DZIKIE ŻYCIE

Wyprawa na Dach Mazowsza

Bartosz Świątek

Nieco intrygujący tytuł może sugerować, że wjedziemy windą na Varso Tower, najwyższy warszawski wieżowiec. Nic z tych rzeczy: zostawmy z boku miejską dżunglę i powędrujmy przez przepastne Lasy Niekłańsko-Bliżyńskie, w których czeka na nas najwyższe wzniesienie województwa mazowieckiego. Pozwólcie, że zabiorę Was na Górę Altanę leżącą na skraju regionu, który raczej nikomu nie kojarzy się z górami.

Dorodne modrzewie w rezerwacie Ciechostowice. Fot. Bartosz Świątek
Dorodne modrzewie w rezerwacie Ciechostowice. Fot. Bartosz Świątek

Cegielnia i pokopalniany rezerwat

Jest ostatni dzień października 2022 r. Piękna złota jesień w pełni, choć od rana feerię barw przesłania gęsta mgła. Zaczynam dość przyziemnie, na stacji kolejowej Sołtyków w powiecie skarżyskim województwa świętokrzyskiego. W przeszłości wieś należała do dóbr szydłowieckich i posiadała dużą cegielnię, w pracy której wykorzystywano okoliczną glinę. Niedaleko znajduje się niezwykle ciekawy rezerwat przyrody nieożywionej „Gagaty Sołtykowskie” pełniący dawniej rolę rezerwuaru tego surowca. Walory przyrodnicze rezerwatu z pewnością zasługują na oddzielną dłuższą opowieść, jednakże grzechem byłoby nie podzielić się z Czytelnikami choćby krótką informacją, mianowicie, że wieloletnia eksploatacja złóż gliny odsłoniła warstwy skalne z dolnej jury, w których odkryto liczne tropy dinozaurów oraz skamieniałości. Na terenie kopalni wydobywano też rzadką odmianę węgla brunatnego – gagat, wykorzystywaną do produkcji biżuterii żałobnej.

W ostatniej dekadzie XX wieku sołtykowska cegielnia jako jedyna w kraju produkowała cegłę klinkierową. Historia miejscowego zakładu zakończyła się powodując utratę miejsc pracy dla wielu ludzi, ale fakt ten otworzył furtkę do ustanowienia rezerwatu przyrody w miejscu nieczynnego wyrobiska. Cóż, często bywa w życiu tak, że upadek czegoś daje nowe życie czemuś innemu.

Gra świateł w Lasach Niekłańsko-Bliżyńskich. Fot. Bartosz Świątek
Gra świateł w Lasach Niekłańsko-Bliżyńskich. Fot. Bartosz Świątek

Modrzewiowa perła

Krótki, łącznikowy czarny szlak pieszy prowadzi początkowo przez mokre trawy wzdłuż torów kolejowych. Następnie przekracza niewielki mostek nad pracowitą rzeką Kamienną i dochodzi do pierwszych zabudowań Mroczkowa, wsi składającej się z kilku rozrzuconych nieopodal przysiółków. W jej głównej części – tego dnia spowity okowami nisko zalegającej mgły, jakby chciał ukryć się przed natrętnym spojrzeniem turysty – stoi zabytkowy modrzewiowy kościółek św. Rocha. Według ludowego podania ta perła architektury sakralnej zbudowana została na grobach zmarłych na przełomie XVI i XVII wieku jako wotum dziękczynne Bogu za ustanie epidemii cholery. Wszystkie drewniane kościółki mają niepowtarzalny klimat, szczególnie te wykonane z rzadkiego drewna modrzewiowego. W miejscowym przybytku unikatowym rozwiązaniem jest ośmioboczna nawa, uwagę przykuwa również wydatny gzyms. Wewnątrz wzrok przyciąga olejny obraz świętego Rocha. Przy kościele obejrzeć można także drewnianą dzwonnicę oraz kamienną grotę Najświętszej Marii Panny i kamienny krzyż.

