sezonu narciarskiego zbiegł się z mianowaniem nowego ministra sportu, Andrzeja Biernata. Swoją kadencję minister otworzył mocnym akcentem. Zaproponował stworzenie sztucznego zbiornika wodnego w okolicach Kasprowego Wierchu w Tatrach. Woda z tak powstałego obiektu miałaby służyć do sztucznego naśnieżania tras zjazdowych.

Pamiętne słowa ministra uwieczniły media: „Jeżeli chcemy zarabiać na naszych górach, to musimy stwarzać ku temu warunki. Dlatego uważam, że Kasprowy Wierch powinien być wykorzystywany narciarsko w większym stopniu niż obecnie. A do tego potrzebne jest sztuczne zaśnieżanie”1 – tłumaczył Biernat w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

http://issuu.com/andrychow/docs/prezentacja_inwestycji_czarny_gron

Plany rozwoju nartobiznesu w Beskidzie Małym zaprezentowane podczas konferencji w Andrychowie w październiku 2012 r., zorganizowanej przez Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego i Urząd Miejski w Andrychowie. Screen z: http://issuu.com/andrychow/docs/prezentacja_inwestycji_czarny_gron

To nic, że Kasprowy to park narodowy, że do produkcji śniegu brakowałoby wody, a taki śnieg i tak wywiałby wiatr. Dla zrobienia wrażenia liczą się wizje, najlepiej te wielkie. Po słowach o naśnieżaniu przetoczyła się fala krytyki – co ciekawe, nie tylko politycznej opozycji czy środowisk związanych z ochroną przyrody, ale i zwykłych użytkowników gór, w tym samych narciarzy. Minister szybko zapomniał o Kasprowym, forsuje teraz kolejną nierealną i szkodliwą dla przyrody inicjatywę organizacji zimowej olimpiady w Krakowie. Z deszczu pod rynnę.

Imaginacje na Pilsku

Już mniej medialnie, ale dalej nierealnie dzieje się na Pilsku. Od połowy zeszłego roku lokalne portale i gazety donosiły o wyścigu z czasem, jaki prowadzi nowy inwestor Ośrodka Narciarskiego na Pilsku – firma CTE z Istebnej. Chodzi o wybudowanie nowej kolei krzesełkowej z Kamiennej na Solisko. „W zgodzie z naturą, dla wspólnego dobra” – pod takim hasłem poświęcono i wbudowano kolektywnie kamień węgielny pod wyciągiem. Media donosiły, że „zaangażowanie inwestora, władz lokalnych i mieszkańców może sprawić, że Beskidy zyskają ośrodek narciarski z prawdziwego zdarzenia”2. Kolejne wiadomości z regionu przynosiły optymistyczne wieści o wyprzedzeniu harmonogramu prac, by wreszcie na połowę grudnia triumfalnie ogłosić termin uroczystego otwarcia I etapu Kompleksu Sportowo-Narciarskiego Pilsko Jontek w Korbielowie. Uroczystość miała uświetnić obecność prezydenta RP Bronisława Komorowskiego3. Inwestycję dopingowały „lokalne stowarzyszenia”, z których jedno posiada nawet adres korespondencyjny tożsamy ze spółką matką firmy CTE – Grupą Linter.

Z braku wiedzy lub obiektywizmu media przemilczały, że cały proces inwestycyjny dla nowego krzesełka jest, delikatnie rzecz ujmując, daleki od ideału. Wspomnijmy tylko takie incydenty jak użycie śmigłowca do stawiania słupów czy wycinka drzew przed wydaniem pozwolenia na budowę. Jak widać, na Pilsku nikogo nie interesują społeczne i środowiskowe skutki nadużyć. Być może interesowało to jednak prezydenta, skoro nie przybył na uroczystość, a całą imprezę odwołano?

Oficjalne otwarcie wyciągu nastąpiło miesiąc po terminie. W asyście oficjeli w garniturach stojących po kostki w błocie i garstki przypadkowych widzów wyciąg otworzono, by go… poddać próbom technicznym. O jakiejkolwiek jeździe nie było mowy. Takie otwarcia dla samego otwierania sławne były w PRL, ale jak widać w pewnych miejscach czas się zatrzymał.

Tymczasem z kamery internetowej roztacza się smętny widok na zdegradowany stok narciarski z wyciągiem, który nie działa. Śniegu jak na lekarstwo. To nie jedyne problemy, z jakimi przyjdzie się zmierzyć właścicielowi obiektu. Pomimo otwarcia, trwają procedury dążące do uchylenia obu decyzji, które pozwalały inwestorowi wejść w teren4. O tym, czy decyzje zostały wydane zgodnie z prawem, zadecyduje sąd. Nawet bez wiążących decyzji widać, że pośpiech z budową wyciągu krzesełkowego zamiast do rozwoju ośrodka doprowadził do stagnacji na Pilsku. Świetliste plany legły w gruzach.

Czy mogło jednak być inaczej, skoro firma CTE już w momencie nabycia ośrodka rozpoczęła jego modernizację od samowoli budowlanej, a nielegalnie wybudowany taśmociąg doprowadził w lutym 2013 r. do groźnego wypadku 5-letniego dziecka?

Beskid Mały lunaparkiem?

Źle rozpoczęto rozwój nartobiznesu także na Czarnym Groniu w Beskidzie Małym.

