Miesięcznik Dzikie Życie

11/221 2012 Listopad 2012

Batogami na szubienicę (o instrumentalnym traktowaniu tubylców)

Janusz Korbel

Z nadzieją przyglądam się upadaniu systemu, który i dzisiaj (dys)funkcjonuje w oparciu o nieograniczoną zachłanność, nazywaną postępem i wzrostem. Z nadzieją na ewolucję w stronę bardziej harmonijnego, proekologicznego świata.

Tymczasem obejrzałem w internecie koncert projektu R.U.T.A., opartego na pieśniach buntu. Bliska mi jest kultura białoruska, nieraz myślałem nad ogromną niesprawiedliwością, jaka działa się na ziemiach nazywanych w Polsce „kresami” (już samo to określenie wywyższało pana-Polaka nad miejscowego chłopa-Ruskiego z jakichś kresów Rzeczpospolitej). A jednak wykrzyczenie starych pieśni gniewu, w których odreagowanie buntu wyraża się w refrenie „batogami!” i w zawołaniu, że to „pan” zawiśnie na szubienicy za dworem, budzi demony!

Flowerchucker, Banksy

Flowerchucker, Banksy

Białorusinka z zespołu folkowego wykonującego śpiew wiejski, wspomniała mi kiedyś, że linia podziału przebiegała nie tyle geograficznie, co stanowo. Minęły wieki, a problem podziałów pozostał. Kiedy ktoś zwrócił się do człowieka siedzącego z piwem przed sklepem we wsi puszczańskiej słowami Dzień dobry panu – ten odparł: Jaki ja tam pan? Za pana to inni pracują, a ja sam muszę robić na siebie. Dzisiaj poddani systemu to rzesze wykluczonych, a światowy gniew „oburzonych” skierowany jest wobec polityków, bankierów i korporacji. Jednak dla mieszkańca ziemi hajnowskiej praca w banku czy korporacji jest marzeniem – a przeciwnikiem nie jest wielki biznes, lecz ekolog!

Stan „pański” dla wielu tutejszych mieszkańców reprezentują naukowcy badający przyrodę. Podziały są kulturowe, nie ekonomiczne! „Tutejsi” dobrze pamiętają pracę rolnika, drwala. To był ich świat przez pokolenia. Naukowcy skądś się nazjeżdżali, mają delikatne ręce, zamknęli las w granicach parku narodowego, chodzą sobie po nim w wyszukanych strojach terenowych, z aparatami fotograficznymi i innymi urządzeniami, nic nie robią, nie produkują i jeszcze dostają za to pieniądze.

„Tutejsi” wiedzą z dziada pradziada, że las bez wycinania się zmarnuje, że martwe drewno roznosi choroby, a tymczasem „naukowcy” głoszą coś dokładnie odwrotnego. Więc drewno przez nich gnije i nawet polować nie pozwalają! Na targu w miasteczku prości, niebogaci na pewno ludzie, mówią swoje żale: że syn nie ma pracy, że muszą dorabiać zbieraniem grzybów i... że winę za to ponoszą współcześni „panowie”, czyli naukowcy i ekolodzy, którym płacą (nie jest jasne, kto) po 400 złotych za siedzenie na drzewie, a 200 zł za siedzenie na ziemi (autentycznie zasłyszane). Ci „ekolodzy” to właśnie dzisiejsza klasa „obcych”, postrzeganych jako ci, którzy „na plecach miejscowej ludności” – chociaż to zdanie usłyszałem z ust Warszawianki! – chcą się dorobić. Nic dziwnego, że ludzi mających takie poglądy można było przywieźć z transparentami (na których hasła pisał już ktoś inny, specjalista od propagandy) pod park narodowy, gdzie w 2000 roku obrzucono ministra jajami, a dziesięć lat później zmobilizować ich do protestów przeciw zmianom w Ustawie o ochronie przyrody, nie wyjaśniając, że tym zmianom towarzyszy projekt pełniejszej ich partycypacji w tworzeniu parków.

Współczesną „pieśnią gniewu” w powiecie hajnowskim są anonimowe wpisy w internecie: „WON z Puszczy, nikt was tu nie prosił!”. Lokalny polityk straszy, że ochrona przyrody wynarodowi region z Białorusinów, bo zniknie „klasa drwali”. Niech lud widzi wroga klasowego w obrońcach przyrody i nie czepia się systemu i jego beneficjentów, w tym także lokalnych.

Nie podoba mi się płyta, której tytuł brzmi „Na Uschod. Wolność albo śmierć”, odwołująca się do tradycji głębokich podziałów i śpiewana tylko na emocjach gniewu i nienawiści, nawet jeśli mrugamy okiem do słuchaczy, że to odległa historia. W takim proteście nie ma miejsca na zrozumienie przyczyn dysfunkcji systemu i powodów głębokich różnic. Pieśni gniewu na płycie śpiewają mieszkańcy dużych miast, związani korzeniami z punkiem, a nie z wiejskim śpiewaniem; wykrzykują słowa gniewu chłopów na panów. Pańszczyznę zlikwidował car jeszcze w XIX wieku, ale myślenie dzielące zostało.

Młody białoruski antropolog Tomasz Sulima tak komentuje płytę, której przekazem – jego zdaniem – jest anarchizujący marksizm: Jaką rolę w tej kompozycji zajmuje białoruski chłop? Jest taranem wyważającym bramę w rękach nowej rewolucji obyczajowej pod znakiem piłujących krzyże aktywistek Femen i performerek z Pussy Riot. W sumie nic nowego, zawsze byliśmy traktowani instrumentalnie.

Janusz Korbel

Najnowsze wiadomości z Puszczy Białowieskiej na blogu: puszcza-bialowieska.blogspot.com