Miesięcznik Dzikie Życie

4/286 2018 Kwiecień 2018

Myślistwo cywilizujemy już 30 lat

Grzegorz Bożek

Jest sukces – ucywilizowaliśmy prawo łowieckie. Od 1 kwietnia weszły w życie nowe przepisy, które w znaczący sposób zmieniają świat myśliwym, czyli grupie stanowiącej zaledwie 0,3% wszystkich obywateli, ale posiadającej ogromne przywileje do korzystania ze wspólnych zasobów przyrodniczych.

Od teraz będzie bezpieczniej dla ludzi i dla zwierząt. Oczywiście to nie koniec zmian jakie należy wprowadzić w życie, tym bardziej, że część postulatów przepadło podczas procedowania prawa łowieckiego. Pewne jest to, że presja lobby myśliwskiego, aby polować na dziki, łosie, ptaki czy duże drapieżniki, nie zniknie. I pomimo porażki, której myśliwi nie ukrywają, ich siła wciąż jest znaczna. Dlatego warto pamiętać, że dzisiejszy sukces wyznacza jedynie kierunek dalszej pracy. Cywilizowanie łowiectwa to proces, który dopiero się rozpoczął.

Obrazek

Protest przeciwko polowaniom na ptaki w Wielikącie, po prawej stronie Janusz Tyrlik, 1990 r. Fot. Archiwum Pracowni

Nasz początek

Obecny sukces nie byłby możliwy bez wszystkich wcześniejszych doświadczeń zdobytych na przestrzeni 30 lat, czyli praktycznie od początku istnienia Pracowni na rzecz Wszystkich Istot. Warto wspomnieć, że myślistwo było krytykowane przez inicjatywy i organizacje prozwierzęce, wegetariańskie, różnego rodzaju miłośników przyrody, czy nawet środowiska muzycznej sceny hardcorepunk. Niemniej jednak na przełomie lat 80/90., ale praktycznie przez całe lata 90., te głosy nigdy nie wyszły poza niszowe środowiska. W tamtych latach postulaty tych środowisk nie znajdowały zrozumienia w społeczeństwie.

Myślistwo nie kojarzyło się z czymś zdrożnym albo kontrowersyjnym, najczęściej kojarzono je z Michałem Sumińskim, miłym i sympatycznym panem z telewizji, który w latach 1968-1988 prowadził przyrodniczy program „Zwierzyniec”. Sumiński występował w telewizji w stroju leśniczego, barwnie opowiadał o leśnym życiu, nie poruszał jednak w żaden sposób sytuacji kontrowersyjnych do których dochodziło podczas polowań. Myśliwi kojarzeni byli z człowiekiem, który z troską dokarmia zwierzęta, chodzi po lesie w czapce z piórkiem. Ot sielanka, w której fakt polowania, a tym bardziej uśmiercania zwierząt, był mocno skrywany.

Obrazek

Spotkanie w siedzibie Pracowni z leśnikami i myśliwymi w sprawie gospodarowania w Dolinie Wapienicy, 1994 r. Fot. Archiwum Pracowni

Wapienica i Wielikąt

W archiwach Pracowni znajduje się sporo zapisów działań skierowanych przeciw polowaniom. W swoich wydawnictwach Pracownia informowała o różnych „dokonaniach” łowieckich, które realizowali sami myśliwi, ale też i służby ochrony przyrody. Zapisem tego był istniejący w „Raporcie” (pierwowzorze „Dzikiego Życia”) Kącik myśliwski.

Warto zacytować w całości jeden z pięciu punktów Stanowiska Pracowni przedstawionego władzom wojewódzkim (ówczesnego województwa bielskiego) 22 grudnia 1989 r. w sprawie Doliny Wapienicy w Bielsku-Białej: „Kategorycznie nie zgadzamy się na polowania w Wapienicy. Chcemy żeby w tym parku dzieci nie oglądały zabijania zwierząt. Jak długo garstka ludzi może narzucać swoją wolę większości na obszarze miasta?” (Raport nr 3, zima 1989/1990). Działania dla ochrony Doliny Wapienicy w późniejszych latach zaowocowały utworzeniem parku ekologicznego i rezerwatu „Jaworzyna”.

