Odrodzenie szkockiego żbika, czyli jak odnieść sukces w reintrodukcji. Rozmowa z Davidem Barclayem
Anna Zielińska-Hoşaf: Może jesteście zaskoczeni, że piszemy w Polsce o szkockich żbikach. W Polsce również występują żbiki, i również są one zagrożone. Chciałbym dowiedzieć się więcej o żbikach szkockich oraz – można tak chyba powiedzieć – ich odrodzeniu. Czy możesz na początek zarysować portret szkockiego żbika? Jakie znaczenie mają dziś żbiki w Szkocji, i jaką rolę w Szkocji, a także Wielkiej Brytanii, odgrywały w przeszłości? Czy były postrzegane w dobrym, czy złym świetle?
David Barclay: Gdybyśmy cofnęli się nieco w czasie, zobaczylibyśmy, że żbiki zamieszkiwały nie tylko Szkocję – na Wyspach Brytyjskich można było spotkać je na obszarach od północnej Szkocji aż po południową Anglię. Jednak intensywne prześladowania tego drapieżnika i systematyczny spadek jego populacji sprawiły, że kot ten przemieszczał się coraz dalej na północ, tak że obecnie występuje już właściwie tylko na północy Szkocji. Żbików nie ma już w Anglii i Walii od około 200, może nawet 250 lat. Dlatego w czasach współczesnych, czyli w ciągu ostatnich stu czy dwustu lat, żbik postrzegany jest wyłącznie jako gatunek charakterystyczny dla Szkocji. Być może w ciągu najbliższych kilku lat podjęte zostaną próby reintrodukcji tego zwierzęcia w Anglii i Walii, ale na razie uznaje się je właściwie wyłącznie za typowe dla Szkocji. A w przeszłości było to zwierzę o dużym znaczeniu symbolicznym. Żbik dość często pojawia się w naszej historii i kulturze. Zapewne najbardziej znanym przykładem wykorzystania wizerunku żbika w naszej historii było jego powiązanie z klanami szkockimi.
Czy istnieją jakieś wizerunki żbika w heraldyce klanowej?
Wszystkie klany z Highlands [górzystego regionu północno-zachodniej Szkocji – AZH] miały swoje herby klanowe. Herby mogły służyć zarówno pojedynczemu klanowi, jak i konfederacji klanów. A wizerunek żbika używany był przez kilka klanów! Istnieje pewien słynny wielki klan o nazwie Chattan, który jest związkiem pojedynczych klanów. On właśnie miał żbika w swoim herbie. Żbik to gatunek prowadzący samotny tryb życia. Jak zapewne wiesz, jest niewiele większy od kota domowego. Biorąc pod uwagę jego niewielkie rozmiary, jest to zwierzę bardzo waleczne, nieustępliwe, wojownicze. Jeśli ktoś przyprze go do muru, on staje do walki. Jak na tak małe zwierzęta, mają silny charakter. Myślę, że dawniej ludzie dostrzegali w żbiku właśnie tę cechę. A w przypadku klanów, które chciały, by ich herb odzwierciedlał siłę i waleczność oraz odstraszał inne klany, wybór żbika jako symbolu był zdecydowanie wymownym gestem. Ale żbik pojawia się także w nazwach geograficznych w całej Szkocji, a z pewnością w Highlands. Nazwa Sutherland, czyli regionu położonego w północnej części Highlands, oznacza dosłownie „krainę kotów”.
W jaki sposób w takim razie podziwiane zwierzę zostało niemal wytępione?
Różne historyczne organizacje i instytucje wykorzystywały wizerunek żbika w swych godłach. Jest to więc gatunek znany w Szkocji od dawna, i z którym w pewien sposób się identyfikujemy. I jest to zwierzę tajemnicze i nieuchwytne. Tak więc nawet gdy żbiki były liczniejsze, ludzie bardzo rzadko je widywali. I myślę, że zawsze otaczała je aura tajemniczości i magii, która sprawiła, że ludzie tak mocno związali się emocjonalnie z tym zwierzęciem. Ale niestety później nadszedł trudny czas dla zwierząt drapieżnych: prześladowano je, strzelano do nich. To było przyczyną zaniku populacji żbika i tak drastycznego pogorszenia jego sytuacji. Z jednej strony darzyliśmy ten gatunek szacunkiem i postrzegaliśmy go jako swego rodzaju symbol dzikiej przyrody Szkocji. Z drugiej uznawano go po prostu za drapieżnika, czyli szkodnika, np. z punktu widzenia rolników. W Szkocji mamy też bardzo rozwinięty sektor łowiecki, szczególnie w odniesieniu do ptaków, a drapieżniki, które polują na ptaki, są oczywiście postrzegane jako problem. To główne powody, dla których żbiki były tak intensywnie tępione.
W Polsce żbiki również mają bardzo ograniczony zasięg, jak w Highlands. Występują tylko na samym południu kraju, w górach. I w przeszłości żbik również był postrzegany jako szkodnik. Istniały ponadto różnego rodzaju zabobony, opowieści na ich temat – rzekomo miały nawet zabijać ludzi. O dziwo to nie większego rysia, ale żbika powiązano z tak mrocznymi cechami. To zawsze mnie zaskakiwało.
