Miesięcznik Dzikie Życie

10/268 2016 Październik 2016

Buki dawnych Słowian

Wojciech „Lutygozd” Wochna

Wyjątkowość buka była zauważona już przez dawnych Słowian, w czasach, w których człowiek o wiele bardziej był związany ze środowiskiem leśnym i od niego zależnym. Drzewa i las miały dla ludzi tamtych czasów m.in. znaczenie religijne, dlatego też i z tego powodu starali się oni zgłębić ich naturę.

Jawnym dowodem popularności buka są bardzo liczne nazwy miejscowe czy miejscowości, czy to w formie nazw prostych, jak Bukow(iec), czy złożonych, jak L(j)utebuk. Użycie słowa buk w niektórych z tych nazw dowodzi jego pradawnej metryki oraz powszechności, oczywiście jedynie na terenach jego naturalnego występowania. Buk z natury lubi łagodniejszy klimat, w związku z czym występuje w Polsce zachodniej i na historycznych terenach Słowian zachodnich. Dawni Słowianie, według wielu znawców ich historii, byli ludem praktycznym, dlatego bardzo sobie cenili takie gatunki drzew, które przynosiły im wymierne korzyści. Bukiew dawała wartościowy produkt spożywczy, i to w dużych ilościach, który także przyciągał zwierzynę leśną, nie mniej cenną: dziki, jelenie czy wiewiórki. Co ciekawe, w średniowieczu futerka wiewiórek były pożądanym towarem, sprzedawanym na targach. Również zajadano się mięsem tych zwierząt, choć przekazy na ten temat pochodzą z czasów już nie tak dawnych.

Ale buk był (i jest) ceniony również ze względu na swój wygląd: potężny pień, majestatyczna korona (do 30 m) – jedynie niewiele innych gatunków drzew, m.in. dąb, jest tak okazałych w tym względzie, oczywiście o ile te gatunki rosną w otwartej przestrzeni. Korona buka przypomina wyglądem wielką głowę, a jej ogrom miałby symbolicznie wyrażać mądrość bóstwa przebywającego w nim; głowa u dawnych Słowian była siedliskiem wszelkich mocy. To właśnie w takich koronach bóg (Swarog) obierał sobie siedzibę, miejsce pobytu. Zresztą drzewo przybierało właśnie tak potężną i rozłożystą koronę, gdyż mieszkający w niej bóg czynił ją właśnie taką, dając człowiekowi wizualny ślad odwiecznego prawa naturalnego. Rozłożysta korona buka czyni duże zacienienie, ale i sam gatunek jest cieniowytrzymały – preferuje ocienienie boczne. Miejsce zacienione było tym najodpowiedniejszym w spotkaniu z bogiem, dlatego też stawiano pod nim niekiedy figury mające podkreślać miejsce jego przebywania. W cieniu takich drzew budowano także chramy czy sypano kurhany. Ta szczególna przestrzeń dawała również możliwość bliższego poznania prawa boskiego i na jego podstawie odczytywania przyszłości. Jednak taką zdolność posiadali jedynie ludzie będący w służbie boga. Ale i oni musieli być przygotowanymi na „spotkanie” z boskim prawem. Temu celowi służyło np. spożywanie młodych liści bukowych (wczesną wiosną), zresztą w ogóle dość smacznych, by niejako poznać język drzewa, upodobnić się do niego, albowiem z szumu liści, tj. niejako z głosu natury, odczytywano wyroki. Jesienią zaś spożywano jego nasiona, które w dużej ilości mogły wywoływać stan pewnego odurzenia, który z kolei uwalniał wróża od zbędnych myśli, oczyszczał go. Temu sprzyjało samo drzewo, które posiada właściwości uspokajające, kojące, albowiem buk wytwarza swoiste biopole o powyższym działaniu.

