Miesięcznik Dzikie Życie

2/296 2019 Luty 2019

Adoptuj dzika – kopnij rolnika

Zenon Kruczyński

Pod takim tytułem w sieci krąży film1 o trudnej sytuacji hodowców świń w Polsce. Podobnych filmów krąży sporo, ale ze względu na popularność tej pozycji i powtarzalność argumentów, zajmijmy się właśnie nim. Dobrze oddaje on postawę przemysłowych hodowców zwierząt.

Pod filmem przeważają liczne komentarze gratulacyjne np. autorstwa niejakiego WojKap: „Lepiej nie da się tego wytłumaczyć. Może teraz cała ta otoczka złożona z celebrytów pseudoobrońców zwierząt itp. zrozumie gdzie leży problem. Świetny materiał”. Są też takie: Marcin Swi Swi: „W pierwszej kolejności dojebać ekologów a potem dziki”.


Gnojowica. Fot. wikimedia.org

Film zaczyna się od postawienia się narratora w roli eksperta. Narratorem jest przedsiębiorca rolny, który nieco protekcjonalnie zwraca się do widzów: „O ASF mało wiemy, coś nam świta, ale nie do końca”. Dalszy ciąg amatorskiego, dosyć sprawnie zrobionego filmiku, krąży wokół tezy „Choroba zaczyna się [podkreślenie autora] od dzika”, „Inkubacja zaczyna się od dzika”, „Musimy celować w chorobę tam, gdzie jest jej początek, czyli w dziki”, „Początkiem wirusa jest dzik i to właśnie w nim się rozwija”, „To jest bzdura, że taki dzik z powodu polowania będzie pędził przez cały kraj i rozniesie wirusa”.

Naukowcy z Państwowego Instytutu Weterynarii zajmujący się ASF stwierdzają: wektorem w szerzeniu się ASF w populacji świń w Polsce były przede wszystkim świnie chore wprowadzone do zdrowego stada oraz mięso lub tkanki dzików / świń zanieczyszczone ASFV (zlewki) – stwierdza Państwowy Instytut Weterynarii (PIW). Z 23 ognisk u świń tylko w 3 przypadkach wirus pochodził od dzików.

W podsumowaniu opracowania wykonanego pod kierunkiem specjalisty od ASF, prof. Zygmunta Pejsaka, PIW pisze: „Przy rygorystycznym2 przestrzeganiu znanych zasad dotyczących bioasekuracji, tj. ogrodzone chlewnie, zabezpieczone okna, domknięte drzwi, maty dezynfekcyjne i świadomość ludzi (głównie w zakresie bezwzględnego skarmiania zlewek i wprowadzania do gospodarstw świń niewiadomego pochodzenia), mimo występowania ASF u dzików, możliwe jest zwalczenie choroby w populacji świń. Powyższe jest wykonalne pod warunkiem bezwzględnego przestrzegania uprzednio podanych zasad”.

Czy narrator filmu zna stanowisko PIW, instytucji ważnej dla jego rolnego przedsiębiorstwa? Z materiału wynika, że raczej nie. A jeżeli nawet zna, to swoje intuicje i przemyślenia stawia wyżej, niż pracę naukowców z PIW. Jest wyraźnie poruszony „dzikami niosącymi śmierć świń i bankructwo polskich hodowców”. I ma pełne prawo tak się czuć przy zaprezentowanej wiedzy. Z filmu wynika, że raczej nie wie, że według PIW: „Nieodpowiedzialna działalność człowieka [jest] głównym wektorem roznoszenia się ASF w Polsce” oraz „W Polsce krąży wyłącznie genotyp II ASFV. Szczep ASFV jest wysoce patogenny, ale stosunkowo mało zaraźliwy. Naturalne szerzenie się choroby w populacjach dzików i w stadach świń jest wyraźnie wolniejsze niż miało to miejsce w przypadku CSF”3.

