DZIKIE ŻYCIE

„Ökopax – pokój między ludźmi, pokój z naturą”. Wspomnienie o Jerzym Giergielewiczu w 100 rocznicę urodzin

Łukasz Ławicki

W 2025 r. przypadła setna rocznica urodzin Jerzego Giergielewicza, lekarza, fotografa przyrody, ekoedukatora, badacza, strażnika pamięci o zasłużonych aktywistach ekologicznych, kontemplatora kosmosu.

To opowieść o tym, jak dojrzały człowiek – z piętnem czterech obozów koncentracyjnych, wyczerpany intensywną pracą lekarza neurologa – odnalazł na emeryturze ukojenie w pasji dla przyrody i w dzieleniu się nią z innymi. Dla Giergielewicza sensem życia stało się motto: „Ökopax – pokój między ludźmi, pokój z naturą”. Jego słowa są dziś nadal bardzo aktualne i potrzebne: „Tylko sztafeta pokoleń, ludzi dobrej woli, bez uprzedzeń dla narodowości i idei politycznych może uratować naszą zieloną planetę, Matkę Ziemię”.

Jerzy Giergielewicz w obiektywie Marka Cichonia
Jerzy Giergielewicz w obiektywie Marka Cichonia

Dzieciństwo

Jerzy Giergielewicz (1925–2012) dziecięce lata spędził w Radziejowie na Kujawach, gdzie mieszkał do szóstego roku życia. Ojciec Ignacy był nauczycielem, kierownikiem miejscowej szkoły, społecznikiem. Matka Adelajda uczyła się wtedy zawodu położnej w Warszawie. Miał dwójkę rodzeństwa, starszego o trzy lata brata Leszka i młodszą siostrę Hankę. Po latach wspominał: „Były wieczory, gdy siadaliśmy wszyscy razem na obszernej werandzie, schodzącej stopniami do bujnego ogrodu i słuchaliśmy opowieści matki o dziwach olbrzymiego miasta [Warszawa], lub monologu ojca snującego plany kolejnych, niezwykłych konstrukcji. W powietrzu unosił się zapach maciejki, zmieszany z intensywnym zapachem fermentującego młodego, domowego wina. Z daleka, z podmokłych łąk i torfowisk, dochodził melodyjny, żałosny, rytmiczny głos kumaków. Świat był wtedy cudowny”. Latem 1932 r. radziejowska sielanka została zamieniona na zgiełk wielkiego miasta. Giergielewiczowie przeprowadzili się do Warszawy. W stolicy większość lat Jerzy spędził na Żoliborzu. Także i tam poszukiwał miejsc sprzyjających wytchnieniu: „Bliskość nadwiślańskich łąk, łach wiślanych, Lasu Bielańskiego i wiele wtedy jeszcze nie zabudowanych terenów pozwalały na czasowe zapomnienie o natłoku, rozgwarze i ciasnocie wielkiego miasta”.

Wodnik sfotografowany przez Jerzego Giergielewicza w rezerwacie Świdwie jesienią 1985 r.
Wodnik sfotografowany przez Jerzego Giergielewicza w rezerwacie Świdwie jesienią 1985 r.

Koszmar wojny

Od rozpoczęcia II wojny światowej Jerzy Giergielewicz był aktywnym członkiem ruchu oporu w organizacjach Związku Walki Zbrojnej, potem Armii Krajowej. 17 września 1942 r. został aresztowany przez gestapo i trafił na Pawiak. Oznaczało to cztery miesiące bicia, szczucia psami i przesłuchań. Miał wtedy 17 lat. Potem były cztery obozy koncentracyjne. 17 stycznia 1943 r. trafił na Majdanek koło Lublina. Był świadkiem egzekucji i szeregu przykładów upodlenia człowieka przez człowieka. Za noszenie ciepłego pulowera pod więzienną bluzą zakuto go w dyby i pobito do nieprzytomności. Pod koniec kwietnia 1943 r. przeniesiono go do obozu koncentracyjnego Flossenburg w tzw. Czeskim Lesie (śmiertelność w tym obozie wynosiła 90%). Następnie, w czerwcu 1943 r., został przetransportowany do obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Przeżył dzięki temu, że podał się za hydraulika. Kolejny obóz to Neuengamme koło Hamburga. 8 kwietnia 1945 r. obóz ten zbombardowały samoloty alianckie. Udało mu się przeżyć i to. Po latach napisał: „Niełatwo jest snuć plany i adaptować się do nowego życia, po tych wszystkich potwornościach, które przeszedłem. Ale z biegiem czasu, w miarę odzyskiwania sił i powolnego zrzucania z siebie otoczki koszmarów obozowej egzystencji, nabierałem nieśmiałej jeszcze wiary, że młody człowiek, nawet z najbardziej opalonymi skrzydłami i zbrukany trzema latami nieprzerwanego patrzenia śmierci w twarz, powinien jednak spróbować powrotu do normalnego życia”.

