Dlaczego musimy odzyskać przyszłość? O komunikacji nadziei
Czy ludzie nie marzą już o lepszym świecie? Na szczęście wciąż jest wielu twórców oraz działaczy klimatycznych, którzy próbują przeciwstawić się wszechobecnym pesymizmowi klimatycznemu oraz braku pozytywnych wizji przyszłości. Są to między innymi autorzy książek takich jak „What if we get it right?” („A jeśli nam się uda?”) Ayany Elizabeth Johnson oraz „How to fall in love with future?” („Jak zakochać się w przyszłości?”) Roba Hopkinsa, którzy zainspirowali mnie do tego tekstu.
„Imagination will often carry us to worlds that never were. But without it we go nowhere” („Wyobraźnia może nas zabrać do zupełnie nowych światów, bez wyobraźni nie dotrzemy nigdzie”) Carl Sagan
Narracje przyszłości
Wróćmy na początku do 2019 r., kiedy Greta Thunberg była jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci debaty publicznej, a kolejne rządy na świecie uchwalały rezolucje klimatycznych stanów wyjątkowych. Dziś tematy klimatyczne coraz rzadziej przebijają się do głównego nurtu debaty medialnej, pomimo przekraczania kolejnych granic grożących katastrofą cywilizacyjną: ustępują miejsca wiadomościom o kryzysach, które są pilniejsze i łatwiejsze do zakomunikowania jako treści internetowe. Jeśli przez moment wydawało się że w 2019 r. świat zmierzał do nowej, lepszej przyszłości, to patrząc na media w 2026 r., można odnieść wrażenie, że przyszłość jako kategoria debaty publicznej została w pewnym sensie „anulowana”. Pomiędzy ideologicznym i emocjonalnym odrzuceniem naukowych faktów przez jednych a dystopijnym fatalizmem drugich, trudno znaleźć w tym spolaryzowanym świecie inspirujące treści oraz przekonującą wizję przyszłości. Gdzieś pomiędzy te dwa przeciwstawne bieguny wciśnięta jest sztywna biurokratyczna „konieczność” transformacji energetycznej, która nikomu nie tłumaczy dlaczego, co oraz kiedy się ma wydarzyć, zostawiając pole manewru wszelkiej maści populistom, którzy zbijają polityczny kapitał na ludzkim strachu i uzasadnionej niepewności.
Można powiedzieć, że medialna narracja o klimacie i ekologii jest beznadziejna: nie oferuje przekonującej wizji przyszłości, do której warto dążyć. W takim środowisku komunikacyjnym trudno o działania na skalę której wymaga światowe wyzwanie. Model dystrybucji treści w mediach cyfrowych premiuje przekazy o wysokim ładunku emocjonalnym (tzw. ragebait), co utrudnia obecność złożonych narracji klimatycznych, a rosnąca liczba kampanii dezinformacyjnych dodatkowo pogarsza świadomość klimatyczną społeczeństwa, która niestety została wyjątkowo mocno „zatruta” polityczną ideologią. Nawet najwięksi zwolennicy transformacji do celu net-zero, pozostawieni są sami sobie z wizją przyszłości, która wygląda dokładnie jak teraźniejszość, tylko z większą liczbą turbin wiatrowych i rowerów.
W pułapce kultury remiksu
Jednym z głównych motorów rozwoju naszej cywilizacji, były zawsze kolektywne wizje przyszłości i umiejętność wcielania ich w życie. Czy współcześnie nie straciliśmy tego na rzecz „uwięzienia” w wiecznie powtarzającej się teraźniejszości? W doskonałej analizie tego zagadnienia zatytułowanej „Realizm kapitalistyczny. Czy nie ma alternatywy?”, Mark Fisher wprowadza słynne zdanie, że „Łatwiej wyobrazić sobie koniec świata niż koniec kapitalizmu”. Zjawisko to można jednak interpretować dużo szerzej: łatwiej wyobrazić sobie koniec świata niż złożoną, globalną transformację systemową. Oczywiście to zjawisko głównie polityczne i temat na zupełnie osobny artykuł (osoby zainteresowane politologią w tym miejscu na pewno zwróciłyby uwagę na atmosferę lat 80. i 90. oraz teorie takie jak „Koniec historii” Francisa Fukuyamy). Ten brak wyobraźni wyjątkowo łatwo zobaczyć w masowej kulturze oraz politycznej narracji zbudowanej na sentymencie do przeszłości: według Marka Fishera żyjemy w czasach skomercjalizowanej kultury remiksu. Wystarczy spojrzeć na to, co obecnie grane jest w kinach: to kolejne części istniejących serii, ekranizacje popularnych książek czy nowe wersje starych filmów (w 2025 r. aż 9 na 10 najpopularniejszych produkcji filmowych stanowiły kontynuacje lub adaptacje istniejących historii typu Superman, Park Jurajski itd. Dla porównania, w 1980 r. większość stanowiły nowe projekty!). W jakim kierunku zatem zmierza kultura masowa i jak to wpływa na kolektywną wyobraźnię?