Narrator w filmie wyraźnie kwestionuje skuteczność bioasekuracji. Wyobraźmy sobie mentalny system przekonań, jakie ta osoba ma na temat ASF i spróbujmy postawić się w sytuacji tego człowieka. Mając takie przekonania, naprawdę jest się czego obawiać! Na terenach wokół chlewni grasują dziki zarażone śmiercionośnym ASF, bioasekuracja działa nieskutecznie, państwo nie może wybić dzików, bo ekoterroryści… Uzasadniona jest w tej sytuacji bezsilność i bezradność w obliczu groźby bankructwa. Gniew i złość.

Zawsze, gdy sprawy idą „nie tak” ludzie natychmiast nastawiają swój radar na poszukiwanie, dorwanie i ukaranie kogoś: „Ktoś tu zawinił!!!”.

Z badań terenowych


Kontener z badań terenowych. Fot. Wala Biryłko

Mam przed oczami mały, odkryty kontener z martwymi ciałami świń. Jest tych ciał może pięć, może siedem… Nie zmieściły się wszystkie, jedna leży na ziemi. Czekają, aż zabierze je firma zajmująca się takimi sprawami. Ten pojemnik stoi na tyłach chlewni. Ot, normalna hodowlana sprawa, po prostu w tłumie zwierząt niektóre świnie chorują i umierają, pomimo całej farmakologii mającej utrzymać w zdrowiu stado przetrzymywane w zamknięciu. Do tych martwych ciał otwarty dostęp mają owady i małe zwierzęta. Mieszkańcy tej niedużej wsi walczą z planami rozbudowy chlewni. Dlaczego? Z powodu smrodu, zwanego w urzędowych dokumentach „odorem”. Z chlewni na okoliczne pola wielki, pomarańczowy beczkowóz wylewa gnojowicę, czyli świński mocz z rozpuszczonym kałem. Śmierdzi na całą okolicę, w domach nie otwiera się okien pomimo upału. Chlewnia produkuje również gnój, czyli świńskie kupy zmieszane ze słomą. To wszystko trafia do otwartego obiegu przyrodniczego. Śmierdzi. Oczy można zamknąć, uszy zatkać – z nosem nic nie zrobisz. A wirusy, bakterie, toksyny i farmaceutyki wydalane przez świnie trafiają na pola. Z ciał złożonych w kontenerze owady rozlecą się po całej okolicy. Która z tych świń była ukrytym nosicielem ASFV? Który dzik jako pierwszy zjadł owada, który przyleciał z kontenera? Albo grzebiąc w ziemi zlanej gnojowicą trafił na tego wirusa? Opisywana chlewnia leży w strefie czerwonej ASF, zapowietrzonej. Właściciel jest myśliwym i zabija dziki. Gdy w Puszczy Białowieskiej (są tu wyłącznie łowieckie obwody specjalne Lasów Państwowych, tzw. OHZ, czyli Ośrodki Hodowli Zwierząt) myśliwi – leśnicy zabili bez pardonu wszystkie dziki, a było ich 2209, w tej chlewni wybuchł ASF. Czy myśliwy może przenieść wirusa ASF z patroszonego dzika do chlewni? Weterynarze zabili 260 świń. Przy odpowiedniej dawce trucizny świnia umiera pół godziny, jeżeli dawka jest za mała – kona do czterech godzin.

Rzecz o wszechmocy „ekoterrorystów”

Drugim wątkiem, w przeplatanej narracji, są rolnicy i ekolodzy. „Nazywamy ich ekoterroryści, ponieważ chcą zniszczyć polską gospodarkę”, „W szaleństwo z ASF zamieszni są pseudoekolodzy, którzy niszczą nie tylko polskiego hodowcę, ale też rolnika, który produkuje rośliny. Zaraz może się okazać, że nie będziemy mieli polskiego mięsa, chleba, mleka, jajek…”. W domyśle „i warzyw”, bo w tle widzimy lodówkę wypełnioną sałatą, marchwią itd., „Zniknie wielka gałąź polskiego rolnictwa, a my na swoje talerze otrzymamy mięso z Belgii, z Niemiec, z Danii. W kolejnym materiale dowiecie się, jakiej jakości jest to mięso, a muszę powiedzieć, że nie jest najlepiej” „Co chcecie, kamienie jeść? A może zupki chińskie? Chociaż, jak się zamknie kilka kopalni soli, to i soli do zupek nie będzie”.

