Miesięcznik Dzikie Życie

3/237 2014 Marzec 2014

Łańcuchy cywilizacji

Robert Jurszo

Myśli znad Waldenu

Kratownica torów przylegała do północnego brzegu stawu Walden. Henry David Thoreau mógł nawet z progu swojej leśnej samotni dostrzec przemykające ze świstem lokomotywy i terkoczące wagony. Choć kolej budziła zachwyt współczesnych – również mieszkańców okolicznego Concord – to dla niego była obcym elementem w królestwie Natury. W istocie, Thoreau do cywilizacji miał stosunek głęboko krytyczny. Na kartach „Walden” opisał wiele sposobów, w jakie cywilizacja pęta ludzi swymi łańcuchami.

Mogłoby się wydawać, że ta niechęć była motywowana specyfiką jego osobowości. Wielu przyjaciół – w tym filozof Ralph Waldo Emerson – podkreślało ascetyzm Thoreau. W życiu dążył on do maksymalnej prostoty, czemu też dał wielokrotny wyraz w swoich esejach. „Opierając się na własnym doświadczeniu – pisał – stwierdzam, że obecnie w naszym kraju po zaspokojeniu podstawowych potrzeb życiowych niezbędne jest posiadanie kilku następujących przedmiotów: noża, siekiery, łopaty, taczki i tym podobnych”. Na nieco więcej pozwalał uczonym: „Ludziom zajętym nauką potrzebna jest lampa, materiały piśmienne i dostęp do kilku książek”. Podobne uwagi mogą być zdumiewające nawet dla osób, które nie uważają, aby byli obdarzeni skłonnością do luksusu, o którym Thoreau pisał, że „osłabia […] i niszczy narody”.

Walden

Tytułowa strona „Walden, czyli życie w lesie”, z kolekcji Concord Muzeum. Fot. Dawid Bohl

Ale nie tylko osobiste umiłowanie ascetyzmu stało za antycywilizacyjnym krytycyzmem Thoreau. Miał na obronę swojego stanowiska solidne argumenty. Owszem, doceniał dobra, które przyniosła cywilizacja. Ale w niemal całej jego twórczości wybrzmiewa pytanie o to, czy było warto porzucić tryb życia ludzi pierwotnych i wejść w epokę cywilizacji. I – ostatecznie – Thoreau nie udziela na nie jednoznacznej odpowiedzi. Ciekawe, że rozdarcie w tej kwestii przypominało jego położenie nad Walden: niby zdecydował się żyć w dziczy, ale jednak nie do końca, skoro mieszkał wystarczająco blisko, by przez okna domostwa docierał do niego gwar gościńca i zapach miasta. Podobnie jak często na stronicach „Walden” pastwił się nad cywilizacją, ale jednak ostateczne jej nie potępił.

Wiele aspektów cywilizacji budziło sprzeciw Thoreau, ale za szczególnie szkodliwy i uciążliwy uznał dumę wszystkich rozwiniętych społeczeństw: specjalizację i podział pracy. Nie dostrzegał w nich korzyści. Wręcz przeciwnie, upatrywał w nich raczej zagrożenia dla samodzielności i niezależności jednostek. I był w tej sprawie nieprzejednanym radykałem: w jednym z listów napisał, że nawet jedzony przez nas chleb, którego sami nie wytwarzamy, uzależnia nas od piekarza. Z tego względu Thoreau bardzo dbał, aby – przynajmniej podczas swojego pobytu nad Walden – być autonomicznym w możliwie jak największym stopniu. I to zarówno finansowo, jak i wytwórczo. W eseju „Obywatelskie nieposłuszeństwo” napisał wprost: „Trzeba być samowystarczalnym i zawsze polegać na samym sobie”.

Bezkompromisowość takiego podejścia może być dla wielu niestrawna, ale trudno Thoreau odmówić pewnej racji. Jego przekaz brzmi: stając się zależni od kogoś, stajemy w sytuacji, w której zagrożone są nasza wolność i suwerenność. Przykład z piekarzem jest może banalny i mało pobudza wyobraźnię, ale możemy przecież zamienić go na bardziej złożony i współczesny. Spójrzmy na młodego człowieka wchodzącego na rynek pracy. Nie wytwarza sam tego, co je – nie ma na to ani czasu, ani siły. Pracuje po kilkanaście godzin dziennie, by móc kupić pożywienie i inne rzeczy. Podlega hierarchii zwierzchników, od których zależne są jego płaca i pozycja zawodowa. Jeśli nie odziedziczył mieszkania i do tego nie stać go na jego kupno za gotówkę, to zmuszony jest wziąć wysoki kredyt. Pożyczka jest długoletnia, więc popada w jeszcze większą zależność od swojego pracodawcy. Natomiast Thoreau jadł w większości to, co sam wyhodował (chleb również piekł własny). Zbudował dom z drzew, które samodzielnie ściął. Jeśli potrzebował pieniędzy, to handlował płodami swojej ziemi albo najmował się krótkoterminowo do jakiejś prostej pracy. Teraz sam sobie, Drogi Czytelniku, odpowiedz na pytanie, który z tych dwóch sposobów życia czyni bardziej wolnym…

Lista innych problemów, z którymi wiąże się istnienie cywilizacji, a o których możemy poczytać w tekstach Thoreau, jest długa: przestępczość, nierówność społeczna i majątkowa, skłonność do gromadzenia dóbr ponad potrzebę, niszczenie kultur pierwotnych itd. Niestety, żaden z nich nie stracił na aktualności do dzisiaj. Wszystkie one są może nawet jeszcze bardziej palące, niż w czasach Thoreau, który żył przecież w świecie jeszcze nie tak bardzo zniszczonym przez „postęp” i rewolucję przemysłową. Każdy współczesny czytelnik Thoreau musi stanąć przed pytaniem o to, czy jest możliwa cywilizacja, która będzie pozbawiona przynajmniej większości tych skaz.

A jeśli nie, to co dalej?

Robert Jurszo