Obrazek

Obraz zaczerpnięty z książki Libuše Hrabovej: Stopy zapomenutého lidu. Obraz dějin Polabských Slovanů v historiografii, České Budějovice 2006, s. 236

Korona drzewa (szczególnie rozłożystego buka) będącego siedzibą boskiej mądrości i prawa znajdowała także odwzorowanie w układzie budowy pradawnej wsi słowiańskiej: swoistej drzewopodobnej owalnicy. Taka architektura wsi daje się jeszcze zauważyć u załabskich Drzewian, gdzie w „cieniu korony” wsi znajdowało się mogilnisko. Zaś potężny pień wyrażał jego długowieczność, trwanie, moc, był symbolem niezniszczalnej energii witalnej natury. Te walory zdają się potwierdzać właśnie nazwy miejscowości L(j)utebuk, ongiś położonej na wyspie Uznam (zaświadczonej w XIII w.), albowiem *ljutъ w odniesieniu do istoty pozaludzkiej oznacza potężny, czy Höhbeck (ongiś +Wiltke Böky), drzewiański gród w przekazie z XII w.

Rangę tego gatunku w życiu dawnych Słowian znacznie podnosiło samo drewno. Było wykorzystywane w kowalstwie, sztuce użytkowej o nadzwyczajnym znaczeniu dla życia wsi. Drewno bukowe jest bardzo kaloryczne i dlatego było wykorzystywane do wyrobu żelaza i jego obróbki. Poprzeczny przekrój drewna wyraźnie wykazuje jasne promienie, kojarzone z tymi słonecznymi. W wymiarze symboliczno-religijnym owe promienie były wyrazem niebiańskiego ognia zawartego w drewnie, stąd zresztą jego żar podczas spalania. Ten walor drewna znajdował zastosowanie w kremacji zwłok mającej na celu zjednoczenie duszy zmarłego z bogiem-naturą, czyli w przyspieszonym oddawaniu naturze tego, co do niej należy.

Buk wykazuje szczególne właściwości w stosunku do wyładowań atmosferycznych. Ze względu na jego gładką korę niejako nie poddaje się uderzeniom piorunów. Jeśli jednak zostanie już rażony błyskiem, to ten „ślizga się” po nim, nie pozostawiając żadnych uszkodzeń i śladów na pniu. Dzieje się tak szczególnie wówczas, gdy wyładowaniom towarzyszy deszcz, który, spływając po korze buka, stanowi doskonały odgromnik. Takie zjawisko musiało być dawnym Słowianom znane. Zupełnie inaczej zachowują się drzewa takie jak dąb czy jesion, na których piorun pozostawia widoczne ślady. I właśnie te gatunki były uważane za naznaczone przez boga-pioruna. Piorun wprawdzie nie pozostawiał wyraźnych śladów na powierzchni pnia buka, ale jego „boskość” była ukryta pod korą – w drewnie w postaci błyszczących promieni. Swarog, bóg ognia i światła słonecznego, przebywał w buku w postaci świetlanych smużek. Kora zaś mogła otrzymać naznaczenie wykonane już ludzką ręką w postaci znaków. Właśnie buk stał się prawdopodobnie pierwszym materiałem, na którym Słowianie zapisywali znaki i litery, stąd bukъwa. Można domniemać, że bóg miał jakiś szczególny znak czy osobną bukwę wyrytą w korze pnia.

Na marginesie: wprawdzie słowa bógbuk mają różne etymologie i też różne zapisy, to jednak fonetycznie brzmią identycznie, szczególnie jest to widoczne w języku Drzewian, archaicznej formie języka słowiańskiego: bögъ – bökъ. Dla dawnych niepiśmiennych ludzi były to formy tożsame. Ten fakt stwarzał dodatkową motywację dla wyrażenia szacunku temu gatunkowi.

