Jak chronić przyrodę, by zyskali na tym wszyscy? Rozmowa o raporcie „Sprawiedliwa transformacja obszarów przyrodniczo cennych”
Tworzenie nowych obszarów przyrodniczych to proces, który budzi emocje i wymaga poszerzenia perspektywy – zarówno społeczności lokalnej, samorządów, leśników, ale także przyrodników. Bez tego grozi nam impas, na którym stracą wszystkie z tych grup oraz samo środowisko naturalne. Raport „Sprawiedliwa transformacja obszarów przyrodniczo cennych” autorstwa dr. Jakuba Roka i dr. Mariusza Boćkowskiego rzuca nowe światło na kwestie pogodzenia ochrony przyrody i rozwoju lokalnych gospodarek i to nie tylko w oparciu o turystykę. O tym, jakie działania należy przedsięwziąć, by wszyscy mogli zyskać na powoływaniu nowych obszarów chronionych rozmawiamy z jednym z autorów raportu, dr. Jakubem Rokiem.
Alan Weiss: Dlaczego powstał raport „Sprawiedliwa transformacja obszarów przyrodniczo cennych”?
Jakub Rok: Przede wszystkim z miłości do przyrody. Mamy w Polsce wspaniałe lasy, które nie są wystarczająco chronione. Mamy też szeroki ruch społeczny, który domaga się ich ochrony, jednak te postulaty przegrywają w starciu z siłą grup interesu związanych z eksploatacją przyrody – zwłaszcza myśliwych, leśników i ich sojuszników. To te grupy ustawiają się w pozycji obrońców interesu lokalnych społeczności, przedstawiając ochronę przyrody jako zagrożenie dla ich rozwoju. Dokładniejsza analiza pokazuje jednak, że ochrona przyrody i rozwój lokalny mogą iść w parze. Do przełożenia tego na praktykę potrzebna jest zmiana w społecznej świadomości i w samym ruchu ekologicznym. Nauczyliśmy się już, że to nie górnicy są odpowiedzialni za kryzys klimatyczny, więc zamykając kopalnie musimy – jako społeczeństwo – zatroszczyć się o los tej grupy. Podobnie jest z ochroną przyrody – to nie pilarz odpowiada za niszczenie polskiej przyrody, więc chcąc lepiej chronić lasy, musimy zadbać o to, żeby nie pozostawić lokalnych społeczności w tyle.
Z czego więc wynika sprzeciw wobec tworzenia obszarów chronionych? Od ponad 20 lat nie powstał żaden nowy park narodowy.
To paradoks, że zdecydowana większość polskiego społeczeństwa domaga się lepszej ochrony, w tym nowych parków narodowych, a na tym polu przeżywamy kompletny zastój. Biorąc pod uwagę rozkręcający się kryzys klimatyczno-ekologiczny, stojąc w miejscu jeszcze pogarszamy naszą sytuację. W najprostszym ujęciu, nowe parki nie powstają ze względu na weto samorządów – choć ostatnie weto prezydenckie wobec projektowanego Parku Narodowego Dolnej Odry nieco skomplikowało ten obraz. Powinniśmy jednak spojrzeć głębiej na ten problem – skąd sprzeciw samorządów? Najważniejsze są dwa czynniki. Po pierwsze, wspomniane już silne grupy interesu, które zależą od eksploatacji przyrody, wpływają – a czasem wręcz ustawiają – politykę lokalną. Wystarczy porównać pozycję przeciętnego nadleśnictwa z gminą, w której się znajduje. Na przykładzie gminy i Nadleśnictwa Bircza – w 2022 roku budżet całej gminy wynosił 52 miliony złotych, budżet nadleśnictwa aż 48 milionów. Tak silna pozycja gospodarcza Lasów Państwowych oznacza też możliwość kontrolowania życia politycznego i społecznego – to nadleśniczy decyduje, kto dostanie zlecenie na prace leśne, gdzie powstanie nowa droga, kto będzie miał prawo kupić drewno po preferencyjnej stawce, itd. To wszystko mechanizmy władzy, które w Polsce lokalnej działają bardzo silnie. Do tego dochodzi drugi czynnik – czyli brak zaufania wśród społeczności żyjących na terenach peryferyjnych, że zmiana może przynieść coś dobrego. Mówimy tu o przekonaniu ugruntowanym w trendach społeczno-gospodarczych ostatnich dekad, takich jak koncentracja rozwoju w wielkich miastach, rosnąca nierówność, niestabilność, emigracja. W peryferyjnych regionach Polski łatwo zasiać strach przed zmianą, bo doświadczenie transformacji pozostaje bolesne. Dlatego tak ważne jest, żeby rozmawiać o tym, jak transformację związaną z ochroną przyrody przeprowadzić tak, by nie wyrzucić tych społeczności (ponownie) za burtę.
