DZIKIE ŻYCIE Wywiad 16.01.2026

Masowe odstrzały niedźwiedzi w Słowacji zagrożeniem dla polskiej populacji

Alan Weiss
Fotolia_87319963_Subscription_Monthly_M
Niedźwiedzie są gatunkiem silnie migrującym. Nie znają pojęcia granic administracyjnych państw; dla nich to jeden kompleks leśny, jedne Karpaty, jedne góry.

Rząd Słowacji zadecydował w zeszłym roku o odstrzale 350 niedźwiedzi. Tymczasem polska populacja tego drapieżnika, licząca około 130 osobników, bytuje blisko granicy ze Słowacją. Jakie mogą być konsekwencje masowego odstrzału niedźwiedzi? Czy odstrzał jest skuteczną metodą rozwiązywania konfliktów na linii człowiek-niedźwiedź? A może istnieją efektywniejsze sposoby? Rozmawiamy o tym z ekspertem, Robertem Gatzką, biologiem, wieloletnim pracownikiem Instytutu Ochrony Przyrody PAN, badaczem bieszczadzkiej fauny.

Alan Weiss: Skąd Twoje zainteresowanie niedźwiedziami?

Robert Gatzka: Moja fascynacja niedźwiedziami, w ogóle dużymi drapieżnikami, wynika z fascynacji samymi bieszczadami. Od najmłodszych lat przyjeżdżałem w Bieszczady z rodzinnego Śląska. Początkowo turystycznie, rodzinnie, a po studiach zawodowo związałem się z Bieszczadami i tu mieszkam. Ale jeśli chodzi o niedźwiedzie to przede wszystkim fascynuje mnie ich inteligencja i plastyczność w powiązaniu z ich siłą. To czyni je unikatowymi w świecie zwierząt. Ich niesamowita adaptacja do różnych warunków. Niedźwiedzie brunatne zamieszkują praktycznie całą północną półkulę i to w różnych strefach klimatycznych, w różnych warunkach i wszędzie potrafią się dopasować. Samice rozwinęły strategię chronienia przed infantycydem, czyli zabijaniem młodych przez dorosłych samców. Jak to robią? W czasie rui kopulują z paroma samcami, po to, by później te niedźwiedzie nie atakowały jej młodych. Poza tym u niedźwiedzi jajeczkowanie odsunięte jest w czasie więc młode z jednego miotu mogą rzeczywiście mieć różnych ojców. U kotów zresztą jest podobnie.

Jaką funkcję pełni niedźwiedź w ekosystemie? 

Niedźwiedź jest największym naszym europejskim drapieżnikiem. Ale nie odżywia się typowo dla drapieżników. Jest wszystkożerny. Rola niedźwiedzi w przyrodzie jest bardzo ważna i różnorodna. Ważną częścią diety niedźwiedzi jest pokarm roślinny.  Przeprowadzone niedawno badania w Tatrach pokazały, jak istotną rolę odgrywają niedźwiedzie w rozprzestrzenianiu się jagód i borówki w Tatrach. Podobnie ma się sprawa z bukami czy leszczyną. Niedźwiedź  zjada nasiona czy orzechy, ale nie wszystkie zgryzie, nie wszystkie przetrawi, więc część powraca do środowiska wraz z odchodami, a dodatkowo ma zapewnione odpowiednie podłoże, na którym jest duża szansa na wzrost dla tych roślin. Spałowanie, czyli zdzieranie kory z drzew na wiosnę, to kolejna ważna funkcja. Otwiera drzewo i w tym miejscu pojawiają się grzyby, owady, w końcu dzięcioły, które odżywiają się larwami. Powstają dziuple, które stają się miejscem bytowania innych zwierząt. Jest to wprawdzie rodzaj uszkodzenia drzewa, ale zwykle niezbyt groźnego i takie drzewo żyje przez kolejne kilkadziesiąt lat lub więcej. W końcu niedźwiedzie lubią padlinę. I podobnie, jak z tym drzewem są w stanie „otworzyć” dużą ofiarę, np. żubra, z której następnie skorzystać będą mogli mniejsi padlinożercy tacy jak lis, kruk, myszołów czy sikorka.

