DZIKIE ŻYCIE Wywiad 30.03.2026

Czy zakończy się hobbystyczna rzeź ptaków przy Parku Narodowym Ujście Warty?

Park Narodowy Ujście Warty. Fot. Piotr Chara (10)
Park Narodowy Ujście Warty. Fot. Piotr Chara

Park Narodowy „Ujście Warty” to jeden z najcenniejszych obszarów przyrodniczych Polski. Jego otulina zgodnie z polskim prawem powinna zabezpieczać ptaki, czyli przedmiot ochrony tego miejsca, przed zewnętrzynymi zagrożeniami. Tymczasem rzeczywistość jest odwrotna – w otulinie parku ptaki są świadomie wypłaszane, ranione i zabijane w wyniku rekreacyjnych polowań. By strzelać do nich przyjeżdżają tu myśliwi z wielu stron Europy. O procedowanym właśnie w Ministerstwie Klimatu i Środowiska projekcie wprowadzenia strefy ochrony zwierząt w części otuliny Parku Narodowego Ujście Warty rozmawiamy z Piotrem Charą, wieloletnim pracownikiem tego parku, członkiem Regionalnej Rady Ochrony Przyrody w Gorzowie Wielkopolskim.

Piotr Chara w terenie.
Piotr Chara w terenie.

Alan Weiss: Z czego słynie Park Narodowy Ujście Warty?

Piotr Chara: Park Narodowy Ujście Warty chroni pozostałości dawnej delty Warty. To mozaika starorzeczy płytkich akwenów i rozlewisk. Człowiek od stuleci na kontynencie europejskim tego rodzaju siedliska – siecią rowów i wałów – metodycznie osuszał. Wręcz wypowiedział krucjatę i walczył z wodą w krajobrazie. Zamieniał nadrzeczne rozlewiska i wilgotne łąki w suche pola i osady. Mokradła w Ujściu Warty nie przetrwały przypadkiem. Już 250 lat temu, gdy masowo meliorowano nadrzeczne mokradła dostrzeżono i doceniono ich przeciwpowodziową wartość. Ocalenie tych mokradeł zawdzięczamy więc ich retencyjnej funkcji, którą pełnią do dziś. Warunki przyrodnicze nadal są tutaj kształtowane przez wody zalewowe. Patrząc na historyczną i obecną mapę Polski czy Europy zauważymy, że takich obszarów przetrwały raptem promile względem stanu sprzed stuleci. Nieliczne, izolowane mokradła stały się w obecnym świecie samotnymi oazami, niewielkimi zielonymi kropkami na mapie przekształconej i wysychającej Europy. Wraz ze zanikiem tych cennych siedlisk wzrosła rola tych, które ocalały, gdyż warunki do życia znajduje w nich dawny bogaty zespół gatunków. I to one stanowią przedmiot ochrony w Parku Narodowym Ujście Warty. Zwłaszcza ptaki, które jako zwierzęta migrujące straciły wiele dawnych miejsc, gdzie mogły uzupełnić energię i odpocząć na trasie wędrówki. Obszary bagienne, które przetrwały przyciągają ptaki, gdyż stanowią często jedyną „stację paliw” na trasie. To tłumaczy wielkie koncentracje ptaków w tych siedliskach. Tak znaczącą rolę w przetrwaniu tej grupy zwierząt pełnią dziś mokradła ujścia Warty.

Park Narodowy Ujście Warty. Fot. Piotr Chara
Park Narodowy Ujście Warty. Fot. Piotr Chara

Dlaczego procedowany jest obecnie w Ministerstwie Klimatu i Środowiska projekt wprowadzenia strefy ochrony zwierząt w części otuliny Parku?

Otóż mimo funkcjonowania Parku, tuż przy jego granicy, czyli przy granicy ptasich noclegowisk, zimowisk, żerowisk, dla ochrony których Park powołano, ustawiają się chętni do strzelania do ptaków. Otaczają Park i strzelają do ptaków, gdy te tylko go opuszczą. Chroniony najwyższą formą obszar o randze europejskiej jesienią i zimą przypomina strzelnicę. I to szeroko otwartą, strzelnica jest bowiem międzynarodowa, ściągają tu by strzelać do ptaków myśliwi z wielu stron Europy. Przypomnijmy, ptaki te nie mają już gdzie się podziać, by przetrwać muszą korzystać z tych ostatnich mokradeł.

Fot. Piotr Chara
Fot. Piotr Chara

Ale przecież park posiada otulinę.