W Dolinie Wapienicy, gdzie Pracownia często organizowała warsztaty ekologiczne, dochodziło do niemiłych spotkań z myśliwymi – z ich strony padały mocne słowa. Myśliwi nazbyt często pokazywali czyj jest ten las i kto tu rządzi.

W tym samym okresie w Wielikącie nieopodal Raciborza, doszło do medialnego protestu przeciw polowaniom na ptaki. 15 sierpnia 1990 r. (pierwszy dzień sezonu łowieckiego na ptaki) w rejonie stawów rybnych, w miejscu projektowanego rezerwatu, wspólnie z innymi grupami np. Ruchem Obrony Zwierząt z Opola czy Kolektywem Wegetariańskim, naukowcami i ornitologami, ludzie z Pracowni czuwali całą noc na wszystkich drogach, aby myśliwi nie weszli w to miejsce. Blokada była skuteczna. Podczas tego protestu już wtedy głośno mówiono o szkodliwości ołowiu trafiającego do środowiska czy łatwości pomyłek jakich mogą dokonywać myśliwi polując na ptaki.

Obrazek

Pikieta w obronie wilków przed siedzibą Bieszczadzkiego Parku Narodowego w Ustrzykach Dolnych, listopad 1996 r. Kilkanaście miesięcy później wilk zostanie objęty pełną ochroną. Fot. Janusz Korbel

Dzikie jest piękne

Na wilki polowano od zawsze (do połowy lat 70. był szkodnikiem poddanym eksterminacji), pierwsze nieliczne ograniczenia wdrożono dopiero 1975 r. Groźba realnej utraty tego gatunku (dotyczyło to także rysia i żbika) doprowadziły do zintensyfikowanych starań przyrodników i obrońców przyrody, aby duże drapieżniki objąć pełną ochroną. Przy znacznym poparciu społecznym, działaniach w terenie (akcje „Puszczy Walczącej” w Bieszczadach), zbieranych dziesiątkach tysięcy podpisów pod petycjami, pikietach (Ustrzyki Dolne w 1996 r. i Krosno w 1997 r.), wsparciu z zagranicy (Słowacy z Vlk-a czy przyrodnicy z USA, Belgii itd.) udało się doprowadzić do sukcesu – w kwietniu 1998 r. wilk został objęty pełną ochroną gatunkową w całej Polsce. Przez kolejne 20 lat wilcza populacja się odrodziła, zasiedla nowe tereny. Pomimo znacznej presji z rąk polujących (godny odnotowania jest wyrok skazujący dwóch myśliwych za zabicie i oskórowanie wilczycy w miejscowości Żernica w Bieszczadach w 2016 r.) radzą sobie całkiem nieźle.

Odebranie myśliwym możliwości polowania na duże drapieżniki było dla nich wielkim ciosem. Upolowany wilk do dziś pozostaje jednym z cenniejszych trofeów, dlatego aby zapolować na wilki muszą jechać za granicę lub ryzykować, jak myśliwi z Żernicy. Nie dziwi, że przez ostatnie 20 lat wciąż podsycają antywilczą histerię i próbują zdjąć wilka z listy zwierząt chronionych.