Robert-Gatzka-niedzwidzie
Robert Gatzka – biolog, wieloletni pracownik Instytutu Ochrony Przyrody PAN, badacz bieszczadzkiej fauny.

Jak w tym kontekście skomentujesz decyzję rządu Słowacji o odstrzale nawet 350 niedźwiedzi. Szczególnie, że decyzja ta zapadła bez wymaganej unijnym prawem strategicznej oceny oddziaływania na środowisko. 

Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że nie jest to również merytoryczna decyzja poparta twardymi danymi, badaniami. Decyzja o odstrzale tak dużej liczby osobników, to jest stricte decyzja polityczna populistycznego rządu, a populiści lubią drogi na skróty. Odstrzał to proste, ale bardzo szkodliwe rozwiązanie.

A skuteczne?

No właśnie nie. Paradoksalnie ilość incydentów z niedźwiedziami, w tym ataków na człowieka, może wzrosnąć. Badania pokazały, że na terenach, gdzie poluje się na niedźwiedzie – ataki na człowieka zdarzają się częściej niż w terenach, gdzie się na nie nie poluje. Jest to powiązane zarówno z postrzelonymi niedźwiedziami, jak i tymi, którym udało się uciec, ale czują się zagrożone, więc mogą zaatakować przypadkowo spotkanego człowieka. Co więcej, odstrzały w Słowacji nie są prowadzone w miejscach, gdzie dochodzi do konfliktów na linii człowiek-niedźwiedź. Z kolei w Rumunii strzela się do niedźwiedzi w ramach polowań dewizowych, czyli przyjeżdżają myśliwi z całej Europy, a może i świata, żeby ustrzelić niedźwiedzia. Płacą mnóstwo pieniędzy, więc nie chcą polować na tle metalowego śmietnika, lecz w lesie. Dlatego przy tych odstrzałach najczęściej nie są eliminowane osobniki problematyczne, tylko przypadkowe niedźwiedzie, które prawdopodobnie trzymają się z daleka od ludzkich osiedli.

Już w maju zeszłego roku były doniesienia, że mięso z odstrzelonych niedźwiedzi sprzedaje administracja słowackiego Tatrzańskiego Parku Narodowego i Park Narodowy Wielka Fatra. Instytucje ochrony przyrody stały się państwowymi sklepami mięsnymi?

To absurd. W Unii Europejskiej, gdzie niedźwiedzie są gatunkiem chronionym, powinien obowiązywać zakaz komercyjnej sprzedaży takiego mięsa. Zresztą odradzałbym jedzenia mięsa niedźwiedzi. Niedźwiedzie jako gatunek wszystkożerny są bardzo często zainfekowane pasożytami. Zjedzenie mięsa takiego niedźwiedzia grozi ciężką chorobą pasożytniczą, zwaną trychinozą (inaczej włośnicą) powodowaną przez nicienie. W łagodnej formie wiąże się to z wysoką gorączką, bólami brzucha, obrzękiem twarzy, ale powikłania mogą prowadzić do zapalenia mięśnia sercowego, płuc czy mózgu. Znane są także śmiertelne skutki zachorowań na trychinozę.

A jakie mogą być ekosystemowe konsekwencje odstrzału takiej liczby niedźwiedzi?

Na pewno konsekwencją może być znaczące zubożenie puli genetycznej zachodnio-karpackiej populacji niedźwiedzia.

Czy niedźwiedzie są teraz bezpieczne, podczas snu zimowego?

Nie wiem, czy polowania są kontynuowane zimą. Trzeba jednak pamiętać, że niedźwiedzie często nie przesypiają całej zimy, jak np. nietoperze lub świstaki. Przebudzają się czasem i wychodzą. A teraz niedźwiedzice zaczynają czas rozrodu. 

