DZIKIE ŻYCIE

Szczęśliwi myśliwi (nie to co ich przeciwnicy)

Ryszard Kulik

Okruchy ekozoficzne

W dniu, w którym piszę ten felieton, przez media przetaczają się doniesienia o kolejnym myśliwym śmiertelnie postrzelonym przez swego kolegę podczas polowania. Ta tragiczna wiadomość mocno kontrastuje z przesłaniem Pawła Gduli, prowadzącego obecnie portal łowiecki „Wildmen”, gdzie w październikowym felietonie „Prawo do myśliwskiego szczęścia” pisze: „Nieszczęśliwi, samotni i zagubieni ludzie, którzy nie potrafili ułożyć swojego życia, nigdy nie będą akceptować myśliwych, polowania i łowiectwa”.

Według Gduli myślistwo jest okazją do miłego spędzania czasu na łonie przyrody, co przynosi poczucie szczęścia, zadowolenia i radości. Tak relacjonuje swój ostatni łowiecki wypad: „Ostatnio pojechałem z moimi przyjaciółmi na kuropatwy. Mieliśmy wspaniałą pogodę. Psy w pełnym galopie okładały pole w poszukiwaniu kur, więc aby się schłodziły, pojechaliśmy nad rzekę. Upolowaliśmy przy okazji kilka kaczek. W doborowym towarzystwie spędziliśmy bardzo miły dzień…”. Relacji towarzyszy zdjęcie autora trzymającego w wyciągniętej ręce martwą kaczkę.

Szczęście myśliwskie. Fot. Ryszard Kulik
Szczęście myśliwskie. Fot. Ryszard Kulik

Hmmm..., sprawdzam więc u siebie uczucia i emocje, gdy patrzę na to zdjęcie. Czuję niesmak, zażenowanie, niepokój i złość. Ta kaczka straciła życie tylko dlatego, że jakiś człowiek czerpie przyjemność ze strzelania do niewinnych stworzeń. Przypomnijmy bowiem, że polowania na ptaki w Polsce nie mają żadnego uzasadnienia gospodarczego. Chodzi wyłącznie o przyjemność z samego strzelania do ruchomego, żywego celu. Sprawdzam jednak dalej. Czy ja jestem – jak sugeruje autor felietonu – nieszczęśliwym, samotnym i zagubionym człowiekiem, który nie potrafi ułożyć sobie swojego życia? I dlatego zazdroszczę myśliwym, którzy naprawdę mają klawe życie? No nie! Nic z tego nie pasuje do mnie. No ale w końcu mój przypadek nie musi być reprezentatywny. W końcu wyjątki tylko potwierdzają regułę. Sprawdzam więc swoim naukowo psychologicznym okiem doniesienia z badań, które mogłyby potwierdzić hipotezę prezentowaną przez Gdulę. Bo mamy tutaj do czynienia z prawdziwie „wyrafinowaną” psychologią w wykonaniu naszego bohatera. Ponownie – nic z tego. Nie znalazłem żadnych badań potwierdzających śmiałą tezę Gduli. Ta naiwna psychologia najwięcej jednak mówi o samym autorze tych słów. Pojawia się tu bowiem swoiste poczucie wyższości wobec przeciwników łowiectwa, którzy są deprecjonowani jako życiowi nieudacznicy kierujący się zawiścią wobec „bogu ducha winnych” myśliwych, którzy czerpią przecież samą radość z możliwości zabijania innych stworzeń. Ta deprecjacja, jak to bywa w tego rodzaju sytuacjach, jest na usługach słabego ego, które musi reperować niskie poczucie własnej wartości. I żeby była jasność – ten sam mechanizm może być odpowiedzialny za deprecjonowanie myśliwych jako ludzi przez osoby krytycznie do nich nastawione.

Wróćmy jednak do psychologii łowiectwa. Gdula mocno podkreśla, jak strzelanie do zwierząt może być źródłem szczęścia i przyjemności. I rzeczywiście w literaturze psychologicznej dotyczącej fenomenu łowiectwa podkreśla się korzyści z udziału w polowaniach przyczyniające się do dobrego samopoczucia psychicznego myśliwych. Jeśli jednak te korzyści są sposobem na radzenie sobie ze stresem, na regulowanie trudnych emocji, to polowanie może przekształcić się w uzależnienie z wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami. Podkreślanie zatem, że polowanie jest źródłem wielkiego szczęścia, pozwala domniemywać, że czynność ta ma uzależniający potencjał. Badania dotyczące szczęścia sugerują bowiem, że jest ono raczej nieuwarunkowane, a ci, którzy bardzo o nie zabiegają są najbardziej podatni na uzależnienia. W przypadku łowiectwa część badań psychologicznych dodatkowo wskazuje, że polowanie rekreacyjne może być częściej motywowane poszukiwaniem dreszczyku emocji (adrenaliny) lub pozyskaniem trofeów niż deklarowaną przez myśliwych koniecznością regulacji przyrody. Trudno sobie wyobrazić, że pociągnięcie za spust broni nie jest poprzedzone silnymi emocjami. Jeśli więc prawdą jest, że sytuacja odbierania życia innej istocie jest źródłem silnego napięcia, niepokoju, koncentracji i następnie ulgi oraz radości z pozyskania zwierzyny lub trofeum, to taki emocjonalny koktajl, który Gdula nazywa „myśliwskim szczęściem”, jest idealną okolicznością do rozwinięcia się uzależnienia od zabijania.

Te myśliwskie fajerwerki jakże kontrastują ze zwyczajnym przebywaniem na łonie przyrody, gdzie można w spokoju i ciszy doświadczać połączenia z życiem bez zadawania bólu, cierpienia i śmierci innym istotom. Ciekawe, że myśliwi tak nie potrafią i muszą uciekać się do zabijania, by poczuć „prawdziwe” szczęście.

Ryszard Kulik

***

Szkoła Integralnej Ekopsychologii (SIE)

VI edycja styczeń – lipiec 2026 rok. Osobisty proces wewnętrznej przemiany na poziomie wiedzy, emocji i świadomości połączony z działaniem na rzecz przyrody i świata. 12 tematów, 28 dni, 224 godziny zegarowe. Informacje i zgłoszenia: barbaska.wojtaszek@gmail.com