Czy Natura jest nasza? Czy obca
Permakultura nadziei
Nawiązując do tematu rozpoczętego w poprzednim artykule cyklu „Permakultura nadziei” kontynuuję wędrówkę do źródeł niechęci do ochrony Przyrody i klimatu, którą coraz częściej można obserwować w sferze publicznej.

Wydarzenia ostatnich lat, a szczególnie ostatnich miesięcy nie napawają optymizmem nie tylko już w zakresie tego, czy uda nam się zapobiec katastrofalnym zmianom klimatu oraz czy staniemy na wysokości zadania ochrony Przyrody. Niepokój budzi rosnące ignorowanie i defensywne odpychanie od siebie tych zagadnień przez coraz większą część społeczeństwa. Czasami przejawia się to nawet w formie agresywnych zachowań. Przykładem może być stosowanie przemocy wobec pokojowo nastawionych ludzi protestujących na ulicy, których jedynym przewinieniem jest blokowanie drogi i chęć zwrócenia uwagi na podnoszone przez nich hasła, dotyczące ochrony klimatu i środowiska. Moim zdaniem warto się zastanowić nad przyczyną tego rodzaju zachowań. Wydaje się, że część z nich jest podyktowana lękiem. W tym przypadku, lękiem przed innym, czyli kimś, kogo nie kontrolujemy, albo który pochodzi spoza „naszej” grupy. Pytanie kluczowe brzmi – dlaczego tak się dzieje? Dlaczego ludzie są skłonni do niechęci i agresji wobec osób i pomysłów, które obiektywnie nie zagrażają im w żaden sposób? Przecież nie można nazwać obiektywnym zagrożeniem potencjalnego uczucia dyskomfortu spowodowanego niewielką zmianą zwyczajów i sposobu życia, z powodu zmian w życiu społecznym czy gospodarczym, w celu ochrony klimatu i środowiska. Kto umrze lub zostanie zraniony przez to, że więcej osób będzie jeździć elektrycznymi samochodami, albo z powodu ograniczania spalania węgla w elektrowniach? Albo komu stanie się krzywda z tego powodu, że grupa protestujących usiądzie na ulicy i zablokuje na jakiś czas ruch? Myślę, że można przynajmniej założyć, że w tych sytuacjach krzywda w sensie fizycznym nikomu się nie stanie. Ale poczucie zagrożenia pozostaje. Wskazuje na to choćby wrogość lub czasem nawet agresja stosowana wobec osób protestujących na ulicy w obronie klimatu. A poczucie zagrożenia implikuje, że istnieje strach, albo raczej lęk przed krzywdą.
Lęk, w przeciwieństwie do strachu, pozostaje nierealny w takim sensie w jakiem nierealna jest pamięć lub senne marzenie. Stanowi bowiem realne odczucie danej osoby, ale niezwiązane z rzeczywistością tu i teraz. Nie dotyczy on czegoś, co jest, ale co może być i to nawet niekoniecznie sprecyzowane. W tym kontekście, lęk stanowi pewną pozostałość przystosowania ewolucyjnego do funkcjonowania w nieprzewidywalnym i potencjalnie niebezpiecznym środowisku. Nieprzewidywalność powoduje, że uniwersalny lęk jest bardziej efektywny niż nakierowany na konkretne zdarzenia strach. Reasumując: lęk jest generalny i nieracjonalny, natomiast strach jest realny i racjonalny.
Jak to się ma do Przyrody i klimatu? Wracając do krótkiej analogii dotyczącej klimatycznych aktywistów, podobnie jak oni ani Przyroda, ani klimat nie zagraża w bezpośredni sposób ludziom żyjącym we współczesnych społeczeństwach Zachodu. Oczywiście, zdarzają się katastrofy naturalne i ekstremalne zjawiska pogodowe, które mogą pociągać za sobą niebezpieczeństwo dla zdrowia lub życia ludzi. Ostatnio zdarzają się coraz częściej. Natomiast nie sądzę, aby obserwowana coraz częściej niechęć czy też wrogość wobec działań na rzecz Przyrody i klimatu była spowodowana lękiem lub też nawet strachem przed kataklizmami. Zaryzykuję postawienie tu hipotezy, że Przyroda i klimat są tak odległe od codziennych spraw większości ludzi, że wystarczyło jedynie zakreślić granicę, gdzie są „nasze sprawy”, a gdzie jest ten „klimat i ekologia”. I z niewielką pomocą propagandy oraz przy uwzględnieniu braków w ogólnym wykształceniu społeczeństwa uruchomiony został ewolucyjnie wypracowany lęk przed innym. W tym przypadku innym stał się klimat i ekologia oraz ludzie, którzy działają na ich rzecz. A jak zaproponowałem wyżej, od lęku do niechęci, wrogości, a nawet agresji już niedaleko. Lęk w dzisiejszym społeczeństwie to choroba autoimmunologiczna: mechanizm ochronny, który wymknął się spod kontroli i zaczyna nam szkodzić.