Szacunki mówią o około 130 niedźwiedziach bytujących w Polsce. Są one tu objęte ścisłą ochroną, a występują wyłącznie w Karpatach (Bieszczady, Tatry, Beskid Żywiecki), czyli w bezpośrednim sąsiedztwie granicy ze Słowacją. Tymczasem w Słowacji mówi się o 1000-1200 osobników. Czy odstrzał aż 350 niedźwiedzi w Słowacji zagraża także polskiej populacji?  

Niestety, jak najbardziej, ponieważ niedźwiedzie są gatunkiem silnie migrującym. Kolokwialnie mówiąc, one bardzo dużo łażą i nie znają pojęcia granic administracyjnych państw. Dla nich to jeden kompleks leśny, jedne Karpaty, jedne góry. Taki niedźwiedź na wiosnę jest po polskiej stronie Bieszczadów, a z początkiem lata siedzi już w Słowacji, a później znów wraca do Polski na dojrzewające jabłka i śliwki. A na jesień wędruje w wysokie Bieszczady, czy nawet do Ukrainy, gdzieś w lasy bukowe na bukiew, czyli bukowe orzeszki. Dlatego w przypadku masowych odstrzałów w Słowacji, częste przemieszczanie się niedźwiedzi stanowi duże zagrożenie dla naszej populacji.

Fotolia_94504627_Subscription_Monthly_XL
Niedźwiedzie brunatne zamieszkują praktycznie całą północną półkulę i to w różnych strefach klimatycznych, w różnych warunkach i wszędzie potrafią się dopasować.

Miejmy nadzieję, że skarga do Komisji Europejskiej, jaką złożyły organizacje przyrodnicze zostanie rozpatrzona pozytywnie i odstrzały zostaną zatrzymane. Choć, jak donosiły media, do końca października zeszłego roku zabito już prawie 200 osobników. Jakie są przyczyny sytuacji konfliktowych na linii człowiek-niedźwiedź, przez które rząd Słowacji podjął drastyczną decyzję o odstrzale?

Incydentów z niedźwiedziami, w których dochodzi do jakiegoś fizycznego kontaktu i poranienia człowieka przez niedźwiedzie jest bardzo mało. Są to incydentalne przypadki. Są lata, gdy nie odnotowuje się ani jednego takiego zdarzenia. W innych z kolei może być mowa o paru, 2-4 takich kontaktów. Częściej mamy do czynienia ze szkodami wyrządzanymi przez niedźwiedzie w okolicach ludzkich domostw. Można wskazać dwa główne powody takich zachowań niedźwiedzi. Jak już mówiłem, niedźwiedzie są wszystkożerne, a na dodatek są wszystkożernymi oportunistami. To znaczy, że będą zawsze korzystały z takiego pokarmu, który jest najłatwiej dostępny, przynosi najwięcej kalorii, a ponadto nie trzeba się męczyć przy jego zdobywaniu. To mogą być na przykład późnym latem jabłka leżące na ziemi w sadzie. Po co ma podejmować wysiłek polowania np. na jelenia, kiedy obok ma mnóstwo jabłek. Nieco później mogą to być orzeszki buka czy orzechy laskowe. A wcześniej – jagody, jeżyny. Niedźwiedzie mają świetny węch, który potrafi z daleka wyczuć podgniłe jabłka. Wreszcie niedźwiedzie są bardzo inteligentne – szybko się dostosowują i potrafią korzystać z nadarzających się okazji na łatwy pokarm, którym mogą być po prostu ludzkie odpady. Niestety od lat obserwujemy błędnie prowadzoną gospodarkę komunalną. Zachęca się ludzi do tworzenia kompostowników. Jeśli na tych kompostownikach by się znajdowały tylko odpady z ogródka (trawa, liście, ewentualnie skórka z cebuli i obierki z ziemniaków), to by nie było tak źle. Ale niestety ląduje tam wszystko – od niezjedzonego obiadu po resztki z grilla, a to już bardzo przyciąga niedźwiedzie. Po co miałby zbierać przez kilka godzin orzeszki w lesie, skoro mogą się nasycić na ludzkim śmietniku, w znacznie krótszym czasie pozyskując tę samą ilość kalorii? Oczywiście okolice zamieszkałe przez ludzi nie są dla niedźwiedzi komfortowe, niemniej pokusa łatwej zdobyczy jest tutaj kluczowa. Ludzie zostawiają niedźwiedziom nakryty stół, więc kalkulacja kosztów i zysku jest prosta.