Jaką rolę w procesie tworzenia obszarów chronionych pełnią Lasy Państwowe?
Niestety, ale Lasy Państwowe pełnią głównie rolę hamulcowych. W swoich wewnętrznych dokumentach wprost przyznają, że tworzenie nowych obszarów chronionych widzą jako zagrożenie dla swoich interesów. Pamiętajmy, że utworzenie parku narodowego oznacza wyłączenie tego terenu z jurysdykcji LP. W ostatnich dwóch latach ten opór lokalnie zelżał, choć wciąż niewiele powstaje trwałych form ochrony przyrody – takich jak parki narodowe lub rezerwaty – które przetrwają polityczne zawirowania i zapewnią, że kolejne pokolenia Polaków będą miały okazję doświadczyć bycia w starym, dzikim lesie.
Czy ochrona przyrody i rozwój lokalny musi oznaczać konflikt?
Zdecydowanie nie! Już teraz widać w badaniach – także tych, które sam prowadzę – że obszary chronione przekładają się na relatywnie wyższe tempo lokalnego rozwoju gospodarczego. Wokół parków narodowych powstają nowe przedsiębiorstwa, rosną wpływy do budżetu gminy i – pomimo ograniczenia działalności opartej na eksploatacji lasu – bilans jest korzystny. Sprawa wygląda nieco inaczej jeśli spojrzymy na miary dotyczące sytuacji społecznej. Dotychczasowa polityka ochrony przyrody nie poświęcała wystarczająco dużo uwagi tej kwestii, w efekcie czego są miejsca, gdzie np. po powołaniu obszaru chronionego utrzymuje się nieco wyższe bezrobocie. Temu powinna zaradzić sprawiedliwa transformacja obszarów przyrodniczo cennych, aktywnie wspierając tworzenie szerokiej bazy ekonomicznej, wykraczającej np. poza turystykę. Wreszcie, należy wspomnieć o tym, że w nowoczesnym rozumieniu rozwoju duże znaczenie ma także kondycja samej przyrody – zrozumieliśmy bowiem jak silnie jesteśmy od niej zależni. Odpowiednio chroniona przyroda to atut sam w sobie, choć jej oddziaływanie wykracza daleko poza efekty lokalne – przecież na akumulacji dwutlenku węgla w starym, dobrze chronionym lesie korzystamy wszyscy. I dlatego też wszyscy powinniśmy brać odpowiedzialność za to, żeby obszary chronione powstawały i funkcjonowały zgodnie z zasadami sprawiedliwości społecznej.
Czy ochrona przyrody może poprawić lokalny rozwój? Czy jedyną opcją rozwoju gmin, na terenie których istnieją obszary chronione jest turystyka?
Tak, badania realizowane w Polsce pokazują, że ochrona przyrody wpływa pozytywnie na rozwój lokalny. Widać to zarówno w sferze gospodarczej, jak i rozbudowie infrastruktury komunalnej. Turystyka jest jednym z głównych motorów rozwoju gospodarczego takich terenów – i warto pamiętać, że to dotyczy nie tylko zakwaterowania i gastronomii, ale szerokiego wachlarza działalności, od usług przewodniczych, przez wypożyczalnie sprzętu, po lokalne przetwórstwo. Niemniej, turystyka nie powinna być jedynym kierunkiem rozwoju na obszarach przyrodniczo cennych. Po pierwsze, istnieje maksymalny pułap turystów, których można przyjąć bez szkody dla przyrody i dla jakości życia lokalnej społeczności. Po drugie, turystyka jest podatna na zewnętrzne fluktuacje. Po trzecie wreszcie, część kompetencji związanych z dotychczasową eksploatacją lasu można lepiej wykorzystać poza działalnością turystyczną. Dlatego ważne jest wsparcie rozwoju wielosektorowego, bazującego na lokalnych potencjałach. Przykładem może być wsparcie pilarzy w przekwalifikowaniu się na prace związane z termomodernizacją, połączone z odpowiednim programem dopłat dla gospodarstw domowych i lokalnych instytucji. Pozwoli to nie tylko na znalezienie nowej pracy osobom mającym kompetencje bliskie budowlance, ale także zmniejszenie zapotrzebowania na drewno, ograniczenie kosztów ogrzewania oraz poprawę jakości powietrza. Kolejny przykład to wykorzystanie maszyn posiadanych przez zakłady usług leśnych do renaturalizacji, np. poprzez odtwarzanie mokradeł lub tamowanie dróg zrywkowych, którymi odpływa woda z górskich lasów wodochronnych.