Warto przywołać artykuł Janusza Korbela „Śmiertelny grzech myślistwa cywilizowanego” (Dzikie Życie, nr 3/1994 i 4/1994). Nie jest to artykuł, który całkowicie potępia myślistwo. Korbel wprost pisze, że myśliwi są potrzebni w sytuacji braku dużych drapieżników (co w roku 1994 było faktem), aby mogli ograniczać populację zwierząt kopytnych. Oczywiście brak drapieżników był zasługą myśliwych. W tym tekście pojawia się jednak temat edukacji i wychowania dzieci: „Gdy spotykamy w lesie, po polowaniu, wyrzuconą wątrobę jelenia, to jest to dowód na podstawowy brak szacunku wobec zadawanej śmierci. To jest grzech śmiertelny, bo propaguje stan świadomości, który jest odpowiedzialny za dzisiejszą katastrofę ekologiczną całej planety. Tym bardziej, że myśliwi chętnie odwiedzają szkoły, młodzież angażowana jest do polowań, a ilu to myśliwych przyucza swoje dzieci jak być panem stworzenia już od najwcześniejszego dzieciństwa. Czy tak ma wyglądać szkoła męstwa? Czy polowanie na św. Huberta, błogosławione przez księży, ów wyścig w zabijaniu by zostać najlepszym, to polowanie selekcyjne, szkoła pokory i miłości do przyrody, czy raczej okazja do zademonstrowania kto tu rządzi? Jeśli poważnie traktujemy ekologiczną edukację, to na takie praktyki nie powinno być zgody”. Ta niezgoda, na uczenie dzieci zabijania zwierząt, znajdzie pozytywny finał w nowelizacji prawa łowieckiego w 2018 r.

Farba znaczy krew

Na drodze zmiany łowieckiej, niezwykle ważne było pojawienie się Zenona Kruczyńskiego, który porzucił myśliwską pasję. Pierwszy krytyczny artykuł o łowiectwie „Koronne argumenty” Kruczyński napisał w 2005 r. (Dzikie Życie, nr 6/2005). To jeden z pierwszych w Polsce artykułów, w którym pojawia się mocny głos przeciw dokarmianiu dzikich zwierząt: „Myśliwi mówią: My dokarmiamy zwierzęta, dzięki nam mogą przeżyć zimę. To jeden z ich koronnych argumentów. Rzeczywiście dokarmiają. Potem te same zwierzęta zabijają”. Poprawka społeczna zakazująca dokarmiania w roku 2018 jednak nie przejdzie…

Niedługo potem w 2008 r. ukazała się jego książka „Farba znaczy krew” (jej drugie, rozszerzone, wydanie ukazało się w 2017 r. w wydawnictwie Czarne). Bezpardonowo pokazała jak od środka wygląda łowiectwo, a dzięki temu, że została napisana przez człowieka, który jak mało kto zna tajniki łowieckie, szybko stała się antymyśliwską biblią. A Kruczyńskiego w środowisku myśliwych wyklęto, uznając za szaleńca.

To między innymi z inicjatywy Zenona Kruczyńskiego w 2012 r. powstał społeczny ruch Niech Żyją!, obecnie zrzeszający 41 organizacji, który skutecznie prowadził w ostatnich latach pracę na rzecz zmiany prawa łowieckiego.

Obrazek

Obóz miłośników przyrody „Rykowisko dla jeleni, nie dla myśliwych”, Puszcza Białowieska, wrzesień 2012 r. Fot. Janusz Korbel

Rykowisko dla jeleni

Zanim „Rykowisko dla jeleni, nie dla myśliwych” stało się jesienną atrakcją przyrodniczo-turystyczną, niezwykle ważnym punktem zmiany były działania, których celem było odsunięcie polowań od Białowieskiego Parku Narodowego.

O skandalicznych przypadkach polowania na granicy parku narodowego, patroszenia zabitych zwierząt w parku narodowym informowaliśmy w artykule „Puszcza do strzelania” (Dzikie Życie, 11/2008). Pracownia złożyła wniosek o utworzenie strefy ochronnej zwierząt łownych na obszarze otuliny BPN. We wrześniu 2010 r. 28 organizacji społecznych i ekologicznych wystąpiło z apelem do ministra środowiska o utworzenie strefy, zaś w tym samym czasie aktywiści Pracowni przebywali w terenie by uniemożliwiać odbywanie polowań na terenie otuliny BPN. Akcja przyniosła skutek – w kwietniu 2011 r. minister ustanowił strefę wolną od polowań w otulinie BPN. To był kolejny ważny krok.