Teoretycznie tak. Jej statutowa funkcja to zabezpieczenie przedmiotu ochrony przed zewnętrznymi zagrożeniami. Tymczasem w tej otulinie jest dokładnie odwrotnie. Tu główny przedmiot ochrony – ptaki – stanowią cel rekreacyjnych polowań. Kolejną kontrowersją o negatywnych skutkach jest fakt, że huki wystrzałów płoszą wielogatunkowe grupy ptaków, miażdżąca część z nich to gatunki chronione, których świadome płoszenie jest niezgodne z prawem. Hałas strzału to jak rzucona petarda w miejscu zamieszkałym przez chronione gatunki, które podobnie jak domowy pies czy kot wpadają w panikę w reakcji na huk wystrzału. Wywołuje to szereg konsekwencji: zaburzenie cyklu dobowego żyjących wewnątrz parku ptaków, rozbijanie grup rodzinnych, dochodzi do utraty zaufania do miejsca itd. Polujący ma prawny obowiązek odnaleźć i zabrać postrzelone zwierzę. Lecz w wyniku polowań blisko Parku poranione ptaki są w stanie dolecieć do jego granic a tam myśliwi i ich psy zgodnie z prawem wejść nie mogą. Doprowadza to więc do okrutnej praktyki, gdzie część postrzelonych zwierząt z racji bliskości terenu chronionego nie sposób podjąć. Czeka je długie cierpienie przed śmiercią. Im bliżej granic parku narodowego tym większa skala problemu. To stąd biorą się obrazy konających ptaków z urwanym skrzydłem, nogą, wyłupanym okiem i to wewnątrz Parku – obszaru, który utworzono dla ich ochrony.

Jedna z niepodjętych ofiar polowań na ptaki, która zmarła na terenie parku nardowoego. Fot. Piotr Chara.
Jedna z niepodjętych ofiar polowań na ptaki, która zmarła na terenie parku nardowoego. Fot. Piotr Chara.

To jakie jest zadanie wdrażanej obecnie przez resort środowiska strefy ochrony zwierząt?

Ma po prostu zapewnić statutową, bo wyznaczoną przez prawo, funkcję formy ochrony jaką jest otulina. Nic nadzwyczajnego. Ma być to obszar wokół granic Parku, gdzie polowania na przedmiot ochrony, czyli ptaki, będą niedozwolone. Strefa ma odsunąć presję, by zminimalizować wyżej omówione negatywne skutki polowań na ptaki.

Dlaczego strefa nie obejmuje całej otuliny Parku Narodowego „Ujście Warty”?

Strefa ma objąć blisko połowę powierzchni otuliny. To ta jej część, która przylega do granic Parku. Około półtorakilometrowy buforowy pas wokół granic. Wyznacza dystans niezbędny do ograniczenia negatywnego wpływu polowań na zachowanie najważniejszej wartości przyrodniczej parku narodowego. Struktura użytkowania tego pasa obejmuje kośne łąki i pastwiska. Ten charakter użytkowania gruntu ogranicza do minimum ryzyko wystąpienia szkód rolniczych. Jest to też wystarczający bufor by zapewnić spokój ptakom wewnątrz Parku Narodowego.

Żurawie na terenie Parku Nardowoego Ujście Warty. Fot. Piotr Chara
Żurawie na terenie Parku Nardowoego Ujście Warty. Fot. Piotr Chara

Czy wykonano badania omyłkowych odstrzałów gatunków chronionych?

Tak, badano ten temat i wyniki stawiają wielu myśliwych w fatalnym świetle. Badania wykazują korelację pomiędzy różnorodnością gatunków w danym siedlisku a prawdopodobieństwem ich zabicia podczas polowań na ptaki. Znamienne są wyniki badań z 2025 r. prowadzonych przez dr Damiana Wiehle na Stawach Zatorskich. W miejscach polowań wyciągano tam z wody martwe ptaki. Następnie je prześwietlano i oznaczano pod kątem obecności myśliwskich śrucin. Stwierdzono je u ponad 20 gatunków chronionych, od łabędzia niemego przez mewy po bardzo rzadkie gatunki ptaków jak bączek, hełmiatka czy podgorzałka. Z kolei Badania dr Dominika Marchowskiego z 2007 r. wykazały, iż problem mylenia gatunków przez polujących jest powszechny. I nie jest to zaskoczeniem, gdyż nawet doświadczony ornitolog często miałby problem w ocenie cech diagnostycznych w sekundę lub dwie a tyle ma myśliwy pociągający za spust. Kłopot w tym, że za jego błąd płaci nasza – nie tylko myśliwych – przyroda. Społeczeństwo ma prawo i obowiązek zajmować stanowisko w tej sprawie.  Podsumowując polowania przy siedlisku wykorzystywanym przez wiele chronionych gatunków wiążą się obligatoryjnie z dużym ryzykiem ich przypadkowego zranienia lub zabicia. Jak wiadomo ujście Warty jest miejscem życia ponad 280 gatunków, z czego tylko kilka z nich to gatunki łowne.
 

