Tratwa
Infracienkie
A więc tankowiec czy tratwa? Włodarz czy rozbitek? Która z tych metafor charakteryzuje „osobowość penitencjarną”? Tak sobie dla własnych potrzeb nazwałam tę „lżejszą formę konformizmu”, która mimo jawnej potrzeby sprzeciwu, boi się wyjść poza schemat. Wiadomym jest przecież, że państwowe instytucje, przepisy mają chronić, lecz nie zawsze chronią, a nieraz pod egidą demokracji, krzywdzą i wykluczają. Czy wtedy należy się z nimi zgadzać? Czy etykieta kreowana przez silnych i władczych musi być przyjęta przez słabych i ledwie żywych? Kiedy i komu wolno mówić prawdę? Są miejsca, do których tankowiec nie wpłynie. Takie gdzie potrzebna jest tratwa. Mniejsza i niedorównująca monumentalności tankowca, ale ocalająca życie. Tankowiec to synonim instytucjonalnego podejścia do człowieka, w którym nie uznaje się jego podmiotowości, wpisuje w utarte schematy, normy, podporządkowując systemowi. Te dwie metafory związane z twórczością Fernanda Delignyego stały się dla mnie wskazówką w interpretacji postaw społecznych i osobistych wyborów. Większość z nas, bywając załogantami takich czy innych tankowców, staje w sytuacji wyboru – chwalenia niezawodności giganta w obliczu widoku rozbitków lub nieszablonowej reakcji pod groźbą utraty profitów. Zatrzymanie giganta grozi wyrzuceniem nas z pokładu, użycie tratwy jest decyzją moralną i często ryzykownym eksperymentem.

Fernand Deligny swoją praktyką pokazał niewydolność instytucji – „tankowców” i ponadczasową wytrzymałość ludzkich relacji oraz aktywizmu – metaforycznych „tratw”. „Penitencjarność” była wpisana w jego epokę – doświadczenia drugiej wojny światowej, obozów koncentracyjnych, obserwacji działań przytułków i szpitali psychiatrycznych, w których dzieci z autyzmem były pozbawione podmiotowości. Jako nauczyciel wprowadzał nowatorskie metody pracy, a doświadczenie praktyk w Armetierres (przytułku przekształconym później w szpital psychiatryczny) ukształtowały jego bardzo krytyczną postawę wobec instytucji opiekuńczych. W czasie wojny był zaangażowany w organizację schronisk młodzieżowych, a po wojnie w ruchy lewicowe i antywojenne (przeciw wojnie w Wietnamie). Od 1966 r. rozpoczął realizację koncepcji „miejsc życia”. Mieszkając w jednej z wiosek (Cevennes) wraz z grupą dzieci obserwował, badał i dokumentował sposoby komunikacji, które nie wymagają użycia języka. W swoich tekstach często odnosił się do prac dotyczących problematyki architektury świata zwierząt Karola von Frischa, inspiracji przyrodą.
W wielu aspektach jego twórczość, pedagogika, koncepcje społeczne, są bardzo aktualne. W swoich pracach i działaniach zwracał uwagę na to, że najważniejsze jest działanie, tu i teraz, które tworzy sieć, pozwala ją prząść, rozwijać w nieskończoność. Jest naturalne i instynktowne, zmienne, wpisane w porządek przyrody. Pojęcie Arachnean, zostało wywiedzione ze świata pająków. Deligny odnosił je do sieci, rozumianej jako miejsce organicznie związane z mieszkańcem, jego tożsamością, instynktem tworzenia śladów, więzi, połączeń, sposobu komunikacji, wolności. Deligny stawiał pytanie o granice wolności, godności. Dzisiaj można je odnieść do pytania i model „osobowości penitencjarnej”, który sami sobie dla siebie stwarzamy i boimy się od niego uciec.
Dagmara Stanosz