Święte gaje bukowe

W literaturze przedmiotu mówi się zasadniczo o gajach dębowych. Ten najlepiej opisany znajdował się w słowiańskiej Wagrii i był zaświadczony bogu Prawu (?) [zob. Helmold Bosoviensis: Chronica Slavorum, księga I, głowa 84]. Ale znane też były gaje bukowe, choć brak ich opisu; taki gaj znajdował się w pobliżu Strzały (niem. Straslund) na wyspie Rujanie (Rugii): W pobliżu Strzały znajduje się święty gaj, który zwie się Böku [Knýtlinga-saga spisana w XII w., w: Monumenta Germaniae Historica, t. XXIX, Hannover 1892; ze staroislandzkiego na łacinę przełożył F. Jønsson, z łaciny na polski autor tekstu; zbieżność staroislandzkiej i starosłowiańskiej nazwy buka bierze się stąd, że ma ona wspólny korzeń gocki]. O gaju bukowo-dębowym słowiańskich Głomaczów (teren w pobliżu Lipska) zaświadcza również Thietmar z Międzyborza (niem. Merseburg, początek XI w.) i podaje jego nieco bliższą charakterystykę: U Głomaczy znajduje się źródło, które tworzy bagno (paludem), i czyni dziwy (mira)... Dobrym znakiem dla przyszłości są pożytki (fructus): […] żołędzina/bukwina, którymi jest ono napełnione (glandine refertus)... [Thietmarus Merseburgensis: Chronicon, księga I, głowa 3; przekład autora tekstu]. W świętym gaju lub w jego pobliżu była woda, z czego nie należy wyciągać wniosku, że musiał znajdować się on na terenie bagiennym. W każdym razie owe drzewa rosły w dość żyznej i wilgotnej glebie i – jak należy sądzić – były dużych rozmiarów, gdyż mogły wydawać dużą ilość nasion. Zasadniczo starodrzewy łączyły z sobą funkcję przewidywania, zdobywania wiedzy o naturze – funkcję nad wyraz istotną w religii dawnych Słowian. Pewną wskazówką dowodzącą występowania tu buka jest cykliczność urodzaju, tzn. nie zawsze były one (w sezonie) napełnione fruktami. Właśnie o wiele bardziej buk niż dąb odznacza się cyklami obfitego owocowania (4–5-letnimi). Inną znamienną rzeczą są właśnie owe nasiona, ilością których przemawia bóg. Z danych powszechnych należy sądzić, że ich zwarcie było luźne, tzn. drzewa posiadały duże korony. Wprawdzie o ich nietykalności (czyli braku naznaczenia) nie ma tu mowy, lecz można przyjąć tę właściwość za pewnik.

Bliższym współczesności obrazem charakteryzującym święty gaj jest (literacki) opis autorstwa Stefana Żeromskiego; ten miał znajdować się wśród lasu jodłowego na Górze Rad(g)ostowej: Aż oto we dwie strony odchyli się zwarty jodłowy bór i ukaże się widnia polany. A na polanie buki niezmierne, buki głuche, buki piorunowe kępą samotną królują. Głowy ich… zawżdy we mgłach. Ramiona konarów krzyżują się pomiędzy sobą. [...] Z dala tu płyną podróżne chmury nocować na widłach konarów, owijać się o wielkie śniaty... Z gałęzi buków rozchodzą się i zstępują w różne strony na garbatą i płaską ziemię dzikie, srebrnosiwe pawęże gradowe…, senne kądziele dżdżu. Tam się w stalowych gałęziach hodują czerwone wstęgi piorunu [S. Żeromski: Powieść o Udałym Walgierzu, głowa 3]. Jak się okazuje, święte gaje także występowały w terenach górzystych – w Łysogórach, tu miejsca kultowe znajdują potwierdzenia naukowe, co odpowiada pionowemu/ryglowemu zasięgowi występowania tego gatunku.

Zazwyczaj święty gaj znajdował się w miejscu odsłoniętym – na polanie, tworząc na niej niejako wyspę leśną, tzn. był wydzielony z pozostałego lasu i nie stanowił jego części. Zatem nigdy nie tworzył jakiegoś kompleksu leśnego z jednej strony i z drugiej dużego zwarcia, co pozwalało na wytworzenie rozłożystych koron. W przypadku gaju bukowego musiał otaczać go przynajmniej od strony południowej pas drzew innego gatunku, gdyż buki narażone są na zgorzel słoneczną – oparzenia od słońca. Co do wielkości takiego miejsca – brak danych, niemniej nie zajmował zbyt dużej powierzchni, stanowił jedynie kępę, lecz wśród niej zazwyczaj znajdował się dość duży plac służący powszechnemu zgromadzeniu, nazywanemu przez dawnych Słowian wiecem (wěco). W takim miejscu podczas owych zgromadzeń (politycznych) aura (biopole) buków łagodziła nierzadko rozpalone głowy sejmowników.

