Końska kupa, wojny i uczeni. O mojej słabości do dzierlatek
Dzikie związki
Nie wiem czy w cyklu „Dzikie związki” pojawi się bardziej sentymentalny i „miłosny” tekst niż ten. O dziwo, dotąd nigdy nie napisałem tu jeszcze o żadnym kręgowcu, a przecież to nimi głównie się zajmuję. Dzierlatki to przecież kręgowce. I do tego… ptaki. Moja ornitologiczna pasja zaczęła się właśnie od spotkań z nimi, z dzierlatkami Galerida cristata. Ale od początku.
W domach z betonu rodziła się pasja
Kielce mojego dzieciństwa to było miasto, w którym „kocie łby” nie były rzadkością. Po nich tłukły się liczne furmanki ciągnięte przez konie, te z kolei zdobiły bruk kupami, co nikomu nie przeszkadzało. Później wyjaśnię czemu to wspominam.
To było też miasto przemysłu, nowo budowanych na podkieleckich polach, blokowisk. Miasto „na dorobku”, w dużej mierze zamieszkane przez ludność płynąca tu licznie z okolicznych wiosek. Za pracą. Za nadzieją. Za szkołą. To było miasto z 250000 mieszkańców. Miasto w budowie. Wczesne lata 80. XX wieku.
Jako rodzina skorzystaliśmy ze „skoku cywilizacyjnego” i w połowie lat 80. przenieśliśmy się na nowo budowane, wielkopłytowe blokowisko na północnych peryferiach Kielc. Z widokiem na wylotówkę warszawską (wcześniej mieszkałem na południowych peryferiach miasta, gdzie moim placem zabaw było sąsiedztwo krakowskiej wylotówki).
„Moje” blokowisko budowało się długo po tym, jak w nim zamieszkali ludzie. 15000 osób. Wszystko rozkopane, pozbawione drzew, jeden monumentalny plac budowy z koparkami, spychaczami, ciężarówkami, składowiskami podzespołów żelbetowych do stawiania kolejnych, szkaradnych bloków. Nie było tu nawet trawy. Wszędzie błocko – jesienią i wiosną, albo gliniana skorupa – latem. Zimy były wtedy śnieżne, mroźne i długie. W mojej okolicy rosła jedna stara jabłoń, pozostałość gospodarstw, które zlikwidowano pod budowę mojego nowego domu.
Do szkoły chodziłem na drugi, południowy koniec miasta, tam gdzie się wychowałem. Podróż ze szkoły do domu to było jakieś 40 minut jazdy zapchanym autobusem miejskim. Wysiadało się jakieś 800 m od domu i szło „chodnikiem” ułożonym „na chwilę” z wielkich, betonowych płyt. Z nich była też zrobiona jedyna tu ulica, którą jeździły ciężarówki na budowę, nieliczne auta prywatne i nasze rowery.
No więc w tej mojej drodze pośród placów budowy, którejś zimy zwróciłem uwagę na coś, czego wcześniej nie widziałem. Po gliniastej, wyschniętej polepie lekko przyprószonej śniegiem, biegały dwa ptaki. Wyglądały jak napompowane, na cieniutkich nóżkach, którymi szybciutko przebierały. Na głowach miały… czubki. Wtedy, miałem 10 lat, pomyślałem, że to… jemiołuszki. Wtedy znałem tylko jemiołuszki, spośród ptaków wyposażonych w pierzaste czubki na głowie. Ale te moje „jemiołuszki” były szare. Inne niż jemiołuszki z książek ze szkoły podstawowej. Byłem zadziwiony, zaciekawiony.
Wiecie, wtedy nie było internetu, komputerów, smartfonów, właściwie planszówki też były rarytasem. Z nudów siedzieliśmy ciągle pod blokiem, na łące, w lesie albo w książkach. Trochę żeśmy się tłukli między sobą i dużo się grało w piłkę. Albo wymyślało jednorazowe zabawy, których nikt nas nie uczył. Powstawały z potrzeby chwili, z fantazji, z potrzeby bycia razem jak najdłużej „na powietrzu”.
Na tyle mnie te ptaki zdumiały, że sięgnąłem po „Atlas Ptaków Polski” Jana Sokołowskiego, który leżał u mojego dziadka (tam leżało wiele książek przyrodniczych, które potem zaczytywałem na śmierć).Wtedy to była jedyna dostępna książka o ptakach – mam ją do dziś. Szybko odkryłem, że te dziwne, trochę śmieszne, trochę smutne, ale sympatyczne i nietypowo zachowujące się ptaki to dzierlatki Galerida cristata. Od dnia tego odkrycia dzierlatki już stale były moimi towarzyszkami powrotów ze szkoły do domu.