Myślę też, że takie przesądy dotyczą gatunków, które prowadzą głównie samotny tryb życia i są skryte. W przeszłości ludzie znali je może z nazwy, ale tak naprawdę nigdy nie poznali tych zwierząt. A jeszcze 15 lat temu, kiedy w Szkocji podjęto pierwsze działania na rzecz ochrony żbików i zaczęto szerzyć wiedzę na temat tego gatunku, w niektórych przeprowadzonych wówczas badaniach wyszło, że ludzie myśleli, że żbik to naprawdę duży gatunek kota, który zamieszkiwał dawniej Szkocję. Mówię tu ogólnie o mieszkańcach Wielkiej Brytanii. Mieli oni więc bardzo błędne wyobrażenie o tym, jak ten gatunek mógł wyglądać, zarówno pod względem wielkości, jak i zachowania. Myślę, że dotyczy to wielu drapieżników, zwłaszcza tych nieuchwytnych, otoczonych aurą tajemniczości. Zaczynamy wyobrażać je sobie jako znacznie większe, groźniejsze. Widzimy to na przykładzie wilków. Przez wieki opowiadano historie, w których wilki przedstawiano jako krwiożercze bestie, którymi oczywiście nie są. W rzeczywistości są to dość płochliwe zwierzęta i trzymają się z dala od ludzi. Nie jest więc zaskakujące, że obserwujemy taki mechanizm również w przypadku innych gatunków zwierząt drapieżnych. I jak wspomniałaś, w Polsce dotyczyło to również, niestety, żbika. Jest to jednak dość dziwne, że chociaż żyją u was większe drapieżniki, to te mniejsze, takie jak żbik, były postrzegane jako zwierzęta bardziej niebezpieczne, niż są w rzeczywistości. Żbiki są zazwyczaj bardzo płochliwe – przynajmniej takie wrażenie odniosłem, obserwując je w Szkocji. Wolą trzymać się z dala od ludzi. A tak jak we wszystkich krajach rozwiniętych, im bardziej rozwija się infrastruktura i zabudowa, tym bardziej wkraczamy w środowisko naturalne zwierząt, a one mają coraz mniej miejsca.
To prawda. Z jakimi zagrożeniami muszą się obecnie zmagać żbiki? Dziś jest to gatunek chroniony, ale i tak czyhają na niego niebezpieczeństwa.
Tak, bez wątpienia. W ujęciu historycznym to właśnie wspomniane prześladowania były główną przyczyną spadku liczebności tego gatunku. Kiedy ich populacja była znacznie liczniejsza, żbiki były masowo zabijane, a praktyka ta trwała dziesiątki lat. Jak wiemy, dzikie populacje są w stanie wytrzymać masowe wybijanie tylko do pewnego momentu, po czym następuje gwałtowny spadek liczebności. Jeśli cofniemy się o dwie, trzy dekady, zauważymy, że wraz ze spadkiem liczebności żbików i wzrostem populacji kotów domowych zaczęły pojawiać się przypadki krzyżowania żbików z kotami domowymi. W Wielkiej Brytanii mamy koty domowe od około 2000 lat. Wiemy też z badań genetycznych, że hybrydyzacja to zjawisko całkiem nowe, zwłaszcza w kontekście tego 2000-letniego okresu. Wiemy więc, że – jak wskazują dane, a także przykłady z Europy, gdzie populacje są w dobrej kondycji – możliwe jest istnienie dużej, zdrowej populacji żbików. Nawet jeśli w jakimś miejscu występują obok siebie żbiki i koty domowe, to one zwykle trzymają się z dala od siebie. Gdy jednak populacja żbików jest niewielka i zwierzęta te próbują znaleźć sobie partnera, a nie mogą znaleźć innego żbika, łączą się w pary z kotami domowymi, co prowadzi do hybrydyzacji. Nie jest to więc bezpośrednie zagrożenie, ale raczej zagrożenie długoterminowe, ponieważ tracimy ten gatunek w wyniku introgresji, czyli krzyżowania się dwóch różnych gatunków.
Mamy więc zabijanie żbików oraz hybrydyzację – czy dochodzą do tego jeszcze jakieś zagrożenia?
Są to dwa największe zagrożenia, skorelowane ze sobą, ponieważ hybrydyzacja zaczyna odgrywać rolę, gdy populacja jest niewielka i zagrożona, co ma miejsce właśnie teraz. Istnieje jednak również ryzyko związane z wypadkami na drogach. Drapieżniki często przemierzają teren w prostej linii, a wraz z rozbudową sieci dróg rośnie liczba wypadków. Istnieje też ryzyko związane z chorobami – niezaszczepione koty domowe, koty bezdomne lub nawet hybrydy mogą przenosić kocie choroby i zarażać nimi żbiki. A i prześladowania całkowicie nie zanikły.
Żbik jest gatunkiem chronionym i oczywiście strzelanie do niego jest zabronione prawem. Ale panuje spore zamieszanie, bo mamy też hybrydy i nie wiadomo wówczas – czy to jest żbik, czy nie? Czy jego zastrzelenie jest zabronione, czy nie? Dlatego to zagrożenie nadal pozostaje problemem. Myślę, że status gatunku chronionego zdecydowanie pomógł żbikowi w ciągu ostatnich dwóch, trzech dekad. Żbik jest objęty ochroną od 1988 r., ale jego populacja wciąż kurczyła się, i z tego powodu w ciągu ostatnich czterech, pięciu lat w Szkocji konieczne stało się odtwarzanie populacji poprzez reintrodukcję, aby dać jej szansę i umożliwić gatunkowi zasiedlanie nowych obszarów – i właśnie tym się teraz zajmujemy.
