Miesięcznik Dzikie Życie

11/281 2017 Listopad 2017

Bezkres

Łukasz Misiuna

Bezkres to coraz rzadsze zjawisko w przyrodzie. A skoro w przyrodzie, to i w naszym życiu. Bywają jeszcze miejsca po widnokrąg pełne ciszy, drzew, gwiazd, wody. Sądzę jednak, że bardzo niewielu z nas widziało je na własne oczy, a jeszcze mniej doświadczyło ich jako źródła pozytywnych, rozwojowych doświadczeń. W związku z tym niewielu jest takich, którzy zetknęli się z własną nieskończonością, bo jest ona odbiciem nieskończoności świata przyrody.

Połączenie

Kiedy jest się samemu w miejscu, z którego można się wydostać wyłącznie siłą własnych mięśni w perspektywie dłuższej niż jeden dzień, i wie się, że raczej nie spotka się nikogo, zaczyna się przeżywać inaczej. Na początku słabo się rozumie swoje położenie i po prostu się idzie tam, gdzie się sobie założyło. Czasami cel jest odległy, czasami nie do końca określony, ponieważ się przyjęło, że się będzie szło aż „będzie fajnie”. Długa wędrówka wyostrza zmysły. Długotrwałe wypatrywanie dzikich zwierząt czy poszukiwanie konkretnych gatunków roślin w zupełnie inny niż dotąd sposób napina nerwy. Czasem niczego nie szukamy i wtedy doświadczamy po prostu całości. Po dłuższym czasie możemy poczuć samotność, niepokój, wyobcowanie. Jeśli jednak ufamy sobie i temu, co jest wokół, te przykre wrażenia mijają. Oczywiście im dłużej wędrujemy, tym bardziej zmagamy się z własnymi ograniczeniami. Możemy się na nich skoncentrować i wtedy możemy mieć problem. Wszystko co nas otacza zaczyna być opresyjne. Bezkres, widnokrąg tak daleki, że aż rozmyty, nieprzebyta puszcza jak lita ściana, w której musimy sobie torować drogę a ona wydaje się nie mieć końca. Ego rozbija się wtedy na kawałeczki, które potem trudno pozbierać. Zaczynamy tęsknić za limitem, za granicą wyznaczoną ludzką ręką, za końcem udręki, który wyznacza komfort fotela zaprzęgniętego w telewizor – wehikuł czasu.

Można jednak dać sobie czas, jest go tu pełno, i pozwolić sobie na przeżywanie siebie jako części tego, co nas otacza ze wszystkich stron. Pojawia się wtedy rozluźnienie, a zmysły funkcjonują zupełnie inaczej niż dotychczas. Są wyostrzone na każdy zapach, ruch, dźwięk. Wszystko zaczyna mieć znaczenie i nic nie jest oderwane od reszty. My też.

Obrazek

Widok z Gaustatoppen w pogodne dni rozpościera się na jedną szóstą powierzchni kontynentalnej Norwegii. Fot. Łukasz Misiuna

Doświadczenie

Zupełnie nieświadomie miałem możliwość przemierzania tych samych ścieżek, na których przyrodniczo kształtował się Arne Naess oraz ścieżek, które pokonywał on jako dojrzały filozof-przyrodnik. W sumie świadomość tego faktu niczego nie zmieniła. Za to miejsca, które poznawałem mogą odmienić świadomość. I nie dziwię się, że Naess sformułował swoje doświadczenia w coś, co nazwano ekofilozofią czy też filozofią głębokiej ekologii. Nie dziwię się też, że człowiek, który nigdy sobie nie pozwolił na poczucie siebie jako części przyrody, nie będzie potrafił zrozumieć czym w rzeczywistości jest człowiek jako osoba i gatunek w Przyrodzie.

Nie wiem, jak to działa i czy przytrafia się każdemu, ale tylko w niektórych miejscach udało mi się doświadczyć tego unikalnego i wyjątkowego stanu poczucia zespolenia z krajobrazem. Sądzę, że niektóre miejsca z jakiegoś powodu silniej nas przywołują, a my bardziej ich potrzebujemy. Kiedy zmęczenie sprawia, że mniej intelektualizujesz a więcej odczuwasz, okazuje się, że czujesz pod stopami chyba całą Ziemię. To bardzo silne wrażenie jakby skały dawały nam oparcie w ten sam sposób, w jaki ziemia daje oparcie drzewom. Jesteśmy wtedy częścią tego monumentu i nic nie może zachwiać naszej pewności. Na skórze czujemy każdy, najlżejszy podmuch powietrza, owady wokół po prostu są, zapachy nigdy nie były inne. Jesteśmy częścią widoku… na który patrzymy. To nasza Krajobraźnia. Jesteśmy w niej i nią jednocześnie. Znika powoli podział.