Kielce „przedmetropolitalne”
Pierwsze wzmianki o dzierlatkach w Guberni kieleckiej pochodzą z XIX wieku. W 1862 r. Józef Sapalski pisał, że są one wszędzie w Guberni pospolite. Sapalski urodził się w 1815 r. Jedne dane podają, że na Wołyniu, inne, że na Podolu. Studiował w Kijowie. Potem pracował w Warszawie i Radomiu. Jest autorem pierwszej, ornitologicznej monografii („Pogląd na Historyą Naturalną Gubernii Radomskiej”) dzisiejszego województwa świętokrzyskiego (Gubernia kielecka nie pokrywa się obszarowo z województwem świętokrzyskim, ale przyjmijmy, że się województwo w Guberni jakoś mieści). W okolicach 1862 r. w Kielcach wrzało. Miasto szykowało się na powstanie zbrojne, które miało wyrzucić carskich żołnierzy z miasta i z całego Królestwa Polskiego. Panował stan wojenny. Rok później wybuchło powstanie styczniowe, które miało burzliwy i ważny przebieg właśnie w Górach Świętokrzyskich w tym w Kielcach. Podobno carskie wojska z armatami stanęły na Rynku żeby odeprzeć zryw kielczan. Wyobrażam sobie, że w tym styczniu 1863 r., na kieleckim Rynku, pomiędzy carskimi ogierami i ich kupami biegały na swoich cienkich nóżkach, pękate, z zadartymi czubkami na głowach, „moje” dzierlatki. „Wszędzie pospolite w pobliżu zabudowań” w ocenie Sapalskiego.
O ile to tylko moja fantazja, o tyle z Kielc jako pierwszy dzierlatki podawał w 1915 r. Otto Zedlitz („Notizen über die städtischen Vogelsammlung in Kielce”). Autor tej bezcennej informacji to znany i uznany ornitolog śląski (Śląsk był wtedy niemiecki, Zedlitz był Niemcem). Otto Eduard Graf von Zedlitz Und Trützschler to niemiecki arystokrata urodzony w 1873 r. w Świątnikach koło Sobótki (to dzisiejsza nazwa). Uczył się we Wrocławiu. Służył w armii. Studiował prawo, ale zawsze chciał być przyrodnikiem. Spełnił marzenie. Więcej niż spełnił. Jako młody człowiek włóczył się po łąkach i polach i… polował na ptaki. Takie wtedy były metody „obserwacji” i zbierania danych. Okazy były zwykle preparowane i trafiały do muzeów. Dzięki tej metodzie pozyskiwania danych, do dziś możemy odszukiwać w muzealnych zbiorach cenne dane w tym o gatunkach niezwykle rzadko zalatujących na teren dzisiejszej Polski. To obecnie także materiał porównawczy, dzięki któremu można prowadzić zaawansowane badania genetyczne, ale też biometryczne. Zedlitz później podróżował po Afryce, odkrywając nowe dla nauki gatunki i doskonaląc systematykę ptaków. Eksplorował Spitsbergen, Norwegię, Wyspę Niedźwiedzią. Odkrył około 50 gatunków ptaków. Niektóre z upolowanych przez niego ptaków z odległych krain znajdują się do dziś w polskich zbiorach muzealnych stanowiąc cenny materiał badawczy.
Można uznać, że kieleckie dzierlatki zostały szczególnie wyróżnione mając możliwość bycia odkrytymi dla nauki w Kielcach właśnie przez tego wspaniałego badacza. Co jednak Zedlitza sprowadziło do Kielc? To było wtedy zapyziałe miasteczko z kilkoma tysiącami mieszkańców. No cóż. To była I wojna światowa i słynny ornitolog był wtedy prawdopodobnie w drodze ze swoją jednostką nad… Prypeć. Ciekawostką jest, że Zedlitz opisał w swojej pracy także dużą populację jerzyków Apus apus, którą obserwował na… Łyścu („W Polsce występuje powszechnie w większości miast […]. Na początku czerwca 1915 r. widziałem niezliczone pary wysiadujące jaja w ruinach klasztoru na szczycie Łysej Góry na wschód od Kielc”). Są tam do dziś, widziałem, już nie w takiej „niezliczoności”. Zedlitz opublikował też swoje obserwacje z bagien nad Prypecią. Po zakończeniu wojny wyemigrował do Szwecji, tam też zmarł w 1927 r.