A czy problemem są też nęciska i dokarmianie dzikiej zwierzyny przez myśliwych? 

Tak, te działania mają także bardzo negatywny wpływ. Obserwujemy to w Bieszczadach, ale też w Beskidzie Niskim, na Pogórzu Przemyskim i w Górach Sanocko-Turczańskich. Myśliwi wykładają pokarm, żeby karmić lub zanęcić zwierzynę kopytną. Jeśli by to było samo siano, to by nie było problemu. Ale mamy do czynienia z tonami innego pokarmu: burakami, kukurydzą, ziemniakami albo nawet zwykłymi odpadami z domu – chlebami i owocami cytrusowymi. Na to przychodzi niedźwiedź i znów uczy się korzystać z łatwego pokarmu. Dodatkowo przyzwyczaja się do zapachów, które myśliwi pozostawiają na nęciskach – zapachu samochodu, zapachu ludzi, co z kolei zaczyna im się dobrze kojarzyć i zachęca do odwiedzania również ludzkich okolic. Analogicznym problemem są tak zwane fotoczatownie, czyli miejsca zwabiania na wykładany pokarm dużych drapieżników, by zrobić im dobre zdjęcia. I tutaj też widzimy przyzwyczajanie dużych drapieżników, czy to wilk, czy niedźwiedź do obecności człowieka i kojarzenia go z łatwo dostępnym pokarmem.

Skoro odstrzały niedźwiedzi nie są efektywne, to jakie są inne rozwiązania konfliktów na linii człowiek-niedźwiedź?  

Edukacja. Edukacja społeczeństwa szeroko zakrojona, zaczynając od najmłodszych. Trzeba do tego chęci lokalnych samorządowców. Pracujemy nad tym z innymi organizacjami przyrodniczymi. Lecz edukacja jest tylko jednym z etapów. Drugim jest likwidacja atraktantów, czyli kompostowników, kontenerów z odpadami lub ich odpowiednie zabezpieczanie. Bo jak już wspominałem, niedźwiedź jest oportunistą. Jeśli on przyjdzie do miejsca, gdzie są te śmieci, pięknie pachnie, ale napotyka na elektrycznego pastucha lub dobrze zabezpieczony, metalowy kontener, do którego nie może się dostać, to odpuści i już raczej tam nie wróci. Zapamięta, że nie ma tam po co chodzić. Dlatego musimy działać mądrze systemowo, bazując na aktualnej wiedzy naukowej.

Czy takie działania przyniosły gdzieś pozytywny skutek? Zmniejszenie liczby sytuacji konfliktowych?

Tak, jak najbardziej. Przeprowadzono badania porównujące różne działania w całej Europie. Wnioski są jednoznaczne: wielkość populacji nie ma wpływu na liczbę notowanych szkół. Faktyczny wpływ ma wprowadzenie zabezpieczeń odpadów, jaki i system odszkodowań. Jeśli mamy dobrze działający system profilaktyki, to nie będziemy potrzebowali nawet grup interwencyjnych lub prewencji. Przykładem tego jest na przykład Chorwacja. W Chorwacji zagęszczenie niedźwiedzi jest znacznie większe niż w Polsce, a szkód jest stosunkowo znacznie mniej. W Chorwacji dbają o to, żeby do szkód nie dochodziło. 

A masz przykład z własnego doświadczenia, że wprowadzenie takich zabezpieczeń jest skuteczne?

