DZIKIE ŻYCIE

Dom-i-nacja

Dagmara Stanosz

Infracienkie

Bawimy się mikroskopem. Nazywamy go sobie galerią sztuki, natura jest bowiem wybitną abstrakcjonistką. Potrzeba tylko odpowiedniej optyki. Tymczasem w ludzkiej bańce od miesiąca toczą się dyskusje, kampanie społeczne dotyczące mechanizmów przemocy domowej.

Preparat z komórką roślinną widzianą pod mikroskopem (obiektyw 40). Fot. Dawid Stanosz
Preparat z komórką roślinną widzianą pod mikroskopem (obiektyw 40). Fot. Dawid Stanosz

Wojciech Smarzowski wziął sobie nas pod mikroskop, dom po domu zagląda przez wizjer naszymi własnymi oczami? Obserwując to poruszenie, pomyślałam, że ten temat łatwo zagadać, zostawiając w cieniu realną potrzebę pomocy tam, gdzie przemoc nie jest tematem intelektualnych dysput o władzy symbolicznej. Przy którymś „cyku” mikroskopowego rewolwerka nad liściem, pomyślałam, że trzeba. Wobec skali problemu to jednak jest obowiązek moralny. Trzeba mówić, żeby zrozumieć, jak działają zakorzenione głęboko w kulturze wzorce podporządkowania, które nazywamy prawem natury, usprawiedliwiamy instynktem, sprawdzoną przez przodków „wiedzą życia”, porządkiem społecznym, czy pasywnym „zawsze tak było”. Bo testosteron, bo silny/słabszy, bo tradycja, lineaż, kultura, złe dzieciństwo, społeczne przyzwolenie, docieranie się ludzi. Trzeba mówić, by wiedzieć, że ludzki mózg jest zdolny do najgorszego, a najlepsze, co go wyróżnia, to zdolność do refleksji, kontroli i zmiany. O sile wzorów podporządkowania, które obie płcie przyjmują nieświadomie za oczywiste, pisał z wnikliwością Pierre Bourdieu, który mógłby być dobrym kontekstem do dyskusji o „Domu dobrym”. „Męska dominacja”1 autora to studium socjologiczne, które pomaga zrozumieć skalę, konteksty, a przede wszystkim współuczestnictwo w modelu przemocy, który zobrazował w filmie Smarzowski. Od języka, przez stereotypizację ról płciowych, zmianę nazwiska, po wypieranie faktu, że głęboko zakorzeniona tradycja często nosi na sobie piętno przyjętej podświadomie zgody na podległość – bycie ofiarą i zgody na dominację – bycie katem. Nierzadkie poczucie wstydu, zażenowania, wyparcia, niezrozumienia własnych zachowań w jednej i drugiej roli, pokazuje, że tego tematu nie da się poznać bez „mikroskopu” i wiedzy.

Fragment liścia widziany pod mikroskopem (obiektyw 10). Fot. Dawid Stanosz
Fragment liścia widziany pod mikroskopem (obiektyw 10). Fot. Dawid Stanosz

Smarzowski w „Domu dobrym”2 dobiera sobie soczewki i skale – zmniejsza, powiększa, zbliża, oddala. Historię Grzesia i Gosi ogląda jak preparat, na podstawie którego możemy opisać zjawisko. Podział na „męskie” i „żeńskie” ma tutaj wymiar głęboko symboliczny i może być odniesieniem do wszelkich mechanizmów przemocy. Idąc dalej za Bourdieu, myśl o tym, że dom jest przestrzenią uprawomocnienia dominacji, którą przyjmujemy ad hoc, przywołuje lęk nie tyle przed przemocą samą w sobie, ale przed siłą wzorców, które są utrwalane, akceptowane i powielane. Bo „dom” jest zwykle w mniejszym lub większym stopniu odbiciem mentalności danej „nacji”, w tym mniej lub bardziej utrwalonych wzorów hierarchii. O tej ukrytej „dominacji” w sferze języka, ekonomii, seksualności, decyzyjności trzeba dzisiaj rozmawiać bez tabu.

Dagmara Stanosz

Przypisy:
1. Pierre Bourdieu, Męska dominacja, Warszawa 2004.
2. Wojciech Smarzowski, reż., Dom dobry, 2025.