Mocno zainteresował mnie ten program. W Polsce póki co brakuje podobnych działań na rzecz ratowania żbika. Od kilku lat z powodzeniem prowadzony jest natomiast projekt reintrodukcji rysia. Być może jest taka szansa również dla żbika?
Na pewno jest to wykonalne w przypadku różnych populacji. To byłaby wspaniała inspiracja!
A co z fragmentacją środowiska naturalnego? Czy problemy tego rodzaju również są zagrożeniem dla szkockiego żbika? Bardzo często siedliska drapieżników – tak na przykład jest w Polsce – są rozdzielone terenami rolniczymi czy zabudowaniami, ale także obszarami nieobjętymi żadną formą ochrony prawnej. Wówczas nawet jeśli żbik nie jest bezpośrednią ofiarą, np. kłusowników, może stać się przypadkową ofiarą działań skierowanych przeciwko innym zwierzętom. Fragmentacja to także problem natury genetycznej – oddzielenie siedlisk utrudnia wzbogacanie puli genetycznej, mieszanie się osobników z różnych populacji.
W Szkocji mamy oczywiście zupełnie inny krajobraz niż w Polsce, jeśli chodzi o występujące tu gatunki. Tak jak wspomniałaś, w Polsce występują też rysie, wilki, również niedźwiedzie. Mamy więc do czynienia z dużo większymi drapieżnikami, które będą miały silniejszy wpływ na żbika, potencjalnie nawet mogą go zaatakować – chociaż myślę, że takie sytuacje należą do rzadkości. W Szkocji natomiast nie mamy większych drapieżników niż żbik. To znaczy, mamy borsuki, są one mniej więcej podobnych rozmiarów [oraz lisy – AZH]. Żbiki są więc w pewnym sensie dość blisko szczytu łańcucha pokarmowego, z pewnością jeśli chodzi o ssaki lądowe. Mamy oczywiście duże ptaki drapieżne, np. bieliki i orły przednie. Może dochodzić do ataków dużych orłów na młode żbiki, ale są to bardzo rzadkie przypadki. Tak więc na ogół żbik jest szczytowym ogniwem łańcucha pokarmowego. Gatunkiem, który najsilniej wpływa na los żbików, jest człowiek, a głównymi czynnikami mającymi przełożenie na migrację i stan populacji tych kotów w Szkocji są dostępność siedlisk i pożywienia. Jeśli warunki środowiskowe są dobre i zwierzęta mogą przemieszczać się z jednego obszaru na drugi, to tak jak wspomniałaś, ich baza genetyczna będzie się wzbogacać. Ale nawet jeśli warunki środowiskowe są niekorzystne, ale nadal w danym miejscu jest dużo pożywienia, żbiki będą korzystać z takich terenów. Nie sądzę, żeby gdziekolwiek istniało idealne środowisko dla żbików, ponieważ zawsze będą pojawiać się zagrożenia – czasem może być dobre środowisko, ale mało ofiar, a czasem może być dużo ofiar, ale środowisko niezbyt sprzyjające.
Jakie środowisko byłoby idealne dla żbika, lub przynajmniej zbliżone do ideału?
Jeszcze pięć lat temu, zanim zaczęliśmy reintrodukcję, żbików praktycznie już nie było. Tu i ówdzie trafiały się pojedyncze osobniki, ale gdybyśmy zebrali wszystkie ocalałe żbiki i umieścili je razem, to i tak nie wystarczyłoby ich na stworzenie stabilnej populacji. Nie mieliśmy więc innego wyjścia, jak tylko spróbować stworzyć populację stabilną genetycznie i demograficznie. A jeśli chodzi o środowisko – gdybyśmy cofnęli się w czasie o 100 lub 200 lat, krajobraz Szkocji byłby zupełnie inny niż dziś. Byłoby więcej lasów mieszanych, więcej łąk i więcej siedlisk zaroślowych – i ze wszystkich tego typu środowisk korzystałyby żbiki. One lubią zróżnicowane tereny. Lubią obszary, gdzie występują zarówno gęste lasy, jak i lasy przerzedzone oraz łąki, ponieważ właśnie tam znajdują wszystkie potrzebne im zasoby. Znajdą tam schronienie, pokarm, wodę. Jeśli na jakimś obszarze dominuje tylko jeden rodzaj siedliska, to nie są to dobre warunki dla żbików. Tymczasem podczas kolejnych wojen zasadziliśmy tu mnóstwo lasów sosnowych. Pozyskiwaliśmy ogromne ilości drewna na potrzeby produkcji, elektrowni i tym podobnych. I tych stworzonych przez człowieka siedlisk jeszcze sporo zostało. Kiedy rozejrzysz się dookoła i zobaczysz rozległe lasy sosnowe Highlands, to bardzo niewielką ich część stanowi naturalnie rosnąca sosna zwyczajna. Większość pozostałych drzew posadzono w celach gospodarczych. Drzewa te rosną bardzo gęsto, przez co do podszytu i warstwy ściółki nie dociera zbyt wiele słońca. W związku z tym pod drzewami nie rosną trawa ani krzewy. Jest to środowisko w pewnym sensie monotypowe, co nie sprzyja żbikom, jednak zwierzęta te są dość elastyczne, a w całej Szkocji pozostało kilka obszarów, które stanowią dla nich dobre siedliska. Myślę więc, że jeśli populacja, którą tu przywracamy, będzie mogła się przemieszczać i rozprzestrzeniać, to jest środowisko, które jej to umożliwi, natomiast kształtowanie odpowiednich siedlisk i warunków z pewnością przyniesie korzyść żbikom i wielu innym gatunkom.