Szczecin: praca, praca, praca

Po powrocie do Polski, w marcu 1946 r. podjął studia na Wydziale Lekarskim UMCS w Lublinie. Dyplom lekarski uzyskał w 1951 r.  w Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie, gdzie rozpoczął pracę w Klinice Neurologicznej PAM. Od 1954 r. do emerytury w 1978 r. był zawodowo związany ze Szpitalem Kolejowym w Szczecinie. Brakowało lekarzy, więc pracy było mnóstwo. „Rano szpital, po południu jedna, druga, a czasem i trzecia przychodnia, do tego dochodzi w ciągu miesiąca do dziesięciu całodobowych dyżurów w szpitalu i pogotowiu ratunkowym”. Po latach pracy na Oddziale Neurologicznym Giergielewicz został jego ordynatorem. I tak mijały kolejne lata nieustającej, obciążającej ciało i umysł, pracy w służbie drugiemu człowiekowi. W swoich wspomnieniach pisał: „Gdyby je zliczyć nie według lat kalendarzowych, lecz według łącznego i faktycznie przepracowanego czasu, podzielonego przez jeden normatywny dzień, to nazbierałoby się tych lat ponad pięćdziesiąt. Tak, to nie omyłka – ponad pięćdziesiąt lat stażu pracy”. Czuł się zmęczony i wyczerpany.

Bielik w obiektywie Jerzego Giergielewicza
Bielik w obiektywie Jerzego Giergielewicza

Świdwie: przyroda, odkrycie, kosmos

Po latach bardzo intensywnej pracy lekarza neurologa i przejściu na emeryturę Giergielewicz otworzył nowy rozdział swojego życia. Poprzedziły go miesiące wypełnione poczuciem pustki i frustracji – nie umiał odnaleźć się bez drylu zadań i obowiązków. Aż przyszło nagłe olśnienie! „Przecież pracą o medycznym znaczeniu jest także ta służąca ochronie środowiska naturalnego – praca nad ratowaniem ojczystej przyrody. Populacja ludzi zdrowych nie może bowiem egzystować bez czystej wody, powietrza, gleby, bez zieleni i śpiewu ptaków. Z nieukrywaną radością wstąpiłem na zieloną ścieżkę swojego życia”. W 1978 r. Jerzy Giergielewicz trafił do Szczecińskiej Stacji Ornitologicznej „Świdwie” znajdującej się w rezerwacie nad jeziorem Świdwie, prowadzonej przez charyzmatycznego ornitologa Jerzego Noskiewicza (1932–1989), zwanego „Szeryfem”. Napisał później: „Ta niezwyczajna placówka kierowana była przez niezwykłego człowieka, który potrafił nie tylko skupić wokół siebie barwną cyganerię przyrodniczą, ale też przeprowadzić z nią prace, jakich przeciętny mieszczuch nie jest w stanie nawet sobie wyobrazić”. Świdwiańska Stacja (funkcjonująca w latach 1974–1998) była mekką zachodniopomorskich ornitologów i miłośników przyrody. To z jej działań i ideałów wykluły się najważniejsze przyrodnicze organizacje pozarządowe na Pomorzu Zachodnim – Zachodniopomorskie Towarzystwo Ornitologiczne (dziś: Zachodniopomorskie Towarzystwo Przyrodnicze) i Federacja Zielonych Gaja. Nad Świdwiem Jerzy całkowicie zanurzył się w przyrodzie: obserwował ją, prowadził notatki, pisał artykuły, fotografował, głównie ptaki, które były dla niego synonimem piękna i wolności. Każdy kto współpracował ze Stacją musiał jednak coś z siebie dla niej ofiarować. Giergielewicz został dokumentalistą fotograficznym i prelegentem opowiadającym o walorach przyrodniczych rezerwatu Świdwie i okolic. W ciągu 25 lat tej społecznej pracy wygłosił ponad 600 (!) referatów i pogadanek przyrodniczych zilustrowanych własnymi fotografiami. W latach 1982–1984 z Jerzym Noskiewiczem i Grażyną Karczmarczyk (obecnie Domian) współtworzył zespół badawczy, pracujący nad rozpoznaniem populacji bielika na Pomorzu Zachodnim. Były to trudne i pionierskie badania, które Jerzy postrzegał jako najbardziej niezwykłą przygodę swojego życia. W tym czasie co roku pokonywali oni samochodem około 7 tysięcy kilometrów, by na obszarze ponad 15 tysięcy kilometrów kwadratowych wyszukiwać gniazd tych majestatycznych i wtedy bardzo rzadkich ptaków. Giergielewicz był fotodokumentalistą i reporterem tych niezapomnianych wypraw. Jego kunszt w fotografii przyrodniczej został wielokrotnie doceniony nagrodami i wyróżnieniami w ogólnopolskich i międzynarodowych konkursach. Otrzymał także dyplom „Honorowego Fotografa Krajoznawcy Polski” nadany przez PTTK. A w 1996 r. przez Ministra Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa został uhonorowany „Złotą Odznaką – za zasługi dla ochrony środowiska i gospodarki wodnej”.

