Chiński hurt
Infracienkie
Właściwie chciałam skupić się na ołowiu, ale moją uwagę przyciągnęły dyskusje o Barbie. Produkowana, jak podaje AI, z polichlorku winylu z plastyfikatorami (głowa), akrylonitrylu-butadienu-styrenu, polietylenu o niskiej gęstości (ciało), nylonu, polipropylenu lub polichlorku winulidenu (włosy). Nie wiem, czy w istocie z tego się składa i mimo że dziwnie brzmi, ufam, że jest bezpieczna. Ma atesty, renomę, a film o niej był nominowany do Oscara aż w ośmiu kategoriach.
Bez sentymentu, bo nie była nigdy moją „naj”, ale mimo kiczu, nie można jej odmówić wpływu na kształt popkultury. I tak wypuszczona na rynek w 2025 r. „Barbie w spektrum autyzmu” z serii Fashionistas firmy Mattel ma być reprezentacją różnorodności i relatywizować wzorce społeczne, odczarowywać idiom osoby „specjalnej”. Bycie kimś „specjalnej troski”, „specjalnych potrzeb”, wymagającym „specjalnych rozwiązań”, już na poziomie języka pokazuje, jak niski jest poziom uznania różnorodności w społeczeństwie. Barbie wpisała się więc w narrację o zmianie postaw. Jednym to potrzebne, drugim nie, a mnie doprowadziło do czasów plastikowych Halinek (lalek), gumowych bobasów i celuloidowych figurek, które królowały aż do lat dziewięćdziesiątych. Wszystkie były do siebie podobne, przeznaczone dla dziewczynek – przyszłych gospodyń, żon, matek. Te „lepsze” miały w brzuchu głośniczki, mówiły „mama” i ruszały rękami jak cyborgi. Z dzisiejszej perspektywy świetnie nadawałyby się do horrorów. Dopiero w okresie transformacji świat zabawek rozświetlił się błyskotkami „Made in China”. Przyniósł też nowe, kontrowersyjne narracje, dyskusje, trendy. Zmieniło się myślenie o rolach społecznych i płciowych, postawach obywatelskich i rodzicielskich. Świadomy konsument chce czuć się dzisiaj fair – łamie stereotypy, jest eko, szuka atestów, omija chiński hurt, choć niekoniecznie myśli o cyklu życia urządzeń cyfrowych i ilości mikroplastiku, którą dziennie przyswaja. Koło się toczy, a sedno problemu tkwi nie w dyskusji o Barbie, ołowiu, chińskich zabawkach, czy współczesnych tabletach, ale w prawie dostępu do informacji, zaufaniu do systemu społeczno-politycznego, w którym się żyje i wychowuje dzieci. Moja wyobrażona Barbie mogłaby mieć pierwowzór Jolanty Wadowskiej-Król z jej nieugiętą postawą wobec systemu, który tuszował wpływ działania lokalnej huty na zdrowie mieszkańców, w tym dzieci.
Teren dawnej Huty Metali Nieżelaznych w Szopienicach straszy dziś pustką niczym śląski Czarnobyl, a opowieści osób, które mieszkały, pracowały, wychowywały się obok, są pytaniem o to, co wiemy, chcemy i możemy wiedzieć o neurotoksynach w otoczeniu, w którym żyjemy(?). O czym robi się kampanie wspierające, a co zostaje przemilczane?
Historia Jolanty Wadowskiej-Król doczekała się ekranizacji, prowadzone są interdyscyplinarne badania nad długofalowym wpływem skażenia ołowiem, a „szopienicka ołowica” może być modelowym przykładem tego, że ważne jest nie tylko to, o czym się mówi, ale też to, o czym milczy. A chiński hurt? Ma się świetnie.
Dagmara Stanosz
Twój 1,5% dla dzikiej przyrody
Luty 2026