Serwowane nam wizje przyszłości również nie zmieniły się w zasadzie od czasów wielkich pisarzy science fiction lat 50. i 60. i skupiają się zwykle na estetyce: latające samochody, jeszcze większe szklane wieżowce, czasem jakaś większa zieleń między nimi, ale styl życia i organizacja społeczna jest zwykle lustrzanym odbiciem naszych czasów. W wersji pesymistycznej to zwykle dystopijna, mroczna wersja naszej obecnej rzeczywistości: post apokaliptyczna lub technologiczna. Czy to nie ironia, że w czasach gdy tak wielu ludzi ma dostęp do każdej możliwej informacji i dostęp do narzędzi masowej komunikacji, tak trudno nam stworzyć coś zupełnie nowego?
Siła storytellingu
Wyzwania związane z katastrofalną zmianą klimatu wywołaną przez działania człowieka wymagają rozwiązań systemowych, światowych, natychmiastowych oraz radykalnych. Trudno temu stawić czoła bez motywującej wizji lepszej przyszłości, której ten zbiorowy wysiłek miałby służyć. Komunikacja oparta wyłącznie na scenariuszach katastroficznych, pozbawiona elementu sprawczości, często prowadzi do paraliżu zamiast mobilizacji, zwiększając również ryzyko efektu samospełniającej się przepowiedni. Nawet IPCC przyznaje wprost: same dane nie zmieniają świata. Zmieniają go dopiero narracje, normy społeczne i poczucie sprawczości – a więc wszystko to, co w obecnej komunikacji klimatycznej jest najsłabszym ogniwem. W tym miejscu muszę pochwalić świetny pomysł prezydenckiego sztabu wyborczego partii Razem na żartobliwą „sesję” medytacyjną z Adrianem Zandbergiem, w której spokojnym głosem kreśli bardzo konkretną wizję „zielonej” i inspirującej Polski.
Kluczową rolę w budowaniu nowych narracji mogą odegrać kultura popularna i środowiska twórcze. Być może potrzeba całej „armii” pisarzy, aktorów, muzyków, a przede wszystkim odpowiedzialnych i odważnych dziennikarzy, którzy będą potrafili przełamać medialne schematy, korporacyjną presję oraz polityczne dogmaty. Science fiction, literatura, gry komputerowe (kompletnie niedocenione a najpopularniejsze medium!), muzyka, sztuka, social media, wszystkie te środowiska informacyjne mogą być użyteczne w zmianie percepcji na temat potencjalnych przyszłości, niekoniecznie zawsze dosłownie o tym mówiąc. Sprawy klimatu, alternatywnych politycznych i społecznych systemów, mogą być przecież „tylko” tłem dla historii, które są opowiadane, czy to w literaturze, czy w telewizji. Nie tylko fani science fiction znają „Star Trek”: przygody charyzmatycznych kapitanów i ich załogi w świecie przyszłości, w którym panuje równość, obfitość oraz pokój (no chyba, że walczy się z przerażającymi obcymi, takimi jak bezduszna cywilizacja Borg!) inspirowały całe pokolenia, w tym naukowców NASA i ułatwiły rozwój i popularyzację wielu nowych technologii. Nie wiadomo, jak wyglądałby świat, w którym ten serial nie inspirował ludzi, ale wiemy, że automatyczne drzwi, smartfony czy tablety pojawiły się dzięki „Star Trek” w zbiorowej wyobraźni na długo zanim można było je kupić.