Od 2024 r. polskie gminy, na których terenie znajdują się przyrodnicze obszary chronione otrzymują subwencje ekologiczne. Dla niektórych gmin, np. w rejonie Puszczy Białowieskiej, to nawet kilka milionów złotych rocznie. Jakie są jeszcze inne instrumenty wsparcia nie tylko samorządów, ale np. przedsiębiorców w branży leśnej czy bezpośrednio mieszkańców?
Wprowadzenie subwencji ekologicznej to bardzo słuszny krok, który idzie w kierunku bardziej sprawiedliwego rozłożenia korzyści z ochrony przyrody. Wsparcie finansowe dla gmin to jednak tylko element szerszej oferty, która powinna iść w parze z rozwijaniem ochrony przyrody. W raporcie omawiamy kilkadziesiąt rozwiązań, m.in. nowy model partycypacji społecznej, programy modernizacji infrastruktury, wzmocnienie ochrony rynków lokalnych, instrumenty rynku pracy, wprowadzenie w strukturach parku narodowego funkcji rzecznika lokalnej społeczności, czy tworzenie spółdzielni rozwojowych, umożliwiających koordynację procesów rozwoju i mobilizację zasobów. Szczególnie ważne jest szukanie synergii, np. poprzez łączenie ochrony przyrody z transformacją energetyczną. Gminy parkowe mogłyby stać się pionierami zielonej transformacji, m.in. za sprawą preferencyjnego dostępu do środków na rozwój odnawialnych źródeł energii, elektryfikację transportu publicznego, czy wsparcie w tworzeniu spółdzielni energetycznych. Opisujemy także rozwiązania, które dopiero zaczynają być stosowane na świecie, jak choćby lokalną gwarancję zatrudnienia, czyli program finansowanego ze środków publicznych zatrudnienia „ostatniej szansy” w zadaniach istotnych społecznie, który mógłby być uruchamiany w czasie transformacji. Jeśli chodzi o rozwiązania skierowane do przedsiębiorstw sektora leśno-drzewnego, warto wspomnieć m.in. o zakazie spalania biomasy drzewnej w energetyce zawodowej, co zwiększy dostępność surowca dla przemysłu drzewnego, czy o wprowadzeniu kredytów preferencyjnych dla zakładów usług leśnych na zmianę lub rozszerzenie profilu działalności firmy – analogicznie do programów skierowanych wcześniej np. do kutrów rybackich na Morzu Bałtyckim. Lista możliwych rozwiązań jest naprawdę bardzo długa i można ją elastycznie adaptować do danego kontekstu lokalnego – trzeba tylko chcieć.
Trwa właśnie ostra dyskusja nad projektem ustawy PSL oraz Polski 2050 dotyczącym tworzenia nowych obszarów chronionych, tzw. Lex Romowicz. Czy samorządy powinny mieć prawo weta?
Proponowana ustawa zakłada rozszerzenie weta samorządowego także na rezerwaty przyrody. Łatwo przewidzieć, że – skoro podobne uprawnienie zablokowało powstawanie parków narodowych – ta zmiana wpłynie na zahamowanie tworzenia rezerwatów. Wiedząc, jak silnie lokalna polityka jest podporządkowana interesom Lasów Państwowych i lobby myśliwskiego, uważam, że to zły krok. Rezerwaty mają węziej zdefiniowaną funkcję niż parki narodowe, obejmują też znacznie mniejsze powierzchnie, powoływane są w oparciu o szczegółowe kryteria dotyczące wartości przyrodniczej. Na poziomie całego społeczeństwa – a także wiedzy naukowej – mamy zgodę, że potrzebujemy więcej obszarów chronionych. Dlatego „Lex Romowicz” to złe rozwiązanie dla faktycznie istniejącego problemu nierównego podziału korzyści z obszarów chronionych. Zamiast rozszerzać możliwości weta na silnie podatnym na wpływ lobbies poziomie lokalnym, powinniśmy wzmacniać mechanizmy sprawiedliwszego dzielenia się kosztami ochrony przyrody. W tym sensie, wprowadzone niedawno subwencje ekologiczne dla gmin są zdecydowanie krokiem w dobrą stronę – i odpowiedzią na podnoszony od lat przez zrzeszenia gmin postulat. Pora na kolejne kroki, jak choćby preferencyjny dostęp do środków na transformację energetyczną i termomodernizację.
Jak wygląda „sprawiedliwa transformacja” dla ludzi pracujących w lesie?