Jeszcze trochę przebarwionych modrzewi. Fot. Bartosz Świątek
Jeszcze trochę przebarwionych modrzewi. Fot. Bartosz Świątek

Podróż w czasie

Asfaltowa droga wiedzie dalej w głąb wioski, prezentując najważniejsze obiekty, z których mieszkańcy mogą być dumni: budynek Klubu Seniora, Ochotniczej Straży Pożarnej, szkoły podstawowej i Biblioteki Publicznej. Co więcej, dawny XIX-wieczny układ przestrzenny został zachowany, a przechodniów witają jakże urocze stare drewniane świętokrzyskie chatynki. Mijane liczne krzyże i kapliczki skłaniają do zadumy. Mimo poczynionych inwestycji trudno nie ulec wrażeniu, że czas się tu zatrzymał, zwłaszcza gdy co kilkaset metrów widzi się przy drodze ludzi wyczekujących na pojawienie się obwoźnego sklepu. Oto jest i on! Pieczywo, nabiał, proszek do prania i inne potrzebne do egzystencji produkty trafiają w ręce kolejnych nabywców.

Leśne silent disco. Fot. Bartosz Świątek
Leśne silent disco. Fot. Bartosz Świątek

W Mroczkowie-Kapturowie ponownie ukazuje się meandrująca rzeka Kamienna, jakby chciała przypomnieć o swojej roli w przeszłości. Nie słynie z wybitnej urody, za to wsławiła się tym, że od XVI do XIX wieku poprzez półkilometrowy kanał i staw dostarczała wodę do wielkiego kuźniczego pieca służącego do wytopu żelaza. I już wyobraźnia wędruje do tej i wielu innych świętokrzyskich wiosek i miast należących onegdaj do utworzonego przez Stanisława Staszica Staropolskiego Okręgu Przemysłowego. Gruntową drogą ciągną konie z wozami załadowanymi wydobytymi w okolicznych lasach rudami żelaza. Działają młyny wodne i dymarki, a później nowoczesny wielki piec i fryszernie. Praca wre, bez względu na porę roku. Codzienność wpleciona jest w szerszą sytuację geopolityczną – mieszkańcy nie mogą przecież pozostać obojętni na realia zaboru rosyjskiego. W trudnej rzeczywistości nie pomagają dodatkowe zmartwienia, jak chociażby wielki pożar, który w 1836 r. trawi zakład hutniczy. I choć piec odrestaurowano i wprowadzono nowatorskie rozwiązania techniczne, to dziś próżno szukać choćby jego pozostałości.

Modrzewiowy kościół św. Rocha w Mroczkowie. Fot. Bartosz Świątek
Modrzewiowy kościół św. Rocha w Mroczkowie. Fot. Bartosz Świątek

Partyzanckie bory jodłowe we władaniu mgły

Podróż w minione czasy przerywa klakson samochodu. To mobilny sklep przystanął, aby na końcu wsi sprzedać niezbędne artykuły i ruszyć w drogę powrotną. Za ostatnimi zabudowaniami Mroczkowa nawierzchnia asfaltowa przechodzi w pożarową leśną gruntówkę, ale dobrze oznakowany czarny szlak zbacza z trasy i zagłębia się w las. Jodłowe bory ciągle pozostają we władaniu gęstej mgły. Taka aura zapewne sprzyjała licznym oddziałom partyzanckim walczącym i szukającym schronienia w okolicznych rozległych kniejach w czasie II wojny światowej. Działał tutaj m.in. słynny oddział Armii Krajowej „Szary” Antoniego Hedy. Wśród żołnierzy byli także mieszkańcy Mroczkowa, którzy w różny sposób wspomagali dzielnych wojaków. Naprawiano i szyto umundurowanie, dorabiano części do broni czy też naprawiano tabor. Niestety, te i wiele innych puszczańskich ostoi na Kielecczyźnie kryje również ślady tragicznych wydarzeń, jakimi były masowe mordy polskiej ludności cywilnej i żołnierzy dokonywane przez hitlerowców. Spacerując leśnymi duktami można natknąć się na mogiły i pomniki świadczące o ponurej historii.