Budynek dawnej Szczecińskiej Stacji Ornitologicznej „Świdwie” – mekki zachodniopomorskich ornitologów i miłośników przyrody (wyburzony w 2021 r.). Fot. Jerzy Giergielewicz
Budynek dawnej Szczecińskiej Stacji Ornitologicznej „Świdwie” – mekki zachodniopomorskich ornitologów i miłośników przyrody (wyburzony w 2021 r.). Fot. Jerzy Giergielewicz

Świdwie przyniosło mu również inne doznania. Żywo interesowała go antropogeneza, czyli badania nad ewolucyjnymi korzeniami oraz rozwojem ludzkiego gatunku. Jak wspominał: „Od dawna moim marzeniem było znalezienie kiedyś drobnego nawet śladu z czasów pierwszego uczłowieczenia, choćby maleńkiego krzemiennego grotu”. I w maju 1980 r., penetrując pole w Bolkowie koło jeziora Świdwie, znalazł liczne artefakty z epoki schyłkowego paleolitu, sprzed około 10 tysięcy lat. Łącznie zebrał wtedy 876 obrobionych ludzką ręką krzemieni, w tym niezwykłą, człekopodobną krzemienną głowę, nazwaną przez niego „Świdworem”. Odkrycie Giergielewicza zapoczątkowało wieloletni cykl eksploracji archeologicznych, rozpoczętych przez profesor Dobrochnę Jankowską (Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu), a kontynuowanych przez profesora Tadeusza Galińskiego (PAN), które zaowocowały przebadaniem kilkuset stanowisk na obszarze Puszczy Wkrzańskiej i w okolicy. Materiały z tych wykopalisk znajdują się w Muzeum Narodowym w Szczecinie, a na Uniwersytecie Szczecińskim opracowywana jest koncepcja skansenu archeologicznego nad jeziorem Świdwie poświęconego epoce kamienia.

Wielką pasją Jerzego były również obserwacje kosmosu i astrofotografia. Sprzyjało temu niezanieczyszczone światłem odludzie świdwiańskiej stacji ornitologicznej, w której Jerzy często spędzał nie tylko całe dnie, ale i noce. Ze skonstruowanym własnoręcznie teleskopem wędrował po bezkresnych rubieżach galaktyki. Sfotografowana przez niego bardzo jasna kometa Hale-Bopp znalazła się na okładce amerykańskiego pisma astronomicznego „The Planetary Report”, polskiego miesięcznika „Urania” i w „Encyklopedii Geograficznej Świata”. W swoich wspomnieniach pisał: „Gdy na Stacji [nad Świdwiem] wszyscy już śpią, lubię wyjść do ogrodu, wycelować w niebo swój teleskop i wędrować wzrokiem i myślami po bezkresnej przestrzeni. I wówczas, w jakiś mistyczny sposób, łączy się w jedną całość cykanie ziemskiego świerszcza u mych stóp z migotliwym blaskiem tysięcy dalekich słońc, które mogłyby powiedzieć nam tyle o sensie czy może bezsensie naszego istnienia, a które ciągle jeszcze milczą. Wierzę głęboko, że kiedyś jednak przemówią. Choć może to milczenie otchłani i nasza niepełna wiedza o niej są jednak lepsze od złej pewności”.

