Miesięcznik Dzikie Życie

7-8/253-254 2015 Lipiec i sierpień 2015

„Ty chcesz, żebym został myśliwym, ja nie zarżnę żadnego zwierzęcia…”

Justyna Tymieniecka-Suchanek

Od filologii do zoofilologii

Nienawidzę polowania i do dzisiejszego dnia
jestem dumny, że w ciągu całego swojego życia
nie zabiłem ani jednego ptaka, ani jednego zwierzęcia.

Warłam Szałamow

Tak zwrócił się do własnego ojca wybitny rosyjski pisarz – Warłam Szałamow (1907–1983). W powieści autobiograficznej „Czwarta Wołogda” autor podkreśla, że nigdy nie weźmie broni do ręki. Niechęć do polowania wzięła się głównie z buntowniczej postawy najmłodszego syna wobec ojca, zapalonego myśliwego. Szałamow przyznaje wprost: „Właśnie ta myśliwska sprawność, z którą ojciec działał, zdumiewała mnie. Jest to jedna z tych przyczyn, dla których utraciłem wiarę w Boga. W moim dziecięcym chrześcijaństwie zwierzęta zajmowały miejsce przed ludźmi. […] Dramaty ryb, kóz, świń absorbowały mnie bardziej niż cerkiewne dogmaty i nie tylko one”.

Życzliwość i szacunek wobec wszystkiego, co żyje, wynikała nie tylko ze sprzeciwu wobec poglądów ojca, ale również z wrodzonej wrażliwości przyszłego pisarza, więźnia GUŁ-agu. „Czwarta Wołogda” obejmuje lata 1903–1923, a więc okres z dzieciństwa i młodości Szałamowa spędzonych w Wołogdzie. Utwór zawiera wiele cennych spostrzeżeń autora na temat jego stosunku do naszych braci. Warto zwrócić uwagę, że Szałamow przejawiał wrażliwość na krzywdę zwierząt, był wielkim ich miłośnikiem, a polowania i wędkarstwa nienawidził z całego serca. Brzydził się tym, czuł awersję do wszelkiego zabijania. Zdecydowanie negatywną postawę wobec myślistwa demonstruje niemal od pierwszych stron powieści. Niechęć budziło w nim również wędkarstwo: „[…] ojciec miał łowić ryby. Owo zajęcie – ojciec wyposażył się w niewód i jeszcze inne sieci – było według jego przekonania pierwszym zbliżeniem z przyrodą i jej prawami. Cała rodzina z wielką ochotą brała udział w łowieniu ryb. Cała – oprócz mnie. Jakoś nie potrafiłem wywołać w sobie dzikiego entuzjazmu dla łowienia ryb niewodem. […] Raz zdarzyło mi się stać blisko ojca, gdy wyciągnął niewód, i wprost zdumiałem się, widząc jego rozeźlenie, jego myśliwskie podniecenie”. Szałamow nie rozumiał i nie podzielał łowieckich namiętności ojca i braci, a po opisanym wyżej wydarzeniu już nigdy nie uczestniczył w nocnych wyprawach z ojcem. Nieporozumienia rodzinne na tym tle narastały: „Moja niechęć do zabijania, strzelania, polowania, zarzynania królików i kur, kłucia świń – także była powodem ciężkiego konfliktu. Tak długo kategorycznie odmawiałem wzięcia do rąk myśliwskiej strzelby, aż rodzinny arsenał został sprzedany – ku wstydowi ojca […]”.

Moja mama niechętnie pozuje ze szczupakiem – nie podzielała entuzjazmu męża do wędkarstwa. Fot. Andrzej Tymieniecki

Moja mama niechętnie pozuje ze szczupakiem – nie podzielała entuzjazmu męża do wędkarstwa. Fot. Andrzej Tymieniecki

Przyszły pisarz w dzieciństwie zajmował się doglądaniem zwierząt domowych. W gospodarstwie były kozy, kury, świnie. W tym znalazł dla siebie miejsce, ale nie potrafił znieść śmierci kóz, królików, sam nie chciał i nie umiał zabijać. Z niechęcią opisuje dom, w którym ściany w pokoju braci były obwieszone rybackimi przyborami i myśliwską bronią. W tym pokoju spały dwa psy myśliwskie, seter Sport i pointer Orest, z którymi jego bracia chodzili na polowanie. Dwururka stanowiła od niepamiętnych czasów tradycyjny ojcowski prezent dla mężczyzn w rodzinie Szałamowa. Sprawdzano dwururki, ładowano naboje, przeglądano przybory wędkarskie. Na podwórzu rozbrzmiewała strzelanina, analizowano skupienie śrutu i inne zalety centralnie bijących strzelb.

Szałamow w innych utworach autobiograficznych również wyraża poczucie dumy, że nigdy nikogo w życiu nie skrzywdził, zwłaszcza zwierzęcia. W jednym z nich czytamy: „Mam sześćdziesiąt lat. Jestem dumny, że w ciągu całego swojego życia nie zabiłem własnoręcznie żadnej istoty, zwłaszcza ze świata zwierząt. Nie zniszczyłem żadnego ptasiego gniazda, nie umiałem strzelać z procy, nie trzymałem w rękach strzelby myśliwskiej i innej broni”1.

W kontekście tego szczerego wyznania, czytelnika „Opowiadań kołymskich” nie tylko nie dziwi, że narrator zwykle nie zjada psa ani kota. Postawy narratorów odzwierciedlają stanowisko samego pisarza, który pokochał zwierzęta i dziką przyrodę. W dzieciństwie Szałamow niejako skazany był na bliską obecność zwierząt gospodarskich. Jeśli wierzyć wspomnieniom pisarza, jako największe nieszczęście przeżył śmierć kozy Toni i konanie kozła Mardochieja. Smutek towarzyszył mu nawet wówczas, gdy ojciec wbił nóż w grzbiet dużego pięknego szczupaka, a ten „podskoczył, plasnął ogonem i ucichł”.

Justyna Tymieniecka-Suchanek

Tytuł felietonu to fragment powieści „Czwarta Wołogda” (W. Szałamow, „Bez powrotu”, tłum. J. Baczyński, Gdańsk 1996, s. 179).