Czy da się jeszcze ukształtować ten zmieniony przez człowieka krajobraz?
Tak. Jeśli uda nam się przerzedzić gęste lasy i sprawić, by stały się nieco bardziej przyjazne, użyteczne dla różnych gatunków, to z pewnością będzie to dobre rozwiązanie. Pracujemy nad tym w Parku Narodowym Cairngorms, który jest jednym z największych w Europie. W parku tym prowadzony jest też projekt o nazwie Cairngorms Connect – zaplanowany na 200 lat projekt odtwarzania siedlisk na rozległym obszarze parku narodowego. Uzgodniliśmy, że miejsce to posłuży jako obszar, na który wypuszczać będziemy żbiki. Wybraliśmy więc dla nich teren, na którym stosuje się dobre praktyki gospodarowania lasem i realizowane są długoterminowe cele związane z poprawą stanu siedliska. Na razie, mimo że nowa populacja jest dość niewielka, warunki siedliskowe i środowiskowe są dobre. I miejmy nadzieję, że z czasem będzie tylko lepiej. Chodzi mi tutaj o całą Szkocję. Są obszary, na których dawniej można było spotkać żbiki, a obecnie środowisko uległo tam zmianie w wyniku intensywnej urbanizacji, budowy osiedli i dróg. Nie oznacza to więc, że wszędzie tam, gdzie kiedyś występowały żbiki, możemy je ponownie wprowadzić, ale mimo to uważam, że w Szkocji jest mnóstwo miejsca, by przywrócić ten gatunek.
To wspaniale. Jest to więc jeden ze sposobów na poprawę sytuacji żbika. A co jeszcze? Czym jeszcze zajmuje się organizacja? Jak jeszcze pomagacie żbikom?
Przed rozpoczęciem projektu „Saving Wildcats”, który realizujemy już od pięciu lat, większość działań na rzecz ochrony żbików miała charakter in situ, czyli prowadzona była w środowisku naturalnym, a jej celem była ochrona ostatnich pozostałych u nas osobników tego gatunku. Wiele z tych działań dotyczyło nawiązywania kontaktów z ludźmi, współpracy ze społecznościami, prób ograniczania zagrożeń, współpracy z właścicielami gruntów w celu zmniejszenia ryzyka tępienia lub przypadkowego zabijania żbików, a także pogłębiania wiedzy gajowych. Osoby, które wy nazwalibyście myśliwymi, my nazywamy gamekeepers, gajowymi – to ludzie, którzy zarządzają terenami łowieckimi i polują na ptaki, jelenie i inne zwierzęta. Staramy się więc poprawić stan ich wiedzy na temat żbika, w tym również ich umiejętność rozpoznawania tego gatunku. Wiele wysiłku włożono w ograniczenie zagrożeń związanych z krzyżowaniem się kotów domowych ze żbikami oraz współpracę z opiekunami kotów domowych, aby upewnić się, że poddają swoje zwierzęta kastracji, co uniemożliwi im krzyżowanie się ze żbikami, że są one zaszczepione, co eliminuje ryzyko przenoszenia chorób, oraz że posiadają mikroczip, dzięki czemu w razie przypadkowego schwytania zwierzęcia można je zeskanować i zidentyfikować.
Wiele działań skupiało się więc na redukowaniu zagrożeń, które w przeszłości doprowadziły już do spadku liczebności żbika.
Tak. Jednocześnie współpracujemy też z właścicielami gruntów i różnymi partnerami nad tym, co konkretnie mogą zrobić poszczególne osoby na swoich terenach, aby uczynić je bardziej wartościowymi i użytecznymi z punktu widzenia żbików. To wszystko oczywiście zajmuje dużo czasu, bo odbudowa siedlisk to nie jest coś, co można osiągnąć w ciągu dwóch, trzech czy czterech lat – mówimy tu o 10, 20, 30 latach. Niektóre z naszych działań są więc niczym nasiona. Staramy się je zasiać i musimy poczekać, aż wyrosną.
Inne działania mają charakter krótkoterminowy i pozwalają nam wywierać jakiś bezpośredni wpływ. Współpracujemy z organami rządowymi. W ramach naszego obecnego projektu „Saving Wildcats” współpracujemy z organizacją NatureScot, która jest rządową instytucją zajmującą się ochroną przyrody w Szkocji. Współpracujemy z Forestry and Land Scotland, która zarządza wieloma rezerwatami leśnymi w całej Szkocji i jest również organem rządowym, a także z zarządem Parku Narodowego Cairngorms, który współpracuje z właścicielami gruntów na terenie całego parku i stara się promować zrównoważone korzystanie ze środowiska oraz ochronę zagrożonych gatunków. Współpracujemy ponadto z partnerami europejskimi. Mamy partnerów w Szwecji i Hiszpanii, którzy już mają na koncie projekty reintrodukcji i mogą wnieść nowe umiejętności oraz podzielić się swoim doświadczeniem. Zaangażowani są też różni członkowie społeczności lokalnych czy przedsiębiorstwa. Staramy się uświadomić ludziom istnienie tego gatunku i jego problemy, pokazać, jaką rolę mogą odegrać w jego ochronie, oraz zachęcić ich, by zaczęli postrzegać żbika jako „swojego”, należącego do całego społeczeństwa. Chcemy promować wspólną odpowiedzialność za jego losy.