Obecny podział kosztów i korzyści płynących z gospodarki leśnej jest bardzo nierówny. Widać to szczególnie w porównaniu sytuacji pracowników Lasów Państwowych i pracowników Zakładów Usług Leśnych, czyli robotników leśnych. Do lat 90. robotnicy leśni stanowili część LP, mieli tym samym zapewnioną stabilność pracy i uregulowane warunki BHP. W ramach restrukturyzacji leśnictwa pilarze zostali wypchnięci do firm prywatnych, które muszą konkurować na bardzo specyficznym rynku, gdzie jedynym nabywcą ich usług są Lasy Państwowe. Ta oczywista nierównowaga sił prowadzi do patologii. Przeciętnie wynagrodzenie pracownika ZUL wynosi zaledwie 30-40% średniej pensji w LP. Jednocześnie, fizyczna praca w lesie należy do najbardziej niebezpiecznych zawodów w Polsce. W latach 2018-2025 liczba ofiar wypadków śmiertelnych przy pracy w lesie przekroczyła 160 osób! Wskaźnik wypadkowości jest wyższy nawet niż w górnictwie. Wynika to z niskich stawek oferowanych przez LP, co przekłada się na zwiększenie tempa pracy i oszczędzanie na środkach bezpieczeństwa. Obrona status quo to umacnianie tej jaskrawej nierówności. Dlatego, sprawiedliwa transformacja obszarów przyrodniczo cennych powinna objąć także zmianę relacji na linii ZUL-LP. Po pierwsze, część pilarzy może znaleźć zatrudnienie w parkach narodowych lub – dzięki program przekwalifikowania – w innych sektorach, np. budowlanym. Po drugie, potrzebny jest nowy kontrakt społeczny między LP i ZUL uwzględniający długofalową wizję współpracy. Jego częścią może być np. wprowadzenie kryteriów pozacenowych do przetargów czy certyfikacja wykonawców – co poprawi bezpieczeństwo ludzi pracujących w lesie.
Czy konflikt o przyrodę to w gruncie rzeczy konflikt klasowy – o dostęp do zasobów, pracę i pieniądze? Kto naprawdę zarabia na polskich lasach?
Współprowadzone przeze mnie badania pokazują, że Lasy Państwowe są w skali lokalnej prawdziwym hegemonem. Ich niebywale silna pozycja finansowa oparta jest na przechwytywaniu prawie całych zysków z eksploatacji wspólnego dobra, jakim są państwowe lasy. Podział płynących z lasu korzyści finansowych jest bardzo nierówny – wystarczy wspomnieć o różnicy w płacach między pracownikami sprywatyzowanych zakładów usług leśnych, a średnim wynagrodzeniem w LP (które przekroczyło już 11 tys. zł miesięcznie!). Silna pozycja finansowa przekłada się na wpływ na politykę i na lokalną społeczność. W tym drugim przypadku warto wspomnieć o przypadkach zastraszania i nękania mieszkańców, którzy mieli odwagę sprzeciwić się praktyce LP – znana jest historia nauczyciela z Birczy, który trafił przed sąd po tym, jak otworzył samodzielnie szlaban postawiony przez LP na jedynej drodze dojazdowej do jego domu. Więc tak, w pewnym sensie lokalne konflikty wokół ochrony przyrody mogą mieć charakter klasowy, w którym to lokalna elita, której pozycja finansowa jest zbudowana na eksploatacji przyrody, utrzymuje korzystny dla siebie status quo dzięki systemowi kijów i marchewek. Co istotne, utworzenie na danym terenie parku narodowego może doprowadzić do rozbicia tego niezdrowego monopolu – choćby ze względu na to, że pojawi się drugi duży pracodawca w regionie, ale także dzięki wprowadzeniu do obiegu odmiennego sposobu patrzenia na las, nie zdeterminowanego przez względy gospodarcze.
Czy narracja „miasto kontra wieś” oddaje istotę konfliktu? Czy zielona transformacja to projekt miast przeciw wsi?
Ochrona przyrody jest w Polsce postulatem łączącym ponad podziałami. Niemniej, najgłośniej o tej potrzebie mówią ludzie z miasta, szczególnie doceniający walory dzikości, czy spokoju ze względu na cechy swojego miejsca zamieszkania. Z kolei sprzeciw wobec konkretnych planów powołania nowych obszarów chronionych napotykamy raczej na obszarach wiejskich – przede wszystkim dlatego, że to właśnie w takich miejscach zachowała się tereny szczególnie cenne przyrodniczo, a zatem warte ochrony. Więc tak, mamy do czynienia z pewnym napięciem miasto-wieś i temu także służy koncepcja sprawiedliwej transformacji. Skoro wszyscy czerpiemy korzyści z parków narodowych – choćby poprzez regenerację naszej psychiki w czasie leśnej wędrówki – to w wszyscy także powinniśmy wziąć odpowiedzialność za ewentualne koszty ochrony przyrody, a te są przede wszystkim odczuwane lokalnie. To fundament społecznej sprawiedliwości – jeśli domagam się większej ilości parków narodowych, to powinienem także domagać się od państwa (czyli od nas wszystkich) zadbania o los społeczności, które w największym stopniu zostaną tymi zmianami dotknięte, choćby za sprawą przetasowań na rynku pracy, czy ograniczenia dostępności drewna.