Jednym z najskuteczniejszych sposobów odblokowania wyobraźni i przełamania „niedasizmu” jest również pokazywanie, że ta przyszłość, której potrzebujemy, już się zaczęła: od powrotu bobrów do brytyjskich rzek, po cichą rewolucję fotowoltaiczną w Polsce, która w kilka lat realnie zmieniła nasz miks energetyczny – to nie są wizje, tylko działające „prototypy przyszłości”. Jest mnóstwo historii, które pokazują, że jednak „da się”, są miasta, które wygrywają walkę ze smogiem, są eksperymentalne sąsiedzkie ogrody czy nawet odrodzenie konsumpcjonizmu „drugiego obiegu” w popularnych aplikacjach. Wszystkie te historie nie mają jednak zwykle szans z czerwonymi paskami wiadomości oraz deficytem uwagi w social mediach, a to wielka strata dla kolektywnej wyobraźni. Te prawdziwe historie, z realnymi ludźmi zmieniającymi świat, mogłyby przełamać komunikacyjnie to, czego nie udaje się przełamać naukowcom klimatycznym. Mają prawdziwy potencjał storytellingu, są otwartymi drzwiami do alternatywnej przyszłości, obok których nieświadomie codziennie przechodzimy.
Poszukiwanie nowej Gwiazdy Północy
Komunikacja samego zagrożenia klimatycznego faktycznie jest trudna, nie tylko z powodu swojej kompleksowości, ale również dlatego, że wymyka się klasycznym narracyjnym schematom. Jak pisze o tym Adam McKay, reżyser filmu „Nie patrz w górę”: „Trzeba pamiętać, że Hollywood pokazuje nam to, co znamy i lubimy, czyli głównie historie, które sobie mówimy od tysięcy lat i reagujemy na nie w sposób intuicyjny, jak na emocjonalne międzypokoleniowe dziedzictwo. Z klimatem mamy taki problem, że coś na taką skalę się nigdy w naszej kolektywnej pamięci nie wydarzyło”. Trudno za pomocą prostej historii (choć Adamowi McKayowi świetnie się udało, używając w swoim filmie metafory zagrożenia asteroidą aby pokazać absurd komunikacji klimatycznej) opowiedzieć historię globalnego ocieplenia. Zmiana klimatu to nie jest prosta historia, przewija się w zasadzie przez wszystkie główne obszary naszej cywilizacji – energię, bioróżnorodność, rolnictwo, klęski żywiołowe, do „zwykłych” zjawisk pogodowych, które zaczynamy odczuwać na własnej skórze i widzieć własnymi oczami. Dlatego być może środowiska dziennikarskie zrobiłyby światu większą przysługę wplatając wyjaśnienia na temat związków pomiędzy klimatem a na przykład rosnącymi cenami energii lub żywności z powodu susz, zamiast dedykowanych sekcji klimatycznych, które zapewne czytają już tylko aktywiści i naukowcy.
Dane klimatyczne oraz kolejne raporty ONZ nie napawają nadzieją, ale nawet jeśli ocieplenia klimatu nie da się już zatrzymać, to tym bardziej kluczowa będzie komunikacja dotycząca adaptacji do nowych realiów. A skoro mielibyśmy budować nowy świat, to dlaczego nie skorzystać z okazji i spróbować zbudować go trochę inaczej, a może nawet lepiej? Jeśli przyszłość w debacie publicznej funkcjonuje głównie jako scenariusz katastroficzny (lub gloryfikuje się przeszłość – wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się w światowej narracji politycznej!), trudno oczekiwać mobilizacji na skalę, której wymaga kryzys klimatyczny. Przyszłość to komunikacyjna przestrzeń, gdzie można eksperymentować i kolektywnie budować tzw. Gwiazdę Północy, utopijny punkt odniesienia, który być może nie jest sam w sobie osiągalny, ale pomaga wyznaczyć kierunek społecznej ambicji. Utopia to nie naiwność: to odwaga oraz akt oporu przeciwko marazmowi „nieuchronności” dystopii. Taka kreatywna odwaga w czasach deficytu przyszłości może być dziś nie tyle intelektualnym luksusem, co zwykłą koniecznością. Być może największym ryzykiem nie jest dziś naiwność utopii, ale brak odwagi, by ją w ogóle sobie wyobrazić.
Olga Mullay
Olga Mullay – warszawianka mieszkająca na stałe na zielonych przedmieściach w Szkocji. Pracuje w biurze Rady Ministrów Wielkiej Brytanii, gdzie zajmuje się strategią, komunikacją i PR. Absolwentka nauk politycznych, interesuje się ekonomicznymi, społecznymi i politycznymi wyzwaniami związanymi z kryzysem klimatycznym.
Twój 1,5% dla dzikiej przyrody
Maj 2026