Miesięcznik Dzikie Życie

11/125 2004 Listopad 2004

Problemy z Naturą

Krzysztof Wojciechowski

W dniach 16–18 września, w pięknych okolicznościach przyrody Lasów Janowskich, u wrót leśnego królestwa Parku Krajobrazowego Lasy Janowskie i Leśnego Kompleksu Promocyjnego tychże samych lasów, odbyła się niepowtarzalna konferencja pt. „Problemy organizacji i funkcjonowania systemu ostoi siedliskowych NATURA 2000 w Polsce”. Dzięki uprzejmości organizatorów mogłem być jej uczestnikiem.

Przedsięwzięcie było imponujące. Zgromadziło bowiem szereg osób z ośrodków naukowych z całego kraju: Kraków, Warszawa, Gdańsk, Łódź, Kielce, Wrocław i Lublin. O randze konferencji świadczy też fakt, że obecni na niej byli dwaj Główni Konserwatorzy Przyrody – były i aktualnie piastujący tę funkcję – prof. Ewa Symonides i prof. Zbigniew Witkowski. Ku zaskoczeniu i rozczarowaniu wielu uczestników nieobecny był dr Jan Wróbel, szef Departamentu Ochrony Przyrody w Ministerstwie Środowiska. Być może, jak zauważył złośliwie jeden z prelegentów, bał się, aby go tutaj nie pogryziono. Przybyło natomiast wiele innych osób zaangażowanych w prace nad siecią NATURA 2000, jak i w ochronę przyrody w ogóle: prof. Romulad Olaczek, prof. Stefan Kozłowski, doc. Jerzy Solon, dr Marek Baranowski, dr Małgorzata Makomaska–Juchiewicz i wielu innych. Znaczne grono stanowili pracownicy służb ochrony przyrody: wojewódzcy konserwatorzy przyrody, dyrektorowie i pracownicy parków narodowych i krajobrazowych oraz przedstawiciele organizacji pozarządowych.

Tematyka konferencji oscylowała w większym lub mniejszym stopniu wokół ochrony i zarządzania obszarami siedliskowymi sieci NATURA 2000. Pierwszy dzień zdominowały jednak referaty „ogólno-NATUR-owe”. Wystąpienia swe wygłosili m.in. obaj Główni Konserwatorzy Przyrody. Dnia drugiego prezentowano prelekcje o bardziej szczegółowej tematyce, dotyczącej konkretnych obszarów NATURA 2000 lub konkretnych gatunków, które są ważne z punktu widzenia zasad tworzenia tej sieci. Nie sposób jest ogarnąć w całości wszystkich poruszanych problemów i zagadnień, są one zresztą dostępne w specjalnie na tę okazję wydanym Zeszycie Naukowym Komitetu „Człowiek i Środowisko” PAN. Publikacja ta, licząca grubo ponad 300 stron, zawiera wszystkie wygłoszone referaty (a nawet więcej).

Ja zaś chciałem podzielić się z Czytelnikami „Dzikiego Życia” przemyśleniami, jakie mnie nachodziły na kanwie usłyszanych referatów i dyskusji. Sądzę bowiem, że dla obrońców dzikiego życia nie będą one bez znaczenia. Po wysłuchaniu referatów przedpołudniowych pierwszego dnia konferencji, jak i dyskusji – nierzadko znacznie ciekawszych od samych referatów – zdałem sobie sprawę, iż? król jest nagi? Oto bowiem sieć NATURA 2000, o której tyle się mówi w gronach przyrodników, naukowców i innych, i z którą tak wielkie nadzieje się wiąże (sam zresztą wielokrotnie o tym pisałem na łamach „Dzikiego Życia” i nie tylko), tak naprawdę okazuje się być bardziej problemem niż szansą. Z wypowiedzi dyskutantów i prelegentów wynika, że: na sieć NATURA 2000 rząd nie da żadnych dodatkowych pieniędzy – i to jest pewne, co więcej, jak się okazuje, w związku z tym, że z NATURY musimy się „rozliczać” przed UE, zaś z ochrony przyrody w parkach czy rezerwatach nie, istnieje poważna groźba, że nastąpi przesunięcie środków finansowych z ochrony dotychczasowych form na ochronę obszarów NATURA 2000. Fundusz LIFE, z którym wiązaliśmy wielkie nadzieje, i który miał być faktycznie przeznaczony na finansowanie tylko „naturowych” działań ochronnych, finansuje jeszcze wiele innych przedsięwzięć, a co gorsze jego pula pozostała tej samej wysokości mimo powiększenia UE o dziesięciu nowych członków.