Jerzy Giergielewicz ze skonstruowanym przez siebie teleskopem przed budynkiem Szczecińskiej Stacji Ornitologicznej „Świdwie”. Fot. Archiwum Jerzego Giergielewicza
Jerzy Giergielewicz ze skonstruowanym przez siebie teleskopem przed budynkiem Szczecińskiej Stacji Ornitologicznej „Świdwie”. Fot. Archiwum Jerzego Giergielewicza

Robien, Paasche, Ökopax

Dla wielu osób z kręgu Świdwia Jerzy Giergielewicz znany był głównie jako niestrudzony badacz i popularyzator nietuzinkowej postaci Paula Robiena (1882–1945) – słynnego ornitologa i pioniera ochrony przyrody Pomorza (jego sylwetkę przedstawiono w „Dzikim Życiu” w nr. 7–8/2023). Giergielewicz został zarażony „wirusem Robiena” przez Jerzego Noskiewicza. Zafascynowały go nie tyle przyrodnicze dokonania Robiena, ile jego działalność pacyfistyczna i antyhitlerowska – w tamtym czasie szczątkowo rozpoznana. Na Giergielewiczu – dotkliwie przecież doświadczonym przez nazistów – niezłomna postawa Robiena w czasie obydwu wojen światowych robiła ogromne wrażenie. W „Przyczynku do biografii Paula Robiena” (1993), napisał: „Postać Paula Robiena, pacyfisty, rewolucjonisty – romantyka, przyrodnika walczącego z pasją o ochronę ginącej przyrody, bardzo zainteresowała autora. W miarę studiowania skąpej i trudno dostępnej literatury na jego temat, wzrastał z każdym rokiem podziw i szacunek autora dla nierównej, początkowo prawie samotnej walki Paula Robiena o zieloną ziemię. Wyraźne antymilitarystyczne i antyhitlerowskie nastawienie Paula Robiena, jego poszukiwanie solidarności międzyludzkiej i międzynarodowej dla najważniejszych problemów zawartych w pojęciu Ökopax, wydały się autorowi niezwykle ważne i zwłaszcza dzisiaj nadal aktualne. Postać Paula Robiena, jego szlachetna i nierówna walka, wytrwała praca, przywracają autorowi nadzieję i wiarę, że jeśli chcemy przeżyć, to musimy stać się już teraz, ponad podziałami narodowymi, wspólnymi braćmi, troskliwymi, rozumnymi i sprawiedliwymi gospodarzami czystej, zielonej planety Ziemi”.

Dzięki wywiadom przeprowadzonym z żyjącym świadkiem, Władysławem Szilerem, Giergielewicz zrekonstruował okoliczności śmierci Robiena. We współpracy z niemieckimi badaczami opracował jego biografię oraz opublikował wiele tekstów o pomorskim rewolucjoniście natury. W 1995 r. zorganizował polsko-niemieckie sympozjum robienowskie w Szczecinie. Za sprawą Giergielewicza uhonorowano także pamięć o Robienie na Pomorzu Zachodnim. W Szczecinie umieszczono symboliczną tablicę na „wyspie Robiena” (1995) – w miejscu, gdzie wraz z żoną zostali zamordowani przez czerwonoarmistów. Nazwano imieniem Paula Robiena ulicę na osiedlu Szczecin-Sławociesze (1996). Natomiast w Bobolicach (w okolicach których Robien przyszedł na świat) odsłonięto pamiątkową tablicę z okazji 120 rocznicy urodzin ornitologa (2002).