Niemniej skąd to się wzięło? Nie mam tu na myśli lęku oczywiście, nie o niego chodzi. Warto głębiej zastanowić się jak to się stało, że rzeczy otaczające nas ze wszystkich stron, z którymi jesteśmy nierozerwalnie związani i których niewątpliwie stanowimy część, są identyfikowane jako coś po drugiej stronie granicy pomiędzy tym co „nasze” a tym co „obce”. Natura stała się dla ludzi obca, wyrugowana z miast i osiedli ludzkich tak bardzo jak tylko pozwala na to technologia, odwiedzana zwykle w weekendy i od święta na wycieczkach, jak dalekie kraje. Klimat natomiast został sprowadzony do króciutkich informacji podawanych po wieczornym wydaniu wiadomości telewizyjnych, z których interesujące jest jedynie to: czy w weekend będzie padał deszcz. Ludzie nie czują się związani z Naturą ani nie uważają, że są jej częścią. Jakby byli, to jak mogliby czuć przed nią lęk? Strach, owszem, ale nie lęk.
Oczywiście, dla zaistnienia lęku nie wystarczy aby coś było zakwalifikowane jako obce. Może być obce i neutralne, jak księżyce Saturna. Problem pojawia się wtedy, gdy „obce” przekracza granicę, którą wcześniej narysujemy, gdy zaczyna wchodzić na „nasze” pole. Wtedy pojawia się lęk i cała reakcja obronna. Wystarczy wtedy tylko trochę podsycić ten żar, aby szybko rozbuchać niekontrolowane ognisko wrogości. W tym oczywiście mają już swój udział ci, którzy chcą na tym po prostu zarobić, czy to broniąc obecnych dochodów, czy też zyskując na konflikcie i chaosie. Moim zdaniem kluczowe jest to, aby tego rodzaju elementy nie miały pola do działania. A nie będą go miały, gdy nie będzie „obcego”, czyli gdy kwestie Natury i klimatu będą „nasze”. Tylko jak to zrobić? Dla mnie i zapewne większości czytelników i czytelniczek jedność z Naturą jest tak oczywista, jak bardzo niezrozumiałe są zachowania przeciwne ochronie Przyrody i klimatu. Niemniej wiele wskazuje na to, że wcale nie dotyczy to większości społeczeństwa. Trzeba więc dążyć do tego, żeby dla coraz większej liczby osób Natura stawała się „nasza”, żeby nie była już „obca”. W tym kontekście edukacja jest ważna, ale równie ważne jest doświadczenie. Czyli Natura musi mieć miejsce w miastach, bez względu na ich wielkość. Przyroda, zarówno dzika, jak i ta udomowiona, w formie choćby gospodarstw rolnych działających w zgodzie z Naturą, powinny być obecne w codziennym życiu ludzi. Gdy jajko przestanie być opieczętowanym produktem z pudełka w sklepowej chłodni, a stanie się ciepłym wytworem od osiedlowych kur, to Natura będzie „nasza”, przynajmniej w małej części. W ten sposób krok po kroku trzeba wymazywać granicę aż w końcu, kiedyś rozróżnienie na „nasze” i „obce” w stosunku do Natury i klimatu nie będzie miało sensu.
Pozostaję mieć nadzieję, że starczy nam na to czasu.
Adam Barcikowski
Adam Barcikowski – doktor nauk prawnych i ekonomista, projektant permakultury, prowadzi gospodarstwo w oparciu o zasady permakultury i rolnictwa regeneratywnego „Naturalna Farma” na skraju Puszczy Kampinoskiej, autor powieści i opowiadań fantastycznych.