Miesięcznik Dzikie Życie

9/303 2019 Wrzesień 2019

Islandzki interior był łaskawy. Rozmowa z Szymonem Makuchem

Wywiad Grzegorza Bożka

W jednym z wywiadów udzielonych przed wyjazdem do Islandii powiedziałeś, że bieganie dla samego biegania Cię nie interesuje, że powinno mieć jakieś znaczenie, być pożyteczną akcją. Skąd takie podejście do tematu?

Szymon Makuch: Bieganie traktuję jako ważną część swojego życia, dlatego staram się nadać tej aktywności jakieś znaczenie. Samo bieganie sprowadzające się jedynie do zliczania kilometrów czy rywalizacji nigdy nie było moją motywacją. Staram się w bieganiu odkryć samego siebie, może dlatego tak bardzo pociągają mnie biegi ultra. Są swoistą medytacją i stanowią dla mnie psychiczną równowagę. Chcę, żeby bieganie miało sens.

Obrazek

Szymon Makuch przed wyprawą

Nie jesteś rozpoznawalną postacią, co zapewne utrudniło zrealizowanie celu jakim była zbiórka pieniędzy. Czy już udało się zebrać fundusze?

Myślę, że powodzenie w organizowaniu pomyślnej akcji charytatywnej nie zależy tylko od tego, czy jest się rozpoznawalną osobą, ale od tego w jaki sposób akcja jest zorganizowana. Teraz, z perspektywy czasu, wiem że mogłem to zrobić o wiele lepiej, ale jestem zadowolony z tego co udało się osiągnąć. Na ten moment mamy już 28 845 złotych. Polecam zrzutka.pl/9cmn52.

Pokonałeś trudną, ponad 600 kilometrową trasę przez Islandię. Z tego co widziałem, pogoda była łaskawa. Czy byłeś przygotowany na konfrontację z trudnymi warunkami pogodowymi, które realnie mogły być częścią całej Twojej wyprawy?

Obrazek

Spotkanie po biegu z Kacprem i z członkami Stowarzyszenia „Krzysiek Pomaga Pomagać”

Masz rację. Pogoda była łaskawa i miałem dużo szczęścia, bowiem Islandia nie należy do łatwych podróżniczo terenów. Starałem się dobrać sprzęt, żeby zminimalizować szansę na totalne przemoczenie albo przegraną w konfrontacji z zimnem. Nie zabrałem dużo rzeczy, natomiast miałem ze sobą takie, które świetnie sprostały islandzkim warunkom.

Biegowo i marszowo trasa nie należała do łatwych. Na ile różniła się od tras polskich Karpat czy podkrakowskich ścieżek?

Najbardziej zależało mi na bieganiu po dzikich i trudnych terenach. Co prawda takie można znaleźć też w naszych górach, ale to jednak Islandia wydawała mi się mniej zaludniona i oferowała czysty wymiar natury.

Obrazek

Trasa 600 kilometrów podzielona na kolejne dni.

Na pewno z powodu mniejszego zaludnienia w Islandii o wiele łatwiej jest znaleźć tereny nieskażone działalnością człowieka. Tam świadomość ekologiczna jest na znacznie wyższym poziomie niż w Polsce.

Przyroda i krajobrazy islandzkie zapewne zachwyciły. Które miejsca szczególnie utkwiły Ci w pamięci?

Najbardziej w pamięci utkwił mi widok lodowca Eyjafjallajökull w ostatnim dniu biegu, ponieważ była piękna pogoda i widać go było w całej okazałości, a jest to widok dość rzadki. Najczęściej lodowiec otula spora część chmur. Widok był wspaniały, dodał mi sporo sił na ostatnich 25 kilometrach.

Obrazek

Majestatyczny wodospad Dettifoss. Fot. Szymon Makuch

Obrazek

Krajobraz drogi w interiorze. Fot. Szymon Makuch

Czy przyroda islandzka jest poddana presji cywilizacyjnej podobnie jak w Polsce? Zapewne są miejsca zdewastowane, a i część społeczeństwa mocno konsumpcyjne...?

Przyroda islandzka jest poddana presji, ale nie porównywałbym jej z Polską. W Islandii poziom świadomości ekologicznej i edukacji przyrodniczej jest na bardzo wysokim poziomie. Warto zaznaczyć, że parę dni temu Islandia zakazała używania wszystkich plastikowych przedmiotów jednorazowego użytku, w tym sztućców i toreb na zakupy.

W okresie wakacyjnym, kiedy liczba turystów osiąga apogeum, miejsca najbardziej odwiedzane są narażone na destrukcyjny wpływ człowieka. Podam przykład, który świetnie to obrazuje. Po wizycie Justina Biebera, który przyleciał na Islandię nakręcić teledysk, znany z unikalnej flory kanion Fjaðrárgljúfur został zamknięty dla odwiedzających. Wszystko przez turystów, którzy masowo schodzili z wyznaczonych szlaków i deptali po łąkach oraz wrzosowiskach.

W sportach wytrzymałościowych czy też w trekkingu widoczny jest trend realizowania trudnych, dalekich, ekstremalnych tras. Gdzie są granice w tego rodzaju działalności? Chwilami można odnieść wrażenie, że ludzie są nienasyceni oraz że chcą zdominować każde dzikie miejsce?

Obrazek

Szymon Makuch. Fot. Konrad Woźniak

To jest bardzo dobre pytanie. Gdzie są granice naszego poznania? Szczerze odpowiem: nie wiem. Jednocześnie zdobywamy najwyższe i najtrudniejsze szczyty, skaczemy z wysokości stratosfery i wciąż łamiemy rekordy do tej pory uznane za niemożliwe do pokonania. Myślę, że przez to, iż jesteśmy nienasyceni, człowiek wciąż pcha się w nieznane oraz w coraz dziksze miejsca.

Jeśli istnieje jakaś granica, jedno jest pewne: dawno już ją przekroczyliśmy.

Zdarza Ci się startować w zawodach biegowych w barwach naszego Dzikie Życie RunTeam. Co masz w najbliższych planach biegowych, takich blisko przyrody?

W zawodach nie startuję często i staram się wybierać takie, które nie są komercyjne. Jako że to był bardzo mocny sezon, teraz skupiam się na przemyślanej regeneracji. Za rok planuję przebiec Tadżykistan. Tak że czeka mnie bardzo pracowity rok.

Życzymy powodzenia!

Szymon Makuch – ultra-maratończyk/ fotograf, lat 30, urodzony w Krakowie. Od dziecka związany z górami dzięki mamie taterniczce, która zaszczepiła w nim miłość i szacunek do gór. W lipcu 2019 r. samotnie przebiegł Islandię z Północy na Południe.