Lasy w kryzysie. Sześć lat po diagnozie
Sześć lat temu, w artykule „O reformie lasów mówimy poważnie” opublikowanym na łamach „Dzikiego Życia”1, opisałam problemy narastające w polskim leśnictwie od dekad. Wskazywałam na brak realnej kontroli społecznej i sądowej nad gospodarką leśną, podporządkowanie jej produkcji drewna, systemowe niszczenie ostatnich fragmentów lasów naturalnych oraz pogarszającą się kondycję siedlisk przyrodniczych. Zwracałam uwagę na niezgodność wielu praktyk z prawem unijnym i na konsekwentne spychanie funkcji przyrodniczej lasu na margines – między innymi poprzez brak systemu ścisłej ochrony gatunkowej, który realnie ograniczałby działania szkodliwe dla chronionych gatunków i ich siedlisk.
Dziś ta diagnoza wybrzmiewa jeszcze mocniej. Potwierdziły ją nie tylko organizacje społeczne i środowisko naukowe, lecz także instytucje europejskie.
Wyrok, który zamknął spór
Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z marca 2023 r. w sprawie C-432/21 był momentem przełomowym. TSUE jednoznacznie stwierdził, że polska gospodarka leśna nie zapewnia standardów ochrony środowiska wymaganych przez prawo UE. To nie jest już spór o interpretacje czy emocje. To formalne stwierdzenie naruszenia prawa – dowód, że dotychczasowy model zarządzania lasami publicznymi nie mieści się w europejskich ramach ochrony przyrody.
Zmiana tego systemu nie jest kwestią światopoglądu ani politycznej sympatii. Jest obowiązkiem państwa prawa. Jednocześnie staje się cywilizacyjną koniecznością w obliczu kryzysu klimatycznego i gwałtownego zaniku bioróżnorodności. Od tamtego czasu część postulatów zaczęła się materializować: odbyła się Ogólnopolska Narada o Lasach, powstają mapy starolasów, tworzone są nowe rezerwaty. Jednak tempo zmian wciąż pozostaje daleko w tyle za skalą wyzwań. To, co sześć lat temu było wezwaniem do działania, dziś staje się rozliczeniem efektów.
System bez realnej kontroli
W ostatniej dekadzie polskie lasy stały się areną narastającego konfliktu społecznego. Od Puszczy Białowieskiej po lasy miejskie – wszędzie tam, gdzie pojawiały się harwestery, pojawiali się też ludzie, którzy nie godzili się na wycinki. To nie był przypadek, lecz konsekwencja systemu zarządzania lasami opartego na zasadzie: „wiemy lepiej, nie pytamy, robimy swoje”. Plan Urządzenia Lasu (PUL) – dokument decydujący o tym, gdzie i ile drewna zostanie pozyskane – przez dekady pozostawał poza kontrolą sądową i poza zasięgiem współdecydowania obywateli. Decyzje o lasach zapadały w strukturze, która sama siebie nadzorowała i rozliczała.
Wyrok TSUE w 2023 r. obnażył to, co było oczywiste od lat: brak kontroli sądowej nad PUL-ami narusza prawo UE. W tej sytuacji wpisanie parę miesięcy później do deklaracji wyborczych celu objęcia 20% lasów ochroną przed wycinką było naturalną konsekwencją wartości, które nowa większość rządząca stawiała w centrum – demokracji, praworządności i zgodności z europejskimi standardami. Jeśli państwo ma działać przejrzyście i w oparciu o wiedzę naukową, musi chronić najcenniejsze ekosystemy. Cel 20% lasów bez wycinki nie był więc gestem ideologicznym, lecz logicznym następstwem przyjętych zobowiązań.
W teorii to przełom. W praktyce – dopiero początek zmiany, która mimo wyroku, deklaracji i społecznych oczekiwań posuwa się naprzód mozolnie, napotykając wyraźny opór Lasów Państwowych. Symboliczne było zdanie, które padło z ust jednego z prominentnych leśników z Podkarpacia. W geście sprzeciwu wobec jakichkolwiek korekt modelu gospodarki leśnej stwierdził: „nie może być tak, żeby ogon machał psem”. To zdanie trafnie oddaje mentalność systemu, który przez dekady nie musiał nikomu tłumaczyć swoich decyzji – i dziś z trudem akceptuje, że las jest dobrem publicznym, a nie wewnętrznym zasobem instytucji samofinansującej się z jego eksploatacji.