Drugą postacią, która frapowała Jerzego był Hans Paasche (1881–1920) – pacyfista i działacz antywojenny, ideolog rodzącego się ruchu ekologicznego, podejmujący wysiłki na rzecz ochrony zwierząt, zamordowany przez pronazistowskich żołnierzy. Po raz pierwszy Giergielewicz usłyszał o nim podczas wspomnianego sympozjum robienowskiego. W 2003 r. opublikował pierwszy w języku polskim artykuł o życiu i działalności Paaschego. Stał się on zaczynem szerszych przedsięwzięć realizowanych w kolejnych latach przez różne środowiska, na które Jerzy był zapraszany jako gość honorowy. W 2004 r. grób Hansa Paaschego w osadzie Zacisze (gm. Krzyż Wielkopolski), na podstawie uchwały rady miasta, stał się miejscem pamięci (grobem opiekuje się krzyska młodzież szkolna). A 21 maja 2005 r. w 85 rocznicę śmierci Paaschego w pozostałościach majątku Zacisze ponad 30 osób z Polski, Niemiec i Kanady, w tym Jerzy, oddało hołd przy jego grobie i uczestniczyło w otwarciu ścieżki historyczno-przyrodniczej poświęconej tej postaci.

„Świdwór” – człekokształtna krzemienna głowa znaleziona przez Jerzego Giergielewicza w maju 1980 r. w Bolkowie nad jeziorem Świdwie. Fot. Jerzy Giergielewicz
„Świdwór” – człekokształtna krzemienna głowa znaleziona przez Jerzego Giergielewicza w maju 1980 r. w Bolkowie nad jeziorem Świdwie. Fot. Jerzy Giergielewicz

Zielona sztafeta

Jerzego poznałem ponad 20 lat temu, gdy trafiłem do Zachodniopomorskiego Towarzystwa Ornitologicznego, które uformowało moją dalszą drogę życia i gdzie wykuwał się mój aktywizm. Giergielewicz pojawiał się już wtedy nieregularnie na comiesięcznych zebraniach ZTO. Najczęściej był zamyślony, wycofany, jakby gdzieś w innym świecie. „Ten od Robiena” – tak o nim mawiali dużo młodsi przyrodnicy, od którego dzieliły ich dwa pokolenia i nieporównywalny bagaż życia. Moje rozmowy z nim były sporadyczne i niezbyt długie, ale ważne i inspirujące. To właśnie Jerzy zaraził mnie „wirusem Robiena”. W tamtym czasie postrzegałem Robiena „jedynie” jako ornitologa eksplorującego sto lat wcześniej te same obszary, po których szwendałem się za ptakami, zupełnie nie skupiając się na innych aspektach jego społeczno-aktywistycznej działalności, bardzo istotnej z kolei dla Jerzego. Należy podkreślić, że był on niestrudzonym strażnikiem pamięci o zasłużonych aktywistach ekologicznych Pomorza (Paul Robien, Hans Paasche, Jerzy Noskiewicz), wyznaczając wzorce godne naśladowania. Jako 75-latek napisał: „Tak to los płata figle, przyznając czasem nagrodę dopiero po wielu dziesiątkach lat pełnych burz, pracy, rozczarowań”. Tą nagrodą było jego nowe życie na emeryturze. Jak wspominał: „Moja przygoda z przyrodą, już ostatnia przygoda w życiu, ale jakże wspaniała i nieoczekiwana”.

Jerzy Giergielewicz zmarł 29 stycznia 2012 r. Został pochowany w Drzonkowie koło Zielonej Góry, gdzie mieszkała jego córka. W listopadzie 2015 r., został upamiętniony na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie zasadzeniem dębu i granitową tabliczką w ramach projektu „Drzewka Pamięci” realizowanego przez stowarzyszenie Czas Przestrzeń Tożsamość, mającego na celu zachowanie w społecznej pamięci postaci ważnych dla powojennego Szczecina, pochowanych poza tym miastem. W uroczystości wzięła udział m.in. córka Jerzego, Danuta Zakrzewska, która powiedziała: „Tata zawsze kochał przyrodę, a dąb miał dla niego szczególne znaczenie. Cztery lata w obozach koncentracyjnych odcisnęło na nim piętno, więc miewał okresy słabszego zdrowia. Kiedy czuł, że siły go opuszczają, podchodził do dębu i mówił: »Dębie, daj mi siłę«. Przytulał się do niego i te siły witalne do niego powracały. Mam więc nadzieję, że dąb, który go upamiętnia, będzie dawał taką siłę mieszkańcom Szczecina”.