W słowach tego człowieka pojawia się przekonanie o porażającej wręcz mocy „ekoterrorystów”! Ich siły mogą: „zniszczyć polskiego hodowcę”, „rolnika, który produkuje rośliny”, „zlikwidować wielką gałąź polskiego rolnictwa”, spowodować brak „polskiego mięsa, chleba, mleka, jajek…” no i mogą zamknąć kilka kopalni soli. Czy ta osoba naprawdę w to wierzy? Wypowiadane na filmie słowa, choć to oskarżenia straszliwe, brzmią szczerze. W trudnej sytuacji z ASF nie pojawiają się u narratora takie obszary funkcjonowania Państwa jak: działania lub zaniechania rządu RP, odpowiednich ministrów, służb odpowiadających za bezpieczeństwo żywnościowe w kraju i w Europie, think tanków pracujących nad problemem, PIW, nieobecne jest stanowisko tysiąca naukowców w sprawie ASF podpisane przez specjalistów biologów, przyrodników, epidemiologów4. Przez cały film narrator, mówiąc z pozycji eksperta, podtrzymuje osobistą teorię – dla niego jest logiczna. I jak widać po komentarzach, dla hodowców trzody jest przekonujący; oni podzielają jego przekonania. Nic dziwnego, że także czują się zagrożeni, a „winny” jest tak blisko, wręcz pod ręką: to dzik i ekolog. Niektórzy z komentujących jasno mówią, co chcieliby zrobić z tymi, „którzy zawinili”.

Lecz czy są tu jacyś „winni” albo „niewinni” pojawienia się wirusa?