To bardzo silne i wręcz ekstatyczne doświadczenie ma zadziwiające działanie. Pomimo wrażenia jedności ze wszystkim, co otaczające, wzrasta poczucie siły, wyrazistości, głębi doznań, wzmaga się koncentracja i sprawność działania. Zarówno tu w przyrodzie, jak i tam, kiedy już wracamy. Temu wszystkiemu towarzyszy silne uczucie radości, które w zasadzie nie ma żadnego uzasadnienia poza tym, że jest się tam gdzie jest i tym kim się jest. Trudno do tego coś więcej dodać. Trudno uznać, że czegoś brakuje.

Zdaję sobie sprawę, że to co piszę w najlepszym razie brzmi jak romantyczna wizja lub w najgorszym jak opis tripu po LSD. Wypowiadanie takich „mądrości”, dzielenie się ze światem tego typu doświadczeniami z pewnością narazi mnie na śmieszność i niepoważność, przynajmniej wśród części odbiorców. To właściwie powód do smutku, ale też do dalszej części mojej opowieści.

Rozwój zrównoważony

Obecnie na świecie za zagrożone wymarciem uznaje się 19% wszystkich gatunków kręgowców i 48% wszystkich gatunków roślin. 12,6% powierzchni Ziemi to obszary chronione, z czego morza i oceany stanowią jedynie 0,6%1 (przy czym tylko niewielka część tych obszarów to rezerwaty ścisłe, wolne od przekształceń antropogenicznych). Nowym priorytetem w europejskiej, ale też światowej praktyce i teorii ochrony przyrody jest wyznaczanie wilderness area, czyli tzw. „obszarów dzikości”. Koncepcja wyznaczania i powoływania obszarów dzikich, takich gdzie ingerencja człowieka w poszczególne składniki przyrody w tym w krajobraz jest znikoma lub wręcz żadna, sięga XIX-wiecznej Rosji. Obecnie w USA obszary dzikie zajmują około 4,7% powierzchni kraju. Wśród 209 000 obszarów chronionych na świecie, rangę obszarów dzikich, ściśle chronionych i wolnych od ingerencji człowieka posiada jedynie… 10 000. Istnieją spore problemy z definicją obszarów dzikich, ale przyjęto, że jednym z ważniejszych kryteriów ich wyznaczania jest bezdrożność. Przyjmując, że obszar dziki to obszar zwarty, i nieprzekształcony inaczej przez człowieka o powierzchni nie mniejszej niż 4 km2, oddalony od dróg przynajmniej 500 m, okazuje się, że w Polskich Karpatach na ponad 20 000 km2, jedynie 103 km2 w 14 fragmentach spełnia powyższe kryteria2. Łatwo się domyślić, że w całej Polsce tego rodzaju obszarów prawie nie ma.

Obrazek

Gaustatoppen Góry Skandynawskie, Telemark 1891 m n.p.m. Fot. Łukasz Misiuna

W tej sytuacji właściwie całkowicie zdumiewa nasilająca się presja na gospodarcze wykorzystanie takich miejsc, jak Puszcza Białowieska, projektowany Turnicki Park Narodowy, Puszcza Bukowa, Mierzeja Wiślana. Zwolennicy dominującej roli człowieka w przyrodzie i koncepcji czynienia sobie Ziemi poddaną potrafią dokonywać karkołomnych operacji mentalnych, m.in. interpretując powyższe dane w sposób sankcjonujący dalszą presję człowieka na środowisko. Bo skoro jest ono tak znacznie przekształcone, to nie ma się o co bić, trzeba raczej przejąć lejce i z radością oraz korzyścią własną powozić tym zaprzęgiem. Przyroda bowiem ze swą przereklamowaną bioróżnorodnością nie dość, że powinna zaspokajać ludzkie potrzeby, to jeszcze jako coraz mniej przewidywalna (ekstrema pogodowe i zmiany klimatyczne) powinna zostać ujęta w zbawienny kaganiec technologicznej kontroli. Nie ma siły, aby tych piewców nadczłowieczeństwa przekonać, że jest wręcz przeciwnie. Jako istoty świadome i wyjątkowe w pochodzie „wszystkich istot” przez dzieje Ziemi, możemy i powinniśmy raczej się samoograniczać niż bawić w bogów. Bo łatwo zobaczyć, że te igraszki stawiają na skraju zagłady przede wszystkim nas samych.

