DZIKIE ŻYCIE

Nienasycenie

Ryszard Kulik

Okruchy ekozoficzne

Jedną z dominujących w ruchu ekologicznym narracji tłumaczących przyczyny obecnego kryzysu środowiskowego jest ta odwołująca się do kapitalizmu. Zgodnie z nią, filozofia wolnego rynku i nieograniczonego wzrostu za wszelką cenę jest zabójcza dla planety, a przy okazji również dla człowieka. Kapitalizm ma być odpowiedzialny niemal za całe zło współczesnego świata. Na pewno jest zaś odpowiedzialny za podtrzymywanie nienasycenia jako podstawowego motywu ludzkich działań w świecie.

Nie mam zamiaru bronić kapitalizmu, jednak powyższy związek przyczynowo-skutkowy wydaje mi się znaczącym uproszczeniem. Bo nie odpowiada na pytanie o przyczyny rozprzestrzenienia się samego kapitalizmu. Jak to się stało, że to właśnie ten system ekonomiczny zdominował ludzką kulturę i ma się świetnie już od dobrych kilkuset lat? Mało tego, dzisiaj łatwiej wyobrazić nam sobie koniec świata i wyginięcie ludzkości niż upadek kapitalizmu.

Wendigo JuliusH ai generated
Wendigo JuliusH ai generated

Kapitalizm nie spadł z nieba, to człowiek go stworzył. Chciałoby się powiedzieć: na swój obraz i podobieństwo swoje. Innymi słowy, głębokie korzenie ideologii kapitalistycznej sięgają naszej ludzkiej natury z jej immanentnym nienasyceniem. Nienasycenie zaś jest ewolucyjnym wyposażeniem mającym za zadanie zadbać o nasze przetrwanie w środowisku, które jest zaledwie wystarczająco dobre. W dawnych czasach naszym przodkom zdarzały się okresy, w których nie było co jeść. Jeśli więc pojawiało się jedzenie, to większe szanse na przeżycie miał ten, który zdolny był zgromadzić zapasy – na ciężkie czasy. Ten motyw był głównym czynnikiem rewolucji neolitycznej dającej nam możliwość gromadzenia znaczących nadwyżek żywności. Można by powiedzieć, że rolnictwo w końcu było w stanie zaspokoić nasze nienasycenie. Nic z tych rzeczy jednak. Nienasycenie z definicji jest nie do zaspokojenia. Nigdy nie ma dość. Możemy się o tym przekonać obecnie, gdy w bogatej części świata mamy wszystkiego w bród, a mimo to ciągle chcemy więcej i więcej. Ta spirala nienasycenia nigdy nie ma końca. Nie może go mieć, bowiem każdy i każda z nas nosi w sobie ewolucyjne dziedzictwo, które wymyśliła natura chroniąc nas przed unicestwieniem. Nienasycenie kiedyś, dawno, dawno temu, gdy ludzi było mało i mieliśmy skromne narzędzia technologiczne – było adaptacyjne. Dzisiaj jest całkowicie nieadaptacyjne, gdyż nadmiernie drenuje ograniczone zasoby planety.

Zresztą już wiele setek lat temu ludzie dostrzegali ciemną stronę nienasycenia. I tak, w mitologii rdzennych ludów algonkińskich z Ameryki Północnej pojawia się postać Wendigo uosabiająca potężnego, złośliwego ducha lub bestię jedzącą ludzkie mięso. Wendigo jest symbolem nienasycenia, głodu, chciwości i egoizmu. Jest przedstawiany jako istota posiadająca serce z lodu lub składająca się całkowicie z lodu. Każdy człowiek był narażony na stanie się Wendigo, jeśli nienasycenie opanuje jego duszę. Opowieść o Wendigo miała przestrzegać przed nadmiernym zabieganiem o własny interes, który mógłby zaszkodzić całej społeczności. W końcu warunkiem przetrwania ludzkich społeczności była współpraca oraz dbanie o dobro wspólne, a nie kierowanie się egoistycznymi pragnieniami. Zatem już bardzo dawno temu ludzie wiedzieli, czym grozi bezwarunkowe uleganie nienasyceniu i chronili własne wspólnoty przed jego destrukcyjnym działaniem. Wendigo miał wzbudzać strach i niechęć, ale istotą działania tej mitologicznej inżynierii społecznej było piętnowanie skrajnego indywidualizmu oraz kierowanie uwagi na dobro wspólne.

Dzisiaj stoimy przed podobnymi dylematami, ale inaczej niż w zamierzchłych czasach współczesna kultura zamieniła potwora Wendigo w złotego bożka, który stał się prawdziwym idolem nowoczesnych ludzi sukcesu. Dzisiaj cnotą jest przeć indywidualnie do celu nie oglądając się na koszty, które ponoszą inni oraz środowisko. Wartością jest bogacić się, mimo iż mamy już wszystko. Nienasycenie, którego sloganem jest „zasługujesz na więcej” albo „nie ma żadnych ograniczeń” stało się kołem zamachowym współczesnej ekonomii, zdominowało narracje polityczne i zainfekowało umysły zwyczajnych ludzi – każdego z nas. Mogło się tak rozpanoszyć tylko dlatego, że utraciliśmy relacyjny wymiar naszej tożsamości. Staliśmy się do bólu indywidualni i wolni zrywając pierwotne związki, które łączyły nas z innymi ludźmi, z innymi istotami, z przyrodą, a ostatecznie z całą planetą. Zamieniliśmy dobro wspólne na dobro indywidualne. Nasze serca zostały skute lodem i ani drgną w obliczu cierpienia innych istot i świata. Dlatego tak ważne jest, by na powrót łączyć się z tym, co jest większe od nas samych i stopniowo poszerzać naszą tożsamość o innych ludzi, przyrodę, miejsce, w którym zamieszkujemy oraz całą planetę. Podatność na nienasycenie nigdy nas nie opuści, bo jest częścią naszej dzikiej natury. Uznając ją możemy jednak skierować naszą uwagę na wspólnotowy wymiar życia, na to, że jesteśmy częścią większej całości i ta całość jest naszym prawdziwym „ja”. Tak równoważone nienasycenie nie zrobi krzywdy nam ani światu.

Ryszard Kulik