Projekt sieci został, jak powszechnie przyrodnikom wiadomo, przygotowany kiepsko. Lista jest nie tylko niekompletna, ale w dodatku nie obejmuje najważniejszych, a często jedynych lub najliczniejszych stanowisk rzadkich gatunków (jak choćby żółwia błotnego). Winą za to obarcza się prawie wszystkich: naukowców – bo za mało się udzielali, posłów – bo nie rozumieją rangi problemu i nie chcą dać pieniędzy, w najmniejszym jednak stopniu, jak wynika z wypowiedzi ich samych, urzędników resortu środowiska. Tym natomiast, jak można było wywnioskować z wypowiedzi prof. Symonides, nie brak dobrego samopoczucia ani też zadowolenia z dobrze wypełnionej misji. Bo oto my zdążyliśmy z listą obszarów NATURA 2000 na czas, zaś Czesi, których tak chwaliło się za skrupulatne kartowanie siedlisk w całym kraju – nie. Widać nie znają w Ministerstwie powiedzenia, iż „co nagle to po diable” – nikt nawet nie zauważył, że jest prawie pewne, iż nasza lista zostanie odrzucona w całości. Wspomniani Czesi natomiast mają większe szanse na zatwierdzenie swojej przez Komisji Europejskiej.

Nie otrzymaliśmy też jasnej odpowiedzi, dlaczego obszary zostały skreślone lub, co ważniejsze, według jakiego klucza to uczyniono. Rzecz jasna, pierwszym tłumaczeniem jest brak funduszy, ale to nie wydaje się zbytnio przekonujące i nie mówi, dlaczego wykreślono akurat takie, a nie inne obszary. W kwestii społecznych oporów związanych z wdrażaniem sieci, ciekawy był głos prof. Olaczka, który zauważył, że nasz system ochrony przyrody (zawierający 23 parki narodowe, 120 krajobrazowych, setki rezerwatów itd.) był tworzony przez dziesiątki lat, a teraz chce się jednym projektem coś podobnego stworzyć w ciągu roku. Wyraził też nazbyt optymistyczny, według mnie, pogląd, że wszak NATURA 2000 jest systemem otwartym i można w przyszłości do niej włączać nowe obszary. Zostaje bowiem zawsze to niepokojące pytanie – czy zdążymy? W obliczu wzmożonego betonowania kolejnych cennych fragmentów dolin rzecznych, które to betonowanie nazywa się „ochroną przeciwpowodziową” i finansuje z budżetu UE, pytanie to staje się boleśnie aktualne. Tym bardziej, że to doliny rzeczne są najważniejszymi korytarzami ekologicznymi łączącymi również obszary NATURA 2000, co zgodnie przyznali wszyscy zebrani na konferencji.

Optymistycznym akcentem była natomiast obietnica prof. Witkowskiego, że Ministerstwo Środowiska prowadzi rozmowy z Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi w celu wspólnego finansowania zabiegów ochronnych na obszarach „naturowych” w ramach programów rolnośrodowiskowych. Oby stało się to faktem. Generalnie jednak po pierwszym dniu konferencji można było wysnuć wnioski, że nic się nie da zrobić, bo nie ma pieniędzy, jest opór społeczny, a sama NATURA stanowi zagrożenie dla dotychczasowych form ochrony przyrody. Tym bardziej miłą odskocznią był wieczorny pokaz przepięknych slajdów z Roztocza, Lasów Janowskich i Beskidu Niskiego autorstwa Wiesława Lipca i Adama Krzykwy.

Drugi dzień sesji wyraźnie kontrastował z pierwszym. Być może z racji tego, że mówili w większości praktycy oraz przedstawiciele NGO-sów. Zapewne ku zaskoczeniu wielu okazało się bowiem, że można chronić rocznie ponad 400 gniazd lęgowych żółwia błotnego, przy minimalnym nakładzie finansowym, ale za to z pomocą kilkunastu społeczników (od studenta po emeryta), że przy umiejętnych zabiegach konserwatora można przekonać gminę do ustanawiania nowych form ochrony przyrody, ba, nawet do tworzenia obszarów chronionych na prywatnych gruntach – również z niewielkim nakładem finansowym itp., itd. Jedyne, o co apelowali autorzy tych wystąpień, to pomoc naukowców, której stale brak. Bo cóż z tego, że chronionych jest tyle młodych żółwi, skoro nikt nie bada, ile ich przeżywa, gdzie zimują, by można ich zimowiska również chronić. Ale myliłby się ten, kto sądzi, że apel ów spotkał się z żywym odzewem. Nie. Raczej z szeregiem usprawiedliwień, że... nauka jest niedofinansowana, a naukowców za mało. Jeden tylko doc. Solon miał odwagę przyznać, że naukowcy „gonią za Filadelfią” (publikowaniem na liście czasopism naukowych z tzw. Listy Filadelfijskiej, za które to publikacje dostają największą ilość punktów, co przekłada się potem na pieniądze na badania), a za choćby najlepszą monografię regionalną czy lokalną nikt jeszcze habilitacji nie dostał. I znów winien jest system. Tak czy inaczej, jak wynikało z wielu wypowiedzi, w najbliższym czasie służby ochrony przyrody nie powinny się spodziewać lawiny naukowców i badań.

Podsumowując, konferencja niewątpliwie była cenna, głównie z uwagi na możliwość spotkania i wymiany poglądów i doświadczeń wielu osób z różnych środowisk. Dawała również pole do, często żarliwych, dyskusji na forum i w kuluarach, co jest również ważne, bo pobudza do myślenia i działania. Jeśli idzie jednak o sieć NATURA 2000, zarządzanie siedliskami czy w ogóle jej stan, to dzięki tej sesji niewiele spraw posunęło się do przodu.

Krzysztof Wojciechowski