Tak, i to tu, w Bieszczadach. Miałem kilka takich przypadków, gdzie scenariusz się powtarza.   Niedźwiedź regularnie odwiedzał na przykład kontenery z odpadami przy hotelu. Pracownicy bali się wynosić śmieci, bo istniało duże ryzyko spotkania z niedźwiedziem. Niektórzy bali się nawet przejść drogę z domków dla pracowników do budynku hotelu, bo po drodze mijało się te kontenery. Wysyłano więc po nich auto, żeby bezpiecznie dostali się do pracy. Trwało to jakiś czas, a potem zgłoszono się do nas, a my rozwiązaliśmy sprawę właściwie w jeden dzień. 6 słupków wbitych w ziemię i pięć pasków pastucha elektrycznego zrobiło robotę. Od 3 lat nie ma już problemu. Niedźwiedź raz-drugi spróbował i przestał przychodzić. Teren jest monitorowany, więc wiemy, że raz na kilka-kilkanaście miesięcy zdarzy się inny osobnik, który próbuje swojego szczęścia, ale zwykle próbuje tylko raz i już nie wraca.

A co powinien wiedzieć i jak się zachowywać człowiek, który spotyka niedźwiedzia na szlaku albo przy kontenerach z odpadami?

Na szlaku możemy stosować prewencję. Warto wyraźnie zaznaczać swoją obecność a nie skradać się. Nie sugeruję tutaj bynajmniej, żebyśmy krzyczeli albo włączali głośno muzykę z boomboxa. Jeśli idziemy z kimś, to rozmawiajmy ze sobą. Jeśli idziemy w pojedynkę, to można coś zaśpiewać, pogwizdać sobie. Chodzi o to, żeby zwierzęta nie były przez nas zaskoczone. Bo trzeba pamiętać, że zwierzęta wcale nie chcą się z nami spotkać. Wolą nas unikać, więc słysząc nas, zejdą nam z drogi, oddalą się albo dadzą nam znać, że nie życzą sobie naszej obecności, nie zaatakują od razu. Więc mamy czas na spokojne wycofanie się. Z kolei na terenach zabudowanych nie podchodźmy do niedźwiedzia, nie próbujmy mu robić zdjęcia. Wycofajmy się i zgłośmy sprawę do lokalnej gminy, centrum zarządzania kryzysowego lub grup interwencyjnych, jeśli takie istnieją.

Fotolia_56608990_Subscription_Monthly_M
Niedźwiedzice w czasie rui kopulują z paroma samcami, po to, by później te niedźwiedzie nie atakowały jej młodych.

Co jeszcze warto przenosić na grunt polski z innych państw, choćby takich jak Chorwacja, żeby było skuteczne, a nie wiązałoby się z uśmiercaniem niedźwiedzi?

Grupy interwencyjne. W Chorwacji takie działają. Mają pozwolenie na używanie broni gładkolufowej z kulami z amunicją niepenetrującą do odstraszania niedźwiedzi na terenach zabudowanych. W Polsce taka grupa działa tylko w Tatrach, bo prawo zezwala pracownikom parków narodowych na terenie tych parków oraz w ich otulinie na używanie właśnie takiej broni. W Tatrach to działa i sprawdza się znakomicie od wielu lat. Owszem, liczba incydentów nie spadła do zera, ale w ostatnich 20-30 lat bardzo zmalała.

To czemu w Bieszczadzkim Parku Narodowym nie można wprowadzić takiego rozwiązania?

Można, ale tylko na terenie parku narodowego i w jego otulinie. A w przypadku Bieszczadów, inaczej niż w Tatrach, obszar parku narodowego i jego otuliny to zaledwie ułamek zasięgu populacji niedźwiedzia w naszym regionie. Konieczne są więc zmiany w prawie, dopuszczające działania takich grup. Albo powołania Służby Ochrony Przyrody, która byłaby wyszkolona, miałaby odpowiednie uprawnienia i decyzyjność. Wiąże się z tym jednak konieczność wprowadzenia szeregu zapisów – kwestia ubezpieczeń, pozwoleń na wchodzenie na posesje i grunty prywatne, korzystanie z broni etc. Niemniej takie rozwiązanie jest przygotowane – od 2012 r. leży w biurku ministerstwa i czeka na wdrożenie. Chodzi o Program Ochrony Niedźwiedzia Brunatnego w Polsce, opracowany przez wiodących polskich naukowców, specjalistów od niedźwiedzi. Tam wszystko jest dokładnie przedstawione. Jak nie dopuszczać do tych konfliktów i jak działać, kiedy już do takich sytuacji dochodzi.