Nadrzewna kapliczka. Fot. Bartosz Świątek
Nadrzewna kapliczka. Fot. Bartosz Świątek

Wąska ścieżka doprowadza do szerokiej śródleśnej arterii. Nieaktualne tablice wciąż informują o odbywającej się tu wrześniowej ścince i zrywce drewna. Jeszcze nie wszystkie przygotowane kłody zostały wywiezione. Błotnista rozjeżdżona droga przywodząca na myśl korzystające z niej niedawno pojazdy zakładu usług leśnych zaburza niezwykły klimat otoczenia. A jest się czym oczarować. Dorodnym wysokim jodłom towarzyszą gdzieniegdzie buki, dęby i modrzewie. Runo zachwyca purpurowym dywanem liści, zaś w bardziej wilgotnych miejscach stonowane barwy przełamuje żywa zieleń tworzącego kolonie mchu złotowłosa strojnego i innych przedstawicieli gromady mszaków.

Leśne silent disco

Na skrzyżowaniu opuszczam czarny szlak i kieruję się w lewo za znakami niebieskimi i zielonymi (szlak zielony ma tu swój początek). Kilka lat temu w tym miejscu stała tablica ufundowana przez PTTK Radom, z której można było zaczerpnąć wiedzy o tutejszej przyrodzie. Dziewiąta rano, głód przypomniał o sobie, śniadanie na powalonym drzewie. Z racji powolnego ustępowania mgieł w tej prawdziwej głuszy zachodzi niezwykły spektakl, jak gdyby ktoś zorganizował nietypowe silent disco. Na „muzykę” składa się cisza, momentami słaby podmuch wiatru oraz skrzek sójek i srok. Scenerię tej „dyskoteki” tworzy las, „uczestnikami” są jego mieszkańcy oraz twory przyrody ożywionej i martwej. „Didżejem” i operatorem świateł jest Pan Bóg lub, jak kto woli, Matka Natura. Każdych kilka kolejnych kroków pozwala zobaczyć inne światłocienie rzucane przez przebijające zamgloną gęstwinę słońce. Zawiódłby się ten, kto na tej „imprezie” oczekiwałby dopalaczy czy też innych niedozwolonych substancji. W miarę rozwoju „widowiska” i kontynuacji „tanecznego” kroku wydzielają się za to endorfiny – hormony jak najbardziej legalne i pożądane.

Przy węźle szlaków. Fot. Bartosz Świątek
Przy węźle szlaków. Fot. Bartosz Świątek

W królestwie modrzewia polskiego

Na falach estetycznych wrażeń szybko można dotrzeć do bardzo ciekawego miejsca, mianowicie rezerwatu leśnego „Ciechostowice” chroniącego las mieszany z udziałem modrzewia w różnych stadiach rozwoju. Nie ma opisu przy wejściu na teren ostoi, pojawiają się za to ogromne drzewa. Jest to częściowy rezerwat, w którym na 7,5 ha powierzchni znajduje się fragment wielogatunkowego lasu (lasu mieszanego wyżynnego gwoli ścisłości) z największym krajowym stanowiskiem modrzewia polskiego. Wiek drzew dochodzi do 300 lat, wysokość do 27 metrów. Modrzewie nasienne oznaczone są żółtą przerywaną linią. Gatunkiem dominującym jest jodła.

Drewno modrzewiowe było kiedyś bardzo cenione i tworzono nasadzenia w lasach szydłowieckich. Właścicielami tych terenów w przeszłości były różne rody, m.in. Odrowążowie i Radziwiłłowie. O ochronę zagajników już w latach 20. XX wieku zabiegał znany polski botanik prof. Władysław Szafer, który apelował na łamach „Ochrony przyrody” o potrzebę objęcia ochroną większej powierzchni młodników modrzewiowych w Majdowie. Z dniem 9 grudnia 1928 r. Minister Rolnictwa i Dóbr Państwowych wyłączył w leśnictwie Ciechostowice powierzchnię 6,84 ha drzewostanów z udziałem modrzewia polskiego od normalnego użytkowania. W 1953 r. nadano rezerwatowi status ochrony częściowej. Czy domyślacie się już, skąd prawdopodobnie pozyskano drewno do budowy kościoła w Mroczkowie?