Zauważmy przeciekawą rzecz, która wpisuje się w tę sytuację: ludzkość niezbyt boi się śmierci spowodowanej tym, co stworzyła wynaleziona przez nas technologia. Nader licznie i codziennie giniemy z powodu samochodów, samolotów, medykamentów, narkotyków, alkoholu, tytoniu, szybkostrzelnych karabinów i pozostałej broni… Nikt nie ma pomysłu, aby globalnie zrezygnować z samochodów. Godzimy się z tymi wszystkimi porażającymi konsekwencjami. Po pogrzebie dr. inż. Michaiła Kałasznikowa, kilka lat temu, wiele było komentarzy o niebywałym sukcesie ekonomicznym, jaki przyniosła produkcja 100 milionów tych karabinów (!). W przestrzeni publicznej jakoś nie pojawiła się refleksja, co takiego ta broń zrobiła ludziom? Natomiast wielki lęk budzi się, gdybyśmy mieli umrzeć od czegoś, co istnieje w Naturze i nie mamy na to wpływu. Na co dzień nie widzimy wirusów, bakterii chorobotwórczych, „wadliwych” genów, komórek nowotworowych, wirusów ASF… Są poza naszym wzrokiem i właściwie poza wszelką kontrolą. I tu pojawia się podstawowy, dojmujący lęk, często na granicy paniki, gdy „TO” nagle zadziała. Gdy w Naturze albo w naszym ciele pojawi się „COŚ” – stajemy wobec naszej bezradności, bezsilności i często możemy tylko czekać z nadzieją, że „jakoś minie”. Ludzie źle znoszą taki stan, miotają się: „trzeba coś zrobić!”, „znaleźć przyczynę!”, „ustalić i ukarać winnych!”. Pewien Szwajcar, naukowiec z IUCN w czasie wizytacji w Puszczy Białowieskiej machnął ręką na idiotyczny płot w Puszczy i spontanicznie rzucił: „Wirusy i geny zawsze znajdą drogę”. W czasie grypy hiszpanki w latach 1918-1920 zachorowało około 500 milionów ludzi, czyli 1/3 populacji świata (!), a umarło według szacunków do 100 milionów ludzi, czyli więcej niż w czasie całej pierwszej wojny światowej (!). Tak działa tajemnicze niewidzialne i nieprzewidywalne, a przy tym wszechobecne. ASF też jest zjawiskiem z tej dziedziny. Przyroda nieustannie dąży do dynamicznej homeostazy, szczególnie wtedy, gdy w niedającej się zgłębić przez człowieka sieci życia pojawi się zaburzenie. Zamykane od niespełna stu lat w chlewniach, oborach i kurnikach miliardy zwierząt są bardzo poważnym zaburzeniem Natury. W historii życia na Ziemi nie było tak degeneracyjnych zjawisk w przyrodzie. I choćby nie wiem jak ktoś starał się uniknąć skutków tego, co robi – z Wszechświata nie wypadnie. Narrator tego filmu także. Skutki nadejdą nieuchronnie. Z powodu makabrycznego horroru zwierząt hodowlanych także. Ten hodowca zwierząt nie może (nie chce?, nie potrafi?) zauważyć swojego dramatycznego, niszczącego wpływu na los wszystkich ludzi i wszelkiego życia na Ziemi. Hodowla zwierząt jest jednym z największych czynników przyczyniających się do zmian klimatu, odpowiadając za 14,5% emisji gazów cieplarnianych pochodzących z ludzkiej aktywności. To więcej niż generuje cały transport na Ziemi.

Mięso jest zdrowe?

Z postawy narratora wynika, że mięso jest najważniejszym naszym pożywieniem. Lecz zauważmy, że do około 1950 r. ludzie zjadali 20 kg mięsa na rok. Teraz w Polsce spożycie wynosi 85 kg/rok, a w Stanach Zjednoczonych 115 kg, w Argentynie 127 kg. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) w listopadzie 2015 r. wpisała mięso do grupy 2A, czyli do grupy pokarmów prawdopodobnie rakotwórczych. A przetwory mięsne, czyli kiełbasy, szynki, pasztety, konserwy itd. do grupy 1, czyli na listę pokarmów rakotwórczych. Naukowcy zajmujący się zdrowiem publicznym wskazują, że nie są to jedyne ogólnoludzkie choroby cywilizacyjne powiązane z odżywianiem się najszybciej psującym się pokarmem – mięsem. Trzęsienia ziemi po komunikacie WHO nie było. Za to w Polsce został wprowadzony szybki pakiet onkologiczny.


Locha z młodymi, Trójmiejski Park Krajobrazowy, okolice Gdyni. Fot. Sławomir Zieliński

Jeszcze jeden przykład. Populacja sępów, bardzo ważnego gatunku dla utrzymania stanu sanitarnego przyrody wyginęła na świecie w 90%. Właśnie tak, prawie wszystkie! Dlaczego? Przypomnijmy sobie kontener stojący na tyłach chlewni, wypełniony ciałami zwierząt. Sępy korzystają z tej łatwej okazji zdobycia pokarmu. I jak to ujął pewien człowiek, z tytułem naukowym profesora (sic!), w polemice ze mną na szacownej konferencji naukowców i praktyków zajmujących się dobrostanem zwierząt: „To, co było dobre dla tych zwierząt w hodowli, czyli cała farmacja – okazało się bardzo niedobre dla sępów. I w krótkim czasie wyginęły”.