Wabik dźwiękowy – nielegalna praktyka stosowana przez biura organizujące polowania na ptaki. Fot. Piotr Chara.
Wabik dźwiękowy – nielegalna praktyka stosowana przez biura organizujące polowania na ptaki. Fot. Piotr Chara.

Zdaje się, że od początku miejsce to upatrzyli sobie myśliwi? Czy to drugi Arłamów?

Pracowałem w Parku Narodowym Ujście Warty od początku jego powstania w 2001 roku. Rzeczywiście żywe wówczas były opowieści z niedawnych czasów o prowadzonych z rozmachem polowaniach dla elit wojskowych, rządowych czy dewizowych. Na przykład gdy upojeni alkoholem oficerowie nie mogąc upolować żadnej dzikiej zwierzyny kazali zatrzymać samochód przy stadzie owiec. Zastrzeliwszy kilka pojechali dalej. Właścicielowi stada wypłacono odszkodowanie. Na polowania w ujściu Warty przyjeżdżał późniejszy prezydent Bronisław Komorowski. Obsługiwał go, a nas raczył o tym opowieściami, pracownik parku. Przez lata pracy słyszeliśmy, że w powszechnym użyciu była broń automatyczna. Huki następowały po sobie po kilka na sekundę. Znajdowaliśmy w terenie kopce zabitych gęsi, które porzucano, gdyż nie mieściły się na pace samochodu. Dziś nadal polowania często łamią prawo. Udokumentowałem nielegalne czatownie myśliwskie na prywatnym gruncie, by dewizowi myśliwi mogli skuteczniej strzelać do oszukanych i zniżających pułap ptaków wylatujących z Parku stosowane jest nielegalne wabienie elektronicznym dźwiękiem, polowania bez psa, cudzoziemcy bez opiekuna itp. Polujący zbyt blisko granic parku często nie mogą odnaleźć i zabrać postrzelonych ptaków po polowaniu, bo te – jak już mówiłem wcześniej – spadają na obszar Parku, gdzie myśliwi i ich psy wejść zgodnie z prawem nie mogą.

Myśliwi twierdzą, że odstrzały są konieczne, ponieważ gęsi niszczą uprawy rolnicze. Czy były robione badania strat w uprawach?

Używanie tego argumentu przez myśliwych jest z wielu powodów nie tylko nieuprawnione, ale sieje celową dezinformację. Nic nie wiem o badaniach dotyczących ewentualnych strat w uprawach wywołanych obecnością ptaków. Chętnie bym poznał wyniki takich badań, jednak wydaje się, że myśliwi nie są nimi zainteresowani. Natomiast z rozmów z rolnikami wyłania się zupełnie inny obraz problemu.

Postrzałek – ranna, okaleczona przez myśliwych gęś na parkingu dyrekcji Parku Narodowego Ujście Warty, styczeń 2026. Fot. Piotr Chara.
Postrzałek – ranna, okaleczona przez myśliwych gęś na parkingu dyrekcji Parku Narodowego Ujście Warty, styczeń 2026. Fot. Piotr Chara.

Co zatem wynika z rozmów z rolnikami?

Po pierwsze, gdyby myśliwi byli zainteresowani ochroną upraw to podobnie jak w przypadku zwierzyny płowej chroniliby je w miejscu powstania potencjalnych szkód. Dlaczego nie przenoszą się tam, gdzie polowania nie budziłyby kontrowersji i mogliby pomóc w ochronie upraw? Zwaczajnie nie są tym zainteresowani. Przyjeżdżają często tysiące kilometrów nie po to, by wesprzeć lokalnego rolnika tylko po to, by oddać się hobby strzelania do ptaków. Dlatego stoją u progu ptasiej sypialni, którą jest Park Narodowy Ujście Warty. Troska o uprawy to wymyślony pretekst, nie mający nic wspólnego z rzeczywitością. Tymczasem utworzenie strefy jak najbardziej idzie w parze z ochroną upraw. Myśliwi będą mogli bowiem polować na ptaki w otulinie poza strefą, czyli właśnie tam gdzie zaczynają się pola uprawne i mogą powstawać ewentualne szkody.

