DZIKIE ŻYCIE

Chiński hurt

Dagmara Stanosz

Infracienkie

Właściwie chciałam skupić się na ołowiu, ale moją uwagę przyciągnęły dyskusje o Barbie. Produkowana, jak podaje AI, z polichlorku winylu z plastyfikatorami (głowa), akrylonitrylu-butadienu-styrenu, polietylenu o niskiej gęstości (ciało), nylonu, polipropylenu lub polichlorku winulidenu (włosy). Nie wiem, czy w istocie z tego się składa i mimo że dziwnie brzmi, ufam, że jest bezpieczna. Ma atesty, renomę, a film o niej był nominowany do Oscara aż w ośmiu kategoriach.

Kamień radioaktywny. Fot. Dawid Stanosz
Kamień radioaktywny. Fot. Dawid Stanosz

Bez sentymentu, bo nie była nigdy moją „naj”, ale mimo kiczu, nie można jej odmówić wpływu na kształt popkultury. I tak wypuszczona na rynek w 2025 r. „Barbie w spektrum autyzmu” z serii Fashionistas firmy Mattel ma być reprezentacją różnorodności i relatywizować wzorce społeczne, odczarowywać idiom osoby „specjalnej”. Bycie kimś „specjalnej troski”, „specjalnych potrzeb”, wymagającym „specjalnych rozwiązań”, już na poziomie języka pokazuje, jak niski jest poziom uznania różnorodności w społeczeństwie. Barbie wpisała się więc w narrację o zmianie postaw. Jednym to potrzebne, drugim nie, a mnie doprowadziło do czasów plastikowych Halinek (lalek), gumowych bobasów i celuloidowych figurek, które królowały aż do lat dziewięćdziesiątych. Wszystkie były do siebie podobne, przeznaczone dla dziewczynek – przyszłych gospodyń, żon, matek. Te „lepsze” miały w brzuchu głośniczki, mówiły „mama” i ruszały rękami jak cyborgi. Z dzisiejszej perspektywy świetnie nadawałyby się do horrorów. Dopiero w okresie transformacji świat zabawek rozświetlił się błyskotkami „Made in China”. Przyniósł też nowe, kontrowersyjne narracje, dyskusje, trendy. Zmieniło się myślenie o rolach społecznych i płciowych, postawach obywatelskich i rodzicielskich. Świadomy konsument chce czuć się dzisiaj fair – łamie stereotypy, jest eko, szuka atestów, omija chiński hurt, choć niekoniecznie myśli o cyklu życia urządzeń cyfrowych i ilości mikroplastiku, którą dziennie przyswaja. Koło się toczy, a sedno problemu tkwi nie w dyskusji o Barbie, ołowiu, chińskich zabawkach, czy współczesnych tabletach, ale w prawie dostępu do informacji, zaufaniu do systemu społeczno-politycznego, w którym się żyje i wychowuje dzieci. Moja wyobrażona Barbie mogłaby mieć pierwowzór Jolanty Wadowskiej-Król z jej nieugiętą postawą wobec systemu, który tuszował wpływ działania lokalnej huty na zdrowie mieszkańców, w tym dzieci.

 Teren dawnej Huty Metali Nieżelaznych w Szopienicach straszy dziś pustką niczym śląski Czarnobyl, a opowieści osób, które mieszkały, pracowały, wychowywały się obok, są pytaniem o to, co wiemy, chcemy i możemy wiedzieć o neurotoksynach w otoczeniu, w którym żyjemy(?). O czym robi się kampanie wspierające, a co zostaje przemilczane?

Historia Jolanty Wadowskiej-Król doczekała się ekranizacji, prowadzone są interdyscyplinarne badania nad długofalowym wpływem skażenia ołowiem, a „szopienicka ołowica” może być modelowym przykładem tego, że ważne jest nie tylko to, o czym się mówi, ale też to, o czym milczy. A chiński hurt? Ma się świetnie.

Dagmara Stanosz