DZIKIE ŻYCIE

Mgła w „widzianych” utworach Władysława Reymonta

Wojciech „Lutygozd” Wochna

Zjawisko mgły, tej rzeczywistej, przeżywał Władysław Reymont w swoim domowym zaciszu, w zapadłej Wolbórce, gdzie jego rodzice mieli młyńską osadę, gdzie rzeki Miedza i Wolbórka łączyły się, gdzie występowały stawiska, rozlewiska, bagniska (moczary), borowiźniska (oparzeliska), olsy i kapuśniska. I właśnie to środowisko znalazło liczne przedstawienia w „widzianych” utworach pisarza1.

Te wczesne utwory oraz „Chłopi” są przesycone tym zjawiskiem przyrody, co więcej mgła stanowiła w nich zasadniczy czynnik w przyrodzie i jako taka wpływała na określenie treści utworów, np. przy tworzeniu nastroju otoczenia, nastroju bohatera, a także jako przenośnie: zamglenie mózgu, zamglony filozofią, mgła kłamstwa itp.2

Zakolista Miedza przed ujściem do Wolbórki w marcu. Fot. archiwum
Zakolista Miedza przed ujściem do Wolbórki w marcu. Fot. archiwum

Mgła to po prostu drobne kropelki wody lub lodowe igiełki zawieszone w powietrzu, nisko nad ziemią czy zagęszczenie wodnej pary, gdy powietrze ochładza się.

Wolbórkowskie mgły tworzyły się na skutek wodnego środowiska i częstego opadu deszczu: „W klimacie wolbórkowskim w nocy lubi padać”3. Reymont często łączył mgłę z opadami deszczu: „Mgły rzadkie, zimne, rozsuwały się tuż nad ziemią, niby zgrzebne, niebielone przędziwo, którego wątek stanowił drobny, ukośnie siekający deszczyk” (Spotkanie). Zatem mgły w kotlinie Wolbórki były na porządku dziennym, zwłaszcza rankami i wieczorami także, kiedy wiatry cichły. Drugim ich wyznacznikiem była względnie niska ciepłota powietrza, zwłaszcza letnią porą. Przez mgłę docierało mniej słońca do podłoża, mniej nagrzewała się ziemia.

Do tworzenia się mgieł istotnie przyczyniały się także oparzeliska, czyli borowiźniska (torfowiska wysokie), wyróżniające się wydzielaniem ciepła powstającego w wyniku rozkładu obumarłej roślinnej tkanki. Skutkiem tego było unoszenie się oparów nad powierzchnią ziemi: „Z łąk i oparzelisk zaczęły bić mgły w górę jak dymy z trybularzy” (Dwie wiosny). Działo się to także zimową porą, w czasie mrozów: „Młyn nawet dzisiaj nie turkotał, był spowity w lute i szkliste mgły” (Chłopi, Zima XIII)”, „a gdzieś za nim, w błotach i w oparzeliskach, z oparów kurzyły się mgły” (Zima IV). Właściwością zimowych mgieł była ich lutość i szklistość, wszak składały się one z lodowych igiełek. Zaś w cieplejsze dni przesycała je wilgoć i gęstość zawiesiny, która określała ich przejrzystość i barwę. Wspólnym mianownikiem tych mgieł była pewnego rodzaju barwa. Pisarz określa ją mleczną, siwą, białą, ale i pora dnia nieco zmieniała jej postrzeganie: niebieskawa (Józiek) czy fioletowa: „Strzępy mgieł rozsuwały się nad stawami i, niby wiry fioletowo-przejrzystej kurzawy, dymiły z dolin…” (Cień) czy „[O zmroku] łąki zaczęły siwieć rosą i okręcać się fioletowymi mgłami” (Suka).

Mgła posiada jeszcze i tę właściwość, że czyni rzeczywistość niewidoczną, niejako wyłączała zmysł widzenia. Pozbawienie zmysłu widzenia wyostrza czujność i ostrość pozostałych zmysłów, ale nade wszystko pozwala niejako odciąć się od zewnętrznego świata i skupić się na sobie, cieszyć się swym wnętrzem: „Czyż szczęście nie jest spokojem, […] kontemplacją, mgłą srebrzystą?” (Pielgrzymka do Jasnej Góry). Srebrzysta mgła wyraża coś lepszego, nie jest ona ani siwa, ani mleczna, lecz błyszcząca, szlachetna. Ta mgła winna prowadzić człowieka do szczęścia, a pozbawiając go zmysłu widzenia, nakierowuje go na poszukiwanie szczęścia w świecie swego wnętrza: in ineriori hominis habitat vera felicitas4. Było to niejako wewnętrzne (przeżyciowe) podejście do tego zjawiska. Oglądowe (zewnętrzne) zaś doświadczenie mgły wprawiało pisarza w zachwyt: „Nad cichą uśpioną okolicą…, spowitą w całun niebieskawej mgły…” (Józiek) było słychać szum rzeki i plusk walącej się wody na młyńskie koło. Na Dnie Wolbórki, w młyńskiej osadzie Rejmentów, mgły zalegały niemal codziennie: „Mgły jakby runami wełny pokrywały łąki…, a stawy podnosiły powieki mgieł” (Dwie wiosny), to powszechny krajobraz rozłogi Wolbórki z przełomu XIX i XX wieku.

