DZIKIE ŻYCIE

Z czego się robi rezerwaty przyrody?

Łukasz Misiuna

Dzikie związki

Nieporównanie bardziej wolę spacer dnem strumienia w lesie niż wzdłuż ulic miast. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi harmider leśny niż miejski. Wolę potykać się o pniaki, gałęzie i moczyć buty w leśnym błocie niż potykać się o krawężniki, tory, ludzkie nogi i wpadać w uliczne kałuże. Nie chcę i nie umiem tego zmienić.

Tama bobrów w rezerwacie Uroczysko Tumlińskie. Fot. Łukasz Misiuna
Tama bobrów w rezerwacie Uroczysko Tumlińskie. Fot. Łukasz Misiuna

Nieporównanie bardziej wolę słuchać wilg, dzięciołów średnich i czarnych, zniczków, siniaków i wojen muchołówek żałobnych o swoje terytoria, niż słuchać ludzkiej paplaniny i miejskiego skowytu. Wojny też wolę te leśne niż miejskie, ludzkie.

Mawiają, że zeszliśmy z drzewa, skoro tak, to po to, żeby pod nim posiedzieć i moczyć nogi w strumieniu.

13 listopada 2025 r. poszedłem prawdopodobnie ostatni raz, bez wymaganych niebawem zgód, do nowo powołanego rezerwatu przyrody „Uroczysko Tumlińskie”. Poszedłem, żeby się z nim pożegnać. Tak samo jak byłem pożegnać rok temu pożegnać rezerwat „Góra Wierzejska” i rezerwat „Podwale”.

Lotnica zyska. Fot. Łukasz Misiuna
Lotnica zyska. Fot. Łukasz Misiuna

Las, o którym mówię został oficjalnie rezerwatem przyrody i zyskał nazwę „Uroczysko Tumlińskie”. To część rozległego kompleksu leśnego ciągnący się od północnych granic Kielc, na wschodzie opierający się o miejscowości Wiśniówka, Dąbrowa i Kajetanów, na północy sięgający Zagnańska, na zachodzie Tumlina.

To, co dziś nazywa się „Uroczysko Tumlińskie”, znam od około 15-16 lat. Rośnie tu głównie buczyna, są też olsy i bory jodłowe. Pomiędzy wzniesieniami liczne strumienie porzeźbiły teren w zawiłe formy z zakrętasami i zakolami, z bobrowymi tamami i żeremiami. W ciągu paru lat dzięki bobrom teren zyskał zupełnie inny charakter niż dawniej. Rośnie tu przynajmniej kilkadziesiąt buków i jodeł o pomnikowych wymiarach. Tak, to las gigantów. Również tych martwych. Bo leży tu dużo martwych drzew i mogą się swobodnie rozkładać na ściółce, w dnie lasu. Karmią swoimi ciałami ciała niezliczonych istot. Tym samym przecząc proroctwu rozpadu i śmierci lasu.

W toku wieloletnich badań, które tu prowadziłem i do których zapraszałem wspaniałych naukowców, udało się wykazać, że to niezwykły, cenny las. Starolas. Pierwotnie miał się nazywać „Uroczysko Siodła”. Później „Puszcza Staropolska”. I pod tą nazwą propagowałem ideę powołania tu rezerwatu. Miał mieć nawet ponad 500 ha powierzchni. Stanęło na około 100 ha. Dobre i to. Choć nie wyczerpuje to potrzeby ochrony wielu unikalnych gatunków, których stanowiska znajdują się dziś poza granicami zdrowego rozsądku.

Widłak jałowcowaty. Fot. Łukasz Misiuna
Widłak jałowcowaty. Fot. Łukasz Misiuna

No więc poszedłem się rozstać. Ten las nigdy nie należał do mnie. Las nie należy do nikogo. Żadne drzewo, ani mech, ani ptak, ani nawet chrząszcz do nikogo nie należy. Istnieją, bo mogą. Bez pierwszej przyczyny, ani bez prawa pierwszej nocy. Żadne istnienie nie wymaga uzasadnienia, bo samo istnienie jest uzasadnieniem. To wygodne ulokowanie się. Gdy niczego nie posiadasz, niczego nie możesz utracić. Kiedy nie masz przymusu bycia, możesz po prostu – być.

To rozstanie nie było utratą. Niczego nie mogłem utracić. W tym komfortowym położeniu, to co mogłem, to doprowadzić do sytuacji, w której ten niezwykły las mógł zostać objęty ochroną rezerwatową. Udało się. Tym samym zostałem z pustymi dłońmi. Nic w nich nie zachowałem ani nie ukryłem. Opowiedziałem wszystko. Zobaczyłem. To co miałem. Do zobaczenia.

Ale z czego się robi rezerwaty? (nie, po co? Z czego). Rezerwaty robi się z najniższych pobudek. Z zachwytu, pragnienia, pożądania, strachu, miłości. Z wiary. Że to ma znaczenie, sens. Większy niż osobisty zachwyt, niż personalne „podoba mi się”, „ja”, „moje”. Z emocji i uczuć. Oraz z pobudek estetycznych, które w gruncie rzeczy też są poklejone z emocjami. No więc skoro ponad 30 lat temu zrozumiałem, że żaden las nigdy nie będzie należał do mnie, to mogę się nim zachwycić, pragnąć go i bać się o niego. I wierzyć, że się to powiedzie, że wszystko będzie dobrze.

Fragment rezerwatu Uroczysko Tumlińskie z martwymi bukami, jodłami i dębami. Fot. Łukasz Misiuna
Fragment rezerwatu Uroczysko Tumlińskie z martwymi bukami, jodłami i dębami. Fot. Łukasz Misiuna

Las się też robi z ludzi. Kiedy pierwszy raz tu trafiłem, zrozumiałem, że muszę ten las pokazać innym. Tym, którzy władają innymi językami przyrodniczymi niż mój. Wiedziałem, że ten las trzeba możliwie szybko opleść troską, uważnością i siecią pojęć z różnych porządków przyrodniczych rzeczy. Pojawili się botanicy, entomolodzy, chiropterolodzy. Przeprowadziliśmy setki wizyt i tysiące obserwacji. Dokumentowałem niemal wszystko co potrafiłem udokumentować.

Ten las się dał ochronić. Dał mi poczucie, że dam radę. Że mam za sobą potężne zaplecze. Ze wszystkich tutejszych związków, ze wszystkich organizmów i z ludzi, którzy w to wszystko mi uwierzyli. Bo żeby coś ochronić, to coś musi tę propozycję ochrony przyjąć. Tak się tu stało. Bardzo to czułem.

Okazało się też, że ten las należy do buków, dębów, jaworów, modrzewi i jodeł, wynurtów lśniących, puszczyków uralskich, muchołówek małych, soplówek jodłowych, łosi, wydr, bobrów, szklarników leśnych i wielu, wielu innych. Okazało się, że się samostanowi.

Traszka górska. Fot. Łukasz Misiuna
Traszka górska. Fot. Łukasz Misiuna

Las nic nie wie o ludzkiej taksonomii, która go fragmentuje na rozporządzenia i inne akty prawne. Co raczej utrudnia doświadczać cały ten... afekt, wszystkie te niskie pobudki. Dzięki którym można się w lesie zakochać. I paradoksalnie trzeba było użyć tej taksonomii rozporządzeniowej, żeby się dało ten las... ochronić. Również przed moją w nim obecnością.

Łukasz Misiuna

Tekst ten dedykuje mojej mamie.