Od 2011 r., każdej jesieni w Puszczy Białowieskiej, prowadzona jest społeczna akcja „Rykowisko dla jeleni, nie dla myśliwych”. Dzięki niej o zagrożeniach dla przyrody ze strony polowań dowiadywali się wciąż nowi ludzie, akcja inspirowała inne organizacje, które wzorem Pracowni, zaczęły domagać się odsunięcia polowań od cennych terenów przyrodniczych (np. na Pogórzu Przemyskim).

Cały czas też podkreślano niezwykle ważne zagadnienie – konieczność przeprowadzania oceny oddziaływania wpływu polowań na środowisko.

Nie dla Rzeczpospolitej Myśliwskiej

Na nic zdały się zakazy wejścia do lasu wprowadzane przez leśników, które miały na celu ukrycie przed społeczeństwem w jaki sposób prowadzona jest gospodarka leśna i łowiecka. Zaledwie kilka lat później te działania obrócą się przeciw myśliwym.

Obrazek

Stop Rzeczpospolitej Myśliwskiej – głos społeczny za zmianą prawa łowieckiego, styczeń 2017 r. Fot. Katarzyna Gubrynowicz

Zmiany zachodziły powoli, ale były coraz bardziej zauważalne. Społeczeństwo coraz mniej entuzjastycznie patrzyło na „dokonania” łowczych. Nieprzypadkowo więc w 2015 r. pojawia się kampania „Polowanie nie dla dzieci”, która w orbitę swoich działań włącza organizacje zajmujące się ochroną praw dzieci (Fundacja Dzieci Niczyje, Komitet Ochrony Praw Dziecka, Komitet Narodowego Funduszu Narodów Zjednoczonych na Rzecz Dzieci – UNICEF Polska, Stowarzyszenie na Rzecz Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia”). Argumenty są na tyle mocne, że finalnie zakaz udziału dzieci w polowaniach okaże się jednym z większych sukcesów przy nowelizacji prawa łowieckiego. I to w wersji bardzo rygorystycznej – zakazu udziału w polowaniach dzieciom do 18 roku życia.

Aktywny udział w ostatnich kilku latach w pracach komisji sejmowych przy procedowaniu prawa łowieckiego, pozwolił na mocne artykułowanie postulatów, pomimo bardzo niekorzystnego składu wszystkich komisji, których znaczną część członków stanowili myśliwi. Istotne było wsparcie nielicznych posłanek i posłów popierających postulaty społeczne.

Utyskiwania myśliwych

Oczywiście myśliwi w jakimś stopniu byli świadomi zagrożenia swojej pozycji. Już w 2003 r. w „Łowcu Polskim” Bolesław Kaja w artykule „Jak walczyć z Ekociemnogrodem” pisał: „Nad polskim i w ogóle europejskim łowiectwem zawisły czarne chmury. Szerzą się poglądy ekociemnogrodzkie, które można określić moralnością pseudoekologiczną”. W ostatnich latach artykuły o podobnym wydźwięku można było znaleźć w bardzo wielu czasopismach, nie tylko w branżowej, łowieckiej prasie.

Na nic zdało się jednak szkolenie kilkudziesięciu rzeczników w PZŁ, zwieranie szyków, straszenie ASF, itp. Przegrana myśliwych stała się faktem. Teraz trzeba dołożyć starań, aby zmiany, których jesteśmy świadkami stały się trwałe i były gwarantem bezpieczeństwa ludzi i zwierząt.

Pamiętajmy jednak, że po drugiej stronie nie złożono broni. „Musimy zreformować się jako społeczność, jako organizacja. Trzeba na nowo zdefiniować role i zadania dla gospodarki łowieckiej – dla myślistwa, które będzie kojarzone z aktywną ochroną przyrody, a nie tylko z polowaniem” – to słowa, które można przeczytać w ostatnim numerze ekskluzywnego łowieckiego pisma „Sezon”.

Łatwo nie będzie, ale idziemy po swoje, wszak bór jest nasz!

Grzegorz Bożek

Obrazek