Wojska niemieckie stacjonowały w Kielcach od 13 maja do 28 sierpnia 1915 r. Wtedy musiał tu być Zedlitz. Wtedy dzierlatki wyprowadzały lęgi, karmiły i wodziły swoje młode. Okres toków i śpiewów godowych dzierlatek w 1915 r. mogli podziwiać Rosjanie, którzy zajmowali Kielce od września 1914 r. do maja 1915 r. Z pewnością nie brakowało wtedy końskich kup na kieleckich duktach. Trwała wielka ofensywa, która doprowadziła do wyparcia wojsk carskich z terenów dzisiejszej Polski. W tym z Kielc.
Przypuszczam, że dzierlatkami mógł się zachwycać sam Józef Piłsudski, który w 1914 r. wkroczył do Kielc. Tylko na chwilę.
Później historia milczy o kieleckich dzierlatkach. Na chwilę pojawiają się dzierlatki z Zagnańska, blisko Kielc, które w latach 40. XX wieku obserwował w tutejszym tartaku sam Jan Sokołowski („Ptaki Ziem Polskich”). Sokołowski ukrywał się tutaj wówczas przez niemieckimi okupantami (dla wielu wybitnych i znanych oraz nieznanych i niewybitnych Polaków w czasie II wojny światowej Góry Świętokrzyskie stanowiły schronienie). Nieco później, pomiędzy 1990 a 1993 rokiem niemal codziennie przechodziłem koło tego tartaku. Nigdy nie obserwowałem tam dzierlatek.
Metropolia Kielce
Kolejne wzmianki pochodzą z lat 70. XX wieku. Wtedy miało być w mieście około 8 par lęgowych. Była natomiast liczna zimą. Tu wrócę do końskich kup. Według Sokołowskiego, końskie kupy zimą stanowiły ważną bazę pokarmową dla dzierlatek. W okresie niedoborów pokarmowych miały one wyjadać niestrawione ziarna zbóż z końskich odchodów. Dlatego przetaczające się przez Kielce kawalerie mocarstw światowych mogły być czynnikiem korzystnym dla kieleckiej populacji dzierlatek. W latach 70. i na początku 80. XX wieku, kawalerie zniknęły, ale zastąpiły je karawany furmanek wypełnionych wszelkim dobrem wiezionym na słynny, kielecki bazar. Bo też Kielce od wieków po dziś były ważnym miastem targowym. Mogłem to jako dziecko oglądać z okien bloku przy ulicy Zagórskiej.
W latach 80. pojawiają się pierwsze doniesienia o dzierlatkach z okolic, gdzie widziałem je pierwszy raz. Wtedy ich populacja przeżywała mały kryzys. Potem, w latach 90. gdy już wiedziałem kim są i uczyłem się już ptaków na serio, odkrywaliśmy coraz to nowe ich stanowiska w mieście. Najwięcej par lęgowych stwierdziliśmy w 1994 r. – 7. Ostatnią dzierlatkę, żywą, obserwowałem na dachu supermarketu na moim osiedlu. To był samotny, smętnie podśpiewujący samiec. Po paru tygodniach znalazłem go martwego na jednym z parkingów. Spacerowałem wtedy z moją malutką córeczką Leną. Jednego ptaka obserwowano jeszcze w granicach Kielc w 2005 r. Od tamtego czasu cisza. Dla Kielc jest to gatunek wymarły.
Co się stało z dzierlatkami?
Dzierlatka od początku lat 2000. zmniejszała swoją liczebność w całej Polsce. Znikała powoli z Mazowsza, Podlasia, Łódzkiego, Śląska. Dość dobrze się miała i ma w Wielkopolsce.
To ptak terenów otwartych, związany ze stepami. Lubi dość łagodny klimat z lekkimi zimami, chyba, że ma dobrą bazę pokarmową. Preferuje krajobraz bardzo luźno zakrzewiony, bezdrzewny, kamienisty. Obserwowałem je w takim właśnie krajobrazie na Węgrzech, w Chorwacji i na Teneryfie. Miała się tam bardzo dobrze. Przez Polskę przebiega północna granica zasięgu tego gatunku. Pojedyncze ptaki obserwowano w południowej Skandynawii.