Skutki przyrodnicze wyginięcia sępów pewnie już wystąpiły w przyrodzie, ale my je zauważymy dopiero wtedy, gdy zostaną poważnie nasilone i pojawi się objaw w traumatycznej postaci. Zaboli. Podobnie, jak to stało się chociażby z ASF. Może jest to kolejna odpowiedź Natury na zwyrodniałe zjawisko masowych hodowli zwierząt? Narrator filmu nie chce wziąć pod uwagę swojego udziału w posuwającej się zapaści zdrowotnej Planety i ludzkości. Jest zainteresowany koszulą najbliższą ciału. To bardzo ludzkie, choć niestety niebywale destrukcyjne. „Po nas choćby potop”. Wielu, wielu z nas – ludzi, zachowuje się podobnie. Globalne skutki naszych osobistych wyborów współcześnie widać jak na dłoni. Nie chciałbym, żeby to zabrzmiało jak obwinianie. Raz jeszcze powtórzę: tu nie ma żadnych „winnych” ani „niewinnych”. Istnieje coś takiego, jak zbiorowy los całej ludzkości. I czyż nie jest oczywiste, że każdy człowiek może wpłynąć na swój i innych los wyłącznie w tej właśnie chwili? Innego czasu nie mamy i nigdy nie będziemy mieli. Tylko w teraz możesz zdecydować: „robić to – nie robić tego”. Czy „produkować mięso”, czy odstąpić od tej dramatycznej przemocy. I właśnie w ten sposób wpłynąć na dalszy los – swój i innych.

Gdzie są obrońcy ciężarnych świń?!

Przewija się również wątek, nie wprost, ale jednak, etyczny: „Wykrycie wirusa wiąże się z wybiciem świnek, malutkich prosiaczków, a także loch, które są ciężarne”, „Jest wiele hipokryzji wśród ludzi, którzy wklejają sobie Stop przemocy z obrazkiem dzika, a na co dzień jedzą schabowego”, „Gdzie byli obrońcy zwierząt, kiedy z powodu ASF roznoszonego przez dziki wybijano całe stada polskich świń w polskich gospodarstwach? Gdzie byli obrońcy zwierząt, kiedy ginęły ciężarne lochy?”.


Gnojowica. Fot. pixabay.com

Na dalszym planie filmu przewija się betonowy kojec, w którym w świeżej słomie chodzi około dwudziestu dwu-trzymiesięcznych, różowych świnek. Ładny obrazek. Czy właśnie tak wyglądają wielkie chlewnie przemysłowe? Na zamazanych kadrach, na których widać zabijane przez weterynarzy świnie, podane są linki do filmów. Można te filmy obejrzeć i zobaczyć jak wyglądają przemysłowe hodowle. Aktywiści pokazują to na filmach nagranych niezwykłym wysiłkiem. Choćby film „Dominion”5 z 2018 r. Ukazuje on zarówno skalę imperium zbudowanego na mięsie, jak i losy indywidualnych zwierząt. Przy realizacji filmu Chris Delforce wykorzystał materiały nakręcone przez drony, ukryte kamery i komórki, bardzo wiele przy tym ryzykując. „Dominion” to film dla tych, którzy mają odwagę mieć oczy otwarte. Żeby nakręcić film o zwierzętach hodowlanych, potrzebne są umiejętności śledcze i wywiadowcze, ponieważ tego rodzaju obiekty są zbudowane w taki sposób, aby nikt nie mógł zobaczyć, co dzieje się za ich ścianami oraz są pilnie strzeżone. Dlaczego tak jest? Bo jest tam bardzo, bardzo wiele do ukrycia! Paul McCartney powiedział: „Gdyby rzeźnie miały szklane ściany, nikt nie jadłby mięsa”. Zajmujemy się prawami zwierząt, aktywiści kręcą filmy, walczą jak lwy na niwie politycznej i w przestrzeni publicznej, sytuacją zwierząt zajmuje się wiele organizacji pozarządowych na świecie oraz ich wolontariusze. Robimy to ze współczucia i niezgody na los zwierząt zgotowany im przez nas – ludzkość.