Ochrona punktowa zamiast systemowej
Unijna Strategia Bioróżnorodności zobowiązuje państwa członkowskie do solidarnego objęcia 10% powierzchni Unii Europejskiej ochroną ścisłą. To jasny sygnał: najcenniejsze przyrodniczo lasy mają być wyłączone z użytkowania i chronione w sposób trwały.
W Polsce realizacja tego celu wciąż pozostaje niewystarczająca. Najdobitniej widać to w Puszczy Białowieskiej, gdzie brak decyzji o rozszerzeniu parku narodowego i stworzeniu spójnej sieci rezerwatów powoduje, że znaczna część obszaru o randze światowego dziedzictwa UNESCO nadal nie ma trwałej ochrony. Przygotowany, zintegrowany plan zarządzania Puszczą to krok w dobrym kierunku – ale jego znaczenie zależy od realnego wdrożenia.
Wyznaczenie 2% starolasów jako obszarów wyłączonych z użytkowania to kolejny ważny sygnał zmiany. Ochrona ta ma jednak charakter rozproszony i obejmuje tysiące niewielkich wydzieleń zamiast zwartych kompleksów mogących pełnić funkcję stabilnych ostoi bioróżnorodności. Jej trwałość będzie zależeć od wpisania tych działań jako środka odbudowy do Krajowego Planu Odbudowy Zasobów Przyrodniczych.
Sieć rezerwatów również pozostaje niewystarczająca. Pomimo realnego postępu w ostatnich latach, wciąż dominują małe, punktowe rezerwaty, które chronią pojedyncze fragmenty lasu, ale nie zabezpieczają całych układów ekologicznych. Jednym z nielicznych przykładów większego, spójnego obszaru ochrony jest rezerwat Bliżyńskie Lasy Naturalne w Puszczy Świętokrzyskiej, obejmujący 3 tys. ha. Jego utworzenie zostało jednak zaskarżone przez związki zawodowe leśników i myśliwych, co dobitnie pokazuje, jak silny jest opór tych środowisk wobec ochrony przyrody. Z tych samych powodów wciąż nie powstał znacznie większy rezerwat Reliktowa Puszcza Karpacka na Podkarpaciu – mimo że jego wartość przyrodnicza jest bezdyskusyjna, a potrzeba ochrony oczywista. Dodatkowo wciąż brakuje systemu ścisłej ochrony gatunkowej w ramach gospodarki leśnej. Obowiązujący katalog dobrych praktyk ma charakter ogólnych zaleceń i nie wyklucza prowadzenia prac w okresach lęgowych czy w miejscach występowania gatunków wymagających ścisłej ochrony. Nie ma obowiązku przeprowadzania szczegółowej inwentaryzacji przyrodniczej przed zatwierdzeniem PUL-i ani przed wejściem z pracami w teren. W praktyce oznacza to podejmowanie decyzji bez pełnej wiedzy o ich skutkach przyrodniczych na obszarze 1/3 kraju.
Historyczne moratorium
Moratorium na wycinkę w 10 kompleksach leśnych było pierwszym od dekad momentem, w którym państwo zdecydowało się realnie zatrzymać presję gospodarczą na najcenniejsze lasy. Nikt wcześniej nie odważył się na taki krok – ani rządy, ani Lasy Państwowe, ani instytucje odpowiedzialne za ochronę przyrody. Moratorium przeszło więc do historii jako pierwsza decyzja, która natychmiast i namacalnie ochroniła lasy, odpowiadając na lawinę zgłoszeń o ich niszczeniu. W tych miejscach przyroda po prostu odetchnęła. Moratorium stało się dowodem, że ochrona działa, jeśli państwo decyduje się ją zastosować.
Łyżką dziegciu okazało się jednak podważanie jego podstaw – nie tylko przez środowiska leśne, które od początku traktowały je jako zagrożenie dla dotychczasowego modelu, lecz także przez niektóre fundacje i think-tanki. Skupienie się bardziej na formalnych przesłankach niż na realnym efekcie ochronnym osłabiło impet zmian i dało argumenty tym, którzy chcieli moratorium ograniczyć lub unieważnić. Jak na ironię pierwszy naprawdę skuteczny krok w ochronie lasów został podważony nie tylko przez tych, którzy zawsze byli przeciw, ale także przez tych, którzy powinni być jego naturalnymi sojusznikami.
