Proste rozwiązania
Widziane z morza
Od co najmniej 30 lat, międzynarodowe przepisy o ochronie Przyrody starają się uregulować obecność gatunków uznanych za obce lub inwazyjne, a uzasadniane jest to zwykle stratami ekonomicznymi i zagrożeniem dla bioróżnorodności. Popularny slogan prezentujący najważniejsze zagrożenia dla Natury to HIPO (Habitat Loss, Invasive species, Pollutants, Overharvesting), czyli po polsku – utrata siedlisk, gatunki inwazyjne, zanieczyszczenia, przełowienie – na drugim miejscu zagrożeń stawia gatunki inwazyjne.
Spisywanie obcych gatunków, rejestrowanie ich rozprzestrzeniania się, jest zorganizowane we wszystkich cywilizowanych krajach i we wszystkich opisach tych zjawisk powtarzają się ostrzeżenia o utracie bioróżnorodności. Są oczywiście udokumentowane przypadki, jak np. sprowadzona do Europy norka amerykańska niszcząca ptaki i drobne ssaki w swojej okolicy, ale to zdecydowanie wyjątki. Od czasu gdy bioróżnorodność stała się powszechnie stosowaną walutą i zaczęto opisywać efekty wprowadzania się gatunków w nowe obszary, jednoznacznie negatywne zjawiska okazały się rzadkie. Bardzo kategorycznie pisze o tym Ken Thompson w popularnej książce „Where Do Camels Belong?” z 2014 r. Szczególnie w przypadku ekosystemów morskich – praktycznie nie sposób znaleźć przykładów długotrwałego, negatywnego efektu wprowadzania nowego gatunku do ekosystemu. Często cytowany przykład ostrygi pacyficznej, która wypiera lokalny gatunek europejski jest bardzo niejednoznaczny, ponieważ większa i szybciej rosnąca nowa ostryga formuje rafy, w których bioróżnorodność wzrasta, a jej wartości użytkowe (mięso) nie są gorsze od oryginału. Badania wykazują, że zjawisko utraty lokalnych gatunków jest udokumentowane na wyspach oceanicznych (typowy przykład to Hawaje, gdzie gatunki sprowadzone z Europy i Azji zdziesiątkowały na lądzie tamtejsze endemity). To jednak wyjątek, bo większość inwazji zachodzi w wielkich ekosystemach lądowych (prerie, pustynie), rozległe obszary, które nie są podzielone (fragmentacja) na mniejsze zamknięte tereny. W oceanie praktycznie nie ma barier fizycznych, i tutaj gatunki swobodnie przemieszczają się na wielkie odległości, często przekraczając „naturalne” granice biogeograficzne – tak było np. po tsunami w Fukushimie, gdzie fale porwały fragmenty kontenerowego nabrzeża obrośniętego organizmami z Japonii i przerzuciły, w ciągu kilku tygodni, na drugą stronę Pacyfiku do Kalifornii. Na bardzo dobrze zbadanym pod tym względem Bałtyku, na pewno nie znikł ani jeden gatunek (z wyjątkiem przełowionego kanadyjskiego jesiotra), za to według ostatniego liczenia przybyło ich aż 224.
Spór o gatunki obce trwa nadal, część badaczy uważa, że alarmistyczne publikacje na temat obcych są oparte na tzw. „Confirmationbias”, czyli doborze faktów – przypadków pod z góry założoną tezę. Z pewnością oryginalne stwierdzenie Edwarda O. Wilsona opisujące dramat endemitów hawajskich zostało użyte jak cep, jako proste narzędzie do „zarządzania przyrodą”. Po raz kolejny okazuje się że Przyroda jest zbyt skomplikowana – różnorodna, żeby można było stosować proste, uniwersalne rozwiązania.
Prof. Jan Marcin Węsławski
Twój 1,5% dla dzikiej przyrody
Gru 2025 / Stycz 2026