Miesięcznik Dzikie Życie

5/47 1998 Maj 1998

Wilki i nie tylko wilki

Karol Soliński

Listy

U ważam, że nie mogę pozostać bierny w sprawie wilków i nie tylko wilków. Upływa 20 lat od chwili, kiedy jako członek Polskiego Związku Łowieckiego zwróciłem się do Zarządu Głównego PZŁ w Warszawie, będąc czynnym myśliwym, w sprawach, które dzisiaj wreszcie przybrały odpowiednie formy działania zmierzające do ochrony tego, czym obdarzyła nas natura, a co tak bezmyślnie niszczymy. Dla ludzi trzeźwo obserwujących to, co dzieje się z naszą przyrodą – darem natury, szczególnie ze zwierzyną żyjącą w stanie wolnym, tak zwaną „dziką”, jest zastraszające. A czynią to w większości ludzie za ten stan odpowiadający – myśliwi i leśnicy.

Od czterech lat przestałem polować (strzelać do zwierzyny), nie przestając być myśliwym. Nie tracę więc kontaktów z łowiectwem. Nie znaczy to, że mam pretensje do kolegów myśliwych., którzy w moje ślady nie poszli. Człowiek polował, poluje i pewnie będzie polował. Takie chyba jest prawo natury. Niech jednak czyni to rozsądnie, z poszanowaniem etyki i łowieckiej i ludzkiej.

Powrócę jednak do zasadniczej sprawy, to znaczy wilka i do przywołanego na początku listu sprzed 20 lat. Stan wilków w naszym regionie od czasów omawianych w moim liście na pewno nie wzrósł do stanu jakoby zastraszającego, zagrażającego człowiekowi i jego gospodarce. To bzdura.

Stan ten wzrósł w fałszywych ludzkich papierzyskach i dokumentach inwentaryzacyjnych sporządzanych w biurach., a nie uczciwie w łowiskach. Myśliwi i leśnicy(?), którym tak bardzo zależy na tępieniu wilków, nie przebierają w środkach dla uzasadnienia swojego stosunku do wilków. W ich pojęciu wilk stał się obecnie barbarzyńskim mordercą stad owiec […] czego wcześniej nie czynił.

Jak i ile wilk zabijał, doświadczony myśliwy i leśnik wie; baśni i bajek potwierdzał nie będzie. A może to nie wilki, tylko jakiś człowiek w wilczej skórze? A może nowoczesny wilk dostosował się do nowych metod polowania, podążając w trop za nowoczesnym myśliwym? Jeżeli tak, to ja coś przespałem, ale myślę, że jednak nie.

Szanowni koledzy myśliwi i leśnicy uzasadniając potrzebę tępienia wilków posługują się twierdzeniem, że wilki wyrządzają szkody także w gospodarce łowieckiej, co ma potwierdzać fakt spotykania w łowiskach szczątków zwierzyny łownej nie skonsumowanej do końca przez wilki. Zapytam: czy na pewno tylko przez wilki? Szanowni koledzy decydenci o „być albo nie być” dla wilka, jeżeli nawet wilk zabije zwierzynę łowną i do końca jej nie skonsumuje, pozostawiając niezbity dowód swej przestępczej działalności w łowisku to czyż nie nasuwa się pytanie co się dzieje panowie myśliwi z waszymi postrzałkami? Co dzieje się z ofiarami kłusownictwa? A kto zabija tam, gdzie wilki nie występują? Skąd biorą się padłe sztuki zwierzyny łownej w polach, w uprawach rolnych, właśnie tam gdzie niestety nie ma wilków?

Pozwolę sobie zwrócić uwagę na inny jeszcze fakt potwierdzający niekonsekwencję decydentów o „być albo nie być dla wilka”. Panowie leśnicy narzekają na nadmiemy stan zwierzyny płowej, głównie jeleni w lasach na południu województwa krośnieńskiego, powodujący poważne szkody w uprawach leśnych. Na tych samych obszarach, według opinii panów leśników, występuje nadmiemy stan wilków. A więc o co panowie w końcu chodzi? Czego jest w tych krośnieńskich łowiskach Za dużo? Chyba niekompetentnych decydentów?

Właśnie dzięki takim „gospodarczym” stanowiskom osób podejmujących decyzje pozbyliśmy się z naszych łowisk rysia, borsuka, żbika, a czy nie warto zastanowić się dzisiaj także nad stanem dzików? Czyżby i one stały się obecnie szkodliwe dla gospodarki leśnej i dlatego spotkał ich wyrok wytępienia w przeważnej części krośnieńskich łowisk?