Czy wiesz, że w Szkocji jeszcze około 1500 lat temu były rysie? Dziś nie mamy już rysi. Mieliśmy w Szkocji wilki. Nie mamy już wilków. Jest to więc naprawdę jeden z naszych najbardziej ikonicznych drapieżników, którego absolutnie nie chcemy stracić. To ostatni gatunek dzikiego kota na Wyspach Brytyjskich.
Jak w praktyce zwykli obywatele mogą pomóc żbikom? Co mogą zrobić?
Opiekunowie kotów domowych powinni przede wszystkim zadbać o to, by ich zwierzęta były wykastrowane, dzięki czemu nie będą mogły krzyżować się ze żbikami, upewnić się, że są zaszczepione, aby nie przenosiły chorób na żbiki, oraz zadbać o wszczepienie im mikroczipu. Osoby prywatne mogą też zaangażować się w nasz projekt. Jeśli ktoś zauważy żbiki – a zdarza się to często – może to zgłosić, a my będziemy mogli zarejestrować taką informację. W ramach projektu można też zostać sponsorem danego kota, przekazać darowiznę. Zbliżamy się do końca pierwszego etapu projektu, który trwał 5–6 lat. Teraz wkraczamy w drugi etap, który jest równie ważny, ponieważ gdybyśmy zatrzymali się na tym, co robimy obecnie, wszystkie nasze wysiłki poszłyby na marne. Zbieranie funduszy to dla nas ogromne wyzwanie i jeden z głównych celów na przyszłość. Otrzymujemy jednak ogromne wsparcie od osób, które sponsorują koty i przekazują darowizny na rzecz projektu. A jeśli mówimy o czymś, w co można się zaangażować, a co nie wymaga od nikogo wielkiego wysiłku – jeśli ktoś lubi żbiki i chce im pomóc, może przekazać nam niewielką darowiznę lub objąć patronatem wybranego kota. Wsparcie zostanie przeznaczone bezpośrednio na ochronę żbików.
A jak mogą pomóc wspomniani właściciele gruntów, terenów prywatnych, na których żyją żbiki?
Właściciele terenów i przedsiębiorstwa mogą wesprzeć projekt, pozyskać fundusze, pomóc we wprowadzaniu zmian w sposobach gospodarowania ziemią, a nawet po prostu udostępnić nam swoje tereny, na których będziemy mogli monitorować populację kotów. W razie potrzeby możemy spróbować złapać tam koty, aby wymienić im obroże z nadajnikami GPS. Możemy postawić na takich terenach fotopułapki.
Czy mógłbyś dokładniej opisać, jak wygląda proces reintrodukcji żbika? Czy rodzice reintrodukowanych kotów pochodzą z ogrodów zoologicznych?
Kiedy około siedem lat temu przeprowadziliśmy analizę populacji żbików, to po przeanalizowaniu wszystkich danych i zleceniu ich weryfikacji przez IUCN (Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody) doszliśmy do wniosku, że populacja ta nie jest zdolna do przetrwania. Wiedzieliśmy więc, że będziemy musieli reintrodukować żbiki. Mieliśmy dwie możliwości. Mogliśmy spróbować sprowadzić zwierzęta z Europy, ponieważ koty występujące w Szkocji należą do tego samego podgatunku, co koty żyjące w Polsce, Francji i Niemczech. Wiemy też jednak, że koty występujące niegdyś licznie na Wyspach Brytyjskich najprawdopodobniej pochodziły z Półwyspu Iberyjskiego, a nie z Europy Środkowej. Przybyły więc najpewniej z północnej Hiszpanii i Portugalii, co potwierdzają badania genetyczne. Gdybyśmy sprowadzali zwierzęta z Europy, chcielibyśmy więc wybrać osobniki najbardziej zbliżone do tych, które mamy w Szkocji. Oczywiście gdybyśmy je sprowadzili, musielibyśmy wpierw poddać je kwarantannie. Mam wrażenie, że kiedy mówimy o reintrodukcji i sprowadzaniu dzikich zwierząt z innego kraju, brzmi to jak coś banalnie prostego. Brzmi to tak, jakbyś miała po prostu pójść do lasu, złapać 20 żbików, a następnie sprowadzić je do Szkocji. A tu może się okazać, że trzeba będzie złapać 60 żbików, bo ta dwudziestka może być za stara, za młoda, może być w tej grupie za dużo samic albo za dużo samców. Jest to więc bardzo trudne zadanie. Jednak od 50 lat w brytyjskich ogrodach zoologicznych i parkach dzikich zwierząt mamy populację żbików.
W 2018 r., kiedy rozpoczynaliśmy projekt, populacja ta liczyła około 110 osobników. Zdaliśmy sobie sprawę, że jeśli uda nam się ją powiększyć, będziemy mogli wybrać część zwierząt i hodować je specjalnie w celu reintrodukcji. Takie podejście daje nam większą kontrolę, ponieważ sami możemy decydować, ile zwierząt hodujemy i ile chcemy wypuścić. Możemy zdecydować, zwierzęta jakiej płci wypuścimy, a także w jakim wieku będą w momencie wypuszczenia. Możemy nawet kontrolować różnorodność genetyczną populacji. Jest to więc metoda wykorzystywana coraz częściej. Zastosowano ją również do reintrodukcji rysia w innych częściach Europy.
