Odejście tytana. Żegnamy Wołodymyra Borejkę
Takie wiadomości jak ta, która dotarła w piątkowy wieczór 13 marca 2026 r. z Kijowa sprawiają, że serce zamiera. Raz, że spadają niespodziewanie jak sokół na swoją ofiarę, a dwa, że dopiero po pewnym czasie uświadamiamy sobie ich straszny ciężar i konsekwencje.
Dzień wcześniej, 12 marca, w godzinach wieczornych w wypadku samochodowym pod Kijowem zginął Wołodymyr Borejko (ur. 1958), człowiek, którego czytelnikom „Dzikiego Życia” specjalnie przedstawiać nie muszę. Jeśli czytają nie tylko bieżące, ale i archiwalne numery miesięcznika na pewno znajdą jego oryginalne artykuły. Warto jednak przypomnieć, że był on ukraińskim obrońcą przyrody, biologiem i ekologiem, publicystą ekologicznym i bez wątpienia jednym z najbardziej skutecznych aktywistów przyrodniczych nie tylko w Ukrainie, ale w tej części Europy. Zasłynął także, jako zwolennik ochrony biernej (ros. absolutna zapowiednost’). Urodził się w Rosji, w Swierdłowsku (obecnie i wcześniej Jekaterynburg). Studiował w Donieckim Uniwersytecie Państwowym i już tam zdobywał pierwsze doświadczenia w ochronie przyrody kierując doniecką Drużyną Ochrony Przyrody. O tym czym były DOP-y na łamach „Dzikiego Życia” przeczytać można w artykule Aleksego Wasyluka „Partyzanci ruchu ochrony przyrody” (nr 5, 2011). Z ruchu DOP rekrutowały się później kadry aktywnych obrońców przyrody w szeregu krajów postsowieckich. Była to swoista kuźnia kadr przyrodniczych. Później Borejko pracował przez bardzo krótki czas w Ministerstwie Ochrony Środowiska Ukrainy, z którego odszedł w formie protestu na bezczynność tego organu w zakresie ochrony przyrody ojczystego kraju. W końcu lat 80. założył Kijowskie Centrum Ekologiczno-Kulturalne, którego był dyrektorem przez całą resztę życia. Wszyscy, którym zdarzyło się współpracować z KCE-K, wiedzieli, że Centrum = Borejko. W ramach Centrum i przy współpracy z licznymi organizacjami i osobami prowadził szereg kampanii ochroniarski. Dotyczyły one m.in.: popularyzacji i lobbowania na rzecz biernej ochrony przyrody, działań antykłusowniczą, ochrony wilków, łosi, żubrów, ochrony stepów, walki z nielegalnym pozyskaniem rzadkich roślin chronionych „Pierwszokwiat”, tworzenia nowych obszarów chronionych, tworzenia i lobbowania aktów prawnych, ochrony starych drzew, kampanie edukacyjne i medialne („Zgniłe Pióro”), ochrony bezdomnych zwierząt, czynnej ochrony ptaków i szereg innych. Na koncie Wołodymyra Borejki znalazło się ponad 2000 zatrzymanych kłusowników. Wraz ze współpracownikami przygotował i przelobował w Radzie Najwyższej Ukrainy 18 proprzyrodniczych ustaw i innych aktów prawnych, które funkcjonują do dziś, wygrał 75 procesów sądowych dotyczących spraw związanych z ochroną przyrody. Staraniem kierowanego przez niego KCE-K utworzonych zostało 588 nowych obszarów i obiektów chronionych w 20 obwodach Ukrainy.
Podziwu godna jest też jego działalność publicystyczna i popularyzatorska. W ramach KCE-K zainicjował wydawanie Humanitarnego Ekologicznego Żurnalu, a także kilku serii wydawniczych: „Historia ochrony przyrody”, „Ochrona dzikiej przyrody”, „Propaganda ochrony przyrody”. Napisał około 200 książek i ponad 700 artykułów opublikowanych w Ukrainie, Rosji, Białorusi, a także w USA, Polsce i Łotwie. Zasługą Borejki było także wprowadzenie zajęć z etyki ekologicznej na wyższych uczelniach Ukrainy (sam opracował do niej program). W swojej publicystyce podejmował różnorodną tematykę zawsze jednak związaną z ochroną dzikiej przyrody. Spod jego pióra wyszło kilka wydań „Leksykonu działaczy ochrony przyrody Ukrainy”, gdzie znalazły się też takie nazwiska, jak: Władysław Szafer, Eugeniusz Janota czy Józef Paczoski. To on napisał „Oblicze Boga w dzikiej przyrodzie”, „Malarze dzikiej przyrody” czy tak oryginalne książki jak: „Terror gatunkowy” czy „Trojański koń ekoturystyki”. Wiele z nich wzbudzało żywe dyskusje, ale zawsze także zmuszały do głębszej refleksji nad stanem współczesnej ochrony dzikiej przyrody. Prezydent Wiktor Juszczenko nadał Borejce tytuł „Zasłużony dla ochrony przyrody Ukrainy”. Takim działaczem był do ostatnich chwil, bowiem wypadek, w którym zginął miał miejsce podczas jego powrotu z południa Ukrainy, gdzie mimo wojny wyszukiwał cenne fragmenty stepów, które planował objąć ochroną prawną.