Niewątpliwie Jerzemu Giergielewiczowi udało się przekazać pałeczkę w zielonej sztafecie ludziom przejętym ideą Ökopaxu. Ważne był trwała ona nadal, by pojawili się nowi jej krzewiciele, tak niestrudzeni, jak znamienity bohater tego tekstu.

Łukasz Ławicki

Bibliografia:
- Dzikowski M., Skansen archeologiczny nad jeziorem Świdwie, „Scriptor”, 2022, nr 11, s. 67–92.
- Giergielewicz J., Obserwacje polowań bielika (Haliaeetus -albicilla) na ptactwo wodne w rejonie rezerwatu „Jezioro Świdwie”, „Notatki Ornitologiczne”, 1985, nr 26, s. 169–176.
- Giergielewicz J., Przyczynek do biografii Paula Robiena, Maszynopis w języku polskim i niemieckim, 1993, Archiwum MiIZ PAN, Warszawa.
- Giergielewicz J., Najkrótsza historia wojny i hitlerowskiej okupacji Polski 1939–1945 widziana oczami i opisana gehenną losu polskiego chłopca z warszawskiego Żoliborza, 2000, Okręgowa Izba Lekarska, Szczecin.
- Giergielewicz J., Hans Paasche: fascynująca postać Niemca, w Polsce prawie nie znana, „Wędrowiec Zachodniopomorski”, 2003, nr 10 (2), s. 18–22.
- Giergielewicz J., Karczmarczyk-Domian G., Tropem orłów Pomorza Zachodniego, 2003, AMP Studio Paweł Majewski, Szczecin.
- Jasnowska J. (red.), Rezerwat przyrody Jezioro Świdwie 1963–2013, 2013, Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, Szczecin.
- Kurzyńska M.E., Podwaliny w ochronie przyrody Pomorza Zachodniego czyli rzecz o rewolucjonistach natury, s. 113–141, w: Witek M., Bartczak A. (red.), Po nich dziedziczymy. Materiały opracowane z okazji obchodów Zachodniopomorskich Dni Dziedzictwa 2022, 2023, Biuro Dokumentacji Zabytków, Szczecin.
- Kurzyńska M.E., Ławicki Ł., Paul Robien – rewolucjonista natury z wyspy na jeziorze Dąbie, „Dzikie Życie”, 2023, nr 7–8, s. 20–24.
- Kurzyńska M.E., Ławicki Ł., Paul Robien (1882–1945) – ornitolog i obrońca przyrody, s. 107–148, w: Chludziński A. (red.), Pomorzanie znani i nieznani, 2024, nr 6, Wydawnictwo Jasne, Pruszcz Gdański.
- Najmrodzki A., Saga rodu Paasche: pojednanie polsko-niemieckie, Program I Polskiego Radia, felieton radiowy, 29 maja 2005 r.
- Osajda M., Kilka fotografii – niezwykłe losy jednego człowieka, „Kurier Szczeciński”, 5 maja 2000 r.
- Osajda M., Okruchy życia Jerzego Giergielewicza – leczył ludzi i przyrodę, „Kurier Szczeciński”, 27 marca 2020 r.
- Osajda M., Kosior T., Przymus P., Krukowski P., Behrendt M., Jerzego Giergielewicza okruchy jednego życia, 2002, film dokumentalny, TVP 3, Szczecin (nagroda specjalna na VII Ogólnopolskim Festiwalu Filmów Ekologicznych Ekofilm, Nowogard 2002, „za ukazanie człowieka poszukującego sensu życia”).
- Sidorowski S., Wybitne postacie związane ze Szczecinem upamiętnione na Cmentarzu Centralnym, „Gazeta Wyborcza” Szczecin, 2 listopada 2015 r.
- Zyska W., Zyska P., Giergielewicz J., Cichoń M., Wysocki R., Świdwie. Rezerwat Przyrody, 1994, Wydawnictwo Promocyjne Albatros, Szczecin.
- hanspaaschepl.wordpress.com
- youtube.com/watch?app=desktop&v=PzC_dC_njnw