Żbiki urodzone w zoo nie poradziłyby sobie na wolności, ale mogą być rodzicami dla tych, które będą reintrodukowane?
Nie chcieliśmy po prostu wypuszczać żbików bezpośrednio z ogrodów zoologicznych, ponieważ w zoo zwierzęta mają kontakt z ludźmi i przyzwyczajają się do ich obecności. Stworzyliśmy więc specjalne centrum hodowlane w Highlands, na terenie parku dzikich zwierząt, w którym pracuję – w Highland Wildlife Park. Do tego ośrodka hodowlanego przenieśliśmy część zwierząt z zoo. Hodowla odbywała się z dala od ludzi. Następnie przenieśliśmy potomstwo do znacznie większych wybiegów i trzymaliśmy je tam przez około sześć miesięcy. Mamy kamery CCTV i monitorujemy ich zachowanie. Gromadzimy dane, możemy odpowiedzieć na kluczowe pytania dotyczące ich zdolności łowieckich oraz typowych zachowań, a także możemy zdecydować, czy te koty są gotowe do życia na wolności. Koty przebywają w wolierach przez około sześć miesięcy, a na początku lata wypuszczamy je na wolność. I tak przez pierwsze dwa lata stosowaliśmy metodę zwaną „soft-release”, polegającą na przenoszeniu zwierząt do wyznaczonego obszaru w lesie, gdzie budowaliśmy dla nich małe woliery i trzymaliśmy je tam przez około trzy do pięciu dni. Kiedy już się zaaklimatyzowały, poziom stresu się obniżył i stawały się spokojniejsze, wcześnie rano otwieraliśmy drzwi i wypuszczaliśmy je na wolność.
Jak śledzicie ich dalsze losy?
Wszystkie koty, które wypuszczamy, mają obroże z radiowym nadajnikiem GPS, dzięki czemu możemy je śledzić po wypuszczeniu. Kiedy wypuszczaliśmy koty w 2025 r., wypróbowaliśmy nową technikę, którą nazwaliśmy „direct release” – polegała ona na umieszczeniu kota w skrzyni i przetransportowaniu do miejsca reintrodukcji. Skrzynia była wyposażona w automatyczne drzwiczki, które nastawialiśmy tak, by otworzyły się dwie godziny po naszym odejściu. Kot miał jeszcze szansę się uspokoić, wsłuchać w odgłosy, obwąchać okolicę, a potem drzwi otwierały się powoli i zwierzę wychodziło całkiem spokojne. Wykorzystujemy więc dwie różne techniki wypuszczania na wolność. Powodem, dla którego postanowiliśmy spróbować opracować metodę „direct release”, jest fakt, że niektóre tradycyjne techniki wypuszczania zwierząt na wolność polegają na tym, że wywozi się je do lasu w skrzyni i po prostu otwiera się drzwiczki. Dla zwierząt może to być bardzo stresujące – mogą później po prostu biec bez końca, wbiec na jezdnię lub uciec z obszaru reintrodukcji. A my chcemy, żeby wszystkie wypuszczone zwierzęta pozostały jak najbliżej siebie, tak aby mogły się odnaleźć i rozmnażać. Udało się nam wyhodować w ośrodku około 60 osobników. Wypuściliśmy 46 żbików w ciągu trzech lat i planujemy wypuścić więcej w przyszłości.
To imponująca liczba! A w jaki sposób szacujecie obecnie wielkość populacji żbików, jej wzrost? Czy pomagają w tym badania DNA?
Zanim rozpoczęliśmy ten projekt, przeprowadziliśmy mnóstwo badań i monitorowaliśmy różne miejsca w całej Szkocji, aby zlokalizować obszary, w których, jak sądziliśmy, występują największe populacje żbików. Było to w 2014 r. Fotopułapki przemierzały Szkocję wzdłuż i wszerz. Na podstawie tych badań zidentyfikowano sześć obszarów, które uznano za najbardziej prawdopodobne miejsca występowania żbików. I tam co roku przeprowadzano kolejne obserwacje przy pomocy fotopułapek. Stosowanie fotopułapek jest zazwyczaj najlepszą metodą monitorowania populacji, zwłaszcza jeśli wykorzystuje się je w ramach ustandaryzowanej metodologii, polegającej na umieszczaniu co roku tej samej liczby aparatów w tej samej odległości na tych samych obszarach – w ten sposób można uchwycić koty przemieszczające się po danym terenie i na tej podstawie oszacować liczebność populacji. W przyszłości prawdopodobnie będziemy korzystać z metod genetycznych, ale pozyskanie próbek DNA od dzikich zwierząt jest znacznie trudniejsze. Dość często udaje nam się znaleźć odchody, ale uzyskanie z nich wartościowych danych genetycznych to kwestia szczęścia. Możemy pobierać próbki, gdy łapiemy koty i wymieniamy im obroże, ale nie zdarza się to zbyt często. A tymczasem na świat przychodzą cały czas nowe koty. Wypuściliśmy 46 osobników, a dzięki nim na wolności urodziło się około 30–40 kociąt. Tak więc populacja rośnie, i to jest fantastyczne. Prawdopodobnie nadal będziemy korzystać z fotopułapek, ponieważ to właśnie dzięki nim uzyskamy zdjęcia i filmy przedstawiające samice z młodymi. Będziemy mogli oszacować, jak rozwija się populacja. I oczywiście, choć nie wszystkie koty mają obecnie obroże z GPS-em, to w momencie wypuszczania zawsze je zakładamy, dzięki czemu możemy zebrać mnóstwo danych na temat obszarów, po których poruszają się koty, a to pomaga nam znaleźć najlepsze miejsca do ustawienia fotopułapek. Jednak obroże są bardzo drogie, a ciągłe łapanie kotów i zakładanie im nowych obroży jest trudne i czasochłonne. W miarę wzrostu populacji obroże będzie nosiło coraz mniej kotów.