Tej zimy zbieg Miedzy i Wolbórki. Fot. Krzysztof Pilarski
Tej zimy zbieg Miedzy i Wolbórki. Fot. Krzysztof Pilarski

Mgła wzmagała pogłos: „Nad [wolbórkowskimi] mokradłami czajki już chybotały białymi podbrzuszami, kołowały i kwiliły, bocian zaklekotał nad stodołą jakąś i ciężkim lotem płynął na żer, jaskółki świegotały pod strzechami, dzikie kaczki krzyczały na oparzeliskach…” (Dwie wiosny). Zatem w cichości mgły wprawdzie niewiele dało się zobaczyć, za to wyraźniej słyszeć.

Niosły one ze sobą odczuwalne zimno, w istocie były zimne, czy to przez zimny napływ powietrza nad wilgotną powierzchnię i jej wychładzanie, wówczas następowało wytrącanie wilgoci z ziemi, powstawała tzw. wypromieniowująca mgła, czy przez parowanie, co w istocie rzeczy schładzało powietrze.

W przypadku Reymonta mgła jako wypadkowa wilgotności powietrza okazała swój szkodliwy wpływ na jego zdrowie. Pisarz przez długie lata mieszkając w Wolbórce, był narażony na działanie wilgoci środowiska, na działanie zamglonego powietrza. Ta mglista wilgoć wywołała u niego gościec (reumatyzm) i stawów, i serca.

Ale ta sama mgła wprawiała pisarza w zachwyt, wywoływała wzniosłe uczucia, twórczą płodność. A przecież jest ona tylko skroploną wilgocią, zawieszoną w powietrzu, powszechnym zjawiskiem w wodnym środowisku.

Dziś występowanie (całorocznej) mgły nad Wolbórką należy do przeszłości. Wprawdzie rzeczki Miedza i Wolbórka ciągle jeszcze toczą wody, jednak z każdym rokiem mniej, a okoliczne stawiska czy rozlewiska już dawno powysychały. Borowizna zatrzymująca wodę w sobie w większości została wykopana względnie zmineralizowała się, a oparzeliska już nie parzą i nie parują. W związku z osuszeniem się tego zakątka środowiska zmalało zakomarzenie, tak bardzo dające się we znaki pisarzowi. Jeszcze tylko bobry mają tu swój żerem, lecz ten jest położony wśród dzikiego olsu, i tylko w nim częściej zalega mgła. Ale ten stan rzeczy już nie dotyczył Reymonta.

Wojciech „Lutygozd” Wochna

Wojciech „Lutygozd” Wochna – z wykształcenia leśnik, filozof i językoznawca, z zamiłowania przyrodnik, regionalista, znawca religii rodzimej, słowianolub, b. akademik, pisarz i naukowiec, zamieszkały na Dnie Wolbórki.

Przypisy:
1. Swoje wczesne twórcze pomysły Reymont czerpał − jak sam wspominał − z widzianych doświadczeń (przeżyć, doznań itp.), czyli z czasu swego pobytu w Wolbórce. Spośród licznych powiastek napisanych za czas pobytu w Wolbórce zostaną uwzględnione: Józiek (1883), Suka (1893), Spotkanie (1893), Pielgrzymka do Jasnej Góry (1894), Cień (1893), Dwie wiosny (1901), oraz powieść Chłopi (1901−1908).
2. Myśl o istotnym wpływie mgły na treść utworów pisarza stanowi już słowopismoznawcze zagadnienie, zatem pozostanie tu bez rozpatrzenia.
3. H. Makowiecka-Sobańska, Wolbórka Rejmentowska. Podróż sentymentalna w przeszłość, Warszawa 2001, s. 11; stwierdzenie odnosi się do pierwszej ćwierci XX w.
4. „We wnętrzu człowieka zamieszkuje prawdziwe szczęście” – tym zdaniem nawiązuję do myśli św. Augustyna: in interiori hominis habitat veritas.