Obrazek

Las bukowy. Fotolia

Czcigodne g(w)ozdy bukowe

Inaczej traktowano buki tworzące gozdy; ta nazwa ongiś była nader powszechna, dziś zachowana w nazwach miejscowych czy leśnych. Kronikarz Thietmar pisze o grodzie radogozdzkim, którego otaczał nietknięty ludzką ręką i czczony wielki las [tamże, księga VI]. Jego zapis potwierdza znaczenie słowiańskiego słowa gozd: gęsty, dziewiczy las, góry porosłe lasem, górski las i inne podobne. XV-wieczny zapis z terenów polskich dodaje do tych znaczeń i to, że chodzi o las ciemny (silva opaca), właśnie taki, jaki tworzy las bukowy. Ów gród (nie dający się do końca zlokalizować) był położony na terenie pomorskim, gdzie buk przed tysiącem lat był głównym gatunkiem lasotwórczym. Natomiast czcigodny gozd stanowił już duży kompleks leśny, w którym gwarantowany był spokój żyjącej w nim dzikiej zwierzynie. Pełnił on również funkcję ochronną przed intruzami, którzy dążyli do zniszczenia miejsca świętego: gaju i chramu wraz z zapleczem. Jego wyróżnikiem była, w odróżnieniu od gaju, także duża gęstość. Wychodzi więc na to, że gozdy nie były litymi, jednogatunkowymi lasami, być może nawet nie tylko liściastymi – zapewne mogły one być także czarnymi lasami jodłowymi. Ten motyw wykorzystał w opisie Góry Rad(g)ostwej S. Żeromski, wyróżniając jej pokrycie lasem jodłowym, jaki niegdyś dominował na niej. Gozdy cieszyły się szacunkiem ze względu na bogactwo, jakie przynosiły tubylcom, ale szacunek wobec nich brał się również stąd, że otaczały one miejsca kultowe, w których przebywał bóg. Same natomiast nie stanowiły mieszkania dla niego, dlatego – jak opisuje je Thietmar – były venerabiles, a nie sacrae czy sanctae, jednakowoż nietykalne (silva intacta), z czego wnosić należy, że stanowiły one również duże i stare kompleksy leśne (silva magna), w dodatku były wielopiętrowe. W nich nie składano ofiar, choć dla przebywających tu zwierząt i ludzi mogły dawać ostatnie miejsce spoczynku. O zwierzętach pisał S. Żeromski tak: Swarog rozwiązał ich żyły, a piękne kłęby i lśniące łopatki w zwłoki gnijące zamienił. Lel-Polel obmył czystymi wodami z chmur na bukach osiadłych kości białe, krew struchlałą, a ciało zgniłe połączył z ziemią i niewidzialnymi drogami poniósł do głębokich korzeni bukowych. Świst-Poświst osuszył, co się ostało, i prochem życie rodzącym rozniósł po puszczy, a rozdał kwiatom i mchom [tamże]. W świętym gaju spoczynek znajdowali tylko najwybitniejsi mężowie, natomiast w gozdzie już wszyscy pozostali wyznania rodzimego. Zupełnie taką samą logiką kierował się kościół chrześcijański, tyle że zmarłym nie szumiał już gozd (bukowy).

Wojciech „Lutygozd” Wochna

Wojciech „Lutygozd” Wochna – z wykształcenia i zamiłowania leśnik, filozof i językoznawca, znawca przyrody i kultury lokalnej oraz tradycji rodzimowierczej; propagator kultury serbołużyckiej. Autor wielu artykułów popularnonaukowych, prasowych i innych. Mieszka od urodzenia w Rokicinach-Kolonii k. Łodzi. Nauki pobierał w Zagnańsku, Lublinie, Dreźnie i Cheltenham. Ukończone technikum leśne i nauki humanistyczne na uniwersytecie drezdeńskim.

Znak "+" przy nazwie Wiltke Böky – oznacza nazwę zrekonstruowaną, tzn. nie mającą takiego zapisu w źródłach historycznych.