Czy są pozytywne przykłady z innych krajów wdrażania sprawiedliwej transformacji obszarów cennych przyrodniczo?
Sama koncepcja sprawiedliwej transformacji obszarów przyrodniczo cennych jest stosunkowo nowa – obecnie o sprawiedliwej transformacji mówi się głównie w odniesieniu do odchodzenia od węgla, choć przecież to niejedyny aspekt zmian, które czekają nas na drodze do zapewnienia bezpiecznej przyszłości. Niemniej, w wielu krajach ochrona przyrody idzie w parze np. z programami osłonowymi, płatnościami za usługi ekosystemowe, czy szeroko zakrojonymi procesami konsultacji społecznych. W międzynarodowej debacie o przyszłości ochrony przyrody coraz częściej mówi się o modelu „convivial conservation”, co można przetłumaczyć jako ochrona wspólnotowa, łącząca, oparta na współ-byciu człowieka i przyrody. Nasz raport jest krokiem w tę właśnie stronę – staramy się pokazać jak ten abstrakcyjny model przetłumaczyć na konkretne rozwiązania do wdrożenia w Polsce, w jaki sposób zmierzyć się z istniejącymi niesprawiedliwościami wywołanymi przez gospodarkę leśną oraz z podsycanym strachem przed zwiększonym stopniem ochrony.
Jakie rekomendacje z raportu zalecałbyś rządowi do wdrożenia jeszcze w obecnej kadencji?
Istotne jest patrzenie na sprawiedliwą transformację jako na program zintegrowany, odpowiadający jednocześnie na różne wyzwania pojawiające się wraz z utworzeniem nowego obszaru chronionego. Mimo tego zastrzeżenia, jest wiele rzeczy, które można zrobić już teraz. Z jednej strony, to działania skierowane do już istniejących obszarów chronionych – tak, żeby wzmocnić jeszcze ich pozycję i pro-rozwojowy potencjał. To np. zniwelowanie różnic płacowych na analogicznych stanowiskach pomiędzy (obecnie biedniejszymi) pracownikami parków narodowych i Lasów Państwowych, czy zachęty do współpracy pomiędzy parkiem a gminą w zakresie pozyskiwania środków zewnętrznych. Z punktu widzenia rynku drewna, należy zająć się ograniczeniem jego marnowania, tak żeby można było jednocześnie zwiększać stopień ochrony lasów i utrzymać dostępność surowca dla przemysłu drzewnego. To wspomniany już wcześniej zakaz spalania biomasy drzewnej w energetyce zawodowej, czy promowanie kaskadowego wykorzystania drewna. Jeśli zaś chodzi o miejsca, gdzie nowe obszary chronione faktycznie mogłyby powstać – już dziś można stworzyć sieć zakorzenionych lokalnie ambasadorów transformacji. To sprawdziło się w przypadku dekarbonizacji, czemu więc nie mielibyśmy spróbować podobnego rozwiązania np. w projektowanym Turnickim Parku Narodowym?
Zacznijmy poważnie rozmawiać o tym, jak stworzyć w Polsce nowy, bardziej społecznie sprawiedliwy, model ochrony przyrody. Bez niego możemy na długo zostać z zawstydzająco niskim poziomem ochrony, rozmijającym się ze społecznymi oczekiwaniami.
Jakub Rok – doktor ekonomii ekologicznej i przyrodnik, adiunkt w Centrum Europejskich Studiów Regionalnych i Lokalnych Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się w tematyce rozwoju lokalnego, sprawiedliwości środowiskowej i dewzrostu. Uczestnik Ogólnopolskiej Narady o Lasach, w podstoliku zajmującym się społeczno-ekonomicznymi konsekwencjami ograniczenia wycinek, a także współautor obywatelskiej koncepcji objęcia całej Puszczy Białowieskiej parkiem narodowym. Od wielu lat zaangażowany w oddolnych ruch leśny, współtworzył m.in. Obóz dla Puszczy oraz Inicjatywę Dzikie Karpaty.