A jak skomentujesz poselski projekt ustawy o zmianie ustawy o ochronie zwierząt RPW/31011/2025 (nr druku 1765), który podnosi kwestię używania amunicji niepenetrującej w celu odstraszania niedźwiedzi i żubrów?

To krok w dobrą stronę, ale nowelizacja mówi tylko o myśliwych, posiadających broń w celach łowieckich, o których ma zostać rozszerzony katalog osób, mogących posiadać amunicję niepenetrującą oraz płoszyć niedźwiedzie i żubry. Owszem ma to sens, jednak po pierwsze nie powinno się wykluczać innych grup społecznych, takich jak leśnicy, weterynarze, pracownicy parków narodowych (mogących działać także poza terenami parków), naukowców, członków organizacji przyrodniczych, którzy nie są myśliwymi. Osoby te po przeszkoleniu, uzyskaniu odpowiednich pozwoleń na broń, zgody Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, również powinny mieć możliwość bycia członkiem grup interwencyjnych. Po drugie projekt skupia się tylko na dwóch gatunkach – niedźwiedziu oraz żubrze. Jednak nie są to jedyne gatunki, przy których działania z użyciem amunicji niepenetrującej mogą być także efektywną metodą. To samo dotyczy przecież wilków, dzików, jeleni czy łosi, oczywiście przy dopasowaniu amunicji do wielkości gatunku. Dlatego warto by było uogólnić katalog gatunków do „dzikich zwierząt”. Wziąłem udział w konsultacjach tego poselskiego projektu i przedstawiliśmy sugestie jego zmian.

Fotolia_72297322_Subscription_Monthly_XL
Badania pokazały, że na terenach, gdzie poluje się na niedźwiedzie – ataki na człowieka zdarzają się częściej niż w terenach, gdzie się na nie nie poluje.

Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w lipcu zeszłego roku przedstawiła z kolei projekt ochrony niedźwiedzia brunatnego poprzez minimalizowanie sytuacji konfliktowych z jego udziałem na terenie województwa podkarpackiego i małopolskiego. Zdaje się, że jest bliski prezentowanej przez Ciebie perspektywie. Mówi zarówno o edukacji, jak i powołaniu specjalnych grup interwencyjnych.

Tak, jest bliski i z większością postulatów się zgadzam. Krytycznie widzę postulowane zwiększenie bazy pokarmowej poza terenami zurbanizowanymi. Powodem pojawiania się niedźwiedzi we wsiach i osadach, nie jest bowiem brak pokarmu w przyrodzie. On tam jest w wystarczającej ilości. Ale ten we wsiach jest łatwiejszy i smaczniejszy. Dodatkowo grupy interwencyjne powinny również zajmować się badaniem i oceną przyczyn wizyt niedźwiedzi na terenach zurbanizowanych, a nie tylko ich przepłaszaniem. 

Niedawno głośno było o sytuacji z niedźwiedziami w Gminie Cisna. Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska podjęła nawet decyzję o odstrzale tych niedźwiedzi.   