W 2009 r. bez żadnych uzgodnień i pozwoleń wybudowano wyciąg krzesełkowy i instalację do sztucznego ośnieżania i naświetlania stoku. Pomimo wieloletnich i kosztowych starań, wyciągu jak dotąd nie udało się zalegalizować. Na Czarnym Groniu wciąż poprawia się zimową aurę, ponieważ bez techniki sezon na górze o wysokości 816 m n.p.m. trwałby zaledwie kilka godzin dziennie i to na przestrzeni kilku-kilkunastu tygodni. Nie jest to satysfakcjonujący wynik, tym bardziej, gdy wokół wyciągu wybudowano karczmę, hotel, SPA i inne atrakcje. Pozostaje jednak pytanie – skąd prąd do oświetlania, skoro instalacja powstała nielegalnie i nie została zalegalizowana? Skąd woda do naśnieżania, skoro popełniono te same uchybienia? Najważniejsze pytanie brzmi jednak: czy to wszystko jest bezpieczne dla użytkowników i obsługi ośrodka?

Problem z zaledwie jedną inwestycją nie przeszkadza inwestorowi w snuciu wielkich projektów rozwoju nartobiznesu w Beskidzie Małym. Plany zaprezentowano już w październiku 2012 r., jednakże dopiero niedawno doczekały się odzwierciedlenia w projekcie zmiany planów zagospodarowania gminy Andrychów.

Jak na maleńki Beskid Mały są one naprawdę wielkie – budowa sieci wyciągów narciarskich na stokach Potrójnej, Turonia, Klimaski i Leskowca wraz z infrastrukturą towarzyszącą (parkingi, zaśnieżanie, oświetlenie), koncepcja połączenia stacji górnych wyciągów kolejami gondolowymi oraz budowa krytego wyciągu narciarskiego do całorocznego uprawiania narciarstwa u podnóża Turonia. Na zorganizowanym w Andrychowie spotkaniu zespół przyrodników pod kierownictwem dr. Kazimierza Walasza próbował przekonywać5, że taka inwestycja nie będzie negatywnie oddziaływać na przyrodę, a nawet jej pomoże, bo i wykopie się oczka wodne na kumaki, i paść się będzie owce na wylesionych pod nartostrady stokach, a i wilki pojedzą. Słowem – nowe plany inwestycyjne w Beskidzie są dobrodziejstwem dla przyrody. Choć zaangażowano duże siły i środki, to efekt był żenujący, co zauważyły nawet osoby niezwiązane zawodowo z przyrodą.

W przygotowywanym obecnie Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy, plany rozwoju nartobiznesu w Beskidzie Małym nazwano „Rejonem aktywacji rekreacji narciarskiej” – na, bagatela, 370 hektarach lasów i terenów leśnych. Co istotne, Studium prezentuje podejście „mieć ciasto i zjeść ciastko”, bowiem w projekcie dokumentu obszary zainwestowania narciarskiego widnieją jako tereny, gdzie zostanie zachowana ich funkcja podstawowa, tj. las i zadrzewienia. Trudno dociec, jak planiści wyobrażają sobie sytuację zachowania leśnej funkcji terenu w sytuacji koniecznych wylesień i trwałego zabudowania tego obszaru siecią wyciągów i nartostrad.

Rozwój nartobiznesu w Beskidzie Małym ma jeszcze swój wątek społeczny. Choć na spotkaniu w 2012 r. zapewniano o szerokich konsultacjach dotyczących planów inwestycyjnych, to decyzje o zmianie Studium zapadały w zaciszu gabinetów, zapewne z głęboką nadzieją braku zainteresowania społeczeństwa i organizacji przyrodniczych. Te ostatnie jednak okazały się zainteresowane tematem. Dlatego najpierw jednemu ze stowarzyszeń odmówiono udostępnienia materiałów Studium (stanowiących informację o środowisku, powstałą za pieniądze podatników), a na dogłębne pytania o istotę sprawy reprezentanci Gminy odpowiedzieli zdawkowo i nie na temat. Ponadto o projekcie zmiany Studium milczał gminny BIP. Gminie Andrychów najwyraźniej przydałby się kurs z transparentności procedur i stosowania prawa.

Finał jest następujący: 10 stycznia br. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Krakowie odmówiła uzgodnienia Studium z uwagi na skalę inwestycji, która zagrozi utracie 40% powierzchni całego obszaru Natura 2000 „Beskid Mały”, wykorzystywanego przez duże drapieżniki jako siedliska. Gmina i inwestor będą zmuszeni zweryfikować swoje plany, bo nie ma na nie fizycznie miejsca w Beskidzie Małym. I znów nici ze świetlistych planów.

Brak przestrzeni dla rozwoju nartobiznesu to nie jedyny problem tej branży w Polsce. Od dawna wiadomo, że na rentowność ośrodków narciarskich ogromny wpływ ma pogoda. Czy w dobie zmieniającego się klimatu, kapryśnej pogody i braku wody w górach można budować rentowne ośrodki narciarskie? Jeśli nie ma interesu bez śniegu, to jak właściciele 100 kompleksów narciarskich w Polsce zamierzają rozwiązać ten problem?

Nawet największe pieniądze i wizjonerskie plany nie zmienią faktu, że ośrodki narciarskie buduje się w oparciu o przyrodę. Jej zasoby nie są niewyczerpalne – szczególnie wodne. Kolej na Kasprowy czynna jest jedynie podczas 20% sezonu narciarskiego, warunki śniegowe w niższych górach też są trudne. Nierentowna okazała się już inwestycja w Świeradowie-Zdroju. Oczywiście można produkować sztuczny śnieg, ale nie ma w polskich górach takich zasobów wody, żeby dogodzić wszystkim. I nie pomogą prywatni inwestorzy czy środki unijne. Podążając za słowami portalu forsal.pl, prognozy są nieubłagane: „Rynek narciarski jest mocno nasycony i czeka go ostra selekcja”6.

Radosław Ślusarczyk