Miesięcznik Dzikie Życie

2/164 2008 Luty 2008

Głuszec. Ochrona gatunkowa czy marnowanie pieniędzy podatnika?

Grzegorz Osojca-Krasiński

Ze względu na fakt, iż dzikim populacjom głuszca w Polsce wciąż grozi całkowite wymarcie, nie podlega dyskusji, że musimy pomóc przetrwać temu pięknemu kurakowi leśnemu. Dlatego leśnicy i przyrodnicy we wszystkich czterech puszczach, gdzie ptaki te jeszcze bytują, prowadzą w ostatnich latach aktywną ochronę tego gatunku.

Problem tkwi jednak w tym, że chroniąc głuszca, winniśmy się kierować aktualną wiedzą przyrodniczo-leśną, a nie swoim „widzimisię”. W stosunku do ochrony głuszca ponad 200 lat kierowaliśmy się zbyt często pobieżnymi obserwacjami. W efekcie, dawniej zalecane było, aby myśliwy polujący wiosną na tzw. tokach, strzelał najbardziej aktywnego koguta, czyli tzw. tokowika, ponieważ ten „tokowisko rozgania”. Jak wykazały niedawno badania genetyczne, to jednak właśnie tokowiki mają największą wartość przystosowawczą i żywotność, więc zabijanie tych najlepszych jakościowo kogutów powoduje stopniowy spadek liczebności lokalnych populacji głuszca.

Głuszec

Głuszec. Fot. Czapla

Niestety, ta wiedza nie dotarła jeszcze na niektóre uczelnie, jak np. SGGW, gdzie prof. Jan Szyszko, były minister środowiska, przedstawiał studentom na wykładach zupełnie inne poglądy. Na szczęście dla prestiżu SGGW pracują tam tacy specjaliści w kwestii kuraków leśnych, jak np. dr Marek Keller.

Drugi problem z głuszcem polega na tym, że brakuje nam czegoś w rodzaju narodowej, krajowej strategii ochrony tego ptaka (zresztą nie tylko jego, także innych gatunków zagrożonych wymarciem), finansowanej bezpośrednio z budżetu państwa. Nijak zrozumieć nie potrafię dlaczego skarb państwa wydaje miliony na szkody dokonywane przez niemalże pospolite, niezagrożone już przecież wymarciem bobry (których już ponad 20 tysięcy żyje w Polsce), tymczasem nie ma w budżecie pieniędzy na ochronę ginącego na naszych oczach głuszca! Dzisiaj ochrona głuszca polega na tym, że Lasy Państwowe, w których zatrudnieni są miłośnicy i specjaliści od głuszca, jak np. Jerzy Zawadzki i Małgorzata Piotrowska, współpracują z organizacjami pozarządowymi w ochronie ostatnich, dzikich populacji głuszca, które przetrwały już tylko w czterech puszczach kraju! Ale zarówno pan Zawadzki jak i pani Piotrowska zgodzą się ze mną, że taka, nazwę ją społeczną, ochrona głuszca nie wystarczy, by zapewnić przetrwanie temu gatunkowi w Polsce. Tym bardziej, że z doświadczenia wiem, iż wiele nadleśnictw sprzeciwia się lepszej ochronie tego gatunku, ponieważ wiąże się ona ze znacznymi stratami finansowymi, wynikającymi z zakazu pozyskiwania drewna. Wypadałoby im przypomnieć, że las to nie fabryka pieniędzy, a nasze Lasy Państwowe i budżet państwa stać nie tylko na ochronę resztek dzikiej populacji głuszca, ale również wielu innych zagrożonych gatunków.

Jeszcze na początku XIX wieku głuszec Tetrao urogallus był licznym ptakiem w lasach Beskidów, w całych Karpatach i w wielu puszczach Polski. Jednak w momencie, gdy dawne, ekstensywnie użytkowane puszcze zaczęliśmy zamieniać las intensywnie zagospodarowany (w naszym kraju na przełomie XVIII i XIX wieku), liczebność głuszca spadła tak, że na początku XX wieku w żadnej puszczy w środkowej części Polski głuszce już nie występowały. Gwóźdź do trumny przybili też nieodpowiedzialni myśliwi, którzy niemalże wybijali do ostatniego osobnika lokalne populacje głuszca. Zasłynęła z takich rzezi świta marszałka Rokossowskiego, która tylko w latach 1950-1952 zastrzeliła na Pomorzu koło Czaplinka 200 kogutów głuszca, a gdy zabrakło kogutów, to strzelali też głuszki (kury głuszca).