Czesi stworzyli w Sudetach „punkty”, w których żbiki zostawiają sierść, ocierając się policzkami o drewniany słupek pachnący kocimiętką. Później ktoś przychodzi zebrać sierść, która stanowi materiał do badań.
Tak, my też to robimy. Mamy kilka technik pobierania próbek włosów do analizy różnorodności genetycznej populacji czy szacunków dalszego jej rozwoju. Problem polega na tym, że jakość DNA z próbek włosów jest zwykle dość niska. Nadają się do niektórych badań, ale do przeprowadzania bardziej złożonych analiz genetycznych nie są wystarczająco dobre. I często zdarza się (tak jak podczas czesania włosów), że wypadają włosy, które i tak miały już wkrótce wypaść. To nie to samo, co włosy, które wyrywamy; takie włosy, i mieszki włosowe, wciąż zawierają informacje genetyczne. Stosujemy tę metodę, ale jest ona dość pracochłonna, ponieważ trzeba pojechać na miejsce, wszystko przygotować, a potem wrócić kilka dni później. A jeśli akurat nie było tam kota, robisz to jeszcze raz.
Jakie są największe wyzwania związane z reintrodukcją?
Trzeba podkreślić, że jest to bardzo czasochłonny proces. Projekty reintrodukcji są bardzo wymagające, zawsze wiążą się z ryzykiem śmierci reintrodukowanych zwierząt i zazwyczaj są dość kosztowne. A realizacja projektu na wysokim poziomie wymaga dużej liczby pracowników i wielu pracochłonnych działań.
To, co powiedziałeś, jest bardzo ważne; przykładowo nasze programy reintrodukcji rysia (reintrodukcja rysi w Puszczy Piskiej i Puszczy Napiwodzko-Ramuckiej od 2007 r. oraz projekt „Powrót rysia do północno-zachodniej Polski” od 2017 r.) trwają od wielu lat, a słyszałam stwierdzenia, że minęło tyle czasu, przekazano tyle darowizn, a liczba rysi wciąż jest niewielka. Wiele osób nie rozumie, że cały ten proces jest kosztowny, że każdy osobnik ma ogromną wartość. A przed jakimi jeszcze wyzwaniami stoicie, co jeszcze sprawia trudność przy realizacji projektu?
Hybrydy. Aby zidentyfikować żbika, opieramy się na jego umaszczeniu, czyli fenotypie, a następnie potwierdzamy na podstawie próbki genetycznej. Zwierzęta, które wypuszczamy na wolność z naszego ośrodka hodowlanego, nigdy nie opuszczają go bez wcześniejszego wykonania badań genetycznych i oceny umaszczenia. Powinna to być norma w przypadku wszystkich żbików w Szkocji. To jest bardzo, bardzo trudne. Nawet jeśli kot wygląda jak żbik, wciąż trudno jest stwierdzić, czy rzeczywiście jest żbikiem, ponieważ może posiadać zarówno geny kotów domowych, jak i żbików. Dlatego zawsze robimy żbikom testy genetyczne.
A jeśli chodzi o rozpoznawanie kotów na podstawie umaszczenia, to czy to prawda, że białe plamy wskazują, iż dany kot jest mieszańcem? Żbik nie powinien mieć białych plam, prawda?
Tak. Czasami zdarzają się żbiki, o których wiemy, że są żbikami, ponieważ przeprowadziliśmy u nich badania genetyczne – a pod brodą mogą mieć małą białą plamkę lub niewielką plamkę na brzuchu. Jeśli jednak na pyszczku lub łapach widoczne są białe plamy, albo jeśli na łapach widać rdzawo-czerwone lub czerwone zabarwienie, to zazwyczaj jest to bardzo wyraźna wskazówka, że nie jest to żbik.
Kiedy wspomniałeś, że dawniej w Wielkiej Brytanii występowały rysie, przypomniało mi się, jak mówiono o planach reintrodukcji tych zwierząt w UK. Co o tym sądzisz jako specjalista od drapieżników? Czy to dobry pomysł?
