DZIKIE ŻYCIE

Głos z głębokiego czasu

Barbara Ewa Wojtaszek

Obrazki pozaludzkie

Rozmowa z kamieniem

Wisława Szymborska

(...)
Pukam do drzwi kamienia.
- To ja, wpuść mnie.
Nie mogę czekać dwóch tysięcy wieków
na wejście pod twój dach.
- Jeżeli mi nie wierzysz – mówi kamień –
zwróć się do liścia, powie to, co ja.
Do kropli wody, powie to, co liść.
Na koniec spytaj włosa z własnej głowy.
Śmiech mnie rozpiera, śmiech, olbrzymi śmiech,
którym śmiać się nie umiem.
Pukam do drzwi kamienia.
- To ja, wpuść mnie.
- Nie mam drzwi – mówi kamień.

Pamiętam. Wirującą kosmiczną chmurę wielkowybuchowego gazu, gwiezdnego pyłu i zagęszczających się skał. Pamiętam. Zapadanie grawitacyjne mgławicy wokół naszego Słońca. Pamiętam. Dysk protoplanetarny omiatany wiatrem słonecznym. I pamiętam. Kiedy Thea oddała Gai większość swojego ciała, a Gaja urodziła Lunę.

Pamiętam wielkie gorąco, gdy Gaja płynnie falowała w kosmicznej próżni. I pamiętam wielkie zimno, kiedy młodą planetę otoczyła pierwotna skorupa złożona z nas, kamienistych skał. Pamiętam, jak przyciągaliśmy wodę i pamiętam cienie pierwszych chmur przesuwające się po naszej skalistej skórze.

Litosfera i biosfera. Fot. Ryszard Kulik
Litosfera i biosfera. Fot. Ryszard Kulik

Pamiętam praatmosferę smaganą piorunami, które energicznie mieszały pierwotną zupę. Pamiętam, gdy powstała pierwsza organiczna cząsteczka i jak szybko nauczyła się powielać. Pamiętam prakomórki tworzące się w nas, gorących i głębokich skałach. Pamiętam, kiedy to nowe życie zaczęło zjadać kwanty światła słonecznego i jak wydychało tlen – pierwszego wielkiego zabójcę.

Pamiętam superkontynent Columbię i wzajemne wchłanianie się komórek, kiedy i one dorobiły się jądra, czyli nukleusu. Tak jak olbrzymie jądro Gai wytwarza pole magnetyczne sprzyjające Życiu, tak maleńkie jądro komórkowe reguluje procesy życiowe swojej komórki. Pamiętam superkontynent Rodinię i omnipotentne wielokomórki w praoceanie. Pamiętam, jak bakterie zjadły prawie cały węgiel z powietrza i zamroziły Gaję w ziemię-śnieżkę i pamiętam, gdy gorąco buchające z wulkanów rozpuściło te lądolody. Pamiętam wapienie metamorfujące w marmury. Pamiętam superkontynent Pannocję na biegunie południowym i zasiedlające go jednokomórkowce.

Kamienie i woda. Fot. Ryszard Kulik
Kamienie i woda. Fot. Ryszard Kulik

Pamiętam podzielanie, pączkowanie, rozpełzanie, rozsiewanie Życia na lądzie, w wodzie i w powietrzu. Pamiętam superkontynent Pangeę, kiedy nasze siostry skały wyskakiwały z wnętrza ziemi wysoko do góry i tak już zostały. Pamiętam upadek meteorytu-giganta, który wstrząsnął całą Gają i rozczłonkował Gondwanę. I pamiętam potężną asteroidę – zabójczynię dinozaurów. Tak, kamienie, a już zwłaszcza kosmiczne mogą spowodować wielkie wybijanie. I pamiętam, jak wykorzystały ten czas ssaki: pływające, latające, skaczące, drepczące, biegające, a wreszcie chodzące na dwu nogach.

Pamiętam, gdy pierwszy człowiek podniósł mnie z ziemi i cisnął w kierunku głowy swojego brata. Ta słaba, krucha czaszka do dzisiaj nie wytrzymuje gwałtownego kontaktu z moimi sprasowanymi kryształami. Pamiętam też, kiedy inny matuzal z uporem godnym lepszej sprawy uderzał jednym moim kawałkiem w drugi kawałek, żeby uzyskać upragniony kształt. Jeszcze inny sparzył się na tym i tak odkrył ogień.

I wtedy się zaczęło.

Skała jako opoka. Fot. Ryszard Kulik
Skała jako opoka. Fot. Ryszard Kulik

Litosfera przestała być lita. Ludzie w zawrotnym tempie rozdrapują góry i kruszą nas – skały – szaleńczo szybciej niż woda plus wiatr. W ciągu sekund wyciągają nas z miejsc, w których spoczywaliśmy przez miliardy lat i kawałkują nasze ciała. Mury. Drogi. Fundamenty. Kamień węgielny i węgiel kamienny. Ściany. Chodniki. Biżuteria. Ścieżki. Posadzki. Ołtarze. Zamki i pałace. Beton i asfalt. Drapacze chmur. Szklane domy. Kruszywo, tłuczeń, grys, żwir, piasek. I co najgorsze – sztuczne kamienie. Ich jednorodność i perfekcja są dla mnie obrazą.

Ludzie rozumni nie pytają, nie pukają, nie proszą. Widzą we mnie przedmiot.

Materiał. Budulec. Żeby zbudować swoje, unicestwiają moje. Nieliczni tylko dziwacy patrzą na mnie z zaciekawieniem, czego mogą się ode mnie nauczyć?

A mógłbym nauczyć ludzi cierpliwości. Zwolnienia i zanurzenia się w czasie.

Niewzruszoności i stabilności. Wy-trwałości. Pokory wobec wieczności.

Sami się nauczą. Prędzej czy później.

Barbara Ewa Wojtaszek

Barbara Ewa Wojtaszek – edukatorka (głęboko)ekologiczna, absolwentka Szkoły Ekopoetyki, prezeska zarządu Fundacji Klub Myśli Ekologicznej, kotrenerka Szkoły Integralnej Ekopsychologii SIE oraz Szkoły Trenerskiej Ekopsychologii STEP.