Lasy nadal bez kontroli
Po nielegalnej wycince Puszczy Białowieskiej w 2017 r. obserwujemy bezprecedensowy wzrost zaangażowania społecznego w sprawy lasów. Mieszkańcy miast i wsi, turyści, naukowcy, lokalne inicjatywy – wszyscy mówią jednym głosem: lasy są dobrem wspólnym, a nie prywatną własnością jednej instytucji. To nie jest chwilowa moda, ale trwała zmiana świadomości – chcemy wiedzieć, mieć wpływ na decyzje i chronić miejsca, które są dla nas ważne.
Dlatego jednym z kluczowych elementów reformy musi być realny udział społeczeństwa w procesach decyzyjnych. Wyrok TSUE z 2023 r. miał zagwarantować przejrzystość i skuteczną możliwość zaskarżania PUL-i do sądu. Tymczasem rządowa nowelizacja ustawy o lasach tylko pozoruje wykonanie tego orzeczenia. Formalnie dopuszcza możliwość zaskarżenia czynności zatwierdzenia PUL-i, ale nie umożliwia zbadania legalności zawartości tego dokumentu, przez co kontrola pozostaje iluzoryczna. Co więcej, projekt nie wzmacnia nadzoru nad gospodarką leśną – osłabia go, tworząc szeroki katalog sytuacji, w których leśnicy mogą prowadzić cięcia bez zatwierdzonego PUL-u, co dziś jest po prostu bezprawne. W efekcie, zamiast wdrożyć wyrok i otworzyć system na obywateli, proponowane przepisy utrwalają dominację Lasów Państwowych nad decyzjami dotyczącymi wspólnego dobra, pogłębiają brak przejrzystości i narażają Polskę na dalszy konflikt z prawem Unii Europejskiej oraz potencjalne kary finansowe. Projekt nowelizacji ustawy o lasach nie rozwiązuje także kwestii zapewnienia ścisłej ochrony gatunkowej w trakcie prowadzenia gospodarki leśnej – elementu wprost wskazanego przez TSUE.
Wszystko to składa się na symboliczny akt kapitulacji państwa wobec konieczności zreformowania gospodarki leśnej i ograniczenia dominacji Lasów Państwowych. Zamiast wykorzystać wyrok TSUE jako impuls do reformy, państwo wybrało drogę pozorowanej zmiany. W efekcie układ sił, w którym Lasy Państwowe pozostają arbitrem we własnej sprawie nadal pozostaje aktualny.
Społeczeństwo się nie cofnie
Zaangażowanie społeczne w ochronę lasów rośnie i nie jest chwilową modą. Polki i Polacy coraz wyraźniej domagają się realnej ochrony najcenniejszych ekosystemów, ograniczenia wycinek w lasach o wysokiej wartości przyrodniczej oraz wzmocnienia roli parków narodowych i rezerwatów.
Oczekują też pełnej przejrzystości procesów decyzyjnych: dostępu do danych, rzetelnych konsultacji społecznych i ocen oddziaływania na środowisko.
Coraz mocniej podkreślają, że decyzje o lasach muszą opierać się na aktualnej wiedzy naukowej, obejmującej bioróżnorodność, retencję wody, rolę lasów w łagodzeniu zmian klimatu oraz ich znaczenie dla zdrowia publicznego. To, że postulaty te nie są jeszcze w pełni realizowane, nie odbiera im racji. Opóźnienia wynikają z inercji instytucji, a nie braku słuszności żądań obywateli.
Reforma i otwarcie systemu decyzyjnego to szansa zarówno dla przyrody, jak i dla samych Lasów Państwowych: zapewniając jasne reguły, transparentność i demokratyczny nadzór, instytucja może zyskać trwałą legitymację społeczną. Jeśli polityka nie nadąży za oczekiwaniami społecznymi, narastające napięcia i konflikty staną się faktem – nie dlatego, że były nieuniknione, lecz dlatego, że zostały zignorowane.
Sylwia Szczutkowska
Przypisy:
1. Sylwia Szczutkowska, O reformie lasów mówimy poważnie, „Dzikie Życie”, 2020, nr 6, dzikiezycie.pl/archiwum/2020/czerwiec-2020/o-reformie-lasow-mowimy-powaznie.
Twój 1,5% dla dzikiej przyrody
Marzec 2026