Ostatnio pojawia się nowa podstawa uzasadniająca likwidację wilków. Podobno wilki mordują owce nie tylko na pastwiskach, ale także w zimowych zagrodach. Może niedługo dowiemy się, że zaatakowały któregoś z hodowców w jego łóżku? dlaczego by nie, jeżeli łóżko będzie tak zabezpieczone jak owcza zagroda na zimę…

Przykładów bezmyślności w tej dziedzinie można by przytaczać w nieskończoność. Pozostało nam zatem bronić przyrody i działać zdecydowanie i odważnie. Za stanowisko „Pracowni” jestem Wam bardzo wdzięczny i życzę ostatecznego zwycięstwa, za co wdzięczni Wam będą nie tylko współcześni przyjaciele, ale przede wszystkim przyszłe pokolenia.

Kończę ten kilkakrotnie zaczynany list, bo im dłużej zwlekam, tym bardziej wyrządzam szkodę naturze-przyrodzie i Wam drodzy Przyjaciele. I sobie również poprzez uszczerbek na zdrowiu oglądając w środkach przekazu publicznego tę krótkowzroczną ludzką bezmyślność. Mam nadzieję, że jeśli mi zdrowie dopisze spotkam się z Państwem w tych miejscach gdzie dokonuje się rzekoma wilcza zbrodnia. Życzyłbym sobie tego między innymi dlatego, że te okolice są mi znane. Tam spędziłem 12 lat życia, z których część znaczną jako pracownik resortu leśnictwa i myśliwy.

Szczęść Wam Boże, drodzy przyjaciele.

Dla wilków i nie tylko – Darz Bór.

Karol Soliński

Krosno

Fragmenty pisma Karola Solińskiego do Zarządu Głównego PZŁ z kwietnia 1978 r:

Jestem członkiem PZŁ, czynnym myśliwym od roku 1957, natomiast mój staż myśliwski datuje się od najmłodszych lat okresu międzywojennego. Ojciec mój był myśliwym i strażnikiem łowieckim w okresie przedwojennym i od tamtego czasu z łowiectwem jestem związany i jak długo pozwoli mi zdrowie z czynnym łowiectwem nie zamierzam się rozstać. […]

Wniosek mój dotyczy: 1 – objęcia ochroną i rozszerzenia okresu ochronnego dla wilka na województwa przemyskie, krośnieńskie i nowosądeckie; 2 – zmiany dotychczas obowiązującego okresu polowań na dzika.

[…] Jak już wspomniałem myśliwym nie jestem z przypadku, a łowiectwo nie jest dla mnie ani rozrywką, ani też chęcią zabijania po prostu jest moją pasją, której poświęcam wiele czasu […] Poznałem dość dobrze nie tylko obwody kół łowieckich „Ponowa” w Krośnie i „Jarząbka” w Ustrzykach Dolnych, których byłem i jestem członkiem, ale niemal całą południowo-wschodnią część kraju, szczególnie część województwa przemyskiego, nowosądeckiego i woj. krośnieńskie. […]

Jest prawdą, że w latach 50. i na początku 60. na terenach pozostających w kręgu mojego zainteresowania wilków w niektórych stronach trafiały się większe ilości. […] Już w tamtych czasach, mimo – nazwijmy to – dużego stanu wilków, nasuwała mi się refleksja, czy nie można porównać naszego stosunku myśliwego do wilka jak Hitlera do Żyda? […] Jestem przekonany, że przy panującym obecnie postępie zagospodarowywania południowo-wschodnich regionów kraju, gdzie jeszcze jako tako wilk egzystuje, za kilka lat prosić będziemy telewizję o pokazanie nam wilka żyjącego na wolności.

[…] Praktycznie moim zdaniem dzik został pozbawiony okresu ochrony. Czy obecny termin polowań gwarantuje nietykalność maciorze w okresie prawnie zastrzeżonym, kiedy prowadzi potomstwo? Na pewno tak, ale w innej sytuacji dopuszcza do niezamierzonego nawet barbarzyństwa. Jak można inaczej nazwać fakt odstrzału lochy ciężarnej tuż przed okresem wyprosienia? Polując w kole łowieckim „Jarząbek” w Ustrzykach Dolnych, w dniu 10 lutego (obecnie na lochy można.polować do 15 stycznia, na pozostałe do końca lutego – red.) między innymi zostały odstrzelone dwie loszki. Ja dokonywałem operacji ich patroszenia. Obie loszki posiadały w pełni rozwinięty płód w ilości po 7 sztuk każda. […] Polując w kole „Ponowa” w Krośnie, w rejonie dukielszczyzny […] zamiast dużego odyńca padła duża locha, strzelona przez starszego już wiekiem kolegę. Znowu ja, ze swoimi umiejętnościami etatowego „patrocha” i znowu tym razem okropny widok: 11 sztuk małych: […] Niepokoi mnie również sprawa odpłatności przez koła za szkody wyrządzane przez zwierzynę łowną […] W tej sytuacji koła słabe finansowo, doprowadzą do całkowitej likwidacji dzika w obwodach przez siebie dzierżawionych […] Tematu nie wyczerpałem, bo chyba obrazi się na mnie lis, on też jest biedny.

Karol Soliński

Krosno, kwiecień 1978 r.