Od lat pojawiały się apele o wprowadzenie działań profilaktycznych w Bieszczadach, ale niewiele się działo w tej sprawie. A jak już wiemy, niedźwiedź jak raz pozna dostęp do łatwego pokarmu, to będzie z niego korzystał. To może stwarzać zagrożenie dla mieszkańców. Jest to niekomfortowa sytuacja i dla niedźwiedzi, i dla człowieka, bo jedzenie papierków po batonikach, które wędrują później przez układ pokarmowy niedźwiedzia, na pewno dla niego też nie jest zdrowe. Przeważył jednak w tym wypadku głos zaniepokojonych mieszkańców, szczególnie że zaczynał się właśnie sezon turystyczny. Zrobiło się głośno. Te głosy dotarły do wójta i innych lokalnych samorządowców, którzy zaczęli się domagać od Generalnej Dyrekcji Ochrony Przyrody odstrzału.

Fotolia_56608548_Subscription_Monthly_M
Niedźwiedź nie przychodzi do wsi po to, by zjeść ludzi, tylko zwabiony zapachem źle zabezpieczonych odpadów lub niezebranych owoców w sadzie.

Na poziomie mieszkańców i władz lokalnych można zrozumieć obawy, ale jednak w Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska pracują specjaliści, którzy każde z takich zgłoszeń powinni zweryfikować, prawda?

Oczywiście, decyzja o odstrzale powinna być ostatecznością. Mamy w końcu do czynienia z gatunkiem chronionym. To wymaga szczególnej analizy nie tylko samych zgłoszeń, ale również wizji terenowej, sprawdzenia sprawy na miejscu. Bo choć rzeczywiście w GDOŚ pracują osoby kompetentne, to jednak nie ma ich w miejscu zdarzenia. I tu wraca kwestia grup interwencyjnych, które mogłyby reagować, raportować, czy nawet decydować o konieczności odstrzału, kiedy dany osobnik rzeczywiście stwarza realne zagrożenie. Z jednej strony ludzie mają prawo się bać, ale z drugiej – powinni być eksperci, którzy właściwie ocenią czy jest zagrożenie dla bezpieczeństwa ludzi czy nie, a następnie zadecydują o optymalnym rozwiązaniu. 

W sprawie niedźwiedzi GDOŚ się jednak wycofał z decyzji o odstrzale.

Całe szczęście. To dobra decyzja GDOŚ. Chciałbym w tym miejscu pochwalić też współpracę Gminy Cisna z Regionalną Dyrekcją Ochrony Przyrody w Rzeszowie i z naukowcami oraz organizacjami przyrodniczymi, ponieważ zmieniono taktykę i zaczęto działać prężnie w kwestii wprowadzania rozwiązań nieśmiercionośnych. Zostały wyznaczone najbardziej newralgiczne punkty, gdzie dochodzi do incydentów. Te lokalizacje są teraz zabezpieczane przez wprowadzenie specjalnych kontenerów na odpady lub zabezpieczeń pod postacią pastuchów elektrycznych. Będzie prowadzona też akcja edukacyjna, co jest niemniej ważne. Dzięki tym działaniom będzie można kwestię niedźwiedzi rozwiązać w inny sposób, bez odstrzału. Niedźwiedź nie przychodzi do wsi po to, by zjeść ludzi, tylko zwabiony zapachem źle zabezpieczonych odpadów lub niezebranych owoców w sadzie. Trzeba więc zidentyfikować, co przyciąga niedźwiedzia i zabezpieczyć tę kwestię. Wtedy problem znika, bo nic w przyrodzie nie dzieje się bez przyczyny.



Robert Gatzka – od dziecka związany z Bieszczadami i ich dziką przyrodą. Absolwent Katedry Biologii i Biotechnologii Ruhr Universität Bochum w Niemczech. Jako jeden z pierwszych badał w swojej pracy dyplomowej metodami nieinwazyjnymi poziomy hormonów stresu u żubrów w ramach projektu reintrodukcji żubra w górach Rothaar  w Niemczech. Doświadczenie terenowe i wiedzę o bieszczadzkiej faunie zdobywał w licznych projektach monitoringu dużych drapieżników, m.in. jako wieloletni pracownik Instytutu Ochrony Przyrody PAN w projekcie Carpathian Brown Bear Project. Razem z Krzysztofem Kuncelmanem i Andrzejem Borowskim, jest współpomysłodawcą Parku Ochrony