Przydrożny krzyż. Fot. Bartosz Świątek
Przydrożny krzyż. Fot. Bartosz Świątek

Modrzew polski jest podgatunkiem modrzewia europejskiego, od którego różni się kilkoma cechami. To jeden z dwóch gatunków modrzewia występujących w Polsce (oba zrzucają igły na zimę), chociaż na początku uważano go za odrębny gatunek. Pod koniec XIX wieku urodzony w świętokrzyskiem wybitny polski botanik i biolog prof. Marian Raciborski zwrócił uwagę na ten podgatunek, ale nie nadał mu obecnej nazwy. Dopiero Zygmunt Wóycicki w 1912 r. nazwał modrzewie rosnące na Górze Chełmowej w Górach Świętokrzyskich, za zgodą Raciborskiego, Larix polonica Racib.

Rezerwat robi wrażenie: las jest wysoki, wiele drzew sięga prawie do nieba, takie przynajmniej odnosi się wrażenie. Na tym, biegnącym wąską ścieżką pełną starych liści, korzeni i gałęzi odcinku, nie ma mowy o monotonii. To najprawdziwsza knieja, w obecnych warunkach pogodowych okraszona dodatkowo wspaniałym nimbem tajemniczości. W gęstwinie mignęło jakieś duże zwierzę. Dzik, jeleń, a może sarna? Przy niewielkiej rębni (być może, pomimo ochrony rezerwatowej, konieczne było usunięcie jakiejś grupy drzew, które na przykład mogły zagrażać przechodniom) szlak niebieski odchodzi w lewo w kierunku Rędocina i dalej do rezerwatu „Skałki Piekło pod Niekłaniem”, Starej Kuźnicy, Końskich, Nieba, Sielpi, Jóźwikowa, by wreszcie skończyć swój długodystansowy bieg w Kuźniakach, na zachodnim skraju Gór Świętokrzyskich. Odżywają wspomnienia z niezliczonych wędrówek szlakiem imienia Stanisława Malanowicza, w tym z ostatniej rodzinnej po baśniowym niekłańskim rezerwacie. To jedna z tych tras, których przebycie musi pozostawić w człowieku ślad, czy to z uwagi na rozpasaną przyrodę niepodzielnie panującą w rozległych kompleksach leśnych i oczarowującą bogactwem form skalnych, czy też z powodu licznych skarbów techniki i historii, a już na pewno drugowojenna martyrologiczna karta tych terenów powinna skłonić do głębszej refleksji.

Szczyt Altany – dach Mazowsza. Fot. Bartosz Świątek
Szczyt Altany – dach Mazowsza. Fot. Bartosz Świątek

Góra Altana

Pora podążać już tylko szlakiem zielonym, który docelowo wiedzie aż do Przysuchy. Przy drodze pożarowej numer 10 znajduje się pomnik ku czci poległych partyzantów oraz niewielka kapliczka nadrzewna. Kilkaset metrów dalej chwilowy koniec ciasnej głuszy, drogowskazy wyprowadzają bowiem na szeroką arterię przypominającą leśną autostradę, która stanowi zarazem granicę województwa świętokrzyskiego i mazowieckiego. Na szczęście szlak tylko ją przecina i zagłębia się w piękny jodłowy las. Ścieżka wygodna, nieprzesadnie szeroka, łagodnie pnie się na kopulastą wierzchowinę. To już ostatnie podejście pod szczyt będący celem wędrówki. Pojawia się buczyna, jest i gęsty dywan liści. Słońce już praktycznie zwyciężyło w potyczce z mgłą i rzuca teraz oślepiające promienie przez nieco rzadszy i w dużej mierze pozbawiony listowia drzewostan.