Różnica

Pustka, bezkres, bezcelowość, brak kierunku i granic to kategorie, które muszą jeżyć włos na głowie gospodarza / myśliwego / leśnika. To pojęcia charakteryzujące chaos, który pilnie należy ułożyć, skatalogować i zagospodarować zgodnie z bieżącymi potrzebami rodziny / narodu / człowieka. Nie ma tu miejsca na uniesienia i wrażliwości, bo po pierwsze pachnie to tęczowym sztandarem, a po drugie nie ma z tego żadnego pożytku. Tam, gdzie Naess widział monument przyrody i własnego doświadczenia, ponad osobisty związek, który istnieje nie po coś, ale dlatego że może istnieć, tam urzędnik państwowy dostrzeże niwę wartą ogrodzenia i urządzenia. Stojąc na skale czuję pod stopami czaszkę planety, która daje mi poczucie siły i związku. Brnąc przez puszczę, przedzieram się przez gąszcz swoich lęków i słabości. Gdy pokonuję jedne, to wyłaniają się nowe, aż staję na brzegu tego, co możliwe. Tak, istnieje kres ludzkich możliwości. Jednak w żadnym technikum rolniczym czy leśnym tego nie uczą. Na żadnej z lekcji żadnego przedmiotu w Technikum Leśnym nie usłyszałem: nie da się, ale też nie ma potrzeby ingerować dalej. Zawsze jest sposób na zagospodarowanie, to się zawsze opłaca.

Myślę, że w gruncie rzeczy chodzi nam o to samo, o poczucie przynależności i bliskości, o poczucie wpływu, ale realizujemy to na dwa skrajne sposoby. Ja czerpię moc ze skał i drzew takich, jakimi są. Kontakt z nimi daje mi siłę i motywację do dalszego funkcjonowania. Leśnik / rolnik / myśliwy, urzędnik przygotowany nie do kontaktu z przyrodą, ale do jej eksploatowania również czerpie moc z tych okoliczności, z tym że robi z nich całkowicie inny użytek. Być może przede wszystkim jest jednak odseparowany od samego siebie i swego człowieczeństwa, bo gdyby było inaczej, rozumiałby jak krótkowzroczne i destrukcyjne jest jego działanie.

Przyroda bez względu na kontekst prawny i polityczny, a także religijny, nie jest niczyją własnością. To przestrzeń wspólna, od której zależy życie i zdrowie nas wszystkich. Odprawianie religijnej hucpy wokół leśników szkodzi im samym, a głoszenie mowy nienawiści w stylu „ekosataniści” i „ekonaziści” wyłącza z dyskursu publicznego cały, wielki obszar i wielką część społeczeństwa, co jest sprzeczne z zasadą zrównoważonego rozwoju. Przyroda nie istnieje po to, żebyśmy ją posiadali. Ona istnieje bo może zaistnieć. To jest jedyna przyczyna. Miliardy ciał istot zmielone w biochemicznych i fizycznych procesach na przestrzeni dziejów nie powstały po to, abyśmy mogli dziś zabijać Planetę, nasz jedyny dom, spalając ich ciała w krematoriach opakowanych w piękną formę nowych modeli aut. Tak jak nasze cmentarze nie powstają po to, aby mogły wyżywić miliardy istot przeżerających deski kolejnych modeli trumien, w które nas zapakują. Choć ten drugi porządek różni się od pierwszego tym, że jest pierwotny, powszechny i naturalny oraz… obligatoryjny. Zawsze warto o tym pamiętać wkraczając do Puszczy czy stojąc na szczycie Wielkiej Góry. Bo zawsze patrząc na horyzont patrzymy w oko otchłani.

Łukasz Misiuna

Przypisy:
1. Radziejowski P. Obszary przyrody chronionej. Historia, stan obecny, wyzwania przyszłości. 2011. Wszechnica Polska. Szkoła Wyższa Wiedzy Powszechnej w Warszawie.
2. Pawlaczyk P. Ochrona dzikości (wilderness) – nowy paradygmat europejskiej ochrony przyrody?, Przegląd Przyrodniczy XXV, 4 (2014) : 17-35.