W latach 1999-2002 inwentaryzacja na obszarze ok. 25000 ha lasów Beskidu Śląskiego wykazała już tylko 10 bytujących osobników, a w Karpatach (na obszarze Beskidów, Tatr i Gorców) mniej niż 200 osobników. W całym kraju występuje jeszcze ok. 500-550 głuszców, lecz zdaje się, że z każdym rokiem jest ich coraz mniej. Z tych powodów Lasy Państwowe prowadzą w nadleśnictwie Wisła i Leżajsk hodowle głuszca. Wyhodowanymi w nadleśnictwie Wisła ptakami zasilana jest, przez wypuszczanie na wolność, dramatycznie nieliczna, dzika beskidzka populacja głuszca, należąca być może że do górskiego, karpackiego podgatunku Tetrao urogallus rudolfi. Przede wszystkim należało przed zakupem jaj głuszca do hodowli dokładnie zbadać czy w Beskidach występuje nizinny podgatunek głuszca T. urogallus major (jak twierdzi prof. Z. Głowaciński z PAN powołując się min. na monograficzne opracowania zachodnioeuropejskie), czy też podgatunek górski z południowych Karpat T.u. rudolfi. Według jedynych znanych mi badań jakie przeprowadzono jeszcze przed wojną, w zachodniej części Karpat (Beskidy, Tatry) występuje o dziwo podgatunek nizinny, jednak autorzy tych badań sami przyznają, że nie są tego do końca pewni. Bardziej prawdopodobne jest, że głuszce występujące w naszych Karpatach mogą być mieszańcami dwóch podgatunków: górskiego i nizinnego, ponieważ jakaś strefa styku zasięgu tych dwóch podgatunków musiała zachodzić, a podgatunki te musiały się swobodnie krzyżować. Występowanie w naszej części Karpat czystego genetycznie podgatunku nizinnego, czyli tego samego co np. w Puszczy Augustowskiej na Suwalszczyźnie, jest wg mnie nieprawdopodobne.

Nie krytykowałbym tej metody ochrony, gdyby nie popełniono uważam błędu, jakim był zakup do hodowli jaj głuszców znad Prypeci, gdzie występują głuszce należące niewątpliwie do nizinnego podgatunku T. u. major. Co było powodem sprowadzenia jaj aż znad Prypeci? Po pierwsze, nie udało się pozyskać jaj głuszca z terenu ukraińskich Karpat. Ale dlaczego nie zaczekano, żeby w następnym roku jaja pozyskać z natury? Z pewnością wtedy przepadłyby pieniądze na ochronę. Po drugie, wyniki genetycznych badań (Dziedzic i in. 2004) wskazywały na nadmiar w dzikiej, beskidzkiej populacji głuszca tzw. osobników homozygotycznych o niskim współczynniku tzw. chowu wsobnego. Aby ograniczyć niekorzystny wpływ tego chowu na żywotność (prawdopodobieństwo przetrwania) beskidzkiej populacji głuszca, prof. Dziedzic i in. (2004) uznali, że należy zasilić resztki wymierającej tutaj populacji głuszca osobnikami spoza terenu Beskidów. Tyle tylko, że Słowacja, a szczególnie Rumunia to też są tereny „spoza Beskidów”. W małej Słowenii, gdzie samych tylko miejsc odbywania przez głuszce lęgów, tzw. tokowisk, jest ponad 500 (to więcej niż w całej Polsce wszystkich głuszców!).

W jaki sposób pomysł pozyskania jaj z Białorusi uzyskał akceptację Państwowej Rady Ochrony Przyrody jest dla mnie tajemnicą, ponieważ w każdym roku kilka tysięcy głuszek górskiego podgatunku rudolfi składa jaja w Karpatach poza Beskidami i Tatrami. Dlatego pozyskanie nawet stu jaj głuszca z terenu odległej Rumunii czy Ukrainy (gdzie głuszce są zwyczajnymi ptakami, na które się poluje) nie jest żadnym istotnym zagrożeniem dla karpackiej populacji głuszca. Owszem, może być i zapewne jest z tym jakimś problemem formalno-prawny. Ponieważ specjalistą od leśnych kuraków nie jestem, to przytoczę pogląd naszej najlepszej specjalistki ds. głuszca z IUCN, dr D. Zawadzkiej. „Kolejnym zagadnieniem [w aktywniej ochronie głuszca – przyp. G. O.] jest pochodzenie genetyczne i ekotypowe ptaków do restytucji. Przesiedlane ptaki powinny pochodzić z podobnych środowisk, do których zostaną wpuszczone. Tymczasem w Polsce ptaki z bagiennych obszarów Białorusi wypuszczane są [po wylęgu z jaj – G. O.] w lasach Beskidu Śląskiego”.