Od lat 90. XX wieku struktura krajobrazu Polski ulega znacznym zmianom. Po okresie wielkich budów PRL-u, które przypominały… step, miasta zaczęły „dojrzewać”. Pojawiła się najpierw zieleń spontaniczna, później urządzona. Drzewa bardzo urosły. Zaczęto kosić trawniki. Centra miast stały się mało przydatne do życia dla wielu gatunków (na przykład wróble, jerzyki). Szansą dla dzierlatki były peryferia. Albo bogate w nieużytki i środowiska ruderalne, albo będące placami budów rozwijających się aglomeracji. W XXI wieku zapanowała moda na sterylizację miejskiej przyrody, ale też na jej porządkowanie. Splot okoliczności doprowadził do sytuacji, w której każdy wolny plac jest zabudowywany, trawniki są wielokrotnie w ciągu roku koszone (dzierlatki gniazdują na ziemi). Rozwój drzew pozwolił na silny wzrost populacji srok w miastach. Sroki żerują na lęgach innych ptaków. Krótko przycięte trawniki nie mogły już stanowić dobrego schronienia dla jaj i piskląt dzierlatek. Korzystały z tego także bezpańskie koty. Tak ten proces opisałem w 2006 r.: „[…] przyczyny zaniku lęgowisk dzierlatki w Kielcach są z związane z procesem starzenia się miasta”: zakończeniem wielkich budów, zagospodarowaniem środowisk ruderalnych, zabudową wnętrz wielkich osiedli infrastrukturą handlowo-usługową, zanikiem chwastowisk, zarastaniem podmiejskich gruntów rolnych samosiewami brzóz, wierzb i topól, zagospodarowanie zieleni miejskiej, nasilająca się antropopresja (ruch drogowy, drapieżniki domowe) [„Zanik populacji lęgowej dzierlatki Galerida cristata w Kielcach w latach 1986-2005”]. No i zniknęły konne armie globalnych mocarstw oraz korowody bazarowych furmanek.
Dzierlatki podejmowały próby zajmowania siedlisk alternatywnych. Przede wszystkim rozwój sieci autostrad i dróg szybkiego ruchu z MOP-ami nieco jej pomógł. MOP-y, szczególnie w zachodniej i północno-zachodniej Polsce zostały zasiedlone przez ten gatunek. Podobnie jak kilka innych gatunków ptaków (pliszka siwa, mewy, sieweczki), dzierlatki zasiedliły w jakimś stopniu dachy wielkoobszarowych centrów handlowych. Taką próbę podjął też mój ostatni samiec dzierlatki. Dzierlatki zrobiły coś jeszcze. Część populacji „związała się” z miastami i ich peryferiami. Część jednak zasiedliła krajobraz rolniczy. W świętokrzyskim obserwowałem ptaki na polach, przy domach na wsiach, w sąsiedztwie stert obornika. Populację polną obserwowałem też w Białorusi.
Melancholie
Populacja dzierlatki nie odbudowała się w Kielcach. Natomiast obserwowaliśmy proces zaniku populacji w całym województwie. W pewnym momencie rocznie obserwowaliśmy 1-2 ptaki na terenie województwa świętokrzyskiego. Dziś jest nieco lepiej. Znamy stanowiska kilku par.
Nadal raz, dwa razy w tygodniu pokonuję tę samą trasę co w latach 80., gdy wracałem ze szkoły i mogłem słuchać fletowego, nieco melancholijnego śpiewu dzierlatek i cieszyć się ich zabawnym bieganiem między ludźmi. Tak były mało płochliwe. Mija właśnie 40 rok moich związków z tym gatunkiem. I 24 rok braku dzierlatek w moim codziennym krajobrazie.
Początek na koniec
Pierwsze zapiski o dzierlatkach w Polsce pochodzą z XVII wieku (Gabriel Rzączyński, „Historia naturalis curiosa Regni Poloniae, Magni Ducatus Lituaniae, annexarumq[ue] provinciarum : in tractatus XX divisa: : ex scriptoribus probatis ... desumpta”). Kopalne szczątki tego gatunku z terenu dzisiejszej Polski odnaleziono w jednej z małopolskich jaskiń (red. Zygmunt Bocheński, „Podstawy archeozoologii. Ptaki”).
Słowo dzierlatka oznacza „czubaty” (dzierlaty = czubaty) i znane jest z zapisków XV-wiecznych. Poza tym dosłownym znaczeniem, ma też znaczenie przenośne, określające kogoś zadziornego, zawadiackiego. Dzierlatka to też wesoła, zadziorna, młoda, niepozorna dziewczyna co się potrafi filuternie, zaczepnie i inteligentnie odgryźć.
Dzierlatka jako gatunek ptaka znana jest też pod innymi nazwami: śmieciuszka, śmieciuch, pośmieciuszka. To gatunek skowronka. Niepozorny, szary ptaszek. „[…] pierwotnie żyła tam, gdzie step graniczy z pustynią, unika nawet najskąpszej roślinności i w środkowej Europie występuje tylko na terenach zupełnie gołych, które często stwarza cywilizacja” (Jan Sokołowski „Ptaki ziem polskich tom II”).
Dedykuję ten tekst Lenie, mojej córce.
Łukasz Misiuna
Nowe rezerwaty – wspieram
Październik 2025