Pozwolimy sobie zapytać, gdzie był narrator, kiedy ginęły jego ciężarne świnie? Co narrator zrobił dla zmiany losu tych zwierząt?

Gospodarka łowiecka

Na koniec narrator straszy ludzi powtarzając prymitywną i indolentną teorię niektórych myśliwych o geometrycznym wzroście ilości dzików (w tym roku mamy 300 tys., w przyszłym będzie 900 tys., w następnym 2 mln 700 tys. itd.), gdyby zaprzestać „gospodarki łowieckiej”, czyli zabijania. Parę chwil później przeczy sobie w tej sprawie, przytaczając wielkość populacji dzików w latach 90. XX wieku. Ale tego już nie dostrzega, nawet w czasie pracy nad montażem filmiku. Być może liczy też na to, że umknie nam, że ilustrując film ujęciami dzików, nie zauważymy, że te kadry zrobione są z kamer umieszczonych na broni myśliwskiej. Te kamerki mają sadystycznie dokumentować śmierć. Momentu śmierci czy zranienia zwierząt narrator już nie pokazuje. Lecz pomimo braku dźwięku, doskonale widać uderzające raz za razem śmiercionośne kule. Być może autorzy takich filmów lubią sobie puszczać te kadry w zwolnionym tempie.

Słuchając narratora można odnieść wrażenie, że według niego film rzetelnie pokazuje fakty.

Zadajmy jeszcze jedno ważne zapytanie: Czy narrator jest w stanie zobaczyć swój udział w poniższych faktach?

Ocieplenie klimatu, wylesianie Planety w newralgicznych obszarach, nowotwory i inne choroby cywilizacyjne, makabryczny los zwierząt na fermach, straszny los dzików, bezlitosny smród gnojowicy i padłych zwierząt, wręcz nieopisywalne okrucieństwo w rzeźniach.

Wśród młodszych pokoleń krąży mocny dowcip opowiadany jako dialog pewnego rodzeństwa.

„Pamiętasz, jak byliśmy dziećmi i zaczynaliśmy płakać, rodzice mówili nam:

- Przestań!!! Bo zaraz dam Ci powód do płaczu!

Myśleliśmy, że tylko dadzą nam lanie, ale zamiast tego zniszczyli ostatnie resztki dzikiej przyrody, zatruli powietrze, wycięli lasy, oceany zarzucili plastikiem i rozpuścili lodowce”.

Każdy z nas z osobna, również i ty, mamy udział w tym, jaką Ziemię zostawimy naszym dzieciom. Każdy drobiazg się liczy – wielkie plaże to wiele pojedynczych ziarenek piasku. Cudownego piasku.

Zenon Kruczyński

Zenon Kruczyński – publicysta i aktywista ekologiczny, autor książki „Farba znaczy krew”, inicjator kampanii dla ochrony drzew miejskich i przydrożnych, koalicji Niech Żyją! oraz kampanii „Rykowisko dla jeleni, nie dla myśliwych”. Zawodowo zajmuje się pracą ze stresem, nauczyciel mindfulness mbsr/mbct, wieloletni współpracownik Instytutu Psychoimmunologii w Warszawie. Mieszka w Białowieży.

Przypisy:
1. youtube.com/watch?v=eyPXzgHqkwE
2. docplayer.pl/60267420-30-miesiecy-zwalczania-asf-w-polsce-wnioski-i-zalecenia.html
3. Klasyczny pomór świń (łac. Pestis clasica suum, ang. classical swine fever – CSF) – zaraźliwa, zakaźna choroba wirusowa świń domowych i dzików cechująca się wybroczynowością.
4. naukadlaprzyrody.pl/2019/01/09/list-otwarty-srodowiska-naukowego-w-sprawie-redukcji-populacji-dzikow
5. youtube.com/watch?v=LQRAfJyEsko