Jest, uważam, tylko jeden powód, który uzasadniałby wypuszczanie potomstwa nizinnych głuszców z Białorusi na terenie Beskidów. Gdyby w lasach całej Europy bytowało już tylko kilkaset głuszców, to wówczas musielibyśmy mieszać (krzyżować) genotypy różnych podgatunków głuszca (a jest ich w Europie aż 9 podgatunków!), aby zapewnić temu gatunkowi przetrwanie. Tymczasem w Europie, poza Rosją, występuje jeszcze ok. 209000-296000 głuszców, a na terenie Rosji, wg danych IUCN ok. 1,5 mln tych ptaków (Zawadzka i Zawadzki 2003). W całych Karpatach jest jeszcze kilka tysięcy. Poza nadleśnictwem Wisła, od wielu lat hodowlą głuszca zajmuje się Nadleśnictwo Leżajsk, które wypuszcza na wolność po kilkanaście osobników rocznie w lasach regionalnej dyrekcji LP we Wrocławiu i Lublinie. Wiem tylko, że dawniej prof. Graczyk z Akademii Rolniczej w Poznaniu hodował głuszce podgatunku uralskiego, pochodzące spod Omska. W latach 1978-1985 w lasach Wielkopolski wypuszczono łącznie 98 głuszców z tej hodowli. Pomimo tej hodowlanej restytucji, głuszec w Wielkopolsce nie występuje już od lat.

Wiem, że niektórzy urzędnicy z ministerstwa środowiska byli przeciwni kontrowersyjnemu pomysłowi zakupu do hodowli w Wiśle jaj głuszca znad Prypeci. Jednak wiedza przyrodniczo-leśna i jej braki (nie wiemy nawet tego jaki podgatunek głuszca występuje naturalnie w Beskidach!) nie zawsze zwycięża z hipokryzją, której najwyraźniej niektórzy naukowcy uporczywie hołdują. Szkoda mi tylko leśników z nadleśnictwa Wisła, którzy całą energię i pasję, jak pan nadleśniczy Zenon Rzońca, od kilku lat poświęcają na ochronę i hodowlę prypeckiej linii populacji głuszca. Owszem, dzięki robotnikom leśnym, którzy w nadleśnictwie Ujsioły znaleźli przypadkowo jaja, udało się odhodować 4 głuszce lokalnej, beskidzkiej linii genetycznej. Szkoda że tylko 4. Na razie odhodowane białoruskie głuszce są z powodzeniem wypuszczane do lasów Beskidów. Tymczasem na efekty ekologiczne tego dziwnego „eksperymentu” genetycznego (?) nie powinniśmy czekać, lecz pilnie pozyskać do dalszej hodowli nawet i kilka lęgów głuszca z terenu Karpat! Jestem też pewny, że z publicznej kwoty 200000 zł wydawanych rocznie na aktywną ochronę głuszca w nadleśnictwie Wisła, jakąś sumę można przeznaczyć na pozyskanie jaj z terenu południowo-wschodnich Karpat. Wykonawcy i opiekunowie projektu wolierowej hodowli głuszca w Wiśle muszą sobie uprzytomnić smutny fakt, że uzyskanie zgody z MŚ nie jest, a przynajmniej dotychczas nie było problemem. Problemem jest natomiast to, że zgoda z MŚ nie gwarantuje zamierzonego sukcesu, jakim jest przywrócenie w Beskidach licznych dawniej tokowisk głuszca z grającymi na nich wiosną kogutami.

O co tyle hałasu z mojej strony? Co za różnica czy to głuszec nizinny, czy też górski jest wypuszczany na wolność skoro to przecież głuszec? Hodowle i wypuszczanie głuszców na wolność prowadzono już w wielu miejscach Europy, gdzie ptaki te wymarły. Niestety, tylko w niewielu miejscach wyhodowane głuszce przetrwały trudne, naturalne warunki bytowania. Wynika to m.in. z tego, że głuszec przyzwyczajony do życia na ciepłych, nadprypeckich nizinach z trudem może się przyzwyczaić do życia w trudnych, zimnych, górskich warunkach Beskidów. Obym się jednak mylił i oby wypuszczane w Beskidach przetrwały. Uspokoi to moje sumienie, bo zapobiegnie marnotrawstwu pieniędzy podatników.

Grzegorz Osojca-Krasiński

- Zawadzka D., J. Zawadzki 2003. Głuszec. Monografia przyrodnicza, Wydawnictwo Klubu Przyrodników, Świebodzin, 2003
- Dziedzic R., Rutkowski R., Steliga L., Rzońca R., Źródła zagrożeń i kierunki ochrony głuszców Tetrao urogallus w Polsce, Zeszyty Naukowe PAN, nr 38, 2004