Złotowłos strojny wśród jesiennych liści. Fot. Bartosz Świątek
Złotowłos strojny wśród jesiennych liści. Fot. Bartosz Świątek

Dwie godziny przed południem wita mnie rozległa polana zwieńczona 34-metrową metalową wieżą przeciwpożarową (niestety niedostępną dla zwiedzających). Okazuje się, że jest to już Góra Altana, o czym informuje chyba najbardziej niechlujny i efemeryczny „szyld”, jaki kiedykolwiek zdarzyło mi się spotkać w tego typu miejscach. Ktoś wydrukował kartkę z napisem „Góra Altana 408 m n.p.m.”, włożył ją w koszulkę i przykleił do drzewa. Brak jakichkolwiek dodatkowych wiadomości o tym szczycie zaliczającym się do Korony Polski (czyli listy najwyższych naturalnych wzniesień każdego województwa) i Korony Gór Świętokrzyskich, jak i o okolicznej przyrodzie, jedynie szlakowskaz ukazuje kolejne charakterystyczne punkty na trasie dla turysty chcącego pójść dalej: 2,5 km do Góry Cymbry i nieco ponad 12 km do Skłobskiej Góry. To najwyższe wzniesienie województwa mazowieckiego nie oferuje dalekich widoków z racji całkowitego pokrycia lasem. Należy do Garbu Gielniowskiego, sąsiaduje m.in. z Przedgórzem Iłżeckim i Wzgórzami Opoczyńskimi. Według innego podziału na mezoregiony Polski, góra jest częścią Wzgórz Niekłańsko-Bliżyńskich, które z kolei stanowią północno-zachodni skłon Gór Świętokrzyskich. Jak już wspomniano, Altana leży w województwie mazowieckim, jednakże geograficznie znacznie bliżej jej do obfitującego w góry i pagórki regionu Świętokrzyskiego (jest zresztą od jego skraju oddalona zaledwie o około 1,5 kilometra). Na górę można wejść również z drugiej strony, najłatwiej ze wsi Hucisko.

Tajemniczy bór jodłowy. Fot. Bartosz Świątek
Tajemniczy bór jodłowy. Fot. Bartosz Świątek

Gospodarzom tego miejsca trzeba zwrócić honor w kwestii zapewnienia turystom warunków do odpoczynku: znajdują się tu drewniane ławy, stół i kosz na śmieci. Zatem krótki odpoczynek i czas ruszać w drogę powrotną.

Słoneczny powrót

Choć temperatura zrobiła się iście wiosenna to schodzić należy ostrożnie, z uwagi na śliskie liście. Długa droga pożarowa numer 10 sprowadza jednostajnie i raczej monotonnie w dół do Mroczkowa. Poszłoby się jeszcze tu i tam, ale czas zaczyna naglić. Po drodze kilka małych nadrzewnych kapliczek, kolonia sójek i drewno przygotowane do wywózki.

Zamglona rzeka Kamienna. Fot. Bartosz Świątek
Zamglona rzeka Kamienna. Fot. Bartosz Świątek

W lesie i w wiosce po mgle nie ma już śladu, czar prysł. I choć środek ostatniego dnia tego najzłocistszego jesiennego miesiąca rozbłysnął pełnym słońcem, to jednak przegrywa on z magią poranka. Nie wiedzieć kiedy wycieczka się kończy. Nie widać już Altany, modrzewi, jodeł, kapliczek, światłocieni i starej cegielni. Ale ta wędrówka to było coś więcej niż tylko kilka godzin spaceru, solidna dawka tlenu czy około 15 kilometrów przebytego dystansu. Magia lasów świętokrzysko-mazowieckiego pogranicza kolejny raz chwyciła za serce.

Bartosz Świątek

Bartosz Świątek – wielkopolanin, miłośnik przyrody, gór, Polski, uczestnik licznych rajdów i maratonów pieszych. Jako mąż i ojciec zaraża rodzinę swoimi pasjami, od małego wprowadzając dzieci w świat przyrody, literatury, umiłowania piękna i rozbudzając ich ciekawość świata. Szachista, autor książki „Życie jak partia szachów”. Autor artykułów o tematyce krajoznawczej, przyrodniczej i szachowej.

Świętokrzyska chatynka. Fot. Bartosz Świątek
Świętokrzyska chatynka. Fot. Bartosz Świątek