Łuski po polowaniu. Fot. Piotr Chara
Łuski po polowaniu. Fot. Piotr Chara

Po drugie rolnicy nie wydają się być sympatykami polowań na terenie swoich łąk. Stoją za tym praktyczne przesłanki. Otóż dzisiejsze maszyny blokują się gdy wyczują metalowy element podczas pracy, to zabezpieczenie przed uszkodzeniem mechanizmów tnących. Blokują je najczęściej zostawiane przez myśliwych łuski. Inna historia rolnika z otuliny parku dotyczy krztuszącego się bydła domowego które zjadając siano z łuskami jest narażone nawet na śmierć.

Po trzecie nie ma żadnych badań ani realnych przesłanek wskazujących korelację pomiędzy polowaniami na ptaki w miejscach ich koncentracji a ograniczeniem szkód w uprawach. Raczej jest odwrotnie. Wypłaszane ptaki opuszczają park i lecą żerować tam, gdzie mają nie tylko pożywienie, ale i spokój. Często są to pola. Lecz gdy brak czynnika płoszącego znaczna część gęsi pozostaje w pobliżu noclegowisk i żeruje na łąkach wewnątrz parku. Nie muszą na żer lecieć na pola. Używanie argumentu o„ochrony rolnika” jest więc skrajnym nadużyciem, nie ma żadnego odniesienia do rzeczywistości.

Włoski myśliwy zbierający zastrzelone ptaki przy atrapach gęsi, czyli wabikach mających zanęcić lecące ptaki, by ułatwić strzelanie do nich. Polder Zachodni – otulina PN Ujście Warty, 2022 r. Fot. Piotr Chara.
Włoski myśliwy zbierający zastrzelone ptaki przy atrapach gęsi, czyli wabikach mających zanęcić lecące ptaki, by ułatwić strzelanie do nich. Polder Zachodni – otulina PN Ujście Warty, 2022 r. Fot. Piotr Chara.

Rolnicy i myśliwi to chyba nie jedyne grupy zainteresowane kwestią utworzenia strefy ochrony zwierząt?

Polowania na granicy obszarów chronionych są sprzeczne z oczekiwaniami społecznymi. Turyści odwiedzają park w liczbie kilkudziesięciu tysięcy rocznie. Akceptują wiele ograniczeń wiedząc, że służą one zapewnieniu spokoju przebywającym tu ptakom. Widzą jednak, że ten sam obiekt ochrony jest wypłaszany i po chwili bez ograniczeń zabijany. Te podwójne standardy oraz fakt eliminacji przyrody, którą uznajemy za dobro narodowe, budzą zdecydowany sprzeciw i napięcia społeczne. Utworzenie strefy to wyczekiwany krok w kierunku rozwiązania konfliktu nie tylko w przyrodniczym, lecz także w społecznym wymiarze.

Ostrzelana przez myśliwych tablica na granicy Parku Narodowego Ujście Warty. Fot. Piotr Chara
Ostrzelana przez myśliwych tablica na granicy Parku Narodowego Ujście Warty. Fot. Piotr Chara

Co strefa ochrony przyniesie dla tego miejsca?

Strefa ma być wolnym od polowań na ptaki pasem buforowym wokół granic parku. Jej powołanie ograniczy ranienie, zabijanie oraz wypłaszanie z jego wnętrza wielogatunkowych grup ptaków. Zmniejszy ryzyko przypadkowego zabijania gatunków chronionych. Ograniczy widok okaleczonych i konających ptaków wewnątrz parku narodowego, gdzie zgodnie z prawem ani myśliwi, ani ich psy – celem zabrania rannych ptaków – wejść nie mogą.  Otulina Parku Nardowego Ujście Warty nie może być miejscem, gdzie zasoby przyrody są eksploatowane przez wąską grupę interesów. Jej statutowa rola jako bufora ochronnego wymaga respektowania prawa i oczekiwań społecznych. Procedowanie strefy ochrony zwierząt to nie tylko kwestia przyrodnicza – to obowiązek wobec społeczeństwa, które powołuje parki narodowe, aby chronić, a nie pozwalać na zabijanie gatunków stanowiących przedmiot ochrony.

 

 

Piotr Chara, mgr inż. ochrony środowiska, były pracownik Parku Narodowego Ujście Warty, ekspert i kierownik projektów w zakresie czynnej ochrony siedlisk i gatunków ornitofauny siedlisk bagiennych w Dolinie Dolnej Odry. Autor dokumentacji inicjującej powołanie rezerwatu „Gęsi Bastion pod Starą Rudnicą”. Prezes Fundacji Zielonej Doliny Odry i Warty, członek Regionalnej Rady Ochrony Przyrody w Gorzowie Wielkopolskim, były członek Zespołu ds. reformy łowiectwa przy Ministerstwie Klimatu i Środowiska.