Biorąc pod uwagę wszystko powyższe trudno się nie zgodzić z tytułem niniejszej pracy – śmierć Borejki to odejście tytana i bez wątpienia koniec pewnej epoki w dziedzinie ochrony przyrody Ukrainy.
Współpraca ukraińsko-polska
Rozpoczęła się od… Białorusina. Znany z pewnością czytelnikom „Dzikiego Życia” (przez kilka lat był bowiem zagranicznym jego korespondentem), białoruski ornitolog, ekolog i działacz ochrony przyrody Andrej Abramczuk, powiedział mi kiedyś mniej więcej tak: „Słuchaj, jest w Kijowie człowiek oryginalny, on by Ci się spodobał. Z jego poglądami doskonale pasuje do Pracowni”. Przysłał mi link do strony KCE-K, zagłębiłem się w lekturę strony i zrozumiałem, że… miał rację. Gdzieś tak około 2008 r. napisałem do Borejki i od razu otrzymałem odpowiedź wraz z… kilkoma cennymi wydawnictwami (wówczas jeszcze drukował niemal wyłącznie po rosyjsku). I tak się zaczęła współpraca, która owocnie trwała aż do pandemii covidu. Potem osłabła, a potem nadeszła ta okrutna wojna. Współpraca owa miała różnorodną postać. Były to między innymi artykuły Borejki, które ukazywały się na łamach „DŻ” (w sumie kilkanaście pozycji). Borejko był zagranicznym korespondentem „DŻ” z Ukrainy. Kolejne ponad 30 artykułów powstało w oparciu o jego działania, materiały i z jego wsparciem. Z jego inspiracji na łamach „DŻ” znaleźli się także inni publicyści przyrodniczy z Ukrainy i Rosji. Łamy „Dzikiego Życia” zawsze były otwarte na tematykę ochroniarską dotyczącą działań w Ukrainie, i co tu dużo mówić w okresie współpracy z Borejką tematyka ta miała jego „oblicze”. Szczególnie cenił sobie możliwość popularyzacji „na zachodzie” idei ochrony biernej w wydaniu rosyjskich przyrodników (Grigorija Kożewnikowa, Feliksa Sztilmarka, Stanisława Dyrenkowa, Aleksieja Krasnitskiego, Nikołaja Rejmersa). Zresztą pierwsze artykuły w języku polskim o niektórych z wyżej wymienionych ukazały się na łamach „DŻ”. Podobnie jak i pierwsze polskie materiały o słynnym ukraińskim przyrodniku Mykole Szarlemanie.
Jako przedstawiciel Pracowni na rzecz Wszystkich Istot wielokrotnie brałem udział w szeregu spotkań, konferencji prasowych i innych działań w Kijowie mających na celu wsparcie konkretnych kampanii np. w ochronie wilka, żubra, łosia, starych drzew. Borejko obficie korzystał z polskich doświadczeń. Pracownia niejednokrotnie przesyłała także listy z poparciem jeśli taka była potrzeba. Najważniejszym wspólnym działaniem Wołodymyra Borejki i kierowanego przez niego KCE-K i Pracowni na rzecz Wszystkich Istot była Ukraińsko-Polska Szkoła Ochrony Przyrody, której 5 edycji odbyło się w Ukrainie i Polsce. Kto miał okazję brać w nich udział, wie jak ważne i ciekawe były to spotkania. Współpraca obu organizacji dotyczyła także kampanii medialnej „Zgniłe Pióro”, która miała na celu walkę z dezinformacją dotyczącą ochrony przyrody. Specjalne dyplomy „uznania” manipulatorskiej dezinformacji dziennikarskiej otrzymywali żurnaliści i redakcje mediów z Ukrainy i Polski. Należy podkreślić, że współpraca Borejki z polskimi partnerami, mimo, że „zdominowana” przez Pracownię jednak nie ograniczała się tylko do niej. W kwestii kampanii antykłusowniczych szeroko korzystał z doświadczeń Michała Chomiuka i kierowanego przez niego Stowarzyszenia „Zielona Swoboda”. Rajdy i obozy organizowane były przez nas na Lubelszczyźnie i w innych miejscach w Polsce i Ukrainie. Borejko korzystał także z doświadczeń innych polskich NGO-sów np. Klubu Przyrodników.
Wyhamowana przez covid i praktycznie zatrzymana przez wojnę owocna obustronna współpraca miała jednak szanse na „odrodzenie” w momencie kiedy ta okrutna wojna się skończy. Nagłe odejście jej głównego bohatera i architekta na pewno nie przekreśli zupełnie tych szans, ale uczyni ją bardzo, bardzo trudną. Pewien jednak jestem, że z uwagi na pamięć o Nim, jak i na potrzebę tak zachowania jej owoców, jak i potrzebę sprostania nowym wyzwaniom, których nigdy nie brak w obu naszych krajach – warto by było ją kontynuować. Potencjał jest po obu stronach granicy, okoliczności, choć zdecydowanie trudniejsze niż przed laty, jednak całkowicie jej nie uniemożliwiają. Warto ją na nowo podjąć zgodnie z często powtarzanym przez Borejkę zdaniem, że „Przyroda zawsze powinna mieć swoich ludzi”.
Krzysztof Wojciechowski
Żegnamy Wołodymyra Borejkę z wielkim żalem i smutkiem.
Zarząd Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot
Redakcja Miesięcznika Dzikie Życie
Twój 1,5% dla dzikiej przyrody
Kwiecień 2026