W Wielkiej Brytanii, jak już wspomniałem, rysie występowały jeszcze 1500 lat temu. W kontekście ochrony przyrody i reintrodukcji gatunków zawsze chodzi o ratowanie tych, które obecnie mamy, a jednocześnie nieustannie toczą się dyskusje na temat gatunków, które kiedyś tu występowały, a które straciliśmy – czy powinniśmy je przywrócić. W przypadku niektórych gatunków może to być dobry pomysł, w przypadku innych jest to raczej nierealne. Na przykład kiedyś mieliśmy wilki. Wilki występowały tu w czasach bliższych nam niż rysie. Ale krajobraz Szkocji zmienił się tak bardzo, że nie sądzę, aby kiedykolwiek do takiej reintrodukcji doszło. Rysie jednak są jak żbiki – prowadzą samotny tryb życia i są skryte. Prawdopodobnie mało kto by je zobaczył, a mogłyby mieć pozytywny wpływ na ekosystem, ponieważ specjalizują się w polowaniu na jelenie. W Szkocji mamy dużą populację jeleni, a jedynym sposobem na kontrolowanie ich liczebności jest odstrzał. Stąd słyszy się sporo na temat pozytywnej roli, jaką rysie mogłyby odegrać w Szkocji i Anglii. Myślę, że rysie mogłyby się zadomowić w Szkocji. Zasadniczo jesteśmy przychylni takiemu projektowi, a nasze dotychczasowe działania na rzecz żbików mogą stanowić bardzo cenny wzór dla projektu dotyczącego rysi. Jeśli zastosujemy do rysia to samo podejście, wykorzystanie zwierząt przebywających w niewoli, które przyjęliśmy w przypadku żbików, to efekt może być taki sam. Nie sądzę też, żeby ryś stanowił duże niebezpieczeństwo dla żbików. Z doświadczeń europejskich, w tym z Polski, wiemy, że gatunki te potrafią współistnieć; historycznie rzecz ujmując, współistniały one również tutaj.
Prowadzicie również działania edukacyjne. Czy organizujecie spotkania w szkołach, aby opowiadać dzieciom o żbikach, pokazywać im ich „własnego”, szkockiego kota?
Tak, oczywiście. Proponujemy takie zajęcia wszystkim lokalnym szkołom i odwiedzamy je. Prowadzimy liczne wykłady i prezentacje dla społeczności lokalnej. Spotykamy się z lokalnymi organizacjami i partnerami. Komunikacja i współpraca, jakie nawiązujemy ze społecznościami, mają kluczowe znaczenie, ponieważ bez wsparcia społeczności lokalnych takie projekty nie zakończą się sukcesem. Ważne jest, aby ludzie z czasem poczuli, że to oni są odpowiedzialni za te koty. To naprawdę ważne. Poświęcamy temu mnóstwo czasu. A ponieważ mieszkamy w dość odległej części Szkocji, w regionie Highlands, w tych małych wioskach wszyscy – właściciele gospodarstw, właściciele zwierząt domowych, gajowi i myśliwi – tworzą jedną społeczność. W szkołach spotykają się wszystkie dzieci, bez względu na to, czy są z bogatych czy biednych rodzin, czy ktoś jest właścicielem rozległego terenu, czy tylko lokalnego biznesu, czy po prostu ma kota. A edukacja dzieci może pomóc w skuteczniejszym przekazywaniu niektórych informacji dorosłym.
W styczniu natknęłam się w sieci na kilka artykułów z triumfalnymi tytułami: „żbik powraca”. Czy można powiedzieć, że projekt okazał się sukcesem i gatunek jest ocalony? Można porównać ten sukces do sukcesu rysia iberyjskiego w Hiszpanii?
Wydaje mi się, że artykuł, o którym mówisz, dotyczył nowego projektu w Anglii, którego celem jest reintrodukcja żbików do innych regionów Wielkiej Brytanii – jak wiesz, bardzo to popieramy. W Szkocji udało nam się pokazać, że to może się udać – jeśli zastosuje się odpowiednie podejście i zainwestuje w odpowiednich ludzi. W Wielkiej Brytanii są jeszcze trzy inne projekty reintrodukcji żbików, które znajdują się na bardzo wczesnym etapie przygotowań. W Szkocji odnieśliśmy wiele sukcesów i odpowiedzieliśmy sobie na wiele kluczowych pytań. Wiemy już, że możemy wypuścić zwierzęta urodzone w niewoli i mogą one przetrwać. Wiemy, że pozostają one w miejscu reintrodukcji i znajdują partnerów, rozmnażają się. Myślę jednak, że jest jeszcze za wcześnie, by stwierdzić, że udało nam się ocalić gatunek. Zrobiliśmy już kilka kroków, zmierzamy we właściwym kierunku i odnosimy pewne sukcesy, ale przed nami jeszcze bardzo długa droga. W tym momencie jednak zapewnione są dobre warunki do przetrwania, do rozmnażania się oraz współpraca i wsparcie ze strony społeczności i partnerów. Wypracowaliśmy właściwe metody i teraz musimy je tylko udoskonalić. Mamy nadzieję, że doświadczenia, wnioski i wyzwania, z którymi się zmierzyliśmy, wspomogą też inne projekty ratowania żbika.
Również mam taką nadzieję. Trzymam za żbiki mocno kciuki! Bardzo dziękuję za rozmowę.
David Barclay – kierownik ds. ochrony ex situ w ramach projektu ochrony żbików szkockich „Saving Wildcats”, koordynator programu hodowli ochronnej dla populacji żyjącej w niewoli w Wielkiej Brytanii oraz współprzewodniczący grupy doradczej ds. taksonu kotowatych przy European Association of Zoos and Aquaria. Od 23 lat pracuje w The Royal Zoological Society of Scotland (RZSS) i specjalizuje się w zarządzaniu populacjami, hodowli na potrzeby wypuszczania zwierząt do środowiska naturalnego oraz ochronie drapieżników.
Twój 1,5% dla dzikiej przyrody
Kwiecień 2026